Admirał bez skazy. Wspomnienie Józefa Unruga w 52. rocznicę śmierci
Komandor Józef Unrug, twórca polskiej Marynarki Wojennej, dowódca obrony Wybrzeża we wrześniu 1939 r. Fot. NAC „1 września 1939 roku zapomniałem języka niemieckiego” – powiedział kontradmirał Józef Unrug niemieckim oficerom, którzy w czasie II wojny światowej wzięli go do niewoli. Dowódca obrony Wybrzeża okazał się, mimo niemieckiego pochodzenia, niezłomnym polskim patriotą. Kontradmirał to jedna z historycznych postaci opisanych w wydanej przez wydawnictwo Biały Kruk książce „Podróże Misia Wojtka”. W tych bajkowych opowieściach pojawia się na moment również Józef Unrug. Miś Wojtek spotyka go tuż przed rozpoczęciem rejsu po Wiśle „Pomorzaninem”, pierwszym okrętem polskiej marynarki wojennej. Sam admirał zasługuje jednak na głębsze poznanie, był bowiem człowiekiem niezwykłym.
Z prastarego rodu
Dowódca polskiej floty pochodził z rodu tyleż starego, co niezwykle szeroko rozgałęzionego, którego przedstawicieli spotykamy już we wczesnym średniowieczu. (...)
Kolebką polskiego rodu Unrugów był Dolny Śląsk. (...)
Powrót do polskich korzeni
Unrugowie, jak to często ze śląską szlachtą bywało, zapomnieli w końcu o swoich polskich korzeniach. Rozrzuceni po całej Europie Środkowej, stali się rodem niemieckim. Wśród kolejnych pokoleń znajdziemy zatem ziemian, wysokich rangą wojskowych i urzędników na służbie pruskich władców. Nic zatem dziwnego, że Józef Unrug urodził się w Brandenburgu nieopodal Berlina; było to 7 października 1884 r. Jego ojciec, Tadeusz Gustaw, był oficerem gwardii pruskiej, w której dosłużył się stopnia generała-majora. Matka, Izydora von Bunau, należała do saksońskiej arystokracji.
Młody Józef także wybrał karierę wojskową. Po ukończeniu drezdeńskiego gimnazjum wstąpił do armii i w 1907 r. otrzymał patent oficerski. W tym czasie jego ojciec, po przejściu na emeryturę, przeprowadził się do Wielkopolski. Zakupił dobra nieopodal Żnina i w ten sposób rodzina wróciła na ziemie polskie, co miało ogromne znaczenie dla losów młodego Józefa. Prawdopodobnie to ta przeprowadzka spowodowała, że młody oficer pruskiej marynarki wojennej zaczął odkrywać swoje, co prawda odległe, ale bardzo mocne polskie korzenie. Tymczasem jego wojskowa kariera rozwijała się błyskawicznie. Otwarty umysł, chęć poznawania nowych technik i talent organizacyjny spowodowały, że pod koniec I wojny światowej należał do intelektualnej elity niemieckiej marynarki – został komendantem szkoły podwodniaków i dowódcą flotylli okrętów podwodnych.
Kiedy Polska odzyskała niepodległość, Józef nie miał wątpliwości, gdzie jest jego miejsce. Na stałe osiedlił się w granicach młodego państwa i zgłosił się do wojska. Zweryfikowany w randze kapitana, zaczął tworzyć zręby polskiej marynarki wojennej. Jednak kłopot był taki, że młode państwo nie posiadało żadnego zaplecza technicznego. Nie było portów, nie było kadry, nie było także okrętów. Te ostanie nadal posiadali Niemcy, ale chociaż rozbici militarnie, targani kryzysem gospodarczym, to