Dzieje Polski. Tom 1. Skąd nasz ród

Pierwszy tom pomnikowych "Dziejów Polski", napisanych przez wybitnego historyka z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Akademii Nauk prof. Andrzeja Nowaka, obejmuje okres od początków państwa polskiego do 1202 r. (śmierć Mieszka III Starego). Osoba autora gwarantuje publikację na najwyższym poziomie naukowym i literackim, napisaną...

Autorzy: Andrzej Nowak

liczba stron: 384
obwoluta: nie
format: 195x240 mm
papier: Serixo 140 g matowy
oprawa: twarda, lakierowana, tłoczenia, złocenia
data wydania: 17-04-2015
ISBN: 978-83-7553-160-2
Zarejestruj się aby otrzymać rabat 25% na pierwsze zamówienie oraz 20% na kolejne zamówienia! Darmowa dostawa zamówień powyżej 120zł.
Dostępność: duża ilość


Pierwszy tom pomnikowych "Dziejów Polski", napisanych przez wybitnego historyka z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Akademii Nauk prof. Andrzeja Nowaka, obejmuje okres od początków państwa polskiego do 1202 r. (śmierć Mieszka III Starego).

Osoba autora gwarantuje publikację na najwyższym poziomie naukowym i literackim, napisaną właściwym dla prof. Nowaka pięknym, a jednocześnie przystępnym językiem. Będzie to też jedna z niewielu na naszym rynku książkowym niezakłamanych historii Polski, wolna od cenzury i politycznej poprawności, za to przesiąknięta duchem miłości do Ojczyzny i jej dziejów.

Słowo wydawcy   8

Podziękowanie   9



ROZDZIAŁ I Skąd nasz ród   13

ROZDZIAŁ II Polska wchodzi do historii   61

ROZDZIAŁ III Ocalanie ojczyzny (1025-1058)   139

ROZDZIAŁ IV Odnowione królestwo i początki rzeczypospolitej (1058-1102)   173

ROZDZIAŁ V Wychowanek Marsa i jego rycerze (1102-1138)   225

ROZDZIAŁ VI Siódme pokolenie (1138-1173)   271

ROZDZIAŁ VII Stary i Sprawiedliwy? - dwa porządki (1173-1202)   319


Indeks osób   370

Indeks nazw geograficznych   378

ROZDZIAŁ III

Ocalanie ojczyzny (1025-1058)

1. Bunt przeciw Polsce i czeski "potop": 1025-1039

Urodzony około 990 r., Mieszko II był już w roku śmierci ojca doświadczonym człowiekiem, doskonale przygotowanym do rządzenia wielkim państwem. Otrzymywał od Bolesława zlecenia najważniejszych misji dyplomatycznych - jak negocjacje z królem Henrykiem II w Magdeburgu w roku 1013 czy (nieudana) próba pozyskania czeskiego księcia Udalryka w następnym roku. Dowodził także głównymi siłami wojskowymi w walce z najazdem Henryka i wyprawach ofensywnych aż pod Miśnię. Przez ożenek z Rychezą, córką siostry cesarza Ottona III (a więc w prostej linii wnuczką cesarza Zachodu - Ottona II i przez jego żonę, Teofano, prawnuczką cesarzy Wschodu), wszedł Mieszko II na szczyty dynastycznych koneksji chrześcijańskiego świata. Miał już w roku śmierci Bolesława sam męskiego następcę - 9-letniego Kazimierza, w którym krew cesarzy Zachodu i Wschodu połączyła się z genetycznym kodem Piastów. Świeżo ustanowione Królestwo Polskie miało przed sobą wspaniałe widoki.

Przejęcie dziedzictwa Bolesława przez Mieszka II wydawało się proste, a energią swoją przypominało poczynania wielkiego ojca. Prawdopodobnie już w Boże Narodzenie 1025 r. Polska miała drugiego króla. Pół roku po śmierci ojca, Mieszko II dopełnił uroczystego obrzędu koronacji, zapewne w katedrze gnieźnieńskiej (może w poznańskiej), przyjmując koronę z rąk arcybiskupa Hipolita. Koronacja królewska była nie tylko potwierdzeniem statusu państwa i prestiżu władcy, ale również miała wspomóc rozwiązanie problemu dynastii. Tak jak Bolesław, również Mieszko II miał braci. W odróżnieniu jednak od Bolesława nie był najstarszym, pierworodnym synem władcy. Mieszko II, syn Emnildy, miał starszego brata - Bezpryma, zrodzonego ze związku Bolesława z żoną z Węgier i oddanego przez ojca do stanu duchownego (na nauki do założyciela zakonu kamedułów, św. Romualda, pod Rawenną). Miał też brata młodszego - Ottona, nazwanego tak na cześć cesarskiego przyjaciela ojca. Choć nie było wątpliwości, że to średniego syna wybrał stary król na swojego następcę, to jednak bracia, zwłaszcza starszy, Bezprym (po powrocie z Italii), mogli się upomnieć o udział w spadku po Chrobrym ojcu. Takie było zwyczajowe prawo słowiańskich plemion. Wyniesienie na tron królewski stawiało ponad to prawo i potwierdzało pełnię suwerenności władcy w kraju, a także miało zagwarantować wyłączność dziedziczenia jego potomkowi. Nie wiemy na pewno, czy Mieszko II gościł swoich braci na uroczystości w Gnieźnie, czy raczej wygnał ich (niektórzy badacze spekulują, że Otton mógł udać się do swej siostry Regelindy, margrabiny Miśni, zaś Bezprym uszedł na Ruś, do wielkiego księcia Jarosława). Bezpośrednio po koronacji władza Mieszka nie była jednak kwestionowana.

