Kolejny tom wspaniałej historii Polski opowiedzianej piórem profesora Andrzeja Nowaka liczy 464 strony, czyli o 80 więcej niż poprzednia część. Podobnie jak dwa poprzednie tomy charakteryzuje się wysokim poziomem edytorskim. Zdobią go liczne fotografie, rysunki, ryciny i mapy, które nie tylko dopełniają narrację autora, ale i poruszają wyobraźnię czytelnika.

Dzieło to owoc wspaniałego warsztatu badawczego, niesamowitego talentu pisarskiego i ogromnej wiedzy profesora Nowaka. Tym razem barwną przygodę z historią rozpoczynamy w 1340 roku od rządów króla Kazimierza Wielkiego, którego anonimowy autor Kroniki katedralnej krakowskiej przyrównuje do starotestamentowego króla Salomona. Przez karty monumentalnego tomu wędrujemy towarzysząc kolejnym postaciom historycznym – królowej Jadwidze, Władysławowi Jagielle, księciu Witoldowi, kardynałowi Zbigniewowi Oleśnickiemu, Kazimierzowi Jagiellończykowi i wielu innym – aż do roku 1468.

Wstęp: Plagi i obroty europejskiej fortuny           7

 

Część 1 Piastowskie dziedzictwo (1340-1384)            31

 Rozdział I W szkole politycznego realizmu, czyli królestwo Kazimierza między sąsiadami           33

 Rozdział II W poszukiwaniu dziedziców (1355-1370)            61

 Rozdział III „Rzeczy pożyteczne i wszelka pomyślność…” – czyli nowe mury, statuty i uniwersytet           85

 Rozdział IV Narodziny politycznego narodu (1370-1384)            121

 

Część 2 Unia i jej pierwsze plony (1384-1422)            161

 Rozdział I Jadwiga i Jagiełło (1384-1399)            163

 Rozdział II Conflictus magnus cum Cruciferos (1400-1411)            229

 Rozdział III „Tajemnica miłości” albo o polskiej szkole prawa narodów (1411-1422)            277

 

 Część 3 Monarchia Jagiellonów czy Rzeczpospolita?            319

 Rozdział I Spór o wspólne dziedzictwo. Ostatnie lata Jagiełły (1423-1434)            321

 Rozdział II Zbigniew Oleśnicki i „juniorzy” (1434-1447)            357

 Rozdział III Kazimierz Jagiellończyk: spory o unię, wojna o Pomorze, budowanie Rzeczypospolitej           393

 

 Indeks osób           449

Indeks nazw geograficznych           458

 

Spór o wspólne dziedzictwo.

Ostatnie lata Jagiełły (1423-1434)

Aby utrwalić pokój melneński, trzeba było usunąć niebezpieczeństwo jego podważenia przez Zygmunta Luksemburskiego. Ten próbował montować na nowo koalicję przeciw Polsce i Litwie, namawiając również wielkiego mistrza, Pawła Rusdorfa, do podniesienia raz jeszcze oręża. Władysław Jagiełło chciał wszakże utwierdzenia pokoju, nie nowej wojny. Jego zdanie podzielała większość, jeśli nie cała rada „znaczniejszych panów Królestwa”, z którą spotkał się w Niepołomicach w listopadzie 1422 r. Zaraz po tym spotkaniu wysłannicy polscy nawiązali wstępne rozmowy na Spiszu z reprezentantami króla Węgier. Książę Witold, choć występował od pewnego czasu w roli zdecydowanego oponenta Luksemburczyka, był także zainteresowany ugruntowaniem pokoju, który przecież oddawał Litwie bezwarunkowo Żmudź i mógł uwolnić nareszcie wielkie księstwo od krzyżackiego problemu. Dlatego zdecydował się oficjalnie odciąć od wcześniejszych planów zdobycia korony w Pradze. Nakazał swojemu reprezentantowi, księciu Zygmuntowi Korybutowiczowi, opuszczenie czeskiej stolicy. To otworzyło drogę do bezpośrednich rozmów Jagiełły z Luksemburczykiem.

Obaj władcy zjechali 30 marca 1423 r. do Kieżmarku. Król rzymski i węgierski uznał warunki pokoju melneńskiego. Polski monarcha wyrzekł się, także w imieniu Witolda, popierania husytów w Czechach. Król Zygmunt wycofał swoje oskarżenia pod adresem Jagiełły o wspieranie heretyków. Przymierze polsko-węgierskie z Lubowli, z 1412 r., zostało formalnie odnowione.