nawet nie chcieli słyszeć o odsprzedaniu Polakom czegokolwiek. I tu polskiej flocie bardzo przydało się niemieckie pochodzenie Unruga, który pod koniec 1919 r. jako kapitan polskiej Marynarki Wojennej wyruszył do Hamburga. Tam na własne nazwisko zakupił niewielki zdemobilizowany parowiec o nazwie „Woltan”, który w czasie wojny służył jako okręt patrolowy. Dzięki tej jego akcji Polska stała się właścicielem pierwszego okrętu wojennego, który otrzymał nazwę „Pomorzanin”. Okręt ten nie służył długo pod polską banderą wojenną. Zaledwie trzy lata później przekazany został władzom cywilnym.
Tymczasem kapitan Józef Unrug szybko piął się po szczeblach struktury młodej Marynarki Wojennej. Zastał kolejno: pierwszym kierownikiem Urzędu Hydrograficznego, szefem sztabu Dowództwa Obrony Wybrzeża i w końcu szefem sztabu Dowództwa Floty. Niestety w 1924 r. jego kariera została wstrzymana – przeniesiono go na rok w stan nieczynny. Zachował, co prawda, prawo do uposażenia należnego szefowi sztabu, ale odsunięto go od ukochanej marynarki wojennej. Cierpiał z tego powodu bardzo i wycofał w zacisze życia rodzinnego. Na szczęście dla polskiej floty w 1925 r. prezydent RP Stanisław Wojciechowski przywrócił go specjalnym rozkazem do czynnej służby i powierzył stanowisko dowódcy floty z siedzibą w Gdyni. Siedem lat później, 21 grudnia 1935 r., decyzją prezydenta Ignacego Mościckiego Józef Unrug został awansowany do stopnia kontradmirała.
Dumny obrońca Wybrzeża
Wybuch II wojny światowej zastał kontradmirała na Helu, gdzie pod koniec sierpnia 1939 r. przeniesione zostało dowództwo polskiej floty. On sam po ogłoszeniu powszechnej mobilizacji został dowódcą obrony Wybrzeża;
Polską banderę na kontrtorpedowcu (niszczycielu) ORP „Grom” podniesiono 11 maja 1937 r. W trakcie służby wojennej okręt przebył 15 tys. mil morskich. Uczestniczył w 20 patrolach operacyjnych, eskortował pięć konwojów przybrzeżnych i sześć pełnomorskich. Siedmiokrotnie atakował nieprzyjacielskie okręty, dwukrotnie odpierał ataki lotnicze. Fot. NAC podlegał bezpośrednio naczelnemu wodzowi, marszałkowi Edwardowi Rydzowi-Śmigłemu. Szybko się okazało, że jest zdany sam na siebie. Wybrzeże zostało bowiem odcięte od reszty kraju. Jednak mimo tego i mimo wielkiej przewagi Niemców polscy obrońcy Wybrzeża pod dowództwem Józefa Unruga dzielnie stawiali opór przez cały wrzesień. Dopiero 1 października, w chwili gdy resztki polskiej armii zostały zepchnięte przez najeźdźców na Półwysep Helski, kontradmirał podjął decyzję o kapitulacji. Wraz ze swoimi żołnierzami trafił do niewoli. Przez pięć kolejnych lat przebywał w kilku obozach jenieckich.