To, że ziemia polska miała drugiego króla, zostało szybko odnotowane w centrum europejskiej polityki, w kręgu cesarskiego dworu. I tu nastąpiła w tym samym czasie zmiana. Po śmierci bezpotomnej cesarza Henryka II w roku 1024 koronę królestwa niemieckiego zdobył dalszy krewny rodu Ottonów, Konrad II, założyciel nowej, pochodzącej z Frankonii dynastii salickiej. Był rówieśnikiem Mieszka II. Choć od swojego polskiego sąsiada był znacznie gorzej wykształcony - niemal analfabeta, nie znał, zdaje się, nawet łaciny - to jednak z dumą podtrzymywał dziedzictwo królestwa niemieckiego i linię polityczną swego bezpośredniego poprzednika, Henryka II. Przyjmując na przełomie 1024 i 1025 r. hołdy swoich wasali w Saksonii i Bawarii musiał zapewne słyszeć ich narzekania na utratę kontroli nad Łużycami i Milskiem, które Bolesław z Mieszkiem zdobyli dla Polski w piętnastoletniej wojnie. Trudny do uniknięcia konflikt o te ziemie, a przede wszystkim o charakter relacji między Rzeszą i Polską - albo suwerennym, równym Niemcom królestwem, albo podległym księstwem - zapowiadały reakcje części kronikarzy niemieckich na koronację Mieszka II. Annalista z Kwedlinburga ze zgrozą pisał, że Mieszko, tak jak jego ojciec, "tą samą pychą nadęty, rozlewa daleko i szeroko truciznę zarozumiałości (virus arrogantiae)". Rocznikarz z Hildesheim zaś zaznaczał (choć dopiero pod rokiem 1028), że Mieszko "samowolnie uzurpował sobie królestwo Słowian wbrew cesarskiemu majestatowi". Najdosadniej przedstawia drugiego polskiego króla kronikarz zwany Saxo Chronographus, który pisze zwięźle: "Oto Mieszko, książę Polaków, który przeciw rzymskiemu cesarstwu przywłaszczył sobie tytuł królewski, fałszywy chrześcijanin, morderca i tyran". Nagromadziliśmy tutaj te drobne cytaty, by oddać temperaturę polsko-saskiego pogranicza tamtego czasu. Nie wyrażają one jednak bynajmniej całości znacznie bardziej złożonych, jak to już widzieliśmy w poprzednich rozdziałach, stosunków między książętami Rzeszy i Polską. Raz jeszcze musimy podkreślić, iż Rzesza, niemieckie królestwo - nie było monolitem. Choć Konrad II szybko odebrał hołdy w całym państwie, udało mu się też dość prędko stłumić niepokoje w północnej Italii i koronować najpierw (w marcu 1026) na jej króla, a rok później na cesarza w Rzymie, to jednak pozostali także w Niemczech jego wrogowie. Mogła do nich należeć księżna lotaryńska, Matylda, rodzona siostra żony cesarza Konrada, Gizeli. W każdym razie opozycja wobec Konrada miała swoje centrum na zachodnich rubieżach niemieckiego królestwa, w Szwabii i Lotaryngii, z której przecież wywodziła się rodzina małżonki Mieszka II - Rychezy. Matylda zresztą mogła poznać osobiście Mieszka i Rychezę, np. na uroczystości konsekracji kościoła św. Michała w Bambergu, 2 września 1021 r., jeszcze z udziałem cesarza Henryka II.

