Przesłanie "Quo vadis" nic nie straciło na aktualności. Dziś 179. urodziny Henryka Sienkiewicza
Ursus z Ligią uratowaną przed śmiercią na arenie – ilustracja Piotra Stachiewicza do „Quo vadis?”. Quo vadis – „najsławniejsza powieść polska” – jak w podniosłym, nieomal homeryckim stylu określił Sienkiewiczowskie arcydzieło Julian Krzyżanowski, na stałe wpisała się w historię literatury. Dzieje urodziwej królewny ligijskiej Kalliny (Ligii) oraz zakochanego w niej rzymskiego trybuna wojskowego Marka Winicjusza, przechodzącego nawrócenie na chrześcijaństwo pod wpływem ukochanej tak różniącej się od rozwiązłych Rzymianek, znane są dziś na całym świecie. Status literackiej legendy zyskała m.in. scena zwycięskiej walki obdarzonego nadludzką siłą Ursusa, sługi Ligii, z potwornym turem germańskim; do jego rogów przywiązano dziewczynę mającą ponieść męczeńską śmierć na arenie rzymskiego cyrku. Imię owego ligijskiego bohatera („niedźwiedź”) miało nawiązywać nie tylko do jego nadzwyczajnej siły, ale i miana pierwszego władcy Polski – Mieszka, który wprowadził na ziemiach polskich chrześcijaństwo. Zarówno pochodzenie Ligii, jak i jej służącego-powiernika wywodził Sienkiewicz od opisywanych przez rzymskiego historyka Tacyta Ligów (po łacinie: Lugii), uchodzących w czasach autora za przodków Polaków. Jest w tym coś niezwykle poruszającego, iż w dobie epoki fın de siècle’u, naznaczonej silnym piętnem nihilizmu (negacji wszelkich wartości moralnych) i skrajnym pesymizmem dekadentyzmu udało się Sienkiewiczowi stworzyć dzieło ukazujące głęboki sens wiary i męczeństwa pierwszych wyznawców Chrystusa, w tym Jego apostołów – świętych Piotra i Pawła.
„Wielka epopeja chrześcijańska” z miejsca zyskała uznanie nie tylko polskich czytelników – przyniosła autorowi światowy rozgłos. W Italii „powieść z czasów Nerona” weszła do kanonu dzieł stanowiących dziedzictwo narodowe literatury, a papież Leon XIII pod wrażeniem wstrząsających scen martyrologii chrześcijan przesłał Sienkiewiczowi błogosławieństwo. Dwa lata po pierwszym polskim wydaniu książkowym (1896) powieść stała się bestsellerem w Stanach Zjednoczonych, deklasując nawet kultowego Ben Hura Lewisa Wallace’a. Dzieło polskiego pisarza zrobiło furorę także w carskiej Rosji, mimo iż wśród gorliwych wyznawców prawosławia nie brakowało głosów zarzucających katolickiemu autorowi promowanie idei podporządkowania Watykanowi i papieżowi wszystkich Kościołów chrześcijańskich. O najwyższym poziomie literackim Quo vadis świadczy przyznanie Sienkiewiczowi jako pierwszemu Polakowi prestiżowej (wówczas!) Nagrody Nobla (1905). Co więcej, pisarz osiągnął w tym dziele wymiar uniwersalny, trafiając również do czytelników obcych katolicyzmowi zarówno wyznaniowo, jak i kulturowo. Świadczą o tym liczne przekłady powieści na najbardziej nawet egzotyczne języki świata; podobno autor nie był w stanie doliczyć się wszystkich tłumaczeń, a do dnia dzisiejszego powstają nowe.
Sienkiewicz w wielkim stylu upomniał się przed światem o katolicką udręczoną Polskę, ciągle jeszcze pozostającą pod zaborami: „prześladowania, które Polacy cierpią pod jarzmem Prus, a szczególnie pod jarzmem Rosji, miały wielki wpływ na moje zamiary” – wyznał pewnemu francuskiemu krytykowi. Przypomnijmy, że zarówno Prusy, Rosja, jak i Austria wywodziły swój rodowód z Imperium Rzymskiego…
Droga do napisania Quo vadis
W momencie rozpoczęcia pracy nad Quo vadis (1895) Sienkiewicz cieszył się już zasłużoną sławą znakomitego prozaika, chociaż zmagania z materią słowa często wyczerpywały go do tego stopnia, iż „udawał przed sobą, że już nic nie będzie robił”. Jak bywa to zazwyczaj w przypadku twórców genialnych, złośliwe ataki krytyków nie należały do rzadkości. Mimo to zasób sił twórczych i fantazja literacka pisarza zdawały się być niewyczerpane. Wielkie powieści historyczne Ogniem i mieczem, Potop i Pan Wołodyjowski (ukończony w 1888 r.), tworzące niezapomnianą Trylogię, odniosły zawrotny sukces. Dokonujący cudów waleczności sarmaccy rycerze, damy ich serca i charyzmatyczni polscy wodzowie prowadzący w bój hufce nieustraszonych obrońców Rzeczypospolitej wprost zawładnęli zbiorową wyobraźnią czytelników.