Wzięcie do niewoli polskiego dowódcy o niemieckim pochodzeniu było dla Niemców nie lada gratką. Szybko doszli do wniosku, że tak znamienitą postać można wykorzystać w międzynarodowej propagandzie. Warunek był jeden – kontradmirał Józef Unrug miał przejść na stronę najeźdźców! Już jesienią 1939 r. zaczęło się kuszenie dowódcy obrony Wybrzeża. Wysokie stanowisko w niemieckiej flocie, zachowanie stopnia wojskowego – to miała być cena zdrady. Jednak polski kontradmirał, mimo zaangażowania w tę akcję niemieckich krewnych, nie ugiął się nawet przez chwilę. W rozmowach z Niemcami mówił po polsku i mimo świetnej znajomości języka niemieckiego (posługiwał się nim lepiej niż polskim) twierdził, że 1 września zapomniał tego języka. W końcu odmówił jakichkolwiek rozmów, bowiem uznał, że Niemcy stali się ludźmi niehonorowymi.
(...)
Po zakończeniu wojny Józef Unrug trafił do Londynu. Z entuzjazmem powrócił do Polskich Sił Zbrojnych, brał udział w ich rozformowaniu. W tym też czasie dostał ostatni za życia awans – na wiceadmirała.
Powojenne losy najwybitniejszego polskiego dowódcy floty nie były lekkie. Szybko opuścił Anglię, albowiem doszedł do wniosku, że niedawny sojusznik nie jest zainteresowany zabezpieczeniem bytu polskich żołnierzy. Wyjechał więc do Maroka. Tam, żeby mieć z czego żyć, najmował się do prac fizycznych w porcie – czyścił rybackie kutry, jako robotnik portowy dźwigał ciężkie skrzynie. W końcu przeniósł się do Francji. Tam potomek prastarego rodu, wiceadmirał Polskiej Marynarki Wojennej, zatrudniał się jako kierowca ciężarówki. Wiceadmirał Józef Unrug umarł, przeżywszy 88 lat. (...) Ostanie lata swojego życia spędził w Domu Spokojnej Starości, placówce prowadzonej przez Polski Fundusz Humanitarny. Pochowano go w kaplicy zamkowej w Montrésor. W Polsce w tamtym czasie nikt już o nim nie pamiętał.
Testament dowódcy
Józef Unrug do końca życia czuł się Polakiem. Pragnął, aby jego szczątki spoczęły w polskiej ziemi. Jednak, jak zapisał to w swoim testamencie, miało to być możliwe dopiero po rehabilitacji i godnym upamiętnieniu jego kolegów, dowódców polskiej Marynarki Wojennej, prześladowanych przez komunistów. Chodziło tu o ofiary „procesu komandorów” – komunistycznej czystki przeprowadzonej w dowództwie floty w 1950 r. Wówczas to do stalinowskich więzień, pod bzdurnymi zarzutami i na podstawie sfałszowanych dowodów, trafiło siedmiu byłych podwładnych Józefa Unruga. Wszyscy byli przedwojennymi oficerami, weteranami kampanii wrześniowej, więźniami niemieckich obozów, którzy po 1945 r. wrócili do kraju i podjęli służbę w Marynarce Wojennej PRL. Ludzie ci zostali skazani na śmierć i straceni. Admirał domagał się nie tylko ich zrehabilitowania, ale także ukarania winnych tej zbrodni sądowej.
Stało się to możliwe wiele lat po upadku w Polsce komunizmu. Szczątki Józefa Unruga i jego żony Zofii wróciły do Polski dopiero w 2018 r. Spoczęły na Cmentarzu Marynarki Wojennej w Gdyni. Podczas uroczystości pogrzebowych, które odbyły się z całym ceremoniałem wojskowym, prezydent Andrzej Duda wręczył wnukowi wybitnego dowódcy pośmiertny akt nadania Józefowi Unrugowi stopnia admirała – najwyższego stopnia w polskiej Marynarce Wojennej.
Artur Guzicki
*
Powyższe fragmenty pochodzą z artykułu Artura Guzickiego, który ukazał się w miesięczniku WPiS nr 116.
Zapraszamy do naszej Księgarni Internetowej po miesięcznik WPiS i po książki o ważnych postaciach polskiej historii:

