Uległość czy niepodległość. Wydanie drugie poszerzone
| liczba stron: | 376 |
| obwoluta: | nie |
| format: | 16,5 cm x 23,5 cm |
| papier: | offset |
| oprawa: | twarda |
| data wydania: | 06.04.2022 |
| ISBN: | ISBN 978-83-7553-339-2 |
| EAN: | 9788375533392 |
dodaj do przechowalni
Autor patrzy uważnie na otaczający nas świat i z żelazną logiką wyciąga wnioski, które budzą niepokój, a nawet lęk. Czyż nie brzmi to znajomo i złowieszczo: będzie się popierać zepsucie obyczajów, ze świętej religii uczyni się straszaka, aby obrzydzić ją szlachetnym sercom, podłość będzie się nagradzać orderami i zaszczytami, lud ogłupiać wódką, szlachtę szlifami i stanowiskami, a na głowy tych, co będą stawiać opór, wyznaczy się cenę, aby rozprawić się z nimi w stosownej chwili. Słowa te wyszły spod pióra Zygmunta Krasińskiego ponad 180 lat temu! Napisana piękną polszczyzną książka bazuje na wydanej 10 lat temu „Uległości czy niepodległości” oraz na „Strachach i Lachach”. Zmusza do przemyśleń, do szukania narodowych, a więc chrześcijańskich korzeni. Utrwala narodową pamięć i uświadamia, jaką straszną cenę trzeba płacić za jej utratę. Obraz współczesnej Polski z historią w tle, obraz odarty z wszelkiej narosłej przez lata komunizmu i neokomunizmu półprawdy.
Autor rozprawia się również z rosnącym zakłamaniem III RP. Odwołuje się do roli Krzyża w życiu narodu. Jego pogląd jest jasny: Polsce i Polakom uległość nigdy pożytków nie przyniosła i przynieść nie może, a bohaterstwo i ofiary złożone przez tyle pokoleń naszych rodaków godne są chwały. Autor wyraźnie wskazuje na wewnętrzne oraz funkcjonujące za granicą ośrodki antypolskie, a także metody ich działania; jedną z podstawowych jest manipulowanie historią albo jej eliminowanie – także z programów szkolnych. Porywająca lektura! Kilkadziesiąt ilustracji wzmacnia jeszcze siłę przekazu.
|
Słowo wstępne: Lech wzbudzony |
7 |
|
Rozdział I: Niebezpieczne sąsiedztwo |
12 |
|
Nikt nie żałuje Polski |
13 |
|
Rozstrzygać można było tylko orężem |
33 |
|
Appeasement: historia i współczesność |
61 |
|
Ukraina: wielki strach rosyjskiego imperium |
85 |
|
Krótki kurs, czyli historia jednego imperium |
98 |
|
Czy Polska może obronić się przed Rosją? |
104 |
|
Rozdział II: Głębsza pamięć imperium |
128 |
|
Polska i „barbaria” – proroctwo Henryka Kamieńskiego |
129 |
|
Przez Ukrainę i Kaukaz na Petersburg: początki polskiego prometeizmu |
187 |
|
Idea jagiellońska w polskiej pamięci i wyobraźni politycznej |
205 |
|
Polski wiek XIX: pytania i porównania |
232 |
|
Rozdział III: Przywilej polskości |
244 |
|
Dzielny naród Lechitów |
245 |
|
Jesteśmy Kadłubkowym plemieniem |
261 |
|
Wolność – istota tożsamości Polaków |
276 |
|
Powstanie Warszawskie: szepty i krzyki |
293 |
|
Doświadczenie Krzyża |
301 |
|
Symbolika Smoleńska |
314 |
|
Wigilia polskiej nadziei |
319 |
|
Rozdział IV: III RP – gorycz, opór i nadzieja |
324 |
|
4 czerwca 1989: naród źle zagłosował |
325 |
|
5 czerwca 1989: Zdradzone nadzieje i zapaść moralna |
335 |
|
Dziedzictwo świętego |
346 |
|
Flet szczurołapa |
353 |
|
Pierwszeństwo Ojczyzny |
361 |
|
Indeks nazwisk |
371 |
Rozdział I Niebezpieczne sąsiedztwo
Nikt nie żałuje Polski
Pytanie, które bardzo często pojawia się w związku z Powstaniem Styczniowym, szczególnie przy okazji 150. rocznicy jego wybuchu, jest formułowane bardzo ostro, nawet brutalnie: „Może ci, którzy walczyli, poszli w bój niepotrzebnie i bez sensu zginęli? Może powstanie to było po prostu wielkim politycznym błędem, bo z Rosją można się było bez tego pojednać?”
Panuje pogląd, że powstanie zrujnowało szansę i politykę ugody, którą reprezentował margrabia Aleksander Wielopolski, a którą rozpoczęła oczywiście inicjatywa ze strony polityków rosyjskich. Zaznaczę od razu, że nie jest to mój pogląd, ale stanowisko owo stało się stałym motywem szerszego zjawiska: krytyki tego, co Aleksander Bocheński nazwał kiedyś „głupotą polską”. Dzisiaj Powstanie Styczniowe stanowi główny przedmiot zarzutów i główny element całego przemysłu budowania polskiego autokompleksu; wszak Polacy zawsze popełniali błędy w historii, zawsze zachowywali się nieracjonalnie, zawsze tworzyli taką sytuację, z której jedynym wyjściem było bohatersko polec. To jest karykatura historii Polski, którą z wielkim uporem dziś się tworzy, odbudowuje. Bardzo ważnym aspektem takiego wizerunku nieracjonalnej jakoby w samej swojej istocie Polski jest krytyczne myślenie o polskim stosunku do Rosji, krytyczne myślenie o tym, że Polacy rzekomo nie wykorzystali szansy, bo była możliwość ułożenia stosunków z Rosją na zasadach innych niż antagonistyczne…
Jeśli chcemy zrozumieć stosunek Polaków do Imperium Rosyjskiego w XIX w., to musimy wyjść od sytuacji rozbiorów, które miały dwie fazy. Pierwsze trzy rozbiory zakończyły się wymazaniem Rzeczypospolitej z politycznej mapy w 1795 r. Formalny traktat w Petersburgu ostatecznie wykreślający nazwę Królestwa Polskiego został podpisany w styczniu 1797 r. Wiemy, że w tym samym roku szczęśliwie zaczęto już nucić gdzieś w dalekich Włoszech piosenkę, której autora muzyki nie znamy, a która zaczyna się od słów „Jeszcze Polska nie umarła”. Podział granic z 1795 r., pierwsza faza rozbiorów spowodowała, że Imperium Rosyjskie zagarnęło mniej więcej 64-65 proc. terytorium Rzeczypospolitej. Reszta, czyli jedna trzecia, została zagarnięta wspólnie przez Prusy i Austrię, które podzieliły się ziemiami Polski centralnej, tym rdzeniem etnicznym polskości, nie tylko z Krakowem, ale z Lublinem, Warszawą, Poznaniem, jak również z Gdańskiem czy Toruniem. W tym układzie Warszawa była częścią zaboru pruskiego. I jeśli zastanawiamy się nad racjonalnością reakcji Polaków na tę sytuację, to zwróćmy uwagę, że pierwsze pomysły walki o niepodległość nie kierują się wyłącznie przeciwko Rosji. Zasięgiem swym uderzają w Austrię, bo przecież Legiony Polskie we Włoszech, tworzące się od 1797 r., walczą nie z Rosją, ale z Austrią, której zabór sięgał aż pod Mazowsze. Pierwsze polskie udane powstanie, to Powstanie Poznańskie (1806-1807), skierowane przeciwko Prusom, głównie dlatego że Prusy miały Warszawę.
Rosja, grabiąc dwie trzecie terytorium Rzeczypospolitej, nie mogła nie być na liście wrogów niepodległości polskiej. Była, ale we względnej równowadze z pozostałymi dwoma rozbiorcami. Warto zwrócić uwagę na pierwszą broszurę polityczną, od której zaczyna się nowoczesna niepodległościowa polityczna myśl polska – Czy Polacy wybić się mogą na niepodległość – wydaną anonimowo w 1800 r., a której autorstwo przypisywano początkowo Tadeuszowi Kościuszce. Ponad pół wieku temu zostało ustalone, że napisał ją sekretarz Kościuszki, Józef Pawlikowski. W broszurze tej zarysowany jest program walki o niepodległość przeciwko wszystkim trzem zaborcom jednocześnie. Walki, której przewidywanym końcem jest obalenie systemu politycznego w Rosji, który zniewala Polskę, ale w której równorzędnymi przeciwnikami są, i także wymagają obalenia, pozostali dwaj rozbiorcy. Czy było to nieracjonalne?
