„Większe to jeszcze, co widzę, nad wieści sławą mi głoszone!”. 1025. rocznica zjazdu gnieźnieńskiego
Bolesław wita Ottona pielgrzymującego do grobu św. Wojciecha w roku 1000. Fragment obrazu artystów z grupy łukaszowców. Fot. z książki "Pierwsze królestwo", wyd. Biały Kruk. W jubileuszowym 1000 r. cesarz Otton III przybył do Gniezna – jako pielgrzym. Przyjęty został w sposób niezwykle wystawny. Celem pielgrzymki była modlitwa przy relikwiach św. Wojciecha, ale także omówienie z Bolesławem planów stworzenia cesarstwa uniwersalistycznego. Królem Słowiańszczyzny miał zostać oczywiście Bolesław, już wówczas władca, z którym każdy musiał się liczyć. Cesarz łączył jubileusz tysiąclecia chrześcijaństwa z uczczeniem świętego, którego znał i uważał za przyjaciela. Św. Wojciech mógł stać się jednym z ważnych patronów odnowionego cesarstwa, czuwającym z niebios nad przedsięwzięciami Ottona. Dodajmy, że cesarz liczył, że relikwie św. Wojciecha (w całości) zostaną przez niego triumfalnie przewiezione do Rzymu i złożone w świątyni na Wyspie Tybrowej.
Relacja Galla Anonima
Gall Anonim pisał: „To również za godne uwiecznienia w pamięci uważamy, iż za czasów jego Otto Rudy, cesarz, do grobu świętego Wojciecha, celem modlitwy i przejednania, a zarazem poznania tak chwalebnie rozgłoszonego Bolesława przybył, o czem dowodniej mówi książka, opowiadająca dzieje zgonu męczennika. Bolesław podejmował go w dziedzinie swej z takiem poszanowaniem i wspaniałością, z jakiem rzecz słuszna była, aby przyjmował króla i cesarza rzymskiego, a zarazem gościa takiej dostojności. Albowiem dziwy nad dziwy rozwinął Bolesław za wstępem cesarza na swą ziemicę: naprzód wielorodne szyki rycerstwa, następnie panów swych, wśród rozległej płaszczyzny, jakby w chóry ustawionych, kędy szat różnobarwność pojedyńcze działy między sobą wyróżniała. I nie była to ladajaka rozmaitość stroju, lecz cokolwiek kosztowniejszego, gdzie między ludami mogło się wynaleźć. Boć to za czasów Bolesława, każdy rycerz a także niewiasty przydworne, bławatów zamiast szat lnianych albo wełnianych używały; ani futra jakkolwiek drogie, przy czem nowotne były, na dworze jego bez pokrycia bławatem lub złotogłowem były noszone.
W tych to bowiem jego czasach złoto pospolitem, na równi ze srebrem gdzieindziej miano, podłe zaś srebro za plewę sobie ceniono. Patrząc na tę jego świetność, potęgę i bogactwo, cesarz rzymski zawołał w zdumieniu cały: ‘O! na koronę cesarstwa mego, większe to jeszcze, co widzę, nad wieści sławą mi głoszone’, po naradzeniu się zaś z dostojnikami swymi, wszem wobec dodał: ‘Nie jest to rzecz godna, aby takiego to męża osobliwego zwać pospołu z innymi urzędnikami zwierzchnimi, diukiem albo komesem, lecz chwalebnie raczej na tron królewski podniesionego, dyadematem uświetnić’. I przy tych słowach, dyadem cesarski zdjąwszy z swej głowy, na głowę Bolesława w zakład przyjaźni go włożył, a za chorągiew tryumfalną, dał mu w upominku gwóźdź z krzyża Pańskiego wraz z włócznią Maurycego świętego, za co go wzajem Bolesław ramieniem świętego Wojciecha obdarował.
Takiem też w owym dniu zamiłowaniem wzajemnem się zjednoczyli, iż cesarz zamianował go bratem i sprzymierzeńcem cesarstwa, a ludu rzymskiego przyjacielem i towarzyszem postanowił [wg innego przekładu: „mianował go bratem i współpracownikiem cesarstwa i nazwał go przyjacielem i sprzymierzeńcem narodu rzymskiego” – przyp. W.P.]. Nadto cokolwiek z nadawnictw kościelnych w krainie Polaków do cesarstwa należało, albo w pokonanych przezeń i na przyszłość pokonać się mających ziemicach barbarzyńców, jemu i władzy jego następcom ustąpił; którą to uchwałę papież Sylwester świętego rzymskiego kościoła przywilejem potwierdził.