(...)
„Od dawna żyję w ogromnym natężeniu wszystkich władz, albowiem rzecz, którą piszę, jest trudna i w tak wysokim stylu, że nic podobnego nikt dziś nie robi. Nie umiem ci powiedzieć, jak jestem zapracowany i zmęczony. Nawet kiedy nie piszę, nie jestem zdolny ani coś [sic!] innego robić, ani o czym innym myśleć jak o ‘Quo vadis’” – zwierzał się Sienkiewicz szwagierce Jadwidze Janczewskiej. „Powieść z czasów Nerona” ukazywała się, podobnie jak Trylogia, w odcinkach w prasie. Tym razem jednak publikowana była jednocześnie we wszystkich trzech zaborach; niemal w tym samym czasie mogli śledzić losy jej bohaterów czytelnicy warszawskiej „Gazety Polskiej”, krakowskiego „Czasu” oraz „Dziennika Poznańskiego”. Autor pisał z pasją i zaangażowaniem, mimo iż praca nad Quo vadis przypadła na okres naznaczony kolejną tragedią osobistą.
(...)
Pracę nad powieścią rozpoczął Sienkiewicz od słynnej sceny uchodzącego z Rzymu świętego Piotra, który spotyka zmierzającego w stronę miasta Chrystusa. Na pytanie Apostoła „Dokąd idziesz, Panie?” (Quo vadis Domine?) Jezus odpowiada: „Gdy ty opuszczasz lud mój, do Rzymu idę, by mnie ukrzyżowano po raz wtóry”. Kiedy towarzyszący Piotrowi chłopiec widzi, że Apostoł, wstrząśnięty doznaną wizją, zawraca „ku siedmiu wzgórzom miasta”, zadaje mu to samo pytanie. W Rzymie dopełnił się los Piotra; przyciśnięty wiekiem i pracą w winnicy Pańskiej zginął męczeńską śmiercią na krzyżu, błogosławiąc Miastu i Światu (Urbi et Orbi). Tego samego dnia stracony został także święty Paweł, któremu jako obywatelowi rzymskiemu przysługiwało prawo do śmierci poprzez ścięcie mieczem. Miał jednak nadejść nie tylko kres krwawego panowania Nerona, ale i upadek wszechwładnego Imperium Rzymskiego, a „bazylika Piotra panuje dotąd z wyżyn watykańskich miastu i światu”. Ponieważ czas walki dobra i zła nie ustaje, tytułowe pytanie – „dokąd zmierzasz?”– pozostaje zadziwiająco aktualne.
Neron – „artysta”, który przekraczał granice
Sienkiewicz należał do pisarzy podchodzących z wielkim respektem do historii. Poza Rocznikami, Germanią i Dziejami Tacyta czytał także Żywoty cezarów Swetoniusza, dzieła Kasjusza Diona, Liwiusza, Pliniusza i licznych poetów rzymskich (wszystko w oryginale!), jak również aktualne prace historyczne, przede wszystkim autorów francuskich. W kwestiach dotyczących świata starożytnego Rzymu konsultował się ze swym przyjacielem, krakowskim historykiem Kazimierzem Morawskim, autorem świetnie napisanej rozprawy Petronius Arbiter, o której pisarz mówił dowcipnie, iż „uważając je za dobro publiczne ukradnie przy pierwszej sposobności”. Inspiracji odmówić nie sposób, bowiem Sienkiewiczowski Petroniusz – wykwintny erudyta, mistrz dobrego smaku i elegancji oraz miłośnik piękna stworzonego przez grecki geniusz, zajmuje w literaturze światowej wysoką pozycję wśród najświetniejszych kreacji dworzanina. Był też jedną z ulubionych postaci autora, który podkreślał, iż „siedzi w nim zbyt wiele Petroniusza”. Zatem nawet w scenach obrazujących degrengoladę moralną cezara i patrycjuszy z jego otoczenia Sienkiewicz zachował klasę i dystans godne arbitra elegancji. Było to nie lada sztuką w konstruowaniu postaci Nerona – zbrodniarza i szaleńca, którego „ni woli, ni złośliwości nie podobna było przewidzieć”.
(...)
