Objawienia, nieszczęścia, pokuta i wołanie o pomoc. Jak doszło do ślubów lwowskich Jana Kazimierza?
Śluby lwowskie odbyły się 1 kwietnia 1656 r. w katedrze we Lwowie. Na ilustracji kopia obrazu Jana Matejki „Śluby Jana Kazimierza” autorstwa Józefa Weylanda w przedsionku kaplicy Cudownego Obrazu Matki Bożej w Częstochowie. Fot. Adam Bujak z albumu „Jasna Góra”. Kościół Gesu Nuovo w Neapolu znajduje się przy placu o tej samej nazwie. Idąc krętymi uliczkami miasta, odległość między kościołem ojców jezuitów a nabrzeżem zatoki można pokonać w piętnaście, dwadzieścia minut. Zapewne ojciec Juliusz Mancinelli nie raz podziwiał z okna klasztornej celi zachwycającą swym pięknem Zatokę Neapolitańską. Ale nie tej nocy z 14 na 15 sierpnia 1608 r. Wtedy siedemdziesięciodwuletni zakonnik, zatopiony w modlitwie w klasztorze przy kościele Gesu Nuovo, doświadczył widoku innego, nieporównanie doskonalszego – objawienia wielkości Boga. Duchowny ujrzał nagle okrytą purpurowym płaszczem Najświętszą Pannę z Dzieciątkiem na ręku, wyłaniającą się z obłoku. U Jej stóp klęczał bł. Stanisław Kostka – niedawno beatyfikowany przez Piusa V.
Chcąc uczcić Matkę Bożą tytułem, jakim jeszcze nikt Jej nie uhonorował, stary zakonnik wyszeptał: Królowo Wniebowzięta, módl się za nami! Wtedy Matka Boża miała powiedzieć: Dlaczego nie nazywasz Mnie Królową Polski? Ja to królestwo bardzo umiłowałam i wielkie rzeczy dla niego zamierzam, ponieważ osobliwą miłością do Mnie płoną jego synowie. Usłyszawszy słowa Najświętszej Panny, ojciec Juliusz wykrzyknął: Królowo Polski Wniebowzięta, módl się za Polskę!
(...)
15 sierpnia 1617 r. ojciec Juliusz miał jeszcze jedno objawienie w Neapolu. Również wtedy Matka Boża miała polecić, aby tu na ziemi nazywana była Królową Polski. Powiedziała też, że przeznacza Królestwo Polskie do wielkich rzeczy. Miesiąc później kurier z Neapolu przywiózł ojcu Mikołajowi Łęczyckiemu do Wilna list od ojca Juliusza Mancinellego, w którym ten pisał: Ja rychło odejdę, ale ufam, że przez ręce Wielebności sprawię, iż po moim zgonie w sercach i na ustach polskich mych współbraci żyć będzie w chwale Królowa Polski Wniebowzięta. Włoski jezuita poprosił ojca Łęczyckiego, by o treści objawień oznajmił królowi Zygmuntowi III Wazie. Stąd poznał ją kaznodzieja królewski Piotr Skarga i inni jezuici w Rzeczypospolitej, którzy rozpowszechnili wieść, że Bogarodzica kazała się nazywać Królową Polski. Dokładnie rok po ostatnim objawieniu i pięćdziesiąt lat po śmierci św. Stanisława Kostki, w roku 1618, w uroczystość Wniebowzięcia, Maryja wzięła do nieba ojca Juliusza Mancinellego – wiernego sługę.
(...)
Matka Boża wielkie rzeczy dla Polaków zamierza…
– tak miał oświadczyć współbraciom Juliusz Mancinelli po jednej z wizji w Neapolu. Ale taka nobilitacja obligowała. (...)
Gorliwi propagatorzy kultu Matki Bożej byli jednocześnie ostrymi krytykami wad suwerenów Rzeczypospolitej – szlachty. Upatrywali w Sarmatach podstawową przyczynę słabnięcia Polski, a później permanentnego kryzysu, w jakim znalazła się ona po wojnach drugiej połowy XVII w.
(...)
Znamy doskonale karcenia, jakich nie szczędził szlachcie Piotr Skarga, zrzucając na nią całą winę za zło dziejące się w Rzeczypospolitej. Zarówno w szesnastym, jak i siedemnastym stuleciu krytyków sytuacji w Polsce nie brakowało, zwłaszcza w zakonie jezuitów, którego członkowie walnie przyczynili się do propagowania tytułu Maryi Królowej Polski. Jezuita Jan Lesiewski, w kazaniu z okazji konwokacji senatu w Krakowie (24 IV 1608), mówił, że z powodu zapamiętania w grzechach Sarmatów Rzeczpospolita to obszar, w którym – zauważa dramatycznie autor – hula wiatr śmierci („Wzywanie do pokuty obywatelów Korony Polskiej i księstw jej podległych”, Kraków 1609).
Jakub Hasjusz, również jezuita, misjonarz obozowy wyprawy moskiewskiej (1617-1618), w kazaniach wygłoszonych w 1622 wyliczał występki pleniące się wśród szlachty: pijaństwo sromu nie ma, zbytek potraw, w szatach buta, lichwy i zastawy, nieszczyrość. A nade wszystko w Rzeczypospolitej nie ma sprawiedliwości, bo jej przez odwłokę sierota ubogi nie dojdzie, ludzi ocenia się według nagromadzonych przez nich bogactw, kto możniejszy ten lepszy. Szymon Starowolski wydał w 1623 r. pracę pod wielce wymownym tytułem „Prywata Polską kieruje, sława polska kona, ojczyzna choruje”.
Coraz częściej duchowni podkreślali, że wielkim grzechem, za który Bóg karze Rzeczpospolitą, jest ciemiężenie ubogich – wyzysk i bestialskie traktowanie chłopów. Już Piotr Skarga mówił w „Kazaniach sejmowych” (1597), że jedną z przyczyn upadku Polski stanie się wyzysk chłopów przez szlachtę.
Mateusz Bembus głosił w kazaniu „Trąba gniewu Bożego” z 1618 r., że kary, jakie spadną na Rzeczpospolitą, będą spowodowane uciskiem i bezprawiem, jakich od panów własnych doznają ludzie ubodzy stanu chłopskiego i mieszczańskiego. Inny kaznodzieja domaga się wręcz od Boga, by zesłał karę na tych spośród szlachty, którzy oprymują ubogich: Mścij się nasz Panie łez wylanych, a niech ci łupieżcy poddanych leją siarczyste łzy, w ogniu wiecznym zgrzytając. To zaledwie niektóre przykłady wypowiedzi łączących spadające na Polskę plagi z uciskiem, jakiego doznają chłopi od szlachty.
Siedem lat nieszczęść…
W roku, w którym Szymon Starowolski wydał swą pracę, wybuchło powstanie Chmielnickiego. Seria klęsk poniesionych na początku walk z wojskiem zaporoskim: żółtowodzka (29 IV – 6 V 1648) i korsuńska (26 V 1648) oraz „hańba plugawiecka” (klęska piławiecka 23 IX 1648) kształtowała ton wypowiedzi ówczesnych. Adam Kisiel, wojewoda bracławski, w liście do prymasa Macieja Łubieńskiego, donoszącym o klęsce korsuńskiej, w której Rzeczpospolita straciła armię i dwu hetmanów wziętych po bitwie do niewoli, desperował: Nastąpiła niesłychana clades [katastrofa] i niestetyż perpetua labes [wieczna zagłada], gdy ojczyzna nasza potencyj cesarza tureckiego i innych tak wielu monarchom inexpugnabilis [niepokonana] od jednego zdrajce Kozaka expugnata [została pokonana]. Sytuację pogarszało jeszcze jedno nieszczęście – 20 maja w Mereczu umiera Władysław IV. Rozpoczął się czas bezkrólewia, zawsze groźny dla instytucji państwa. Bunt kozacki oraz seria klęsk na ukrainnych polach groźbę tę zwielokrotniły: żal się Boże nie było nigdy tak złego, szkodliwego i niebezpiecznego interregnum w Polszcze – czytamy w jednym z listów pisanych tydzień po śmierci monarchy.
Sejm elekcyjny (6 X – 20 XI 1648), na którym wybrano na króla Jana Kazimierza, przebiegał w cieniu niedawnej klęski piławieckiej oraz wieści, że zwycięska armia kozacka w sile 200 tys. żołnierzy z Bohdanem Chmielnickim na czele zbliża się do Zamościa. Panika ogarnia szlachtę zebraną na polu elekcyjnym, gdy rozpuszczono plotkę, że nieprzyjaciel 14 mil od Warszawy, wtedy co żywo, układano swoje roby w skrzynie, sznurowali tłumoki, gotowsi wyprawowali wozy […], panowie się gotują w drogę, czytamy w diariuszu tegoż sejmu. Pesymizm, niewiara w przyszłość, w zdolność Polaków do poradzenia sobie z falą niepowodzeń, udzieli się też politycznym elitom Rzeczypospolitej. Stan ten dobrze oddaje opinia podczaszego koronnego Mikołaja Ostroroga, który w liście pisanym kilka dni po Piławcach stwierdził, że klęska ta śmierci mi się […] równa.
Nie było to jedyne nieszczęście, jakie spadło na Rzeczpospolitą w ciągu kolejnych siedmiu lat. Przypomnijmy, że w kolejnych latach mieliśmy do czynienia z rewoltą wewnętrzną 1651 roku (bunt Kostki-Napierskiego), epidemią dżumy i innych chorób, okresem nieurodzaju i głodu. W 1654 r. wybuchła wojna z wspierającą Kozaków Rosją. A latem 1655 r. rozpoczął się potop szwedzki. Wtedy też nastąpiła kulminacja trwogi i niewiary Polaków we własne siły. Jej przejawem była kapitulacja pod Ujściem szlachty wielkopolskiej 25 lipca 1655 r., za której to przykładem poddawały się najeźdźcy z północy kolejne województwa. Tłumaczono ten akt zdrady bardzo znamiennie: liczono, że dzięki pomocy Karola Gustawa oraz jego luterańskich wojsk uda się uwolnić katolicką Rzeczpospolitą z rąk schizmatyckiej Kozaczyzny i Rosji, która rok wcześniej zdobyła klucz do Litwy – twierdzę smoleńską. Zawarty 20 października 1655 r. w Kiejdanach układ między Litwą Radziwiłłów birżańskich a Szwecją był jednoznaczny z zerwaniem unii lubelskiej.
Szwedzi zajęli Kraków (19 października 1655 r.), a Jan Kazimierz schronił się na Śląsku Opolskim. Razem z królem do Głogówka przybyli 17 października królowa Maria Ludwika, nuncjusz papieski ks. abp Pietro Vidoni, prymas Matka Boża Częstochowska, Królowa Polski. Cudowny Obraz w kaplicy jasnogórskiego klasztoru. Fot. Adam Bujak z albumu „Jasna Góra” Polski Andrzej Leszczyński oraz grupa senatorów. Król i towarzyszące mu osoby byli gośćmi śląskiej rodziny hr. Oppersdorffów na ich zamku w Głogówku. Szwedzi okupowali Warszawę i Kraków, a u schyłku 1655 r. zajęli prawie cały kraj, z wyjątkiem Lwowa, Zamościa, ziem południowo-wschodnich, skrawków Pogórza oraz terenów zajętych wcześniej przez Moskwę. Wierności dochowały, trwając w oporze, Prusy Królewskie z luterańskim Gdańskiem, który doczekał się za to wspaniałych słów uznania od… Seweryna Karwata, jezuity. Duchowny ten podkreślaniem stałości heretyckiego miasta zawstydzał katolickich Sarmatów, którzy dochowują wierności władcy, gdy sobie tryumfy i łupy z nieprzyjaciół obiecują, a gdy widzą, że nieprzyjaciel przemaga, do niego się przedają [przechodzą na jego stronę].
Co Jasnej bronisz Częstochowy…
Ci, którzy dochowali wierności królowi lub po pewnym czasie po prostu oprzytomnieli, zdawali się być przekonani, że tylko interwencja Opatrzności może nas uchronić przed ostateczną klęską. Coraz częściej też patrząca na zgliszcza swych domostw, świątyń i klasztorów szlachta dochodziła do wniosku, że wszystko to dzieje się z powodu jej grzechów. Niejeden szlachcic zgadzał się ze słowami cytowanego wyżej kaznodziei: znać, że nas, niekarne Polaki, sroga pomsta gniewu Bożego śladem grzechów naszych dogania, jak też wraz z nim pytał z trwogą: mocny Boże, cóż to dalej z tym moim narodem będzie?
Odpowiedź przyszła niedługo. Z Jasnej Góry. Tam od 19 listopada do 27 grudnia trwała obrona klasztoru przez niewielką załogę, w skład której wchodziło około dwóch setek wojska oraz szlachty zbiegłej wraz z rodzinami przed wojskiem Karola Gustawa, ponadto 30 puszkarzy i 70 zakonników – w sumie około 300 osób. Naprzeciw nich stanął korpus liczący ponad 2 tys. żołnierzy, w tym 800 polskiej jazdy pułkownika Wacława Sadowskiego. Później liczba wojsk oblegających Jasną Górę zwiększyła się do 3 tys. żołnierzy.
Podziw budziła nie tylko twarda obrona Sanktuarium, ale też postawa przeora Augustyna Kordeckiego, który podnosił na duchu skłaniających się od czasu do czasu do kapitulacji żołnierzy. Jasnogórskie zwycięstwo stało się punktem zwrotnym w tej wojnie. Szlachta, która się skonfederowała pod Tyszowcami pod koniec grudnia 1655 r., podkreśliła, iż jednym z powodów, dla których odstąpiła od Karola Gustawa, było to, że podniósł on rękę na kościół nawet Częstochowski, miejsce najznaczniejsze nie tylko Rzeczypospolitej, ale i orbi christiano [całego chrześcijaństwa], a to dlatego, aby zniszczywszy ten fundament devotionum [pobożności], mógł tym łatwiej wytracić wiarę starą katolicką, a na to miejsce cudzoziemską diversam sectam [herezję] do Królestwa sprowadzić. 2 marca 1656 r., również wojsko zaciężne Aleksandra Koniecpolskiego, w manifeście przeciwko Szwedom i ich władcy, jasno i dobitnie wyraziło, co skłoniło je do opamiętania. Karol X Gustaw chciał zniszczyć jedyną Polski pociechę, klasztor Najświętszej Panny Częstochowskiej […], aby zgładzić cześć Świętej Panny Marii w kraju katolickim i lud polski tem łatwiej na luterską sektę swoją nawrócić.
Obrona Polski przed Szwedami była pierwszą ogólnonarodową wojną. Niestety długo przyszło nam czekać na drugą, w takiej skali, równie powszechną, sławną Cudem nad Wisłą 15 sierpnia 1920 r. Bowiem w tej wojnie dużą rolę odegrali chłopi, broniący swych rodzin i wiary katolickiej, nie mniej zażarcie jak suwereni tych ziem – szlachta. Znaczenie chłopskiego wojska docenił przywódca wojskowy ruchu antyszwedzkiego, Stefan Czarniecki. Regimentarz koronny wydał w marcu 1656 r. uniwersał, wzywający chłopów do walki ze Szwedami i grożący szlachcie śmiercią, gdyby chciała powstrzymywać poddanych od podjęcia tej walki. Dwa dni później podobny uniwersał wystosował do chłopów marszałek wielki koronny Jerzy Lubomirski.
Śluby lwowskie albo elekcja vivente rege
Mniej więcej w tym samym czasie, kiedy broniła się Częstochowa, na drugim końcu ziem koronnych odpór napierającym wrogom dawało inne miasto – Lwów. W październiku i listopadzie 1655 r. Lwów wytrzymał oblężenie połączonych wojsk kozackich i moskiewskich pod dowództwem Chmielnickiego i Wasyla Buturlina, stając się w tym czasie rzeczywistą stolicą Polski, miastem, którego bohaterska obrona okryła je ogromną chwałą i wywołała powszechny podziw w całej Rzeczypospolitej.
W ostatnich dniach oblężenia Częstochowy Jan Kazimierz tylko z nuncjuszem i kilkunastoma dworzanami wyruszył ze Śląska do kraju. 10 lutego 1656 r. przez Duklę, Krosno i Łańcut król oraz towarzyszący mu skromny poczet złożony z trzech chorągwi przybyli do Lwowa. W mieście dojrzewał pomysł wielkiego aktu religijno-patriotycznego – ślubów lwowskich: oficjalnego potwierdzenia faktu, który Matka Boża objawiła ojcu Juliuszowi Mancinellemu przed ponad czterdziestu laty: że Maria Wniebowzięta jest Królową Polski. Prawdopodobnie pierwszym, który poddał ten pomysł, był prymas Polski Andrzej Leszczyński. We Lwowie dodano obietnicę królewską naprawienia krzywd wyrządzonych ludow wiejskiemu. Ostateczny kształt aktu ślubowania był niewątpliwie świadectwem zgodnej współpracy króla, nuncjusza i członków rady królewskiej: Andrzeja Trzebickiego – podkanclerza koronnego biskupa przemyskiego, i Jana Tarnowskiego – arcybiskupa lwowskiego. Podniosła uroczystość odbyła się w sobotę, 1 kwietnia 1656 r., w oktawę Zwiastowania Najświętszej Maryi Panny.
Polacy objawienie Wniebowziętej zrealizowali zgodnie z własnymi procedurami. Najpierw był swoisty sejm elekcyjny, na którym obrano Matkę Bożą na Monarchinię. Katedra lwowska pełniła w tym mo mencie funkcję szopy senatorskiej, w której ogłaszano imię nowo wybranego władcy. Przed cudownym obrazem Matki Bożej Łaskawej nuncjusz papieski bp Pietro Vidoni odprawił Mszę św., a przed Podniesieniem Jan Kazimierz opuścił tron oraz złożył koronę i berło. Symbolicznie przestał być królem, odgrywał rolę interrexa. Po przyjęciu Komunii św. klęknął na najwyższym stopniu ołtarza i złożył ślubowanie: tę oto konfederację czynię: Ciebie dziś za Patronkę moją i za Królową państw moich obieram. Tak samego siebie, jak i moje Królestwo polskie, księstwo litewskie, ruskie, pruskie, mazowieckie, żmudzkie, inflanckie, smoleńskie, czernichowskie oraz wojsko obu narodów i wszystkie moje ludy Twojej osobliwej opiece i obronie polecam, Twej pomocy i zlitowania w tym klęsk pełnym i opłakanym Królestwa mojego stanie przeciw nieprzyjaciołom Rzymskiego Kościoła pokornie przyzywam. Król-interrex złożył też przyrzeczenie, że wraz z całym narodem będzie szerzył kult Matki Bożej oraz że dzień zwycięstwa nad Szwedami stanie się celebrowanym uroczyście świętem. Trzecim przyrzeczeniem było uwolnienie chłopów od doświadczanego przez nich uciemiężenia, za które od siedmiu lat spadają kary Boże na Rzeczpospolitą. Jak widać, bardzo precyzyjnie określono, za co państwa rządzone przez Jana Kazimierza doświadczają ciągnących się od wybuchu powstania Chmielnickiego nieszczęść. Czy mogło być przypadkiem, że mówił to Jan Kazimierz, mający za sobą nowicjat u jezuitów, a autorem słów ślubowania był Andrzej Bobola, jezuita?
Można powiedzieć, że król-interrex nominował Matkę Bożą Królową, a następnie Andrzej Trzebicki, podkanclerzy koronny, biskup przemyski tekst tej modlitwy powtórzył w imieniu stanów Najjaśniejszej Rzeczypospolitej, dokonując tym samym aktu obwołania Panny Przenajświętszej Monarchinią.
Kilka dni później doszło do sejmu koronacyjnego. W świątyni ojców jezuitów nuncjusz papieski Vidoni odprawił nabożeństwo przy wystawionym Najświętszym Sakramencie. Na końcu Litanii Loretańskiej po raz pierwszy dodał inwokację „Regina Regni Poloniae, ora pro nobis” (Królowo Korony Polskiej, módl się za nami). Tym aktem przedstawiciel Ojca Świętego Aleksandra VII w obecności króla Jana Kazimierza ogłosił Najświętszą Pannę Maryję Królową Narodu Polskiego. Tym samym potwierdził mocą swego urzędu proklamację królewską, złożoną w katedrze lwowskiej. Procedura elekcyjna dobiegła końca. Rzeczpospolita miała Królową. Po raz pierwszy od czasu ustanowienia wolnej elekcji nowy władca został wybrany, i to przy powszechnej akceptacji, za życia króla (vivente rege). Była jeszcze jedna różnica między tą a dotychczasowymi i późniejszymi elekcjami – odrzucono prawo do wypowiadania posłuszeństwa Królowej. 2 lipca 1656 r. Jan Kazimierz wraz prymasem Andrzejem Leszczyńskim i wszystkimi biskupami polskimi postanowili, aby odtąd Jasna Góra nazywała się Górą Zwycięstwa. A wybitny poeta baroku Wespazjan Kochowski pięknie pisał:
Królowa Polska, Sarmacji Pani,
Tobie niebo, morze i otchłanie
Posłuszne zawsze […]
Twojać to Polska, Ty jej z dawna bronisz,
I teraz ją Ty w tym razie osłonisz;
Wielmożna ręka Jej nieprzyjaciele
Mostem pościele.
Dr Robert Kościelny
*
Powyższe fragmenty pochodzą z artykułu dr Roberta Kościelnego, który w całości ukazał się w miesięczniku WPiS nr 41. /AD
Zapraszamy do naszej Księgarni Internetowej po książki o roli wiary i Maryi w dziejach Polski:

Cuda polskie. Matka Boża i święci w naszych dziejach
Na historię naszego kraju należy patrzeć z punktu widzenia człowieka wierzącego, chrześcijanina, jeśli chce się dzieje Polski interpretować uczciwie. Ta książka nie jest suchym dziełem naukowym, lecz zawiera solidną porcję wiedzy o minionych wiekach. Jest napisana barwnie i żywo. Prezentuje autentyczne wydarzenia, konkretne osoby oraz sprawdzone opinie. Obejmuje okres od Mieszka I po współczesność.

Polacy wierni i dzielni
Polacy – kim jesteśmy? Kim byliśmy? Kim powinniśmy być w przyszłości? O. prof. Marian Zawada od ponad 40 lat szuka odpowiedzi na te pytania. Szuka – i znajduje. Zastanawia się nad kondycją naszego narodu od momentu jego narodzin w X wieku po czasy najbardziej współczesne. I nieustannie jest pełen zachwytu nad duszą polską, nad jej zdolnością przetrwania nawet największych kataklizmów, nad jej niezłomnością.

Totus Tuus
Ogłoszony przez polski parlament Rok św. Jana Pawła II w stulecie jego urodzin (1920–2020) każe zastanowić się nad dziełem naszego wielkiego rodaka. Ks. Karol Wojtyła na drogę swego dorosłego życia wybrał dewizę Totus Tuus, czyli po polsku Cały Twój – zawołanie odnosi się do Maryi, Matki Jezusa. To Jej tak młody kapłan, jak i sędziwy Papież zawierzył siebie samego, Ojczyznę oraz cały świat.

Matka Boża
Mamy w Polsce od wieków ogromny skarb. Ta książka tego dowodzi. Tym skarbem jest wielka miłość i cześć dla Matki Bożej, którą nazywamy też Królową Polski. Nie jest to w żadnym razie – tak jak w wielu krajach Zachodu – miłość-relikt zaklęta w dawnych dziełach sztuki, na które patrzy się jak na obiekty muzealne. Jest to miłość żywa i żarliwa, której płomień stale jest podsycany przez następne pokolenia.

Maryja. Królowa Polski
Z dawna Polski Tyś królową, Maryjo - śpiewamy w pieśni, upraszając łaski za pośrednictwem Matki Bożej dla nas samych, naszych rodzin, dla całego naszego narodu. W rodzimych kościołach i sanktuariach spotykamy niezliczone Jej wizerunki - są nieraz wybitnymi dziełami sztuki, nieraz nie mają wysokiej klasy artystycznej, ale zawsze zawierają w sobie wielki ładunek emocjonalny, patriotyczne treści, a przede wszystkim bezcenny wprost skarbiec pobożności.

Święta Rodzina
W czasach, kiedy rodzina przeżywa swój największy w dziejach kryzys, gdy jest zewsząd brutalnie atakowana przez nowe ateistyczne trendy i ideologie, najlepszą jej obroną jest przedstawienie pewnego – niezachwianego – wzoru wiary, nadziei i pokoju. Wzorem tym była, jest i bez wątpienia pozostanie dla kolejnych pokoleń matek, ojców i dzieci – Święta Rodzina z Nazaretu.
Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.