Inną wersję rozwiązania problemu polskiej niepodległości zaczął rozważać w tym czasie najwybitniejszy polityk Polski XIX w., książę Adam Jerzy Czartoryski. Dziedzic wielkiej fortuny i nazwiska wysłany został przez rodziców do Petersburga w czasach trzeciego rozbioru jako swojego rodzaju zakładnik prawomyślności rodziny Czartoryskich, bardzo zaangażowanej, jak wiadomo, w działania patriotyczne. Sam książę Adam Jerzy zdążył wziąć udział w walce o niepodległość Polski w 1792 r. przeciwko wojskom rosyjskim i był jednym z pierwszych nagrodzonych ustanowionym w 1792 r. orderem Virtuti Militari za bitwę pod Grannem. Nie zrezygnował z noszenia tego orderu nawet wtedy, gdy wstąpił na służbę Cesarstwa Rosji. Tak się złożyło, że zaprzyjaźnił się z następcą tronu, wielkim księciem Aleksandrem Pawłowiczem. Korzystając z tej bliskiej zażyłości, a nawet przyjaźni, znalazł się w centrum polityki rosyjskiej, kiedy Aleksandr Pawłowicz objął tron po ojcu, zamordowanym w 1801 r. w zamachu (za przyzwoleniem syna). Książę Adam Jerzy błyskawicznie został mianowany pomocnikiem, czyli zastępcą ministra spraw zagranicznych Rosji. A zaraz po tym, w związku z bardzo podeszłym wiekiem ministra, księcia Woroncowa, objął w 1804 r. urząd ministra spraw zagranicznych Imperium Rosyjskiego. Był drugim w historii ministrem spraw zagranicznych Imperium Rosyjskiego, ponieważ samo ministerstwo powstało dopiero w 1802 r., wcześniej funkcjonowało tzw. kolegium spraw zagranicznych. Przy okazji warto wskazać zachowanie, które można przypomnieć jako pewnego rodzaju wzór do naśladowania dla naszych władz. Otóż kiedy w 2002 r. ministerstwo spraw zagranicznych Federacji Rosyjskiej obchodziło 200-lecie istnienia, minister spraw zagranicznych Rosji, Iwanow, przyjechał specjalnie do Polski. Nie do Warszawy, nie rozmawiał w ogóle z nikim z polskich urzędników. Przyjechał do Sieniawy, maleńkiej miejscowości na pograniczu lubelskiego i Galicji, gdzie w grobie rodzinnym spoczywa książę Adam Jerzy Czartoryski. Minister Putina przyjechał specjalnie z Moskwy do Sieniawy, by złożyć tam kwiaty – bo objeżdżał groby wszystkich kolejnych ministrów spraw zagranicznych, jacy urzędowali w ciągu tych dwustu lat, niezależnie od zmieniających się nazw Imperium. Tak szanuje się ciągłość instytucji swego państwa, co można podkreślić zwłaszcza dlatego, że przecież potem książę Adam Jerzy Czartoryski stał się pierwszym wrogiem tego imperium.