Od księżnej Matyldy lotaryńskiej właśnie nadszedł między 1025 i 1027 rokiem do nowego władcy Polski niezwykły dar: iluminowana Księga modlitw - Ordo Romanus. Wart jest on uwagi z wielu względów. Między innymi dlatego, że zawiera pierwszy zapis nutowy na polskiej ziemi, tzw. neumy określające przebieg melodii przy śpiewie modlitwy. Owa pierwsza znana nam melodia do tekstu śpiewanego na polskiej ziemi napisana została do słów sekwencji - hymnu wznoszonego przed odczytaniem Ewangelii w czasie mszy. Słowa tej konkretnej sekwencji - Ad celebres, rex caelice, laudes cuncta - sławiące archanioła Michała na dzień jego święta (29 września), napisał najprawdopodobniej papież Sylwester II, Gerbert z Aurillac. To jakby piękny epilog idei, jaką ten papież z Francji i Otton III ogarnęli Polskę Bolesława i Mieszka.
Dla nas jednak najważniejsze jest to, że cały zbiór łacińskich modlitw poprzedzony został listem dedykacyjnym wraz z miniaturą. Przedstawia ona sylwetkę króla - Mieszka II na majestacie, z berłem w dłoni i koroną na skroniach, któremu dostojna niewiasta wręcza księgę. To pierwszy portret polskiego władcy, zapewne imaginowany (być może na postawie informacji o wyglądzie Mieszka, dostarczonej nieznanemu autorowi miniatury). Piękne wyobrażenie postaci drugiego króla Polski ma swój odpowiednik w jego duchowym portrecie, jaki rysuje list dedykacyjny Matyldy. I ten fragment warto przytoczyć: "Księciu Mieszkowi, najgorliwszemu czcicielowi prawdziwej cnoty i królowi niezwyciężonemu, życzy Matylda najwyższej radości w Chrystusie i szczęśliwego nad wrogiem zwycięstwa. Ponieważ łaska Boża użyczyła ci królewskiego tytułu, zarówno jak i zaszczytu i w najznakomitszy sposób wyposażyła w niezbędną do tego umiejętność rządzenia, poświęciłeś za szczęśliwym natchnieniem, jak słyszałam, z pobożnym sercem samemu Bogu początki swego panowania. Któż bowiem z przodków twoich tak wspaniałe powznosił kościoły? Któż ku chwale Bożej tyle zjednoczył języków? Nie dość ci tego, że możesz we własnym i łacińskim języku chwalić godnie Boga, zapragnąłeś jeszcze w greckim! […] Tę zaś książkę dlatego tobie posłałam, by nic nie zostało w służbie Bożej zapomnianym twej królewskiej mości, wiedząc, że niewątpliwie chętnie ją przyjmiesz ty, jako wykształcony w duchowych rzeczach. Oby Bóg wszechmogący, za którego zrządzeniem królewskim uhonorowany zostałeś diademem, darząc cię długim życiem i palmą zwycięstwa, wywyższył nad wszystkich twoich wrogów!".
Te niezwykłe życzenia nie miały się, niestety, spełnić. Czy Matylda lotaryńska ten wspaniały dar kierowała znad Renu nad Wartę tylko po to, by wyrazić zachwyt dla wykształcenia polskiego króla (łacina, greka, z pewnością także niemiecki nie były mu obce) i jego zapału fundatora kościołów, czy może po to także, by życzyć mu zwycięstwa w sojuszu z jej mężem, Fryderykiem lotaryńskim i siostrzeńcem, Ernestem szwabskim, przeciw temu nieukowi, Konradowi II?
Mieszko odczytał chyba ten list (i zapewne całą sytuację z okresu pobytu Konrada w dalekiej Italii) jako zachętę do uderzenia wyprzedzającego nieuniknione starcie o Łużyce i Milsko. I uderzył - w styczniu 1028 r. na Saksonię. A może chciał po prostu poprowadzić swoją potężną drużynę do nowych zwycięstw, by potwierdzić swój autorytet, w najbardziej przekonujący wówczas sposób i dać swoim wojom, i swojemu państwu nowe zdobycze, nowe łupy? Konrad poradził sobie jednak już wcześniej, latem 1027 r., z opozycją zachodnioniemiecką. Atak Mieszka, choć przyniósł rzeczywiście wielkie łupy i tłum jeńców, był strategicznie spóźniony. Wojna polsko-niemiecka (a może raczej wojna polskiego króla z niemieckim cesarzem) została wznowiona. Konrad zorganizował w następnym, 1029 r., potężną wyprawę odwetową, która miała ukorzyć Mieszka.
Współdziałał teraz ściśle przeciw Polsce z czeskim Udalrykiem. Nie dotarł jednak nawet na ziemie polskie, ale ugrzązł ze swoim wojskiem pod Budziszynem na Łużycach. Cesarz kluczowego grodu nie zdobył i sromotnie musiał się wycofać. Wydawało się, że duch Bolesława Chrobrego wciąż ożywia potęgę militarną jego syna.

Rok 1029 był jednak początkiem fatalnego dla Mieszka i dla Polski przełomu. Korzystając z zaangażowania sił polskich przeciw głównym siłom Konrada, książę czeski Udalryk najprawdopodobniej w tym właśnie roku oderwał od władztwa polskiego Morawy, ostatnią pozostałość imperialnej akcji Bolesława Chrobrego na południe od Sudetów i Karpat. Dwukrotnie upokorzony przez Mieszka cesarz niemiecki musiał w roku 1030 odłożyć zemstę, gdyż zmagać się musiał na wschodniej rubieży swego ogromnego państwa z innym rywalem - Węgrami, których władca, Stefan, pragnął zdobyć Bawarię dla swojego syna. Pierwszy raz zarysował się wtedy ten układ geopolityczny, który potem, w średniowieczu, powtarzał się będzie wiele razy: Węgry i Polska po jednej stronie, Czechy i Cesarstwo - po przeciwnej. W 1031 r., wobec śmierci Stefanowego syna, węgierskiego kandydata do tronu Bawarii, między Stefanem a Konradem stanął jednak pokój. Cesarz niemiecki mógł wreszcie uderzyć skutecznie polskiego króla. Nie uderzył sam.
Kiedy we wrześniu 1031 r. Konrad znowu wtargnął na teren Łużyc i Milska, broniący ich Mieszko musiał szybko oddać pole, zrezygnować z tej zdobyczy swego ojca, żeby ratować sam rdzeń swego królestwa. Od wschodu bowiem, jednocześnie z Konradem, zaatakował wielki książę kijowski Jarosław. Ruski władca chciał odbić pograniczne Grody Czerwieńskie i Przemyśl, które do swojego państwa przyłączył 13 lat wcześniej jego pogromca - Bolesław Chrobry. Wziął ze sobą brata, Mścisława i razem "spustoszyli ziemię lacką", jak to zapisał ruski kronikarz. Jarosław działał nie tylko w porozumieniu z Niemcami, ale miał jeszcze jeden potężny atut w swej rozgrywce, w której miał pomścić upokorzenia roku 1018. Tym atutem był wspomniany już wcześniej Bezprym, starszy brat polskiego króla. Bezprym sprowadził ruski najazd, żeby zdobyć tron dla siebie - i strącić Mieszka. Niemiecki kronikarz wskazuje także na rolę drugiego z braci Mieszka - Ottona, który miał prosić cesarza Konrada o zbrojną interwencję w Polsce, aby i jemu, młodszemu bratu, również został dany udział w dziedzictwie Bolesława Chrobrego.
To był pierwszy, krótkotrwały jeszcze, "potop" w dziejach polskich: równoczesny najazd potężnych sąsiadów z zachodu i wschodu, kolaboracja z nimi, a może nawet inicjatywa tej zbrojnej akcji ze strony "miejscowych" kandydatów do władzy w państwie Mieszka, wreszcie bunt części możnych zapewne popierających Bezpryma i młodszego Ottona, a na koniec "reakcja pogańska" przeciw chrześcijańskiej religii. Wszystko to, po desperackiej próbie obrony, zmusiło w końcu 1031 r. Mieszka II do ucieczki przed nacierającymi wojskami ruskimi. Zabrakło miejsca na suwerenność. Jak król Jan Kazimierz musiał uchodzić z zalanej wojskiem szwedzkim, moskiewskim i zbuntowanym kozactwem Rzeczypospolitej w roku 1655, jak później władze II RP w Kutach, przy granicy z Rumunią, zaskoczone najazdem sowieckim 17 września 1939 r., Mieszko musiał wybierać: walczyć i dać się złapać (może bohatersko polec), albo uciec za granicę - z nadzieją na dalszy ciąg walki o tron. On mógł uciec tylko do Pragi. Czeski książę zabrał Polsce już wcześniej Morawy, a sam chwilowo znalazł się w sporze z niemieckim cesarzem, dlatego Mieszko mógł rachować na chwilowy bodaj azyl u niego. Ale się przeliczył. Czeski władca, Udalryk, już raz więził Mieszka, kiedy ten próbował go w roku 1014 przekonać do sojuszu z Polską. Teraz miał Mieszka po raz drugi w ręku. Postanowił tym razem pomścić na Mieszku II urazy i upokorzenia, jakie jego ród musiał znieść od Mieszkowego ojca - Bolesława Chrobrego. Za oślepienie przed 28 laty na rozkaz Chrobrego brata Udalryka - księcia Bolesława III Rudego - zapłacił teraz Mieszko. Został wykastrowany.

Ledwie sześć lat po śmierci wielkiego władcy, po pierwszych, jakże wiele obiecujących latach panowania jego następcy, drugiego króla Polski, dzieło Chrobrego leżało w gruzach. Jego zdobycze: Morawy, Łużyce i Milsko oraz Grody Czerwieńskie z Przemyślem - zostały stracone. Syn i następca - pohańbiony. Najazd rusko-niemiecki umożliwił zajęcie tronu Bezprymowi - za zgodę na pomniejszenie Polski. Jak zapisał rocznikarz z Hildesheim, "Bezprym przesłał cesarzowi koronę wraz z insygniami królewskimi, które brat jego niesłusznie sobie przywłaszczył, a równocześnie przez posłów swoich kornym przesłaniem obiecał poddać się cesarzowi". Inne źródła sugerują, że insygnia królewskie wywiozła do Niemiec królowa Rycheza, zostawiona wraz z synem na pastwę losu przez uciekającego do Pragi męża. W każdym razie w roku 1031 Polska przestała być królestwem, stała się buforowym państewkiem między Rzeszą i wielkim księstwem, a raczej, jak wciąż to określano, kaganatem ruskim. Państewkiem tym miał teraz zarządzać Bezprym. Jego młodszy brat, Otton, być może otrzymał w zarząd Śląsk, graniczący z marchią miśnieńską, w której margrabiną była jego (i Mieszka II) siostra, Regelinda. Miecław, cześnik Mieszka II, usamodzielnił się na Mazowszu.

Historia się jednak nie skończyła. Przeciwnie, wydarzenia pogrążające dopiero co uformowaną Polskę w chaosie następowały coraz szybciej. Bezprym, zarządzający Wielkopolską, Małopolską i być może Mazowszem, naraził się najwidoczniej dużej części starych elit swoim postępowaniem, może wręcz ich prześladowaniami. Z powodu swoich okrucieństw, jak zanotował rocznikarz z Hildesheim, już wiosną 1032 r., zaledwie po pół roku rządów, "został zamordowany przez swoich, nie bez poduszczenia braci". Czeski książę Udalryk wypuścił okaleczonego Mieszka II, a ten wykazał dość energii, by sięgnąć ponownie po utracone dziedzictwo. Teraz jednak musiał prosić o uznanie swej władzy cesarza Konrada, który zagroził wojną. Na zjeździe w Merseburgu Konrad wystąpił raz jeszcze jako rzecznik interesów innych członków rodu Piastów, a w istocie interesu panów saskich, którzy woleli Polskę podzieloną, rozdrobnioną, niezdolną do ofensywnego działania na zachód od Odry. Mieszko musiał potwierdzić rezygnację z korony królewskiej i zgodzić na pozostawienie Śląska w rękach swego młodszego brata Ottona. Inną część państwa musiał wydzielić dla Dytryka, swego stryjecznego brata (wnuka Mieszka I z jego ostatniego małżeństwa z Odą, wygnaną wraz z dziećmi zaraz po objęciu władzy przez Bolesława Chrobrego).
Ten podział Polski nie trwał jednak długo. Już w roku 1033 umarł w niejasnych okolicznościach Otton, a Mieszko II zdecydował się wziąć pod swe panowanie i jego dzielnicę, i tę, którą trzymał krótko Dytryk (i ten znika w 1033 r. z kart historii równie nagle, jak się na nich pojawił). Był więc Mieszko II trzecim jednoczycielem ziem polskich: po Mieszku I, który je skupił po raz pierwszy pod swą władzą - i po Bolesławie Chrobrym, który błyskawicznie zebrał je znowu po zaplanowanym w testamencie Mieszka I podziale. Wbrew tylu przeciwnościom nie poddał się, ale walczył do końca o to, żeby ta krucha wciąż jeszcze konstrukcja państwowa, jaką otrzymał w spadku po ojcu i dziadku, nie została rozebrana, żeby przetrwało chociaż jej centralne rusztowanie: jedność Wielkopolski, Małopolski, Śląska i Mazowsza. Cesarz Konrad nie oponował w tym momencie, gdyż był zajęty walką na zachodniej rubieży swego imperium o arcybogate dziedzictwo burgundzkie. Książę ruski Jarosław, nie bez powodu zwany Mądrym, zadowolił się najwidoczniej dokonanym zaborem pogranicznych ziem i też nie interweniował w tym momencie w to, co działo się między Wisłą i Wartą. Terra Polanorum miała w roku 1034 znów jednego, prawowitego władcę.

Mieszko II musiał być skrajnie wyczerpany tą walką, w której nie skapitulował. Umarł wkrótce po dokonanym zjednoczeniu, 10 lub 11 maja 1034 r. Miał 44 lata.
Komu oddał to, co udało mu się uratować z pierwszego "potopu"? Niestety, "potop" się nie skończył. Chaos na polskich ziemiach, trwający co najmniej od roku 1031, czyli od najazdu rusko-niemieckiego, po śmierci Mieszka pogłębił się jeszcze dramatycznie. Nie wiemy nawet, czy bezpośrednio po Mieszku objął tron jego znany syn, Kazimierz, czy też pojawił się na tym tronie i zniknął tajemniczo inny, nieznany syn Mieszka, zwany Bolesławem Zapomnianym. Wymienia go dopiero źródło z XIV w., wcześniejszych śladów jego istnienia nie widać. Są tylko hipotezy, związane z wykształceniem Kazimierza w szkole katedralnej, co miałoby sugerować jego przeznaczenie do stanu duchownego - a zatem ktoś inny miałby być przygotowywany przez Mieszka do roli królewskiego następcy. Inną przesłankę podsuwać może potwierdzony historycznie fakt, że Mieszko II miał nałożnicę i mógł z nią mieć syna, na którego chciał przelać prawo do tronu. Mógł, w każdym razie przed wyjazdem do Pragi, ale czy miał? To niemal na pewno historiograficzna fikcja. Nie musimy się tutaj długo nad nią zastanawiać, gdyż ów rzekomy Bolesław - jeśli nawet w ogóle istniał - żadnej roli w historii Polski nie odegrał. Pozostaje w niej tylko jedną z zagadek.

Ważniejsze dla nas jest to, że po śmierci Mieszka II także prawowity i rzeczywisty jego dziedzic nie mógł przez ponad cztery lata odegrać w tej historii żadnej innej roli niż bezsilnego świadka. Anonim zwany Gallem ujął to, przeszło 70 lat po opisywanych wydarzeniach, w następujących słowach: "Po śmierci więc Mieszka […] pozostał jako mały chłopaczek Kazimierz [aż takim chłopaczkiem nie był: miał wtedy 18 lat - AN], z matką z cesarskiego rodu. Ale choć wychowywała ona syna w sposób odpowiadający jego godności i rządziła królestwem dbając o jego sławę, ile to było możliwe dla kobiety, zdrajcy przez zawiść wypędzili ją z królestwa, zachowując jej syna na tronie dla oszukańczego pozoru. A skoro on sam dorósł i objął rządy, niegodziwcy z obawy, by nie mścił się za krzywdy matki, powstali przeciw niemu i zmusili go do udania się na Węgry". Kazimierz realnej władzy w 1034 r. nie objął. Działo się coś okropnego na polskiej ziemi. Ale co? Powstali jacyś "niegodziwcy" - ale jacy, w imię czego?
Źródła czeskie, niemieckie, ruskie i polskie, jakie ów czas zamętu dość enigmatycznie opisują, pozwalają na snucie różnych opowieści o jego powodach i przebiegu. Mają jednak wspólną oś, wokół której wszystkie się obracają: "reakcja pogańska" przeciw chrześcijaństwu, bunt polityczny możnych (być może także powiązany z separatyzmem plemienno-regionalnym) przeciw dynastii, "rewolucja społeczna" (na różne sposoby interpretowana).
Sprzeciw wobec narzuconej nowej wiary chrześcijańskiej jest potwierdzony ponad wszelką wątpliwość. Historycy spierają się tylko co do jego intensywności i daty jego otwartego wybuchu: najwcześniej wskazuje się ów początek jeszcze w ostatnich latach panowania Bolesława Chrobrego, najpóźniej - po śmierci Mieszka II. W każdym razie lata trzydzieste XI w. obejmują kulminację tego buntu. Nie należy go lekceważyć, patrząc nań z perspektywy ostatecznego zwycięstwa chrześcijaństwa w Polsce. W tym buncie bowiem można dostrzec zjawisko szersze, które będzie się jeszcze w naszej historii kilkakrotnie powtarzało. To zjawisko sprzeciwu, jaki wywołuje narzucona zmiana tożsamości. Chrześcijaństwo przyszło do państwa Mieszka nagle, niemal bez przygotowania. Nie mogło objąć w ciągu 70 lat, jakie upłynęły od chrztu do kryzysu po śmierci Mieszka II, wszystkich, ani nawet większości poddanych pierwszych znanych Piastów. Nie było jeszcze parafii, a raczej były nimi same biskupstwa. Biskup i kilku towarzyszących mu zakonników nie mogli "obsłużyć" potrzeb duchowych potencjalnych "owieczek" na wielkich, trudno dostępnych obszarach puszczańskiego państwa Mieszka i Bolesława. Pierwsze, pojedyncze klasztory - w zachodniej Wielkopolsce, gdzie zamordowano "Pięciu Braci Męczenników", czy w Krakowie, przy kościele św. Gereona na Wawelu, nie powiększały jeszcze bardzo tych możliwości krzewienia wiary wśród rozsianego po lasach ludu. Nauka zasad wiary mogła się pewnie odbywać wedle tego schematu, jaki opisał działający na Pomorzu w czasach Bolesława Krzywoustego apostoł tej ziemi, Otton z Bambergu. Chodzić do kościoła, spowiadać się z grzechów, chrzcić dzieci i przyprowadzać ja na nabożeństwa, przestrzegać nakazanych postów, grzebać zmarłych na cmentarzach - nie paląc zwłok i nie chowając prochów gdzieś po dziuplach czy mokradłach, nie wchodzić w związki małżeńskie z krewnymi, nie zabijać córek!
Takie nauki i zakazy spotykały się ze starymi zwyczajami, tradycjami, w których dopuszczony był w większym stopniu element swobody seksualnej, zakorzenione było przekonanie o kontaktach ze zmarłymi, wywoływanie ich cieni i tańce rytualne w maskach nad ich szczątkami (jak to poświadcza dla terenów czeskich kronikarz Kosmas), uciekanie się w decyzjach życiowych do pomocy wróżek. To Kościół chciał zwalczać, a raczej zwalczał te zwyczaje książę, używając do tego ostrych narzędzi swojej świeckiej władzy. Opisał to dosadnie kronikarz Thietmar na przykładzie postanowień Bolesława Chrobrego: "Lud jego wymaga pilnowania na podobieństwo bydła i bata na podobieństwo upartego osła; również nie da rządzić sobą w interesie władcy, jeżeli ten nie stosuje kar surowych. Jeżeli ktoś spośród tego ludu ośmieli się uwieść cudzą żonę lub uprawiać rozpustę, spotyka go następująca kara: prowadzi go się na most targowy i przymocowuje doń, wbijając gwóźdź poprzez mosznę z jądrami. Następnie umieszcza się obok ostry nóż i pozostawia mu się trudny wybór (dura electio): albo ma tam umrzeć, albo obciąć ową część ciała. Jeżeli stwierdzono, iż ktoś jadł po siedemdziesiątnicy mięso, karano go surowo przez wyłamanie zębów".

Tak, trudny to był wybór dla tych, którzy nie tylko wielożeństwem, ale innymi elementami swej zakorzenionej w dotychczasowych obyczajach mentalności, nie chcieli się pogodzić z nowym porządkiem, nową organizacją duchowego świata. Często można było w praktyce zachować to, co w języku rosyjskim określa słowo dwojewierje - dwuwiarę, łączącą zewnętrzne elementy nowej religii z trwającymi długo przyzwyczajeniami starej. Możemy współczuć tym, którzy stawali przed ostrym wyborem i mieli zapomnieć, kim byli przed przyjęciem nowej wiary, kim byli i jak żyli ich przodkowie. Taki wybór zawsze boli. Ważne jednak, co kładzie się na jego szalę. Pogańska tożsamość mieszkańców państwa Bolesława i dwóch Mieszków nie miała na pewno tego ciężaru bogactwa kulturowego, jaki zdobędzie po wiekach polska sarmacka tożsamość, kiedy zakwestionuje ją w XVIII stuleciu oświeceniowe hasło koniecznej modernizacji, nakazujące wtedy zapomnieć ówczesnym "starym Polakom", kim byli wcześniej, wyrzec się tego, kim byli ich ojcowie i dziadowie. Nie miała tym bardziej tego dorobku kultury i tożsamości polskiej, jaki rewolucja komunistyczna, wprowadzana od roku 1944 (czy od 1939 we wschodniej części II RP), chciała zanegować, ani wreszcie tego skumulowanego dorobku tysiąclecia, który próbuje się wyrzucać na śmietnik historii na początku XXI w. Nie było jeszcze na początku XI w. zapisanych w pamięci kulturowej wielu stuleci rozwoju specyficznego dorobku o takiej sile, jaką kulturze polskiej dadzą potem Kochanowski, Mickiewicz, polonezy, mazurki, specyficzna tradycja wigilijnych wieczerzy, a także rozwijająca się pamięć historyczna wspólnoty. Ale przecież była jakaś, trudno dziś dla nas uchwytna tożsamość, którą przyjęcie chrześcijaństwa musiało podważyć. I z perspektywy kolejnych doświadczeń z narzucaniem nowej tożsamości w dalszych naszych dziejach możemy ów bunt w obronie "starego" zrozumieć.
Co nie znaczy wcale - zaakceptować. Owa pogańska tożsamość, którą chrześcijaństwo nakazywało porzucić, miała swoje bardzo niemiłe oblicze. Nie tylko np. wspomnianą praktykę zabijania nowo narodzonych córek czy ponure gusła, przypominające może jakoś obrządki haitańskiego voodoo. Na pewno bardzo istotny element tej tradycji, tej tożsamości, stanowiło bezwzględne poniżenie kobiety i surowość kar niewątpliwie większa od tych, które przynosiło chrześcijaństwo. Pisze znowu Thietmar o czasach Chrobrego: "Za czasów pogańskich jego ojca [Mieszka I], po pogrzebie każdego męża, którego palono na stosie, obcinano głowę jego żonie i w ten sposób dzieliła ona jego los po śmierci. A jeżeli znaleziono nierządnicę jakową, obcinano jej srom, by ją w ten szpetny i okrutny sposób pokarać, następnie zaś - jeśli godzi się o tym mówić - wieszano ów wstydliwy okrawek nad drzwiami domu, by uderzając w oczy każdego wchodzącego, do opamiętania na przyszłość go przywiódł oraz ostrożności".
Do "mas" nowa wiara i obyczaje na pewno nie dotarły jeszcze. Dopiero zbudowanie systemu parafialnego i reformy kościelne wprowadzone na polskich ziemiach w XIII w., zmienią ten stan rzeczy. Jednak już po 70 latach od chrztu jakaś przynajmniej część elit społecznych, które znalazły się w kręgu wprowadzanego przez państwo Bolesława i Mieszka chrześcijaństwa, mogła czekać tylko na okazję, by narzucony jej system wartości (a i świadczeń na rzecz Kościoła) zrzucić i pociągnąć za sobą innych do buntu w imię "starego".
Ruski kronikarz Nestor zanotował zwięźle: "i był bunt w ziemi lackiej: ludzie powstawszy pozabijali biskupów i popów, i bojarów swoich, i był u nich bunt". Odniósł te wydarzenia już do roku 1030. Anonim zwany Gallem opisuje (bez dokładnej daty) tę pierwszą zapaść Polski nieco obszerniej: "Niewolnicy powstali na panów, wyzwoleńcy przeciwko szlachetnie urodzonym, sami się do rządów wynosząc, i jednych z nich na odwrót zatrzymali u siebie w niewoli, drugich pozabijali, a żony ich pobrali sobie w sprośny sposób i zbrodniczo rozdrapali dostojeństwa. Nadto jeszcze, porzucając wiarę katolicką, czego nie możemy wypowiedzieć bez płaczu i lamentu, podnieśli bunt przeciw biskupom i kapłanom Bożym i niektórych z nich, jakoby w zaszczytniejszy sposób, mieczem zgładzili, a innych, jakoby rzekomo godnych lichszej śmierci, ukamienowali".
Niektórzy badacze domyślają się, że może próby pociągnięcia pogańskich Luciców przez polskiego króla do sojuszu przeciw Konradowi w 1029-1030 r. ośmieliły obrońców pogańskich tradycji w zachodnich zwłaszcza regionach Mieszkowego państwa do otwartych wystąpień. Nie ma pewności, czy taka była bezpośrednia geneza, ale na pewno właśnie na Śląsku "reakcja pogańska" zaznaczyła się najmocniej, czego jednym z dowodów są odnalezione na terenie wrocławskiego grodu pozostałości pogańskiej świątyni, zbudowanej w latach trzydziestych XI w. Na Pomorzu, gdzie już władza Mieszka II zdawała się w ogóle nie sięgać, pogaństwo triumfowało w pełni. W innych regionach ogólna rewolta przeciw układowi hierarchii i autorytetów państwa Bolesława i Mieszka miała zapewne charakter bardziej społeczny i polityczny. Chaos rządów Bezpryma był ich wspólnym wyrazem, a upadek władzy w ogóle po śmierci Mieszka II dramatyczną kontynuacją procesu zapaści państwa.

Od kwestii religii, motywów związanych z duchową tożsamością ludzkich wspólnot istotniejsze mogło być ogólne poczucie zmęczenia ogromnym wysiłkiem, jaki narzuciło poddanym Bolesława Chrobrego i jego następcy ich państwo. Utrzymanie potężnej siły zbrojnej, systemu obronnych grodów, bogatego, wciąż przemieszczającego się dworu - to wszystko kosztowało, z pewnością nieporównanie więcej niż nowa organizacja kościelna. Połączeni wciąż pierwotną wspólnotą rodową, zorganizowani w systemie tzw. opoli, szerszych wspólnot terytorialnych rozprzestrzenionych na obszarze 100-250 km2, zobowiązani byli do rozmaitych danin i posług na rzecz państwa. Podatek w postaci krowy czy wołu, uzupełniały inne obowiązki: budowy i utrzymania grodów, udzielania podwody czy przewozu (ewentualnie drogą wodną) urzędnikom i wojsku władcy, a także "stan" - czyli nakaz ugoszczenia władcy i wszystkich jego reprezentantów. To był ciężar spadający na wolnych chłopów, rosnący z każdą wyprawą wojów Bolesława czy Mieszka, z każdym rokiem wojen. Łup wojenny mógł łagodzić poczucie zmęczenia wśród samych wojów. Jednak kiedy wyczerpały się zdolności ofensywne polskich władców i można się było już tylko bronić - łupów zabrakło. Uderzające ze wszystkich niemal stron przeważające siły przeciwników: czeskiego księcia na Morawy, niemieckiego cesarza przez Łużyce i Milsko ku Śląskowi, ruskiego księcia na Małopolskę - zdawały się przekonywać szybko mieszkańców państwa Mieszka II o beznadziejności ponoszonych dla tego państwa ofiar. Może lepiej będzie zrzucić to jarzmo, wrócić do mniejszej, rodowej wspólnoty? Albo zorganizować się na niższym niż terra Polanorum szczeblu regionalnym, może mniej kosztownym? Takie myśli mogły padać na podatny grunt, kiedy Mieszko musiał w końcu 1031 r. uciekać z kraju. Ambitni "regionalni liderzy", których koronacja królewska Mieszka II i rządy jego mocnej ręki pozbawiały nadziei na odnowienie wpływów w podzielonym na dzielnice kraju, mogli wykorzystać sytuację jego militarnej klęski i wesprzeć najpierw Bezpryma, a potem, po śmierci Mieszka, potraktować jego syna, Kazimierza, jak marionetkę, albo nawet w ogóle nie dopuścić go do władzy. Inni mogli próbować wykroić z rozpadającej się wspólnoty państwowej swoje odrębne władztwo. Tą drogą poszedł Miecław, sprawujący na dworze Mieszka II funkcję cześnika (urzędnika odpowiadającego za stan piwnicy dworskiej i napełniającego trunkiem puchar władcy), a być może i oficjalnego namiestnika na Mazowszu, który swoje zwierzchnictwo nad tą dużą i nie zniszczoną dzielnicą postanowił przekształcić w swoje dynastyczne księstwo. Jego imię zanotowały kroniki, ale przedstawicieli elit możnowładczych gotowych stanąć na czele sił rozbijających scentralizowane państwo było z pewnością więcej. Najazd zewnętrzny, upadek autorytetu władcy, po militarnych klęskach podważonego przez konkurentów z dynastii (Bezpryma, Ottona, Dytryka), dalej tlące szeroko paliwo buntu przeciw wprowadzanej siłą chrześcijańskiej tożsamości i instytucjom - wszystko to tworzyło dynamikę narastającego chaosu, którego nikt nie był już w stanie kontrolować. Wtedy już mogli powstać "niewolnicy na panów".
Jeśli Kazimierz był w ogóle do tego momentu w swoim państwie, to najpóźniej w 1. poł. 1038 r. musiał już uchodzić - po raz kolejny - za granicę. Uciekał na południe, na Węgry. W części dzielnic przetrwała jeszcze państwowa organizacja, przejęta pod kontrolę regionalnych namiestników, w innych zapanowała anarchia. Czy można żyć w stanie anarchii? Bez państwa? Niedługo mogli zgłębiać odpowiedź na to pytanie mieszkańcy obszarów między Sudetami i Karpatami na południu i pobrzeżem Bałtyku na północy, Odrą na zachodzie i Wisłą na wschodzie. Ten obszar trudno nazwać w tym momencie Polską, to już nie była terra Polanorum. Trawiona chaosem, rozbita na regiony mogła się wydawać sąsiadom ziemią niczyją. W połowie XI w. po Chrystusie w tym miejscu europejskiego kontynentu nie mogło już być jednak ziemi niczyjej. Byli dość silni sąsiedzi, którzy tę ziemię mogli po prostu zagarnąć albo potraktować jak swój zasób - do cna wykorzystać. I tak się stało w roku 1038 właśnie. Ten rok dopełnił historię pierwszego "potopu".

