„Stanisławie, polski nasz patronie/Twoich ziomków w pilnej miej obronie”.Wspomnienie świętego Stanisława biskupa i męczennika, patrona Polski

Nasi autorzy

„Stanisławie, polski nasz patronie/Twoich ziomków w pilnej miej obronie”.Wspomnienie świętego Stanisława biskupa i męczennika, patrona Polski

Święty Stanisław ze Szczepanowa. Miniatura Stanisława Samostrzelnika. Fot. Wikimedia Święty Stanisław ze Szczepanowa. Miniatura Stanisława Samostrzelnika. Fot. Wikimedia Dziś wspominamy świętego Stanisława biskupa i Męczennika, jednego z patronów Polski. W decydujących momentach dziejowych wzywaliśmy jego wstawiennictwa, np. słowami pieśni zapisanej w kodeksie z 1445 r. „Święty Stanisławie, Tyś u Boga w sławie. Biskupie Krakowski, racz bronić swej Polski” . Ta piękna pieśń brzmi aktualnie szczególnie dziś, kiedy ponownie może wydarzyć się coś, co stanowi dla Polski poważne zagrożenie...  Przypomnijmy dzieje męczennika zapisane w kronikach i dziełach historyków.

Najstarszą, bardzo lapidarną i enigmatyczną relację dramatycznego wydarzenia którym była męczeńska śmierć świętego Stanisława ze Szczepanowa przekazuje pierwszy znany kronikarz dziejów Polski, zwany Gallem Anonimem. Sprawa jest o tyle tajemnicza iż w opisywanym konflikcie pomiędzy królem Bolesławem Śmiałym a świątobliwym biskupem krakowskim Gall wzdraga się przed przyznaniem racji którejkolwiek ze stron.  Przypomnijmy jednak, iż ów kronikarz działał na dworze Bolesława Krzywoustego, bratanka Śmiałego, zatem zarówno samemu Gallowi, jak i wielu osobom z otoczenia króla zależało na zachowaniu dyskrecji co do sprawy dramatycznego zatargu stryja ówczesnego władcy z biskupem krakowskim. Pierwszy szczegółowy opis tragicznych wydarzeń przekazuje dopiero mistrz Wincenty zwany Kadłubkiem, błogosławiony Kościoła katolickiego, następca świętego Stanisława na krakowskim tronie biskupim. Co prawda, relacja „Kadłubkowa” pochodzi z czasów znacznie późniejszych (Kronika polska [Chronica Polonorum] mistrza Wincentego powstała ok. 120 lat po opisywanej tragedii), ale wiadomo, iż czcigodny dziejopis korzystał
z nieistniejących już dzisiaj materiałów archiwalnych, przechowywanych w Katedrze Wawelskiej. Według niego, zarzewiem konfliktu były liczne wyprawy zbrojne króla Bolesława, zwłaszcza ekspedycja na Ruś i związana z tym przedłużająca się nieobecność władcy i jego drużyny w Polsce. Do przebywających w Kijowie rycerzy polskich dotarła wiadomość, że ich pozostawione w kraju małżonki dały się porwać w objęcia niewolników (servi). Wobec takiego stanu rzeczy rycerze zwrócili się do króla z prośbą o zakończenie wyprawy i jak najszybszy powrót do Polski. Kiedy władca odmówił, zaczęli potajemnie go opuszczać, co było równoznaczne z dezercją. Wówczas Bolesław, jak pisze mistrz Kadłubek, powróciwszy do kraju, zaczął z bezwzględnym okrucieństwem prześladować nieposłusznych:

Wojnę prowadzoną z nieprzyjaciółmi zwrócił przeciwko swoim (…).W gniewie zajadłym przeciwko rycerstwu, które go odbiegło, na kobiety, które stały się powodem, iż mu żołnierze posłuszeństwo wypowiedzieli – Bolesław za powrotem począł winnych i niewinnych kaźnić, posuwając się aż do nielitościwego okrucieństwa.

 Nieszczęśni rycerze zostali skazani na ścięcie, natomiast ich małżonki, którym mężowie, sami nie będąc bez winy (ach, te kijowskie piękności!) przebaczyli, król potraktował nie mniej okrutnie. Rozkazał bowiem przystawiać im do piersi szczenięta, po odebraniu urodzonych ze związków
z niewolnikami dzieci, nad którymi, według słów kronikarza, nawet wróg by się ulitował. Rzecz jasna, tym samym niemowlęta zostały skazane na śmierć głodową. Biskup krakowski Stanisław wykazał się wówczas niezwykłą odwagą, napominając króla i próbując odwieść go od barbarzyńskiego postępowania wobec własnych poddanych. Wybitny historyk profesor Andrzej Nowak zwraca też uwagę na fakt, iż decyzja Stanisława była tym trudniejsza, że wiele wskazuje na to, że początkowo jego współpraca z Bolesławem Śmiałym układała się pomyślnie, być może nawet się przyjaźnili. Byli mniej więcej rówieśnikami, bowiem badania czaszki świętego, przeprowadzone w 1963 r., wykazały, iż w chwili śmierci biskup krakowski miał ok. 40 lat. Stanisław prawdopodobnie był człowiekiem popieranym i lubianym przez Bolesława, skoro po śmierci biskupa Suły Lamberta w 1072 r. został przez księcia nominowany na nowego włodarza krakowskiej diecezji. Na pewno brał też udział
w koronacji Bolesława w 1076 r. Przypomnijmy też tym miejscu charakterystykę Śmiałego, przedstawioną przez Wincentego z Kielczy w Vita minor (Legenda świętego Stanisława). Początkowo młody król nie odbiega od ideału władcy – wykazuje się licznymi cnotami rycerskimi, m.in. walecznością (stąd przydomek „Śmiały”) i hojnością („Szczodry”). Niestety, przedłużające się wyprawy wojenne i chęć dokonania zemsty na niesubordynowanych podwładnych stały się początkiem klęski Bolesława. Jak już wiemy król zlekceważył napomnienie Stanisława, zatem biskup krakowski zagroził władcy nałożeniem ekskomuniki, co wiązało się nie tylko z wykluczeniem
z Kościoła, ale także ze zwolnieniem poddanych z przysięgi posłuszeństwa wobec ekskomunikowanego władcy. Stanisław dał jednak królowi czas na opamiętanie się w związku z czym usunął się z Wawelu na Skałkę. Oddajmy w tym miejscu głos znanemu pisarzowi i historykowi Józefowi Ignacemu Kraszewskiemu:

Z jednej strony był młody, zwycięski uzuchwalony, do rozkazywania nawykły krwią i obyczajem na poły Rusin, Bolesław; z drugiej kapłan zarazem łagodny i nieustraszony. Raz między nimi rozpoczęta walka, nie mogła się skończyć inaczej, niż gwałtem. Ani jeden, ani drugi uledz [sic!] nie mógł. Biskup wyobrażający tu potęgę religii
i kościoła, ugiąć się, ani pobłażać nie mógł; król zwycięzca, pan w domu, ścierpieć nad sobą wyższości nie umiał. Władza czysto duchowna była dla niego niepojętą: nie rozumiał jej siły
. Publicznie czynione królowi wyrzuty (…) doprowadziły zajście pomiędzy nim, a biskupem do krwawego kresu. (…) Bolesław z wierną sobie drużyną, której później Boleszczyców i Bolesławitów imię nadano – napadł na kościół na Skałce w chwili, gdy biskup w nim odprawiał mszę świętą. Drzwi znalazł [król] przed sobą zaparte; wyłamano je, a gdy strwożeni dworzanie nie śmieli rzucić się na celebrującego, zdaje się że sam król zadał mu cios śmiertelny. Rozwścieczona potem gromada, na sposób pogański, w sztuki rozrąbała ciało męczennika. Mord ten świętokradzki, przy ołtarzu
 i ofierze nie mógł pozostawać bezkarnym. Całe duchowieństwo wzięło stronę pasterza swego. Króla odbiegli wszyscy.

Dokonane w bestialski sposób zabójstwo świątobliwego biskupa podczas sprawowanej przez niego Eucharystii wstrząsnęło opinią publiczną polskiego społeczeństwa - zarówno duchownych,
jak i wielmożów, a zapewne także ich poddanych, za którymi Stanisław niejednokrotnie się ujmował, próbując odwieść króla od nakładania na warstwę chłopską nadmiernych ciężarów, związanych
z utrzymywaniem dworu królewskiego. O tej ostatniej sprawie pisał wspominany już pierwszy hagiograf świętego Stanisława, Wincenty z Kielczy (Vita minor, znana jako Legenda świętego Stanisława). Natomiast profesor Andrzej Nowak słusznie zauważa, iż koszty wypraw wojennych Bolesława musiały być ogromne, tym bardziej iż król nie tylko nie przyłączył żadnej nowej ziemi do swojego królestwa, ale także utracił kontrolę nad przynoszącym znaczne dochody Pomorzem. Nietrudno zatem wywnioskować, jakie musiało wynikać z tego obciążenie dla królewskich poddanych.  W każdym razie, Bolesław, do niedawna zwycięski wódz i potężny władca piastowskiego państwa, a także cenny współpracownik papieża Grzegorza VII w jego niezwykle trudnych zmaganiach z niemieckim cesarzem Henrykiem IV, dopuszczając się przerażającej zbrodni, przekreślił dotychczasowy królewski dorobek wypełnionego spektakularnymi sukcesami panowania. Był skończony zarówno jako król, jak i jako rycerz. Niedługo też doszło do wygnania monarchy
z Krakowa. Bolesław udał się (jako królewski banita) na Węgry. Według przekazu zarówno Galla, jak i mistrza Wincentego zwanego Kadłubkiem Bolesław po przybyciu na ziemię Madziarów nadal okazywał „zgubną pychę” nawet wobec gościnnego króla Władysława (późniejszego świętego Kościoła katolickiego) – nie zsiadł bowiem z konia, aby oddać powitalny pocałunek węgierskiemu monarsze. Władysław przebaczył polskiemu zdetronizowanemu władcy ten afront, ale Węgrzy zapamiętali haniebne zachowanie Bolesława, który tym samym zapewnił sobie wielką nienawiść poddanych króla László (pod tym imieniem Władysław jest znany na Węgrzech). Mistrz Wincenty zwany Kadłubkiem przekazuje ponadto informację, iż Bolesław, przebywając już na wygnaniu, próbował całą winę zrzucić na świętego biskupa, przedstawiając siebie jako obrońcę świętości związków małżeńskich, natomiast Stanisława jako zdrajcę – buntownika spiskującego przeciw królowi, zarzucając jednocześnie krakowskiemu biskupowi żądzę bogactwa, pijaństwo i rozpustę: Czegóż więc – rzecze [Bolesław] dopuszczono się, gdy usunięto zakałę królestwa, potwora ojczyzny, zgorszenie dla religii, gdy w Rzeczypospolitej zgaszono publiczny pożar? Takie postępowanie króla spotkało się z jednoznaczną oceną czcigodnego kronikarza: Podwójnie bezecny jest ten, który odebrawszy komuś życie, nie mogąc odebrać mu sławy, usiłuje błotem ją obrzucić i słowami prześladuje tego, którego czynem nie może prześladować. Nie po raz ostatni w historii Polski, jak pisze profesor Nowak, miało dojść do tak haniebnej sytuacji… Później jednak, według legendy Bolesław odbył pokutę w klasztorze benedyktyńskim w Osjaku w Karyntii, gdzie też zmarł w 1081 r.
i tamże został pochowany. Kraszewski zaznacza, iż król rzeczywiście okazał skruchę, jednak, wbrew wcześniejszym przekazom nie przywdział habitu zakonnego, ponieważ na dawnej płycie nagrobnej
z miejsca jego wiecznego spoczynku był umieszczony wizerunek konia przynależny jedynie władcom i rycerzom. Wracając do postaci męczennika, warto zwrócić uwagę  na zachowanie Stanisława wobec bezpośrednio grożącego mu niebezpieczeństwa - biskup krakowski nie próbował uciekać z kościoła,
a także nie przerwał sprawowanej Eucharystii. Właśnie do tego aspektu kapłańskiej odwagi, której konsekwencją była męczeńska śmierć z królewskiej ręki, odwoływała się najczęściej ikonografia. Najpiękniejszym chyba przykładem jest słynny tryptyk z Kościoła Mariackiego w Krakowie, na którym święty Stanisław jest ukazany w momencie Podniesienia Najświętszego Sakramentu. Widoczny za sprawującym Eucharystię biskupem król właśnie wznosi miecz, aby zadać śmiertelny cios swojej ofierze. Stojący za monarchą rycerz także trzyma miecz, ale brzeszczotem do góry, tak jak na komendę „prezentuj broń!”, zgodnie ze starym rycerskim zwyczajem dobywania miecza podczas Podniesienia Najświętszego Sakramentu, na znak, iż rycerze są gotowi użyć mieczy w obronie wiary. W ten sposób oba miecze tworzą znak krzyża (miecz „prezentującego broń” rycerza staje się belką pionową, królewski zaś – poziomą) – symbol Męki Pańskiej, w której udział za chwilę otrzyma sprawujący Najświętszą Ofiarę święty Stanisław.  

Nie mniej symboliczny jest sposób, w który król (najprawdopodobniej osobiście, chociaż niektórzy historycy uważają tę tradycję za niepewną) zadał mu śmierć. Badania czaszki świętego, przeprowadzone w 1963 r, przez Jana Olbrychta i  Mariana Kusiaka, wykazały poważne uszkodzenie (wgniecenie) potylicy, kilka podobnych urazów kości czołowej oraz obu kości ciemieniowych
(w sumie urazów było siedem), zadanych według opinii ekspertów „narzędziem tępokrawędzistym”. Zatem męczeństwo świętego Stanisława, jednego z głównych patronów Polski, nabiera niezwykle symbolicznego znaczenia  – rozpoczęło się potężnym ciosem zadanym w potylicę, który to sposób zadawania śmierci stanie się w XX w. (Katyń 1940!) symbolem martyrologii narodu polskiego…

Wracając do przekazów kronikarskich, przypomnijmy sprawę cudownego zrośnięcia się ciała męczennika (po dokonanym z rozkazu króla ćwiartowaniu), a także nieco późniejszą legendę
o wskrzeszeniu przez świętego Stanisława rycerza Piotra z Piotrowina (Piotrawina?), zwłaszcza iż nawiązania do tych wydarzeń pojawiają się w większości dzieł hagiograficznych, także i w pieśniach poświęconych czcigodnemu patronowi Polski. Informacje o cudownym zrośnięciu się ciała świętego Stanisława, jak również o czterech orłach strzegących doczesnych szczątków męczennika przed drapieżnikami pojawiają się po raz pierwszy w „Kadłubkowej” kronice. Podobnie przekazuje je Wincenty z Kielczy we wspominanej już Legendzie świętego Stanisława (Vita minor). Dodajmy iż sprawa cudownego zrośnięcia się poćwiartowanego z rozkazu króla ciała biskupa krakowskiego została potwierdzona podczas dokonanej w połowie XII w. drugiej translacji relikwii męczennika, związanej z konsekracją przebudowanej katedry wawelskiej. Po otwarciu trumny stwierdzono, iż szkielet biskupa pozostał nienaruszony. Sprawa ta została przedstawiona przez wiarygodnych świadków podczas procesu kanonizacyjnego świętego Stanisława w 1253 r. Warto wspomnieć, iż kult krakowskiego męczennika zyskał szczególne znaczenie w dobie rozbicia dzielnicowego – Polacy wierzyli, iż tak jak poćwiartowane ciało świętego z Woli Bożej cudownie się zrosło, tak samo zjednoczy się podzielona Polska. Właśnie w epoce rozbicia dzielnicowego święty Stanisław zaczął uchodzić za patrona jedności narodowej, która to sprawa nabierze szczególnego znaczenia w dobie rozbiorów. Uroczystość kanonizacji Stanisława ze Szczepanowa odbyła się dzięki staraniom biskupa krakowskiego Jana Prandoty 8 IX 1253 r. w Asyżu, aktu wyniesienia polskiego męczennika do chwały ołtarzy dokonał papież Innocenty IV. Następnego roku, 8 V, odbyły się uroczystości kanonizacyjne
w Krakowie, która to data stała się dniem obchodu liturgicznego ku czci świętego Stanisława w Polsce (w Kościele powszechnym obchód liturgiczny ku czci polskiego świętego przypada 11 IV – w dzień jego męczeńskiej  śmierci). Podczas krakowskich uroczystości kanonizacyjnych zabrzmiał pierwszy zanotowany przez historię literatury polski utwór muzyczny, którego twórca znany jest z imienia – hymn Gaude Mater Polonia, kompozycja wspominanego już Wincentego z Kielczy, dominikanina, cennego współpracownika biskupa Iwona Odrowąża i jego następcy Jana Prandoty w staraniach
o kanonizację świętego Stanisława. Wincenty z Kielczy znany jest także, jak już wiemy, jako autor Legendy świętego Stanisława (Legenda s. Stanislai, Vita minor), Żywota większego świętego Stanisława (Vita maior), a także licznych utworów liturgicznych, spośród których największe znaczenie dla historii muzyki polskiej ma ułożone przez niego oficjum brewiarzowe Dies adest celebris („Dzień uroczysty nadchodzi”, znane także pod tytułem „Historia o świętym Stanisławie”), sporządzone prawdopodobnie z okazji krakowskich uroczystości kanonizacyjnych męczennika, które stały się wielkim świętem dla Krakowa i dla Polski. W skład omawianego oficjum weszły m.in. 23 antyfony, z których pierwsze, nieszporne, opisują historię życia świętego Stanisława, od lat dziecinnych, poprzez edukację, kapłaństwo, związane z nim funkcje i godności, aż do biskupstwa.
W treści jutrzni pojawia się sprawa konfliktu pomiędzy biskupem Stanisławem a królem, następnie opis męczeńskiej śmierci czcigodnego świętego, pochwała zmarłego oraz historia relikwii.
W zakończeniu Dies adest celebris została umieszczona prośba o wstawiennictwo za narodem polskim. Opisywane oficjum zawiera także 9 responsoriów oraz wymieniany hymn Gaude Mater Polonia, który według znawcy polskiej muzyki średniowiecznej, księdza profesora Hieronima Feichta, zawiera cechy muzyczne, które można określić jako oryginalne polskie, mimo że, jak zauważa muzykolog, początki naszej twórczości hymnicznej wywodzą się ze starszych zabytków poezji liturgicznej. Omawiany hymn ku czci świętego Stanisława cieszył się wielką popularnością wśród Polaków – zasługi polskiego świętego, zwłaszcza opisywane w tym utworze odważne przeciwstawienie się tyranii, stały się, jak pisze profesor Andrzej Nowak w pierwszym tomie Dziejów Polski, wzorem dla kolejnych pokoleń Polaków:

Gaude Mater Polonia. „Raduj się Matko – Polsko/W sławne potomstwo płodna…” Znamy i powtarzamy do dziś te uroczyste frazy. Rzadziej pamiętamy, jak w ciągu dalszym tej wspaniałej pieśni pojawiają się słowa o wielkich zasługach Stanisława: „Regis non credit furiae (przed gniewem króla nie ustąpił), Tyranni truculentiam (…) constanter arguit (Stale wypominał okrucieństwo tyranowi). To jest wzór dla kolejnych pokoleń Polaków: nieustraszenie stawać przeciwko tyranii. Nawet własnego państwa. Posiekane ciało męczennika stanie się symbolem podziału Polski i nadziei na jej zrośnięcie – po odprawionej pokucie. Tak jest już w Polsce dzielnicowej, wieku XIII. Stanisław stanie się w ten sposób patronem idei zjednoczenia.

 Dodajmy w tym miejscu, iż tak trudny i bolesny dla Polski wiek XIII – były to, przypomnijmy, czasy rozbicia dzielnicowego i tragicznych w skutkach najazdów tatarskich, był też wiekiem działalności licznych polskich świętych i błogosławionych, z których wielu było obecnych podczas krakowskich uroczystości kanonizacyjnych męczennika. Pięknie opisuje te wydarzenia współczesny znawca polskiej kultury, Wacław Panek: Nie zna historia takiej procesji kanonizacyjnej jak ta krakowska z Wawelu na Skałkę, w której uczestniczyło tylu przyszłych świętych
 i błogosławionych: św. Jacek
, św. Sadok oraz bł.: bł. Wit, Prandota, Grzymisława, Kinga [kanonizowana w 1999 r. przez Jana Pawła II, wyniesionego do chwały ołtarzy przez papieża Franciszka w 2014 r. – przyp. M.M.], Salomea, Bronisława i Judyta. A grób biskupa Stanisława Szczepanowskiego już od XIII wieku zaczął uchodzić za miejsce kultu. Zapewne już wówczas zaczęła dojrzewać idea zjednoczenia podzielonej w wyniku rozbicia dzielnicowego Polski. Dodajmy, iż żarliwym czcicielem świętego Stanisława był król Władysław Łokietek – władca, który dokonał dzieła scalenia w jeden organizm państwowy podzielonego Królestwa Polskiego (warto zauważyć, iż Władysław urodził się ok. 1260 r. – zatem niedługo po uroczystościach kanonizacyjnych św. Stanisława). To właśnie ten wybitny monarcha z rodu Piastów zapoczątkował wielowiekową tradycję składania przy grobie Ojca Ojczyzny zdobywanych przez Wojsko Polskie wojennych trofeów - po świetnym zwycięstwie polskich rycerzy pod dowództwem Władysława Łokietka nad Krzyżakami pod Płowcami w 1331 roku w katedrze na Wawelu przy grobie świętego Stanisława zostały złożone zdobyte przez Polaków krzyżackie chorągwie. Obdarzony wspominanym już zaszczytnym tytułem „Pater Patriae” polski święty do tej pory cieszy się wielką estymą u swoich rodaków – prosiliśmy go
i nadal prosimy o wstawiennictwo w najtrudniejszych dla Polski momentach dziejowych. Święty Stanisławie, racz bronić swej Polski także i dziś... 

Dr Monika Makowska

Dzieje Polski. Tom 1. Skąd nasz ród

Dzieje Polski. Tom 1. Skąd nasz ród

Andrzej Nowak

Pierwszy tom pomnikowych "Dziejów Polski", napisanych przez wybitnego historyka z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Akademii Nauk prof. Andrzeja Nowaka, obejmuje okres od początków państwa polskiego do 1202 r. (śmierć Mieszka III Starego). Osoba autora gwarantuje publikację na najwyższym poziomie naukowym i literackim, napisaną właściwym dla prof. Nowaka pięknym, a jednocześnie przystępnym językiem.

 

Kraków. Kultura i naród

Kraków. Kultura i naród

Adam Bujak, Joanna Wieliczka - Szarkowa

Można zamknąć oczy na przeszłość, potraktować zabytki jak skansen, a zajmować się tylko oznakami współczesności, która ma dostarczać nieustannej rozrywki. Takie płytkie spojrzenie na królewskie miasto Kraków, dumną stolicę Rzeczypospolitej w czasach jej świetności, jest jednak zupełnie obce zakochanemu w swym rodzinnym mieście mistrzowi fotografii Adamowi Bujakowi. Potrafi on nieustannie odkrywać w podwawelskim grodzie coś nowego.

 

Wawel. Skarbiec wiary i polskości

Wawel. Skarbiec wiary i polskości

Adam Bujak, Piotr Rabiej

Tu biło i bije serce Polski. Wawel – ponad tysiącletnia katedra i królewski zamek – góruje nad Krakowem, prastarą stolicą. To prawdziwy skarbiec najdawniejszych i nowszych zabytków; od romańskich po młodopolskie. Wawel to świadectwo silnej wiary Polaków i państwa-mocarstwa zwanego Rzeczpospolitą.

 

Do moich Rodaków. Św. Jan Paweł Wielki

Do moich Rodaków. Św. Jan Paweł Wielki

Jan Paweł II, Jolanta Sosnowska

Św. Jan Paweł II, zwany Wielkim, był dumnym Polakiem bez jakiegokolwiek kompleksu niższości wobec innych narodów. Takiego zachowania uczył też nas – zarówno głoszonym słowem, jak i własną postawą, którą prezentował, nie popadając przy tym w pychę czy pogardę wobec innych. Postawę swą zaś wykształcił w sobie i opierał na umiłowaniu Ojczyzny, na gruntownej wiedzy historycznej i oczywiście na głębokiej wierze w Boga i szacunku wobec bliźnich.

 

Blask Rzeczypospolitej. Od X do XXI wieku

Blask Rzeczypospolitej. Od X do XXI wieku

Wojciech Polak

Oto dzieło wybitnego i wszechstronnego historyka, które czyta się jak pasjonującą powieść. Sięgając po Blask Rzeczypospolitej, każdy, kto w jednej książce chciałby zapoznać się z historią Polski na przestrzeni całych jej dziejów, ma tę możliwość. A dzieje te są długie, żywe i imponujące. Historia nasza, jak każdego wielowiekowego kraju, obfituje we wzloty i upadki. Może napawać dumą i podziwem, ale też przestrzegać przed niebezpieczeństwami.

 

 

 

 

 

 

Komentarze (0)

  • Podpis:
    E-mail:
  • Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.