Wracam do koncepcji politycznej księcia Adama Jerzego: wierzył on, że wykorzystując swą przyjaźń z nowym carem Aleksandrem przekona go do pomysłu odbudowania Polski w oparciu o Rosję. Skoro Rosja ma już najwięcej, bo dwie trzecie polskiego terytorium, to wystarczy, że w starciu militarnym zetrze się przede wszystkim z Prusami, które trzymają Warszawę (trudno wyobrazić sobie Polskę bez Warszawy) i przy Rosji odbuduje się wtedy Polskę. Odbuduje się ją jako część wspólnego państwa pod jednym berłem – cara Aleksandra w Rosji, a zarazem króla Aleksandra w Polsce. W tę możliwość wierzył książę Adam. Jego plany legły jednak w gruzach, kiedy Aleksander sam zrezygnował z tych projektów i zawarł sojusz z Prusami, który zaprowadził go na pole bitwy pod Austerlitz 2 grudnia 1805 r. Aleksander i połączone wojska austriacko-rosyjskie w starciu z Napoleonem doznały, jak wiadomo, klęski. Wspólne wystąpienie rosyjsko-austriackie nie oznaczało jeszcze całkowitego poniechania wcześniejszych planów, ale było dla księcia Adama Jerzego poważnym znakiem ostrzegawczym. Tak jak samo wysunięcie tych planów przez Czartoryskiego było poważnym znakiem ostrzegawczym dla elit rosyjskich.
Odsłaniamy tu kolejny, bardzo ważny element potrzebny do refleksji nad tym, czy możliwa była trwała ugoda polsko-rosyjska w XIX w. W pierwszym tomie Wojny i pokoju Lwa Tołstoja jednym z drugoplanowych, ale bardzo wyrazistych bohaterów, jest właśnie książę Adam Jerzy Czartoryski. Jego ponura postać plącze się w okolicach cesarza Aleksandra jako jego zły duch, zły doradca. Dlaczego w takiej roli został obsadzony polski arystokrata, choć przecież Tołstoj piętnował wielokrotnie szowinizm rosyjski i pięknie, w innym opowiadaniu (Za co?) opisywał polską walkę o niepodległość? Wielki pisarz tworzył swą wielką powieść z dystansu przeszło sześćdziesięciu lat i odzwierciedlił w niej swego rodzaju stereotyp, który utrwalił się już wcześniej, kiedy książę Adam był na dworze rosyjskim. Stereotyp zaniepokojenia i wrogości wobec tego, kto może chcieć zmanipulować władcę, by zaszkodzić interesom Rosji, a konkretnie interesom elit rosyjskich. Gdzie rodzi się ten stereotyp? Rodzi się w reakcji elit rosyjskich na pogłoski, że car może rzeczywiście zjednoczyć ziemie polskie pod berłem rosyjskim i stworzyć jakby równorzędną monarchię, monarchię podwójną, polsko-rosyjską.
Wyobraźmy sobie tę sytuację z punktu widzenia ówczesnych elit rosyjskich. Rosjanie zdobyli Polskę mieczem, tłumiąc najpierw swymi wojskami konfederację barską – tam swoją karierę zaczynał wielki Suworow, by dokończyć dzieła w walce z powstaniem Kościuszki. Pobili też potem Polaków w kolejnych wojnach z Napoleonem. Rosjanie uważali, że mają do Polski prawo, bo je sobie mieczem wywalczyli. Drugie prawo, wynikające z historii, tkwiło w świadomości rosyjskich elit. Za chwilę rozdmucha tę świadomość i uczyni z niej stały element polityki rosyjskiej, pierwszy ich wielki historyk, Mikołaj Karamzin, pisząc swoją 25-tomową Historię Państwa Rosyjskiego, której główną oś stanowi walka Rosji z Polską. Świadomość tej walki wówczas funkcjonowała w postaci podań, rozmaitych nawiązań historycznych. Ta wciąż trwająca kulturowa pamięć konfliktu polsko-rosyjskiego, znalazła swe odzwierciedlenie w medalu, który Katarzyna kazała wybić na trzeci, ostateczny rozbiór Polski i napisać na nim: „To, co było zabrane, przywróciłam”. A więc wszystko, co zostało zajęte przez Rosję w trzech pierwszych rozbiorach, Katarzyna i elity rosyjskie traktowały jako przywrócenie im tego, co należało do ich historii. Traktowały to jako akt sprawiedliwości historycznej, a nie tylko przemocy, zwycięstwa silniejszego, bo przecież ziemie te należały kiedyś do Wielkiego Księstwa Kijowskiego, do takich czy innych księstw ruskich. Tak to interpretowano. Oba te elementy spotkały się w krytyce skierowanej przeciwko przypisywanej Aleksandrowi polityce flirtu z Polski z myślą o jej odbudowaniu pod berłem Rosji.