Przeto Bolesław, na godność królewską przez cesarza wyniesiony tak chwalebnie, wrodzonej sobie dał dowód szczodroty, przez trzy dni z rzędu po swem ukoronowaniu, ucztę z królewska a z cesarska wyprawiając, oraz po każdym dniu skończonym zmieniając inne naczynia i sprzęty, więcej też rozmaitości osobnych, coraz kosztowniejszych na widok dobywając. Za powstaniem bowiem od każdej uczty z kolei, kazał podczaszym i stolnikom naczynia złote i srebrne (jako tam drewnianych wcale nie było), a mianowicie: misy i czary, rożny i noże, jako też rogi do picia, ze stołów przez wszystkie trzy dni zbierać i cesarzowi przez uczczenie, a nie w daninie książęcej odnosić. Podobnież rozkazał komornikom bławaty rozpięte i zasłony, kobierce, obrusy, przyodziewki, ręczniki i wszystko co przy usłużeniu na jaw dobytem było, zebrać i odnieść do komory cesarskiej. Prócz tych dał innych naczyń jeszcze wiele tak złotych, jak srebrnych różnego wyrobu; bławaty zaś w barwie wielorakiej, ozdoby przeznaczenia niewiadomego, kamienie drogie, a wszystkiego tego taki dobór i obfitość, iż cesarz jakoby za cud i mrzonkę dary te poczytał. I dostojników jego tak wspaniale obdarzył, że jak miał w nich przyjaciół, odtąd najprzyjaźniejszych sobie albo wylanych duszą i ciałem (amicissimos) uczynił. Lecz któż to jeszcze zliczyć zdoła, co i w jakim rodzaju między zacniejszych rozdał, gdy ani jeden pachołek z pomiędzy takiego mnóstwa, bez podarunku nie odszedł. Cesarz zatem rozradowany, z darami wrócił do dziedziny swojej. Bolesław tymczasem z ciągu panowania, gniewy stare na wrogów odnowić był zniewolony” (Kronika Marcina Galla, przekł. Z. Komarnicki, Warszawa 1873, s. 47–49).
Trasa Ottona III
O zjeździe gnieźnieńskim pisał także Thietmar. Dzięki jego relacji wiemy, że cesarz do Polski udał się prosto z Rzymu, po drodze goszcząc w Żytycach (Zeitz), niedaleko Lipska, u miejscowego biskupa Hugona II. Potem przyjechał do Miśni, gdzie z honorami przyjęli go margrabia Ekkehard i biskup Idzi. Następnie wkroczył na
Makieta (rekonstrukcja) grodu gnieźnieńskiego z przełomu X i XI w. Fot. z książki "Pierwsze królestwo", wyd. Biały Kruk. terytorium plemienne Dziadoszan, gdzie naprzeciw wyszedł mu Bolesław, zapewniając cesarzowi wszelkie wygody w dalszej podróży. Pierwszą kwaterę z noclegiem dla Ottona III Bolesław Chrobry przygotował z wielkim przepychem w miejscowości Iława (dzisiaj dzielnica Szprotawy). Gdy Otton III ujrzał Gniezno, do którego pielgrzymował, nałożył strój pokutny i boso wszedł do grodu. Tam przywitany przez biskupa Ungera, został wprowadzony do kościoła i oddał się modlitwie. W nowo kreowanej archikatedrze gnieźnieńskiej Otton III ufundował ołtarz i wyposażył go w relikwie. Według relacji Thietmara wśród wspaniałych darów, które otrzymał Otton III od Bolesława, było 300 zbrojnych wojów. Bolesław z wielkim orszakiem odprowadził cesarza aż do Magdeburga, gdzie uroczyście obchodzono Niedzielę Palmową (Kronika Thietmara, s. 77–78).
(...)
Duchowe owoce Zjazdu