Marcin Wolski, „W Sieci”

Pierwszy tom „Dziejów Polski” Andrzeja Nowaka („Skąd nasz ród”), mimo że doprowadzony tylko do 1202 r., zapowiada dzieło wybitne. Erudycja idzie w parze z żywością narracji. Historia wg profesora z Krakowa to nie zbiór suchych notatek o dawno zmarłych facetach, lecz opowieść o żywej strukturze, która trwa, rozwija się, zmienia, ale zachowuje własną tożsamość. (…) Nigdy nie byliśmy oderwaną od reszty wyspą, a Nowak, mistrzowsko łącząc problemy kulturowe, gospodarcze i militarne, ówczesne idee i myśl polityczną, pokazuje wydarzenia rozgrywające się między Bugiem, Odrą a Bałtykiem w szerszym europejskim kontekście.

Piotr Zaremba, "wpolityce.pl"

Andrzej Nowak nie tylko z ogromną dociekliwością drąży, rozważa rozmaite wersje zdarzeń, mnoży pytania i teorie, ale jest przeraźliwie realistyczny. Choćby wtedy, kiedy rozpatruje przyczyny mordu króla Bolesława Szczodrego (albo Śmiałego) na biskupie krakowskim Stanisławie. Ani to hagiografia kościelna ani prokrólewska. Nowak badacz wyciska z niej wszystko, co da się przy szczupłości źródeł wycisnąć.

A przy tym ten piękny język, to poczucie związku między różnymi epokami, to szukanie związków późniejszych wydarzeń i procesów w bardzo dawnych czasach – jak wtedy gdy w polityce Kazimierza Sprawiedliwego wobec Rusi widzi profesor ślady myśli prowadzącej do wschodniej polityki ostatnich Piastów. Ta umiejętność szukania linków między dziejami politycznymi i dziełami kultury, pomnikami architektury czy utworami literackimi. Ta książka jest nacechowana wielkim umiłowaniem polskości – to można by rzec jej duch. Ale to umiłowanie nie zakłóca procesów myślowych, nie prowadzi do lukrowania czy upraszczania. Można tak pisać. Uczcie się historycy.

Paweł Stachnik, „Dziennik Polski”

Przedsięwzięcie rzeczywiście jest niezwykłe i imponujące, zwykle bowiem historycy przy pisaniu dziejowych syntez starają się nie wychodzić poza okres swojej specjalizacji. Na całość dziejów porywają się jedynie najodważniejsi i najzdolniejsi, a i tak nie wszystkim się udaje. Jak jest w przypadku prof. Nowaka odpowiedzi udziela wydany właśnie pierwszy tom obejmujący okres do 1202 r. Wbrew sygnalizowanym wyżej obawom lektura to przednia i to pod paroma względami. (…)

Okazuje się, że dzieje polskiego wczesnego średniowiecza (a także krajów sąsiednich – Czech, Rusi, Węgier) są fascynujące i może niepotrzebnie zaczytujemy się opowieściami o królu Arturze czy Rolandzie, gdy pod nosem mamy równie ciekawe, a w dodatku prawdziwe historie. Trzeba tylko kogoś, kto by je odpowiednio spopularyzował i dzieło prof. Nowaka ma szansę taką rolę spełnić.

Opinie o produkcie (0)

Imię i nazwisko:
do góry

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl