Zawarty po 35 latach wojennej i dyplomatycznej walki. Co dał nam pokój kaliski?

Nasi autorzy

Zawarty po 35 latach wojennej i dyplomatycznej walki. Co dał nam pokój kaliski?

Król Kazimierz Wielki, obraz Leopolda Lofflera. Fot. domena publiczna.  Król Kazimierz Wielki, obraz Leopolda Lofflera. Fot. domena publiczna. Kazimierz stanął więc w 1343 r. praktycznie sam na sam z Zakonem w niezakończonym wciąż konflikcie o zabrane ziemie. Zdawał sobie sprawę, że będzie musiał rozwiązać swoje ręce, by zająć się na powrót sprawą Rusi halickiej, gdzie nie wygasła walka o wpływy z Litwinami. Dążył więc już do jak najszybszego zamknięcia krzyżackiego „frontu”. Ostatnim krokiem, który miał umocnić stanowisko Polski przy stole obrad z Zakonem, był układ zawarty przez Kazimierza w lutym 1343 r. z trzema książętami zachodniopomorskimi z dynastii Gryfitów: Bogusławem V, Barnimem IV i Warcisławem V. Reprezentowali oni tę linię dynastii, która po podziale Pomorza Zachodniego panowała od Słupska na wschodzie po Wołogoszcz i Rugię na zachodzie, jednak bez ziemi szczecińskiej, tworzącej osobne księstwo. Jako sąsiedzi państwa Zakonu krzyżackiego gotowi byli szukać obrony swoich rubieży od tej strony poprzez współpracę z polskim królem. Kazimierz zgodził się wydać swą najstarszą córkę, Elżbietę (przyrzekaną już wcześniej m.in. młodszemu Ludwikowi Wittelsbachowi), za najstarszego z braci książąt, Bogusława V. Ślub poprzedziła umowa sojusznicza braci z królem Kazimierzem. To oni zobowiązywali się w niej uznać króla Polski za ojca i z synowską wiernością służyć na każde jego wojenne wezwanie pomocą 400 zbrojnych rycerzy. Groźba ich użycia była naturalnie skierowana w pierwszej kolejności przeciw Zakonowi.

Ani się spodziewał Kazimierz, że z zawartego w 1343 r. małżeństwa jego córki z Bogusławem przyjdzie na świat Elżbieta, która zostanie czwartą żoną Karola IV Luksemburskiego, królową Czech i cesarzową, matką króla Węgier, kandydata do tronu Polski i w końcu także cesarza – Zygmunta. Kazimierz więc stanie się przez ten związek w przyszłości (za 22 lata) „prateściem” tego samego Karola, którego przyobiecał szanować jak brata układem praskim z roku 1341… Z małżeństwa Elżbiety Kazimierzówny z Bogusławem V urodzi się także Kaźko – ukochany wnuk starego Kazimierza, którego on, ostatni Piast na polskim tronie uczyni swoim głównym spadkobiercą. Tego wszystkiego król Polski nie mógł przewidzieć, ale wiedział już po ślubie swojej córki (nastąpił on przed 11 lipca 1343 r., wedle Długosza – w Poznaniu), że sojusz wojskowy z trzema książętami zachodniopomorskimi na pewno przydać się może przy stole obrad pokojowych z Zakonem.