Po kanonicznym ustanowieniu przez Stolicę Apostolską arcybiskupstwa gnieźnieńskiego oraz podlegających mu biskupstw należało stworzyć organizację kościelną. Otton III uzyskał więc zgodę arcybiskupa mogunckiego Willigisa na wyłączenie terytoriów Małopolski i Śląska spod jurysdykcji biskupów ołomunieckiego i praskiego. Biskup praski Dydak (Thiedag) też zrzekł się praw do terytoriów śląskich, biskupstwo ołomunieckie zaś wakowało, więc w tym przypadku wystarczająca była pozytywna opinia arcybiskupa Willigisa. Archidiecezja gnieźnieńska uzyskała część Wielkopolski oraz Kujawy i Mazowsze. Część Wielkopolski z Poznaniem podlegała nadal biskupowi poznańskiemu Ungerowi, jednak terytorium jego diecezji zostało okrojone. Biskupstwo poznańskie podlegało bezpośrednio Stolicy Apostolskiej, a nie Gnieznu. W granicach biskupstwa krakowskiego znalazła się Małopolska, wrocławskiego – Śląsk, a kołobrzeskiego – Pomorze. W wyniku uzgodnień Ottona III z Bolesławem Chrobrym biskupem krakowskim został Poppon, wrocławskim Jan, a kołobrzeskim Reinbern. Przypomnijmy, że arcybiskupem gnieźnieńskim został jeszcze w 999 r. brat św. Wojciecha – Radzim-Gaudenty. Otton III przyznał władcy piastowskiemu prawo do udzielania inwestytury arcybiskupowi i biskupom w obrębie państwa. Być może Bolesław Chrobry uzyskał też prawo zakładania biskupstw na terytoriach, które schrystianizuje w przyszłości.
W czasie zjazdu prawdopodobnie miała miejsce jeszcze jedna ważna ceremonia. Na początku roku 1000 urodził się drugi syn Bolesława Chrobrego i Emnildy. Wiele wskazuje na to, że ceremonia chrztu miała miejsce na zjeździe gnieźnieńskim, a ojcem chrzestnym został sam cesarz Otton III. Mały książę otrzymał oczywiście imię Otton.
(...)
Roman Michałowski, znakomity warszawski mediewista, najwnikliwszy badacz tej idei, zwrócił uwagę na to, że arcybiskupstwo w Gnieźnie ustanowione zostało przez Ottona III i Sylwestra II nie tylko po to, żeby św. Wojciecha uczcić, ale także po to, żeby kontynuować jego dzieło. Tym dziełem miała być misja.
Bolesław Chrobry stawał się, zatwierdzonym niejako przez Ottona, kontynuatorem św. Wojciecha w tym dziele. Miał nadal prowadzić misję z terenu swojego państwa, poszerzając tym samym zakres oddziaływania chrześcijaństwa na te ziemie, gdzie władza świecka cesarza rzymskiego już nie sięgała. To mogło dawać Bolesławowi najważniejszy tytuł do przewodzenia w Sclavinii, czyli w Słowiańszczyźnie. O tyle starsza od Gniezna w swym chrześcijańskim rodowodzie Praga tę okazję jakby straciła – zwłaszcza przez sposób (po chrzcie Polski, w którym księża towarzyszący Dobrawie odegrali kluczową przecież rolę) swojej misji. Wynikało to także z porównania geograficznego położenia Czech i Polski w 1000 r. Czechy już nie sąsiadowały z pogańskimi krajami. „Ziemia Polan” otwarta była natomiast nie tylko na zachodzie na tereny Słowian połabskich (tu oczywiście rolę głównego misjonarza brało na siebie od dwustu lat cesarstwo), ale także na północnym wschodzie na ziemie Prusów, Jadźwingów i Litwinów, a i na północy, między ujściem Odry i Wisły, Pomorze także było terenem misyjnym. Na wschodzie Ruś była oczywiście już formalnie ochrzczona i nikt tego nie kwestionował, ale na jej południowej rubieży – od Morza Kaspijskiego aż po Karpaty – grasowali koczowniczy Pieczyngowie.
Poza oczywistym zadaniem umocnienia Kościoła w samej Polsce było dokąd kierować misje. „To była misja nie defensywnego przedmurza, ale pomostu, otwierającego szlaki chrześcijańskim i cywilizacyjnym wpływom łacińskiej Europy, jak również konkretnym wpływom politycznym tego, kto misję prowadził i organizował. To była dla Polski Bolesława szansa, ale i ryzyko – tak jak dla cesarstwa wobec Słowian połabskich – nadużycia misji i przekształcenia jej przede wszystkim w narzędzie dominacji” (A. Nowak, op. cit., s. 109–111).
Prof. Wojciech Polak
*
Powyższe fragmenty pochodzą z książki prof. Wojciecha Polaka "Pierwsze królestwo. Mocarstwo Bolesława Chrobrego", wyd. Biały Kruk. Śródtytuły pochodzą od redakcji; red. AD.