Prenumerata miesięcznika WPiS na cały 2025 rok - wydanie drukowane + wydanie elektroniczne
Miesięcznik „Wpis” już od piętnastu lat pozostaje wierny swym założeniom i przedstawia Czytelnikom podstawowe wartości, a więc wiarę, patriotyzm i sztukę.
Publikują u nas tak znakomici autorzy, jak m.in.: Adam Bujak, ks. prof. Waldemar Chrostowski, Leszek Długosz, prof. Ryszard Kantor, dr Marek Klecel, ks. prof. Janusz Królikowski, prof. Grzegorz Kucharczyk, dr Monika Makowska, prof. Aleksander Nalaskowski, prof.

Życie św. brata Alberta. Biografia ilustrowana
Biograficzna, ilustrowana opowieść o polskim świętym - Bracie Albercie Chmielowskim.
Bohater, artysta, święty. Powstaniec styczniowy, utalentowany malarz, opiekun nędzarzy. Tak można najkrócej opisać niezwykłą i do dziś fascynującą postać Adama Chmielowskiego, którego imię zakonne Brat Albert stało się w Polsce powszechnie znane już pod koniec XIX wieku. Te trzy rodzaje działalności i te trzy postawy życiowe zostały pięknie ukazane w niezwykłej książce.

Żółkiewski. Pogromca Moskwy – biografia
Gdy w Moskwie słyszeli nazwisko hetmana Żółkiewskiego, to blady strach padał na jej mieszkańców. W świeżej pamięci mieli bowiem geniusz wojskowy i furię bitewną dzielnego wodza Rzeczypospolitej, który rozgromił Rosjan wielokrotnie, a pod Kłuszynem wprost zdemolował ich oraz wspomagających Moskali Szwedów.

Andrzej Bobola Orędownik Polski. Życie, męczeństwo, świętość
Andrzej Bobola herbu Leliwa, ksiądz, zakonnik, dziś patron Polski, żył w latach 1591–1657 w niebywale burzliwym czasie wielkich zagrożeń dla Ojczyzny i Kościoła katolickiego. Zginął w sposób szczególnie okrutny z rąk Kozaków, którzy chcieli mu nawet darować życie pod warunkiem wyrzeczenia się przezeń wiary katolickiej. Mimo wyjątkowo bestialskich tortur – odmówił. Umierał w strasznych męczarniach.

Księga Norwidowa. Życie, poezja, rysunki. wyd. 2024
Ten rodem z mazowieckiego dworku szlacheckiego artysta mówił sam o sobie – jakże słusznie! – że jest sztuk-mistrzem, a więc twórcą korzystającym z wielu narzędzi: słowa, pędzla, piórka, rylca, a nawet dłuta. W istocie Cyprian Kamil Norwid był artystą tyleż wybitnym, co wszechstronnym.

Wiara i ofiara. Życie, dzieło i epoka św. Maksymiliana M. Kolbego
Któż nie słyszał o męczenniku niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, Ojcu Maksymilianie Marii Kolbem, który dobrowolnie oddał życie za współwięźnia? Jest to wiedza niemal powszechna, gorzej z głębszą znajomością obfitującego w niezwykłe zdarzenia życia tego świętego. Był to człowiek o nadzwyczajnej sile wewnętrznej i niezwykle przenikliwym umyśle.

Wynalazca i darczyńca. Biografia Ignacego Łukasiewicza
Postać wynalazcy lampy naftowej i pioniera przemysłu naftowego od najmłodszych lat frapowała Autora tej książki, ks. prof. Janusza Królikowskiego, którego mała ojczyzna wiąże się z małą ojczyzną genialnego odkrywcy, ale także wspaniałego, szlachetnego człowieka Ignacego Łukasiewicza.

Wodzowie Polski. Szlakami chwały oręża polskiego
Niezmierzone jest bogactwo polskiej historii! Gdyby jednak oprzeć się tylko na przekazach medialnych, to nasze dzieje wyglądałyby mizernie i siermiężnie. Tak samo szkolne lekcje historii wieją nudą dzięki zubożonym do minimum zakresom nauczania oraz wyjątkowo prymitywnym podręcznikom. Historia w szkołach odarta została z narracji, z autorytetów, a przede wszystkim z bohaterstwa i patriotyzmu.

Podróże Misia Wojtka
Lubicie misie? Jeśli tak, to poznajcie misia Wojtka. Nie jest to zwykły niedźwiadek. Żył dawno temu, ale był tak sławny, że dzisiaj ma swój pomnik. Pomnik ten stoi w centrum miasta, miś może więc z niego obserwować ludzi. Ale nie tylko tych, którzy codziennie obok niego przechodzą. Oj, nie! Miś Wojtek umie bowiem przenosić się w czasie i odkrywać przeszłość!
Jego życie było bardzo ciekawe. Jako maluch został przygarnięty przez polskich żołnierzy.



Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.