Za męstwo i dzielność okazane w boju Zmienne i burzliwe losy orderu Virtuti Militari
Wojciech Kossak. "Po bitwie pod Zieleńcami". Fot. Wikimedia W nocy z 18 na 19 maja 1792 r. potężna armia rosyjska (64 tys. ludzi) pod dowództwem generała Kachowskiego sforsowała Dniepr, wkraczając tym samym bez wypowiedzenia wojny w granice Rzeczypospolitej. 18 maja w Warszawie poseł rosyjski Jakow Bułhakow poinformował króla, że wojska carycy spieszą „wesprzeć prawdziwych patriotów”. Odczytanie rosyjskiej noty podczas sesji sejmu 21 maja, zwłaszcza fragmentu o wkroczeniu wojsk Katarzyny II „w celu przywrócenia wolności narodowi polskiemu”, wywołało oburzenie posłów Stronnictwa Patriotycznego. W odpowiedzi na pismo Bułhakowa ogłoszono „Uniwersał króla i sejmujących stanów do narodu”, wzywający Polaków do walki z rosyjskim agresorem.
Przebywający wówczas w Warszawie książę Józef Poniatowski został podczas Rady Wojennej mianowany przez króla wodzem naczelnym armii polskiej na Ukrainie, po czym wyruszył na wojnę. Zaledwie 29-letni książę obawiał się ogromnej odpowiedzialności związanej z naczelnym dowództwem na tak trudnym posterunku, tym bardziej, że armia rosyjska niemal trzykrotnie przewyższała jego siły. Co gorsza, były to tereny pozostające pod silnym wpływem Targowicy. Armia księcia, mimo jego ogromnego wysiłku włożonego w wyszkolenie, składała się w większości z nieostrzelanych żołnierzy, a poprawa w zaopatrzeniu była znikoma. Kachowski tymczasem dysponował weteranami zwycięskiej wojny z Turcją i potężnym zapleczem magazynowym.
Kiedy 10 maja 1792 r. książę przybył do swej kwatery w Tulczynie, stwierdził, że Kościuszko nie zdążył zakończyć koncentracji wojsk. Ponieważ w pierwszej fazie działań wojennych korpusy były rozstawione w zbyt wielkich od siebie odległościach, chcąc dokonać maksymalnej koncentracji oddziałów, aby nie narażać ich na rozbicie, Poniatowski zmuszony był do ciągłego wycofywania się. Ściągnęło to na niego w Warszawie falę ostrej, nieuzasadnionej krytyki. Uratował jednak swoje wojsko przed groźbą osaczenia przez Rosjan i zdążył ukończyć koncentrację na tyle, że kiedy 17 czerwca pod Zieleńcami drogę zastąpił mu silny, 11-tysięczny korpus generała Markowa, książę zdecydował się wydać mu bitwę, która rozegrała się nazajutrz.
Po otrzymaniu raportów o siłach przeciwnika książę wzmocnił baterię na obu skrzydłach i rozstawił dodatkowe siły piechoty w pierwszej linii. Ustawił ponadto kawalerię narodową na prawej flance i zorganizował drugą linię odwodową. Jeszcze przed rozpoczęciem bitwy osobiście objeżdżał pozycje, sprawdzając ustawienie i dodając ducha podkomendnym. Starcie rozpoczęło się wzajemnym ostrzeliwaniem pozycji, po czym konnica rosyjska zaatakowała jazdę Mokronowskiego, powodując zamieszanie w polskich szeregach. Udało się to jednak opanować i przejść do kontrataku, skutkiem którego Polacy rozgromili dwa pułki huzarów rosyjskich. Kiedy Rosjanie przypuścili zmasowany atak artyleryjski, wśród głównych sił polskich w środkowej linii bojowej doszło do wyjątkowo groźnej sytuacji. Nieostrzelany batalion Gorzeńskiego i piechota księcia Michała Lubomirskiego wpadły w panikę i uciekły z zajmowanych pozycji, pociągając za sobą odwodowy batalion Potockich. Wydawało się, że wszystko stracone, bowiem rosyjscy jegrzy, korzystając z panicznej ucieczki polskiej piechoty, sformowali się do ataku na bagnety. W tym niebezpiecznym momencie książę Józef natychmiast pojawił się osobiście na zagrożonej pozycji. Sformował na nowo batalion Potockich, wzmocnił go batalionem Ostrogskich z drugiej linii i wydając polskiej artylerii rozkaz osłony natarcia, poprowadził oba bataliony na rosyjskich jegrów. Wywołało to prawdziwą panikę wśród nieprzyjaciół, którzy zaskoczeni pojawieniem się kontratakujących Polaków, cofnęli się, zdziesiątkowani polskim ogniem artyleryjskim. Po opanowaniu sytuacji na obu skrzydłach i rozbiciu przez polską artylerię grenadierów jekatierynosławskich książę przeszedł do działań zaczepnych. Z trzech batalionów piechoty i brygady kawalerii narodowej utworzył grupę uderzeniową pod wodzą gen. Wielhorskiego i wysłał na prawe skrzydło rosyjskie. Mimo udanego uderzenia Wielhorskiego nie udało się całkowicie rozbić sił wroga, niemniej gen. Markow został zmuszony do wycofania się z Zieleniec. Nie mogąc pogodzić się z porażką, zajął po odejściu Polaków pobojowisko, ogłaszając się zwycięzcą.
Efektowne zwycięstwo zaskoczyło samego księcia Józefa, który z wrodzoną sobie skromnością przemilczał swój heroiczny wyczyn zarówno w raportach, jak i w napisanych już po III rozbiorze wspomnieniach. Chwalił za to mężną postawę Wielhorskiego, Kościuszki i Mokronowskiego. Jeszcze po wielu latach będzie miał sobie do zarzucenia, że po zakończeniu bitwy nie ściągnął dywizji Kościuszki i nie uderzył całością swoich sił na cofającego się Markowa, aby ostatecznie zniszczyć jego korpus. Książę nie miał jednak wówczas informacji o ruchu znajdujących się w pobliżu kolumn rosyjskich, które mogłyby mu zagrozić. Ponadto zużycie amunicji było tak znaczne, że pozostało jedynie po 12 pocisków na armatę, nie mówiąc o amunicji do pozostałych rodzajów broni. Żołnierze byli ponadto zmęczeni całodziennym starciem z nieprzyjacielem, tak więc książę postanowił przedostać się wraz z armią do Zasławia, gdzie zarządził jednodniowy postój. Zajął następnie pozycje w Ostrogu, gdzie rozpoczął przygotowania do wojny obronnej. Do Warszawy wraz z raportem o bitwie i ze zdobytym przez majora Dunikowskiego rosyjskim sztandarem wódz wysłał księcia Eustachego Sanguszkę. Wręczył mu też listę oficerów i żołnierzy nominowanych do odznaczenia orderem Virtuti Militari za męstwo wykazane w boju. Siebie książę Józef na tej liście nie umieścił.
Pierwsze nadania tego pierwszego w historii orderu przyznawanego za zasługi na polu bitwy – niezależnie od stopnia i pozycji społecznej żołnierza – związały się nierozerwalnie z opisywanym polskim zwycięstwem pod Zieleńcami. Pomysł powstania tego orderu jest jednak nieco wcześniejszy. 12 czerwca 1792 r. Stanisław August Poniatowski napisał w liście do bratanka: „Przyszło mi do głowy przesłać Ci rodzaj medali owalnych, które z jednej strony mieścić będą moje imię, a które będzie można nosić jak krzyże orderu Marii Teresy, na wąskiej wstążce, podobnej do orderu Św. Stanisława. Będą to medale srebrne dla szeregowych, a złote dla oficerów”. I rzeczywiście, król na wieść o Zieleńcach, które nazwał „pierwszą od czasów Jana III Sobieskiego wiktorią oręża polskiego”, przesłał bratankowi do obozu pod Ostrogiem medale Virtuti Militari. Pierwszy z nich król przeznaczył, rzecz jasna, dla księcia Józefa, ten jednak ustąpił pierwszeństwa Kościuszce. Na jego też ręce przekazał wszystkie medale do rozdania pomiędzy zasłużonych w boju. Książę oddał także swój order, aby móc uhonorować jeszcze jednego z oficerów. W raporcie sporządzonym po dekoracji prosił króla, aby ten ustanowił regułę i kapitułę tego niezwykłego orderu, który „tylko podczas wojny i szczególnie dla męstwa lub roztropności czasu akcji okazanych rozdawany być ma. (...) Przy rozdawaniu żołnierskich orderów – pisał książę Józef – można by ustanowić przepis, że ten tylko posiadać go będzie, kto niewątpliwe otrzyma świadectwo od kamratów lub oficerów”. Ta zasada stała się podstawą późniejszej praktyki przyznawania wojennego orderu Virtuti Militari po złożeniu przez dowódców wniosków o zasługach podkomendnych. Warto przypomnieć, iż francuska Legia Honorowa, przyznawana za wybitne zasługi wojskowe, a także i cywilne, została ustanowiona dopiero w 1802 r., zatem o dekadę później niż polski order Virtuti Militari.
Niestety, król całkowicie zawiódł pokładane w nim nadzieje. Ani nie przybył do obozu, mimo wielokrotnie ponawianych apeli księcia Józefa, ani nie przysłał obiecanej amunicji i posiłków z Warszawy. Miał ku temu swoje powody, pozostając bowiem od początku toczącej się wojny w ciągłym kontakcie z posłem rosyjskim Jakowem Bułhakowem, pragnął zakończyć działania wojenne z jak najkorzystniejszym skutkiem dla... Rosji. Stąd też Stanisław August tego samego dnia, w którym posyłał księciu Józefowi do obozu ordery Virtuti Militari, wystosował też „stosowny apel do serca imperatorowej”. Kiedy nadeszła jej odpowiedź, natychmiast zastosował się do życzenia Katarzyny, zgłaszając 23 lipca 1792 r. swój akces do Targowicy. Zarówno dla księcia, jak i dla jego żołnierzy, którzy nigdy nie zostali w tej kampanii pobici przez Rosjan, był to prawdziwy szok. „Na wszystko byłem przygotowany, lecz nie na podobną nikczemność. Należało raczej bić się do zgonu, niż oddychać hańbą” – napisał książę Józef w liście do księżnej Izabeli Czartoryskiej, która przekazała mu tę hiobową wieść, zanim król potwierdził ją osobiście. Zarówno książę, jak i Kościuszko oraz podlegli im oficerowie, nie chcąc pójść na hańbiącą współpracę z targowicą, podali się do dymisji.
Targowiczanie, rzecz jasna, nie uznawali orderu Virtuti Militari, jako przyznanego za zwycięstwo nad wojskami rosyjskimi. Główny zdrajca Szczęsny Potocki, marszałek konfederacji targowickiej, wydał 18 sierpnia 1792 r. „Uniwersał Generalny Konfederacji Koronnej niszczący patenta [nominacje w wojsku] i znaki za Despotycznego Rządu Seymu teraźniejszego wyszłe”. Ordery Virtuti Militari zostały uznane za „czcze, żadne i niebyłe”. Co więcej, targowiczanie żądali ich zwrotu na ręce króla, grożąc w razie odmowy poważnymi konsekwencjami. Wielu spośród odznaczonych za udział w bitwie pod Zieleńcami zastosowało się do tych zarządzeń. Odmówił tego książę Józef, który po podaniu się do dymisji poświęcił się idei Orderu Krzyża Wojskowego, biorąc udział w opracowywaniu jego statutu, oczywiście w tajemnicy przed generalnością konfederacji targowickiej. Na żądania Potockiego odnośnie do zwrotu orderu książę odpowiedział, iż niepobity i niepokonany na polu bitwy oficer i żołnierz nie może być zmuszany do złożenia broni.
Na pewien czas order Virtuti Militari przywrócił rozbiorowy Sejm Grodzieński, budząc tym niepohamowany wybuch wściekłości carycy Katarzyny II. Jednak Rada Nieustająca dokonała ponownej jego likwidacji w 1794 r., jeszcze przed wybuchem Insurekcji Kościuszkowskiej. W grudniu 1806 r. książę Józef, w porozumieniu z cesarzem Napoleonem, znów przywrócił ten order, który za czasów Księstwa Warszawskiego wielokrotnie nadawano oficerom i żołnierzom zasłużonym na polu bitwy.
Order przetrwał czasy Królestwa Kongresowego, nadawano go także za męstwo wykazane na polach bitwy w czasach Powstania Listopadowego. Jednak w ramach represji po jego upadku car Mikołaj I, pragnąc upokorzyć Polaków, zdegradował najwyższe polskie odznaczenie wojskowe, przekształcając jego status na Polską Odznakę Zaszczytną za Zasługi Wojenne, nadawaną... Rosjanom szczególnie zaangażowanym w pacyfikację powstania. Przywrócenie prawdziwego polskiego orderu Virtuti Militari miało nadejść dopiero wraz z odzyskaniem przez Polskę niepodległości.
Jest to tylko fragment artykułu dr Moniki Makowskiej poświęconego historii orderu Virtuti Militari – najstarszego i najzaszczytniejszego polskiego orderu nadawanego za odwagę okazaną w boju w obronie Polski, a co więcej – starszego o dekadę od francuskiej Legii Honorowej. Do zapoznania się z całością zapraszamy na łamach miesięcznika „Wpis” nr 139 z maja-czerwca 2022 r.

WPIS 05/2022 (e-wydanie)
Pojawił się już najnowszy, majowy numer „Wpisu”. Jak co miesiąc przygotowaliśmy dla Państwa całą serię felietonów na aktualne tematy, interesujące reportaże, jak również zestaw artykułów poświęconych wydarzeniom i postaciom historycznym powiązanym z bieżącymi rocznicami. Wybitny historyk prof.

Naród niepokonany. Przełomowe momenty polskiej historii
Sarmaci w trudnych okresach Rzeczypospolitej powiadali, że jest ona niczym słońce, choć bowiem zachodzi i popada w mrok, to niebawem wschodzi i znów świeci pełnym blaskiem. Na zawsze nie gaśnie nigdy. O takich wschodach i zachodach naszego kraju i narodu pisze w tej książce wybitny historyk i pisarz, prof. Andrzej Nowak.

Dzieje Polski. Tom 1. Skąd nasz ród
Pierwszy tom pomnikowych "Dziejów Polski", napisanych przez wybitnego historyka z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Akademii Nauk prof. Andrzeja Nowaka, obejmuje okres od początków państwa polskiego do 1202 r. (śmierć Mieszka III Starego). Osoba autora gwarantuje publikację na najwyższym poziomie naukowym i literackim, napisaną właściwym dla prof. Nowaka pięknym, a jednocześnie przystępnym językiem.

Dzieje Polski. Tom 2. Od rozbicia do nowej Polski
Drugi tom bestsellerowych "Dziejów Polski" pióra znakomitego historyka prof. Andrzeja Nowaka. Kontynuacja opowieści o burzliwych losach naszego kraju w okresie rozbicia dzielnicowego. Tom obejmuje okres od śmierci księcia Mieszka Starego w 1202 r. i objęcia władzy w Krakowie przez Władysława Laskonogiego, aż do wkroczenia Kazimierza Wielkiego na Ruś w 1340 r. Autor w fascynujący sposób przybliża wysiłki zmierzające do odnowienia Królestwa Polskiego podjęte w XIII w.

Dzieje Polski. Tom 3. Królestwo zwycięskiego orła
Kolejny tom wspaniałej historii Polski opowiedzianej piórem profesora Andrzeja Nowaka liczy 464 strony, czyli o 80 więcej niż poprzednia część. Podobnie jak dwa poprzednie tomy charakteryzuje się wysokim poziomem edytorskim. Zdobią go liczne fotografie, rysunki, ryciny i mapy, które nie tylko dopełniają narrację autora, ale i poruszają wyobraźnię czytelnika.
Dzieło to owoc wspaniałego warsztatu badawczego, niesamowitego talentu pisarskiego i ogromnej wiedzy profesora Nowaka.

Dzieje Polski. Tom 4. Trudny złoty wiek.
Wreszcie jest z niecierpliwością oczekiwany przez tysiące Polaków kolejny tom wielkiego dzieła prof. Andrzeja Nowaka - czyli czwarty tom "Dziejów Polski"! W czwartym tomie "Dziejów Polski" prof. Andrzej Nowak opowiada o trudnym złotym wieku, czyli latach 1468 - 1572.
Prof. Andrzej Nowak wkracza w czwartym tomie epokowego dzieła „Dzieje Polski” w okres największej świetności Rzeczypospolitej.

Dzieje Polski. Tom 6. Potop i ogień
Oj, działo się, działo! Kolejny tom „Dziejów Polski” prof. Andrzeja Nowaka obejmuje krótszy okres czasu. Ale biorąc pod uwagę natłok ważnych dla narodu oraz państwa wydarzeń, niektórych brzemiennych w skutki na całe wieki, łatwo zrozumieć, dlaczego Autor poświęcił tym latom tak dużo miejsca. To nie Autor spowolnił pisanie, lecz w omawianym czasie historia bardzo przyspieszyła.

Dzieje Polski. Tom 7. Upadanie i powstawanie
Co za czasy w Rzeczypospolitej! Od sławionego w całej Europie zwycięstwa pod Wiedniem w 1683 r. po widmo upadku państwa – zaledwie pół wieku później… Siódmy tom „Dziejów Polski” prof. Andrzeja Nowaka czyta się nie jak jeden, ale jak kilkanaście scenariuszy hollywoodzkich superprodukcji historycznych. W tym okresie Rzeczpospolita niestety doznaje porażek jak nigdy dotąd.




Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.