Sienkiewicz w oparciu o informacje źródłowe mistrzowsko zinterpretował motywy kierujące dopuszczającym się coraz bardziej przerażających zbrodni Neronem: „chcę być większym niż człowiek, bo tylko w ten sposób mogę być największy jako artysta” – mówi cezar do Petroniusza. – „Czy wiesz, że ja głównie dlatego skazałem na śmierć matkę i żonę? U bram nieznanego świata chciałem złożyć największą ofiarę, jaką człowiek mógł złożyć. Mniemałem, że się potem coś stanie i że jakieś drzwi się otworzą, za którymi dojrzę coś nieznanego. Niechby to było cudniejsze lub straszliwsze nad ludzkie pojęcie, byle było niezwyczajne i wielkie… Ale tej ofiary nie było dość. Dla otwarcia empirejskich (prowadzących na Olimp – przyp. aut.) drzwi potrzeba widocznie większej – i niech tak się stanie, jak chcą wyroki”. Niedługo później Rzym stanął w płomieniach. Szalejący żywioł pochłonął tysiące ofiar, większość mieszkańców straciła w pożarze cały dobytek. Spłonęły świątynie Herkulesa i Jowisza Statora, ogień strawił świątynię Luny wybudowaną jeszcze przez Serwiliusza Tuliusza, dom Numy Pompiliusza, a także świątynię Westy z penatami ludu rzymskiego.
(...)
Henryk Sienkiewicz, tworząc niesamowitą w swej grozie wizję płonącego miasta, opierał się w głównej mierze na relacji Tacyta. Ten sam autor przekazał potomności, iż cezar, obawiając się rozruchów i utraty władzy wobec szerzącej się wśród ludności wieści o tym, że miasto spłonęło z jego rozkazu, winą za podpalenie Rzymu obciążył chrześcijan. Tacyt, mimo iż bezkrytycznie powtarza wytworzoną przez plebs oszczerczą opinię o wyznawcach Chrystusa jako o tych, którzy oddawali się wszystkiemu, co „sromotne i potworne”, przyznaje jednak, iż „udowodniono im nie tyle zbrodnię podpalenia, ile nienawiść ku rodzajowi ludzkiemu”.
Tak oto, na mocy opartego na kłamstwie oskarżenia, które miało odwrócić podejrzenia mieszkańców Rzymu od cezara, rozpoczęły się pierwsze na tak wielką skalę krwawe prześladowania chrześcijan. Męczennicy ginęli na arenie przybijani do krzyży, rozszarpywani przez dzikie zwierzęta, paleni żywcem jako nocne pochodnie w ogrodach cesarskich. Neron, który także jako oprawca chrześcijan uważał się w swym maniakalnym pożądaniu wielkości za artystę (!!!), osobiście wyreżyserował szereg spektakli mitologicznych, podczas których ofiary ginęły poddawane najwymyślniejszym torturom. Nawet Tacyt, mimo iż podobnie jak cały rzymski patrycjat uważał chrześcijan za „nieprzyjaciół rodu ludzkiego”, pisał, że „nie dla pożytku państwa, lecz dla zadość uczynienia okrucieństwu jednego człowieka byli traceni”.
Sienkiewicz dał w Quo vadis szereg najwspanialszych w literaturze scen obrazujących niezwykłe męstwo pierwszych chrześcijan wobec śmierci. W zakończeniu powieści dominuje głęboka wiara w to, iż ich ofiara, podobnie jak ofiara wielu milionów następnych pokoleń wyznawców Chrystusa, nie pójdzie na marne, bowiem każde imperium oparte na sile zbrojnej upada, zaś „bramy piekielne nie przemogą Kościoła Chrystusowego”.
Przesłanie Quo vadis – pierwszej polskiej powieści, której autora nagrodzono Nagrodą Nobla, nic nie straciło na aktualności. Po dzień dzisiejszy fałszywe oskarżenia chrześcijan o „nienawiść ku rodzajowi ludzkiemu”, jak również przypisywanie im win, za które odpowiadają ich oprawcy, nie należą do rzadkości, wręcz przybierają na sile. Co więcej, całe zastępy pozbawionych talentu twórców charakteryzujących się zwyrodniałą, wręcz demoniczną nienawiścią do wyznawców Chrystusa uważają się dziś za „artystów”, a swoje działania nazywają „przekraczaniem granic” (norm społecznych). Czy wobec wstrząsającego przykładu Nerona i jego żądzy artystycznej wielkości za wszelką cenę, tak po mistrzowsku opisanej przez pierwszego polskiego noblistę, owo „przekraczanie granic” nie powinno budzić grozy? W kontekście przyznania literackiej Nagrody Nobla za rok 2018 po raz kolejny należałoby zadać pytanie: dokąd zmierzasz, współczesna literaturo?
Dr Monika Makowska
*
Powyższe fragmenty pochodzą z artykułu dr Moniki Makowskiej, który w całości ukazał się w miesięczniku WPIS nr 112.
(AD)
Zapraszamy do naszej Księgarni Internetowej po książki o wielkich Polakach:

Największy z rodu Polaków
Największy z rodu Polaków – to określenie wobec Jana Pawła II pojawiło się już na początku jego pontyfikatu, a potem było powszechnie wypowiadane z dumą przy bardzo wielu okazjach, w tysiącach miejsc, przez ludzi Kościoła i przez zwykłych wiernych, ale też przez polityków i środki masowego przekazu, nie wyłączając tych, którzy dzisiaj tak zaciekle zwalczają Papieża Polaka.

Życie św. brata Alberta. Biografia ilustrowana
Biograficzna, ilustrowana opowieść o polskim świętym - Bracie Albercie Chmielowskim.
Bohater, artysta, święty. Powstaniec styczniowy, utalentowany malarz, opiekun nędzarzy. Tak można najkrócej opisać niezwykłą i do dziś fascynującą postać Adama Chmielowskiego, którego imię zakonne Brat Albert stało się w Polsce powszechnie znane już pod koniec XIX wieku. Te trzy rodzaje działalności i te trzy postawy życiowe zostały pięknie ukazane w niezwykłej książce.

Andrzej Bobola Orędownik Polski. Życie, męczeństwo, świętość
Andrzej Bobola herbu Leliwa, ksiądz, zakonnik, dziś patron Polski, żył w latach 1591–1657 w niebywale burzliwym czasie wielkich zagrożeń dla Ojczyzny i Kościoła katolickiego. Zginął w sposób szczególnie okrutny z rąk Kozaków, którzy chcieli mu nawet darować życie pod warunkiem wyrzeczenia się przezeń wiary katolickiej. Mimo wyjątkowo bestialskich tortur – odmówił. Umierał w strasznych męczarniach.

Męczennik za wiarę i Solidarność. Biografia ilustrowana bł. ks. Jerzego Popiełuszki
Fascynująca książka Jolanty Sosnowskiej to poruszająca opowieść o życiu i heroicznej walce kapłana, który stał się symbolem oporu przeciwko komunistycznemu reżimowi w Polsce. Swoją niezłomną wiarą i nieugiętością inspirował miliony Polaków do walki o wolność i wiarę. Popiełuszko, z pozoru zwykły ksiądz, stał się światłem nadziei. Pozostaje aktualnym symbolem także dzisiaj, co w tej książce mocno wybrzmiewa.

Odsiecz z nieba. Prymas Wyszyński wobec rewolucji
Rewolucja! Co naprawdę kryje się za tym pojęciem? Ta książka demaskuje fałszywe hasła, utopijne założenia i okrucieństwo wszystkich rewolucji; od protestanckiej i francuskiej poprzez bolszewicką, nazistowską i lat 1960. aż po wiek XXI, w którym prowadzona jest kolejna rewolucja światopoglądowa. Prof. Grzegorz Kucharczyk obnaża kulisy każdej rewolucji; ich brutalność, bezwzględność i bezbożność.

Nieznane rozmowy Józefa Piłsudskiego
Sporo pisze się o Józefie Piłsudskim, ale rzadko oddaje się głos jemu samemu. W tej książce jest inaczej.
Tu Marszałek przemawia do nas wprost. Rozmów z nim spisano podczas jego życia nie za wiele, jeszcze rzadziej były publikowane w formie książkowej, trwałej – toteż nie są zbyt znane. A szkoda, gdyż Komendant bardzo dużo opowiadał w nich o sobie; o swoim życiu prywatnym, ale i swoich poglądach na Rzeczpospolitą oraz Europę.

Mój Miłosz
Wspomnienia Marka Skwarnickiego o Czesławie Miłoszu zawarte w tej książce doprowadzone zostały do ostatnich dni życia Noblisty. Są nie tylko zapisem przyjaźni, ale ukazują całą epokę, w którą wpisali się bohaterowie tej książki. Obszernie cytowana korespondencja między poetami ujawnia wiele osobistych sympatii i antypatii Miłosza oraz rozterki duchowe wielkiego artysty.






Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.