Luksemburczyk zgrzytał zębami, ale wciąż nie mógł skutecznie ugryźć polsko-litewskiego rywala z północy. Czechy pogrążały się w ogniu wewnętrznej walki między radykalnym odłamem husytów – taborytami, pod wodzą Jana Żiżki, a bardziej umiarkowanym obozem tzw. utrakwistów (głoszących prawo wszystkich wiernych do przyjmowania komunii sub utraque  species, czyli pod obiema postaciami: chleba i wina) oraz katolikami. Na odzyskanie realnego panowania króla Zygmunta nad Koroną świętego Wacława nie było na razie widoków. W swoich planach doprowadzenia zbłąkanych czeskich owieczek do katolickiej owczarni, papież Marcin V liczył teraz bardziej na króla polskiego niż na króla rzymskiego.  

Symbolicznym wyrazem osiągniętej przez Królestwo Polskie i jego władcę pozycji stała się uroczystość koronacji młodej królowej Sonki. 5 marca 1424 r. spotkali się z tej okazji w Krakowie król rzymski, węgierski i (nominalnie) czeski – Zygmunt Luksemburski, władca połączonych państw unii kalmarskiej, a więc Danii, Szwecji i Norwegii – Eryk Pomorski, książę Ludwik Bawarski z rodu Wittelsbachów (brat królowej Francji Izabeli), pięciu książąt piastowskich z Mazowsza, ośmiu ze Śląska; papieża reprezentował kardynał Branda de Castiglione oraz audytor kamery apostolskiej, Julian Cesarini, wielkiego mistrza – komturzy Elbląga i Torunia. Było wielu dostojników z Litwy i z Korony. Zjazd przyćmił 60 lat wcześniejsze spotkanie na dworze Kazimierza Wielkiego. Teraz trzydniowe uroczystości, tańce i turnieje kończyła wielka uczta nie u Wierzynka, ale u Zawiszy Czarnego – w domu przy ulicy świętego Jana.

Byli na wawelskiej koronacji Sonki władcy całej łacińskiej Europy środkowej, północnej i wschodniej. Kogoś jednak nie było: nieobecnością świecił Witold oraz towarzyszący mu wtedy na Litwie oficjalny kandydat na zięcia i spadkobiercę Jagiełły książę Fryderyk Hohenzollern młodszy. Głównym politycznym powodem świetnego spotkania w Krakowie były tymczasem właśnie wspólne zabiegi królów Zygmunta i Eryka, by nakłonić gospodarza do zerwania przedmałżeńskiego kontraktu między jego wciąż jedyną córką, Jadwigą i Hohenzollernem. Luksemburczyk czuł się osobiście tą kombinacją zagrożony – tym bardziej, że ojciec narzeczonego Jagiellonki, stary margrabia Fryderyk Hohenzollern, przy pomocy pozostałych elektorów, zaczął w tym czasie wprost grozić mu detronizacją w Rzeszy. Zygmunt więc, z właściwą sobie troską o dobro Polski i króla Władysława, zwrócił gospodarzowi krakowskiej koronacji uwagę na nielojalność Hohenzollerna w niedawnej wojnie polsko-krzyżackiej, kiedy to margrabia nie zdążył wypełnić obowiązków sojuszniczych wobec Jagiełły. Zamiast łączyć swój dom i przyszłość Polski z tak niepewnym sojusznikiem, dowodził król rzymski, Jagiełło powinien zerwać zaręczyny Jadwigi z Hohenzollernem i wydać ją za księcia słupskiego Bogusława IX, tak jak o to już wcześniej zabiegał patron Bogusława, król Eryk Pomorski.

Eryk ze swej strony obiecywał przyłączenie do Polski księstwa słupskiego, a król Zygmunt miał wykupić od Zakonu krzyżackiego Nową Marchię i przekazać jako wiano ślubne Jadwidze. Oczywiście nie miał żadnych pieniędzy, które byłby rzeczywiście gotów poświęcić dla tej kombinacji. Ofiarował, jak zwykle, gruszki na wierzbie. Chciał jednak bardzo wciągnąć Jagiełłę do rydwanu swojej polityki i miał pieniądze na łapówki dla polskich dostojników, którzy gotowi byli poprzeć jego plany. Ale Władysław pionkiem w grze króla Zygmunta nie myślał być. Ani nawet hetmanem – w wojnie przeciw husytom torującym drogę do tronu w Pradze Luksemburgowi.