Pierwsze królestwo. Mocarstwo Bolesława Chrobrego
Są w dziejach narodów wydarzenia, których wpływ na przyszłe wieki jest nieprzemijający. Dla nas takim wydarzeniem jest bez wątpienia koronacja w roku 1025 na króla Bolesława, księcia Polan, zwanego potem Chrobrym lub Wielkim. Był on zarazem władcą zjednoczonych plemion na rozległych ziemiach, których rozmiar przekraczał obszar dzisiejszej Rzeczypospolitej. Chrobry stworzył państwo, które stało się mocarstwem w ówczesnej Europie.
Zapraszamy do naszej Księgarni Internetowej po książki o historii Polski od zarania dziejów:

Dzieje Polski. Tom 1. Skąd nasz ród
Pierwszy tom pomnikowych "Dziejów Polski", napisanych przez wybitnego historyka z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Akademii Nauk prof. Andrzeja Nowaka, obejmuje okres od początków państwa polskiego do 1202 r. (śmierć Mieszka III Starego). Osoba autora gwarantuje publikację na najwyższym poziomie naukowym i literackim, napisaną właściwym dla prof. Nowaka pięknym, a jednocześnie przystępnym językiem.

Pierwsze królestwo. Mocarstwo Bolesława Chrobrego
Są w dziejach narodów wydarzenia, których wpływ na przyszłe wieki jest nieprzemijający. Dla nas takim wydarzeniem jest bez wątpienia koronacja w roku 1025 na króla Bolesława, księcia Polan, zwanego potem Chrobrym lub Wielkim. Był on zarazem władcą zjednoczonych plemion na rozległych ziemiach, których rozmiar przekraczał obszar dzisiejszej Rzeczypospolitej. Chrobry stworzył państwo, które stało się mocarstwem w ówczesnej Europie.

Narodziny potęgi. Dziedzictwo Kazimierza Wielkiego
Naprawdę jest czym się szczycić, jeśli chodzi o polską historię. Już Bolesław Chrobry (967–1025) stworzył bardzo silne i rozległe państwo. Ponad sto lat po nim przyszedł okres osłabienia, zwany rozbiciem dzielnicowym, ale pamiętajmy, że było to wówczas zjawisko powszechne w całej Europie.

Kronika Polaków
Aż trudno uwierzyć, że Kronika Polaków (Chronica Polonorum) Macieja z Miechowa musiała czekać ponad 500 lat aż zostanie przetłumaczona na język polski. To wielkie dzieło było oczywiście dobrze znane historykom – wielu z nich odwoływało się do jego treści – ale czytanie go wymagało dobrego opanowania łaciny.

Wodzowie Polski. Szlakami chwały oręża polskiego
Niezmierzone jest bogactwo polskiej historii! Gdyby jednak oprzeć się tylko na przekazach medialnych, to nasze dzieje wyglądałyby mizernie i siermiężnie. Tak samo szkolne lekcje historii wieją nudą dzięki zubożonym do minimum zakresom nauczania oraz wyjątkowo prymitywnym podręcznikom. Historia w szkołach odarta została z narracji, z autorytetów, a przede wszystkim z bohaterstwa i patriotyzmu.

Żółkiewski. Pogromca Moskwy – biografia
Gdy w Moskwie słyszeli nazwisko hetmana Żółkiewskiego, to blady strach padał na jej mieszkańców. W świeżej pamięci mieli bowiem geniusz wojskowy i furię bitewną dzielnego wodza Rzeczypospolitej, który rozgromił Rosjan wielokrotnie, a pod Kłuszynem wprost zdemolował ich oraz wspomagających Moskali Szwedów.

Najmłodsi bohaterowie. Historia polskich dzieci X - XXI w. Opowieści o walce i cierpieniu.
Dzieci nie kojarzą nam się ani z wielkimi wyzwaniami, ani z bronią, walką i śmiercią. A jednak… Prawie jedenaście wieków naszej historii obfituje w tysiące przykładów heroizmu tak duchowego, jak i fizycznego polskich dzieci oraz polskiej młodzieży. Niewielu wie, że już Mieszko I musiał zaryzykować wolnością i życiem swego potomka Bolesława, oddając go cesarzowi jako zakładnika.




Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.