Dyplomatyczny szczyt nastąpił w Kaliszu. Kancelaria króla Kazimierza wystawiła tam siedem dokumentów. W najważniejszym, datowanym 8 lipca, władca Polski zrzekł się w swoim i swoich następców imieniu ziemi pomorskiej, chełmińskiej i michałowskiej. Składał także obietnicę rezygnacji z tytułu księcia ziemi pomorskiej i usunięcia go z pieczęci. Król zobowiązywał się również do wysłania posłów do papieża, zaraz po zwróceniu przez Zakon Kujaw i Dobrzynia, z prośbą o zatwierdzenie układu pokojowego, Zakon zaś miał w ciągu 15 dni po otrzymaniu owego zatwierdzenia wypłacić królowi 10 tys. florenów za utracone ziemie. W odrębnych dokumentach poręczenie pokoju wystawili dostojnicy wielkopolscy, a także osobno miasta Poznań, Kalisz, Włocławek i Brześć. Nowy arcybiskup gnieźnieński, którym po śmierci starego Janisława (koronował nie tylko Kazimierza, ale jeszcze Łokietka) w grudniu 1341 r., został zaufany współpracownik Kazimierza, znakomity prawnik i dyplomata, Jarosław Bogoria ze Skotnik, także odrębnym dokumentem potwierdził rezygnację z ewentualnych odszkodowań za dawne napady Zakonu. W kolejnych dokumentach, 11, 13 i 15 lipca 1343 r., poręczenia pokoju wystawili książę zachodniopomorski Bogusław V, książęta gniewkowski Kazimierz i łęczycki – Władysław, a także książęta mazowieccy, a wreszcie dostojnicy małopolscy. Na koniec, 23 lipca we wsi Wierzbiczany pod Inowrocławiem, spotkał się sam król z nowym wielkim mistrzem, Ludolfem Königiem i przez arcybiskupa gnieźnieńskiego wymienili dokumenty pokojowe, a następnie obaj uroczyści zaprzysięgli ich treść i wymienili pocałunek pokoju. Dokumenty krzyżackie się nie zachowały, ale musiały zawierać potwierdzenie zwrotu Polsce Kujaw i ziemi dobrzyńskiej, co też faktycznie nastąpiło.

Oceniając ów pokój, nazwany kaliskim, Jan Długosz pisał po 130 latach z prawdziwą pasją o Kazimierzu: „Usposobieniem całkowicie różny od ojca, wzdragał się przed tym, co należało przeprowadzić zbrojnie i przy użyciu oręża. Wolał załatwić sprawy ugodowo, nawet z krzywdą. […] A ja nie mogę wystarczająco wyrazić mojej niechęci do króla polskiego Kazimierza, który zaniechał obowiązków wojennych, by z nakładem większych kosztów ucztować, by się chwalić, że posiada w skarbcu złożoną większą ilość złota, by hołdować znów uciechom żołądka i Wenery, by prowadzić życie bez trudów, osławione z powodu rozkoszy. Lekceważąc nakazy ojca, okazał się bardziej małoduszny i gnuśny w obronie ojczyzny od biskupów i kapłanów, człowiekiem o gorszym charakterze, spragnionym pokoju i oby nie gnuśności. A przecież powinien był przewyższać innych nie tylko odwagą, ale sprytnym postępowaniem i pełnym znoju działaniem. Za krótki okres pokoju, który należało zerwać choćby nazajutrz, gdyby tak przypadek zdarzył, z powodu najmniejszej obrazy, zostawił Polakom i swoim następcom, królom polskim długą, trwającą bez przerwy walkę o ziemię pomorską”.

Jak to? Miał być Salomon, a okazuje się tchórz, „gnuśny w obronie ojczyzny”, skontrastowany tak fatalnie ze swoim rycerskim ojcem, dzielnym Łokietkiem? Gdyby Kazimierz umarł w 1343 r., zaraz po zawarciu kaliskiego pokoju, ten sąd Długosza byłby chyba przywarł do imienia Kazimierza i żadnej wielkości w tak zakończonym, akurat dziesięcioletnim panowaniu, nikt by się chyba nie dopatrywał. Kazimierz miał jednak panować jeszcze 27 lat – i zbierać owoce pokoju z silniejszymi sąsiadami. Owoce, które przyniosą rewizję sądu samego Długosza, a w każdym razie dopełnienie tego, zacytowanego tutaj potępienia Kazimierzowej „małoduszności” i dostrzeżenie zbawiennej mądrości dzieła ostatniego Piasta. Zastanówmy się jednak już teraz: na czym polegały bezpośrednie zyski z układu kaliskiego? Odzyskanie Kujaw i ziemi dobrzyńskiej. Bydgoszcz, Inowrocław, Gniewków, Kruszwica, Włocławek, pamiętne Płowce i Radziejów, Brześć Kujawski, Dobrzyń – kawał historycznego serca Polski piastowskiej wracał pod zwierzchność jej króla. Część trafiła do rąk miejscowych gałęzi piastowskiego rodu: ziemia dobrzyńska do Władysława Siemowitowica – tylko dożywotnio, zaś ziemia gniewkowska do Kazimierza Siemomysłowica (a po jego śmierci, po 1345 r., do jego syna, Władysława Białego). Całość jednak tych nie tylko historycznie, ale i strategicznie ważnych ziem, które osłaniały od północnego-wschodu Mazowsze i zarazem wyciągały się ku Pomorzu Gdańskiemu, powracała do politycznej wspólnoty Królestwa Polskiego. Oczywiście, tyle mógł utrzymać jeszcze sam Łokietek, gdyby zrezygnował w ogóle z walki o Pomorze. I tyle oferowali Kazimierzowi Krzyżacy już w Inowrocławiu, w 1337 r. Co więc zyskał Kazimierz?

Decyzja o pokoju za cenę utraty Pomorza została podjęta po 35 latach wojennej i dyplomatycznej walki. To nie były zmarnowane lata. Wysiłki i zabiegi urzędników kancelarii i posłów Kazimierza wprowadziły na dwór papieski i do innych stolic europejskiej polityki wiele dobrze skonstruowanych argumentów, które mówiły o tym, że Pomorze Królestwo utraciło wskutek podstępnej agresji, że powinno do Polski wrócić. Do tych argumentów – choćby z wygranego formalnie procesu warszawskiego z 1339 r. – można było potem wracać, wyciągać je na nowo ze skrzyń archiwalnych, przypominać polskie prawa. Oczywiście, Krzyżacy mogli wyciągać teraz sam akt pokoju kaliskiego. Król jednak postawił przy nim wyraźny znak zapytania. Nie wysłał układu do zatwierdzenia papieżowi. Brakowało więc dokumentowi tej najwyższej dyplomatyczno-moralnej sankcji w ówczesnej Europie. Kazimierz nie dostał wobec tego 10 tys. florenów – ale wolał się na tę stratę narazić, aniżeli przypieczętować utratę Pomorza. Skoro użyliśmy metafory pieczętowania, to trzeba też stwierdzić, że Kazimierz nie zrezygnował z tytułu pana i dziedzica Pomorza, ani w tytulaturze królewskiej, ani na pieczęci. Po 1343 r. tytułował się wciąż: rex Polonie nec non Cracovie, Sandomirie, Syradie, Lancicie, Cuyavie, Pomeraniaque dominus terrarum et heres – król Polski, a także Krakowa, Sandomierza, Sieradza, Łęczycy, Kujaw i Pomorza pan i dziedzic tych ziem. Ten znak niezgody na ostateczne wyrzeczenie się Pomorza był ważny tak w stosunkach politycznych z sąsiadami, jak i wobec własnych poddanych.

Wcześniejsza, 35-letnia walka o zabrane przez Zakon Pomorze wyżłobiła bowiem trwały ślad w pamięci zbiorowej elit rycerskich i kościelnych Królestwa, zwłaszcza tych z Wielkopolski, od wieku związanej szczególnymi więzami z Pomorzem Gdańskim. Przyjęły i potwierdziły pokój kaliski, widząc, że nie mają dość sił ani pewnych sojuszników, żeby z Zakonem wojnę wygrać. Ale z utratą Pomorza się nie pogodziły i tę postawę niepogodzenia z uszczupleniem piastowskiego dziedzictwa przekazywały kolejnym pokoleniom – aż do Długosza, który 123 lata po pokoju kaliskim doczekał się powrotu Gdańska do Polski w innym pokoju, toruńskim. Tak jest, 123 lata, tyle samo czasu, ile upłynie kiedyś między III rozbiorem a odzyskaniem przez Polskę niepodległości, musieli wieki wcześniej czekać, niecierpliwić się, pracować, walczyć, a przede wszystkim pamiętać o niewygasłej potrzebie owej walki i pracy nad odzyskaniem Pomorza ci, którzy tworzyć będą sztafetę czterech, pięciu pokoleń, prowadzącą od pokoju kaliskiego, przez unię z Litwą, Grunwald, aż do pokoju toruńskiego z 1466 r. Pamiętali o rycerskiej sławie Płowiec, ale siłę do zwycięskiej walki zyskali dlatego, że pokój kaliski pozwolił ową moc gromadzić i zwiększać Królestwu Polskiemu dużo szybciej i skuteczniej aniżeli mógł je zbierać Zakon.

Zawarty przez Kazimierza i wielkiego mistrza Ludolfa Königa pokój trwał bardzo długo: 66 lat. Znak zapytania postawiony przy nim przez polskiego króla, nie drażnił Zakonu na tyle, by prowokować nową wojnę. Przez tych 66 lat, kiedy północno-zachodnie rubieże Królestwa Polskiego mogły podnosić się spokojnie i bezpiecznie do lepszego życia, Zakon ścierał się niemal wszystkimi swoimi siłami (a także przy pomocy wciąż chętnie przybywających „krzyżowców” z Europy zachodniej), niemal co rok, w dramatycznej walce z pogańską Litwą. Litwa będzie zdobywała nowe terytoria i siły na ruskim wschodzie, ale jednocześnie, wciąż boleśnie uderzana krzyżackimi rejzami w swym etnicznym gnieździe, na Żmudzi i w Auksztocie, będzie hamowana w swym imperialnym rozpędzie. Co więcej – będzie wciąż zagrożona w samym swoim istnieniu, które Zakon kwestionował – tak swoją ręką zbrojną, jak i potężną propagandą piętnującą „barbarzyńskich pogan” w opinii chrześcijańskiej Europy. Sama Litwa będzie odpowiadała bardzo dotkliwymi najazdami na ziemie państwa zakonnego. Doświadczy ich skutków już ten sam wielki mistrz, który wymieniał pocałunek pokoju z Kazimierzem, Ludolf König. Kiedy w 1345 r. zorganizował wielką wyprawę na Żmudź, Litwini w odwecie tak spustoszyli serce krzyżackich Prus – Sambię, że wielki mistrz na widok zniszczeń postradał zmysły i musiał złożyć urząd (trumnę ze szczątkami nieszczęsnego Ludolfa znaleziono w 2007 r. w katedrze w Kwidzynie, za krzyżackich czasów zwanym Marienwerder). I tak już będzie przez większość kolejnych lat – aż do bitwy pod Grunwaldem: Zakon bije w Litwę, Litwa bije w Zakon. Być może to w trwałości pokoju kaliskiego kryje się jedna z najważniejszych przesłanek unii Litwy z Polską, bez której żadna ze stron nie była w stanie rozwiązać swojego „krzyżackiego problemu”? Może unia to największy, choć pośredni, zysk z pokoju kaliskiego?

Prof. Andrzej Nowak

*

Powyższy fragment pochodzi z III tomu "Dziejów Polski" autorstwa prof. Andrzeja Nowaka, wyd. Biały Kruk.

Dzieje Polski. Tom 3. Królestwo zwycięskiego orła

Dzieje Polski. Tom 3. Królestwo zwycięskiego orła

Andrzej Nowak


Kolejny tom wspaniałej historii Polski opowiedzianej piórem profesora Andrzeja Nowaka liczy 464 strony, czyli o 80 więcej niż poprzednia część. Podobnie jak dwa poprzednie tomy charakteryzuje się wysokim poziomem edytorskim. Zdobią go liczne fotografie, rysunki, ryciny i mapy, które nie tylko dopełniają narrację autora, ale i poruszają wyobraźnię czytelnika.
Dzieło to owoc wspaniałego warsztatu badawczego, niesamowitego talentu pisarskiego i ogromnej wiedzy profesora Nowaka.

   

Wiadomości o premierach nowych książek Białego Kruka i spotkaniach autorskich prosto na Twoją skrzynkę mailową, a do tego jeszcze prezent - bon 50 zł na zakupy w naszej księgarni internetowej! Dołącz już dziś do grona Czytelników Biuletynu Białego Kruka! Aby to zrobić, kliknij TUTAJ.

Zapraszamy do naszej Księgarni Internetowej po książki o historii Polski:

Narodziny potęgi. Dziedzictwo Kazimierza Wielkiego

Narodziny potęgi. Dziedzictwo Kazimierza Wielkiego

Krzysztof Ożóg

Naprawdę jest czym się szczycić, jeśli chodzi o polską historię. Już Bolesław Chrobry (967–1025) stworzył bardzo silne i rozległe państwo. Ponad sto lat po nim przyszedł okres osłabienia, zwany rozbiciem dzielnicowym, ale pamiętajmy, że było to wówczas zjawisko powszechne w całej Europie.

 

Dzieje Polski. Tom 1. Skąd nasz ród

Dzieje Polski. Tom 1. Skąd nasz ród

Andrzej Nowak

Pierwszy tom pomnikowych "Dziejów Polski", napisanych przez wybitnego historyka z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Akademii Nauk prof. Andrzeja Nowaka, obejmuje okres od początków państwa polskiego do 1202 r. (śmierć Mieszka III Starego). Osoba autora gwarantuje publikację na najwyższym poziomie naukowym i literackim, napisaną właściwym dla prof. Nowaka pięknym, a jednocześnie przystępnym językiem.

PAKIET Dzieje Polski tomy 1 - 6 w cenie 399 zł

PAKIET Dzieje Polski tomy 1 - 6 w cenie 399 zł

 

Zobacz poszczególne tomy wchodzące w skład pakietu: 
Dzieje Polski. Tom 1. Skąd nasz ród
Dzieje Polski. Tom 2. Od rozbicia do nowej Polski
Dzieje Polski. Tom 3. Królestwo zwycięskiego orła
Dzieje Polski. Tom 4. Trudny złoty wiek
Dzieje Polski. Tom 5. Imperium Rzeczypospolitej
Dzieje Polski. Tom 6.

Blask Rzeczypospolitej. Od X do XXI wieku

Blask Rzeczypospolitej. Od X do XXI wieku

Wojciech Polak

Oto dzieło wybitnego i wszechstronnego historyka, które czyta się jak pasjonującą powieść. Sięgając po Blask Rzeczypospolitej, każdy, kto w jednej książce chciałby zapoznać się z historią Polski na przestrzeni całych jej dziejów, ma tę możliwość. A dzieje te są długie, żywe i imponujące. Historia nasza, jak każdego wielowiekowego kraju, obfituje we wzloty i upadki. Może napawać dumą i podziwem, ale też przestrzegać przed niebezpieczeństwami.

Kronika Polaków

Kronika Polaków

Maciej Miechowita


Aż trudno uwierzyć, że Kronika Polaków (Chronica Polonorum) Macieja z Miechowa musiała czekać ponad 500 lat aż zostanie przetłumaczona na język polski. To wielkie dzieło było oczywiście dobrze znane historykom – wielu z nich odwoływało się do jego treści – ale czytanie go wymagało dobrego opanowania łaciny.

Polska. Dwanaście wieków

Polska. Dwanaście wieków

Adam Bujak, Wojciech Polak

Takiego albumu o naszym kraju jeszcze nie było. Polska ukazana została tu od czasów najdawniejszych do najnowszych, wiek po wieku. Każde stulecie, od X po XXI, zostało osobno scharakteryzowane. Przypomniane zostało również, że wcześniej istniała Prapolska.

 

Komentarze (0)

  • Podpis:
    E-mail:
  • Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.