Nieobecność wielkiego księcia Litwy w Krakowie nie musiała być wcale znakiem jakiegoś ochłodzenia jego stosunków ze stryjecznym bratem czy obrazy na Sonkę (z którą przecież sam Witold radził ożenić się Jagielle). Mogła być nawet z góry zaplanowanym przez obu wciąż doskonale współpracujących Giedyminowiczów wybiegiem. Król Władysław bowiem, w odpowiedzi na dyplomatyczną ofensywę swoich znakomitych gości odpowiedział, iż „nie ma zwyczaju bez Witolda i jego zgody o niczym decydować w sprawach wielkiej wagi”. Zaręczyny Jadwigi z Fryderykiem Hohenzollernem juniorem nie zostały zerwane. Król Władysław, choć – być może nawet szczerze – szykował się wiosną 1424 r. do udziału w nowej krucjacie przeciw husytom, to jednak wielkiej energii w tej akcji nie wykazał. Polskie rycerstwo wysłane wtedy do Czech, zostało odesłane z powrotem przez zięcia króla Zygmunta, Albrechta Habsburga, z obawy przed przejściem tych „posiłków” na stronę husytów. Faktycznie natomiast w czerwcu 1424 r. ruszył znowu do Pragi Zygmunt Korybutowicz. Żadnego oficjalnego poparcia ze strony Jagiełły ani Witolda nie otrzymał, ale po cichu wspierali go doradcy królewscy, nieprzychylnie nastawieni do zgody z Luksemburgiem, bracia Jan i Piotr Szafrańcowie. Korybutowicz, na czele zebranych w Polsce i na Litwie rycerzy-kondotierów, został do Pragi wpuszczony i uznany tam za monarchę „postulowanego”. Pozostanie tam przez trzy lata. W 1426 r. podejmie rolę promotora zgody husyckich Czech z Kościołem – znów za pośrednictwem Jagiełły i Witolda: jednak bez większych efektów. Straci miejsce na praskim zamku w wyniku bezkrwawego przewrotu w 1427 r. Dopiero wtedy zaświta znowu nadzieja Zygmunta Luksemburskiego na odzyskanie władzy nad Czechami.

Faktycznie królowi Zygmuntowi uda się powrócić do swej rodzinnej przecież (po ojcu, cesarzu Karolu IV) Pragi – dopiero w 1436 r. – i to na drodze układów z utrakwistami.

Wspominamy o tym już teraz, byśmy wyobrazili sobie znów, co by było gdyby… Gdyby Zygmunt Luksemburski zdołał połączyć realnie w swoim ręku władzę nad królestwem węgierskim i czeskim już w połowie lat 1420-ych. Niezależnie od tego, co myślał o tym łagodny i „legitymistycznie” nastawiony Władysław Jagiełło – dla Królestwa Polskiego byłoby to fatalne. Zygmunt, niedoszły król Polski (przypomnijmy, jako mąż Marii Andegaweńskiej, przeznaczonej przez króla Ludwika na tron w Polsce, odebrał już w 1382 r. hołd panów polskich jako ich przyszły władca i w tej roli po śmierci Ludwika Węgierskiego występował), jako władca Węgier chciał przecież odzyskać dla Korony świętego Stefana Ruś Czerwoną ze Lwowem, wyłączną zwierzchność nad Mołdawią i tradycyjną także dominację Luksemburgów nad „ubogą krewną” z północy – Polską.

To, że przez całe niemal życie nie mógł dodać do władztwa nad Węgrami jeszcze efektywnego panowania nad Czechami, Morawami i Śląskiem, oszczędziło Polsce fatalnego doprawdy osaczenia. Mogłoby ono okazać się tragiczne w skutkach, kiedy w Królestwie Polskim pojawią się rysy wewnętrznego sporu. Autor pierwszych pomysłów rozbioru Polski miałby wtedy szansę urzeczywistnić swoje marzenia, doprowadzając przynajmniej do rozbicia unii polsko-litewskiej.

Wielu historyków dostrzega, jak już to sygnalizowaliśmy pod koniec poprzedniego rozdziału, rok 1422, pokój melneński, jako wstęp do owego sporu, który podzieli Witolda i Jagiełłę, Litwę i Polskę, gdy zabraknie wspólnego geopolitycznego spoiwa unii: krzyżackiego zagrożenia. Litwa już nie miała dalej powodów do konfliktu z Zakonem – odzyskała wszystko. Polska tymczasem wciąż pamiętała o prowincjach zagarniętych przez Zakon i nie odzyskanych. W pierwszych latach po Melnie konfliktu jednak nie widać. Henryk Łowmiański w swej syntezie polityki jagiellońskiej trafnie wskazał trzy przyczyny, dla których kryzys unii ujawni się z opóźnieniem. Pierwszą była wielkomocarstwowa polityka Witolda, rozwinięta na wschodzie. Oparcie na Polsce było i na tym odcinku potrzebne. Drugą przyczyną były poważne wpływy wielkiego księcia Litwy w samej Polsce, w jej elitach – i wiązane z tym wciąż nadzieje Kiejstutowicza. Trzecią było dążenie etnicznego bojarstwa litewskiego (katolickiego) do utrzymania dominującego stanowiska na ziemiach litewsko-ruskich, do podporządkowania Litwinom Rusi (prawosławnej). Bez współpracy z Polską było to nie możliwe.

Zacznijmy od tej drugiej kwestii. „Wierną ajentką” Witolda w sypialni królewskiej miała być – wedle określenia jednego z mistrzów naszej historiografii, Stanisława Smolki – młoda żona Władysława, królowa Zofia (Sonka). Czy była nią kiedykolwiek – nie wiadomo. Miała raczej własne ambicje. Ich podstawą było danie staremu królowi syna.

Paweł Rzewuski, histmag.org

Należy analizować Dzieje Polski - jako dzieło historiozoficzne raczej, niż tylko czysto historyczne. Nie mamy tu wszak do czynienia z prostym zapisem historii, ale z próbą szerszego zrozumienia dziejów. Sam wybór formy niesie wybór niesie ze sobą konsekwencje, z których musi sobie zdawać sprawę czytelnik siadający do lektury tomu trzeciego.

Celem całej serii jest przedstawianie ciągłości pewnych idei i ich kontynuacji w kolejnych wiekach polskiej historii. Wśród nich niezaprzeczalnie najważniejszymi jest wolność i przynależność do christianitas – wspólnoty chrześcijańskiej. Przez pryzmat tych dwóch kategorii Nowak snuje swoją narrację na temat narodowych dziejów. I właśnie sugestywna narracja ma tu pierwszeństwo nad aspektem czysto badawczym. Dzieje Polski nie są bowiem pozycją stricte naukową. Nowak nie dokonuje nowych odkryć, ani nie przeprowadza własnych badań szczegółowych. Skupia się na tym by, korzystając z odkryć innych badaczy oraz własnej erudycji, dokonać interpretacji dziejów.

(...) Nowak wyraźnie akcentuje wynikającą ze wspomnianej przynależności tendencję do modernizowania państwa. Z punktu widzenia ideowego unowocześnianie państwa możliwe jest dzięki specyficznemu polskiemu rozumieniu wolności. Przyznajmy zresztą, że w opisywanych przez autora wiekach XIV i XV narracja ta jest zupełnie przekonująca. Ciekawi mnie jednak co napisze on w tomie obejmującym kontrreformację? Nadający ideowy ton tej epoce jezuici reprezentowali wówczas partię postępu, ale był to postęp wyraźnie wolności przeciwny.

Andrzej Nowak nie kryje ani swojego konserwatyzmu, ani sympatii politycznych. Siadając do lektury trzeba zdawać sobie z nich sprawę. Inna rzecz, że choć nie każdy zgodzi się z autorem, to jednak mało kto pozostanie obojętny na sugestywną narrację krakowskiego uczonego. Wizja Nowaka bowiem pociąga, ale i składnia do dyskusji.

Z kolejnym tomem Dziejów Polski wprost nie wypada się nie zapoznać. Jest to pierwsza od dawna próba przedstawienia w sposób ciągły całej historii Polski. Przestawienia w sposób wyrazisty i tożsamościowy, w sposób zupełnie inny niż we współczesnych podręcznikach akademickich. Z Nowakiem można się nie zgadzać, ale warto go czytać. Zachęcam do lektury!

(CC BY-SA 3.0)

 





















Czytelników, którzy kupili tę książkę, zainteresowało również:

Opinie o produkcie (0)

do góry

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl