Dr Marek Klecel: Duchowni na Syberii - skazani na katorgę za niepopełnione przestępstwa
Wyjazd polskich rodzin w ramach repatriacji – stacja Jajsan, listopad 1921 r. Los zsyłanych na Golgotę Północy podzielili też w l. 40. XX w. polscy duchowni – księża Władysław Bukowiński, Józef Kuczyński i Bronisław Drzepecki, więźniowie łagrów, bohaterowie tego szkicu. Zdjęcie z archiwum Jarosława Michałowskiego z Białegostoku. Na wielu zdjęciach zachowanych z tamtych czasów i miejsc zniewolenia „na nieludzkiej ziemi” można zobaczyć trójkę polskich kapłanów, „religiozników” – jak władze sowieckie nazywały duchownych, dla których stworzono później specjalny obóz. Byli to księża Władysław Bukowiński, Józef Kuczyński i Bronisław Drzepecki. Na jednym z późniejszych zdjęć, już z Ukrainy, widnieje także ks. Wojciech Darzecki, który przed wojną wstąpił do zakonu bernardynów w Leżajsku, odbył studia w seminarium we Lwowie, a pierwszą posługę duszpasterską podjął w Sokalu.
Wojna zaskoczyła go na wakacjach w Radecznicy koło Zamościa, gdzie przebywał w rodzinnych stronach. Znalazł się pod okupacją niemiecką, należał zaś do diecezji lwowskiej, która już była pod okupacją sowiecką. Ks. Darzecki odbył wrześniową wędrówkę przez pół kraju – Podlasie, okolice Warszawy, aż dotarł pod Kraków, gdzie władze zakonne skierowały go na dalsze studia do Alwerni. Gdy Niemcy wysiedlili stamtąd bernardynów, przeniósł się z nimi do Kalwarii Zebrzydowskiej. W 1943 r. został wezwany do Lwowa, by przyjąć święcenia kapłańskie i podjąć pracę duszpasterską. Znalazł się tam pod okupacją sowiecką – był to okres największych zbrodni na Polakach podczas ukraińskiej rzezi na Wołyniu. Kapłan wspominał, że tłumy Polaków „uciekających ze wschodu otaczały nasz klasztor. Często przyjeżdżali nocą, rano spowiadaliśmy ich i jechali dalej na zachód”.
Gotowy na wszystko
W 1944 r. władze zakonne zaproponowały mu wyjazd dalej na wschód, do parafii, gdzie pozostali jeszcze Polacy. Uprzedzono go, że musi być gotowy na wszystko, na więzienie, a nawet śmierć. Ks. Wojciech Darzecki podjął się tej prawdziwie niebezpiecznej misji. W październiku owego roku, gdy oddziały Armii Czerwonej zajmowały znowu wschodnie tereny Polski, wyruszył na wschód z dwoma innymi duchownymi, którzy znali język rosyjski i wcześniej załatwili jakieś oficjalne dokumenty na wyjazd. Dotarł najpierw do Nowogrodu Wołyńskiego, gdzie kościół został już zburzony, a później do Żytomierza, gdzie przyjęli go księża Józef Kuczyński i Bronisław Drzepecki.
Ojcu Darzeckiemu wyznaczono pięć powiatów w okolicy, gdzie były tylko dwa kościoły, odprawiał więc Msze św. także po domach. Spotkał się z ogromnym entuzjazmem Polaków, którzy jeszcze pozostali na Ukrainie; niektóre wsie, jak wspominał kapłan, były całkowicie polskie. Czekał go ogrom pracy; jeździł po wsiach wózkiem, który mu sprawiono, zaprzężonym w konia, którego sam sobie kupił. Spowiadał, chrzcił dzieci całymi dziesiątkami, sprawował Msze św. Lokalne władze sowieckie zaczęły go kontrolować. Poradzono mu, żeby wjeżdżając do wsi, kamuflował się z woźnicą, udając podchmielone towarzystwo, które śpiewa ukraińskie pieśni „podorożne”, nie budząc w ten sposób podejrzeń. Uczył się też w tym czasie języków rosyjskiego i ukraińskiego.
Raz jednak zatrzymano ks. Darzeckiego i posadzono na noc w areszcie. Wtedy zakonni zwierzchnicy uznali, że jego rola na tych terenach się skończyła i przenieśli go do Odessy, gdzie miał objąć jeszcze kilka sąsiednich rejonów, bo brakowało księży. Był to ogromny teren, któremu nie mógł podołać. Obawiał się, że odprawiając Mszę św. w wielkim kościele w Odessie, będzie źle przyjęty. Jakiś wierny wyznał mu później ze wstydem, że nie wierzył, że jest on prawdziwym księdzem katolickim. Istnieli już bowiem księża sowieccy, na których władze bolszewickie wyznaczały specjalnych urzędników, mających kontrolować życie Kościoła. Gdy ks. Wojciech Darzecki z innymi duchownymi zgłosił się do urzędu wyznaniowego w Odessie, czekało już na nich KGB. Dostali 24 godziny na opuszczenie miasta, co było nadzwyczajną łaską sowieckich władz, ale okazało się żartem. W tak krótkim czasie nie byli w stanie wyjechać, nie mogli dostać biletów kolejowych. Po dwóch dniach, na początku marca 1946 r., zostali aresztowani.
Ks. Darzecki trafił do więzienia w Żytomierzu. Po kilku przesłuchaniach – wspominał, że nawet specjalnie nie bili, raz tylko walnęli tak, że uderzył głową w ścianę – usłyszał sakramentalną formułę sowieckiej praworządności: „za co zatrzymany? Nie za to, że dokonał przestępstwa, ale za to, że mógłby go jeszcze dokonać”. To usłyszał od śledczego. W sądzie dostał wyrok 8 lat za rozpowszechnianie katolicyzmu, zakładanie kółek różańcowych, przyjmowanie prawosławnych do Kościoła, rozpowszechnianie literatury antysowieckiej. Na pytanie, jaka to miała być literatura, dowiedział się, że dzieła Mickiewicza.
Ks. Darzecki na Kołymie
Ks. Darzecki parę miesięcy przesiedział w więzieniu wśród złodziei i bandytów. Inni skazani byli na ich łasce, pozbawiani przez kryminalistów jedzenia i lepszego ubrania. Kapłan widział straszliwe walki między nimi o lepszą pozycję w celi i pokazowy bandycki honor. W październiku 1947 r. wywieziono go z Żytomierza do Charkowa, gdzie przeszedł łagier tranzytowy, w którym gromadzono więźniów z różnych stron. W celi było tak ciasno, że musieli spać na stojąco. Po dwóch tygodniach wyprawiono ich transportem na wschód za Ural.
Po drodze zdarzyła się ucieczka Polaka Zielińskiego z Kamieńca Podolskiego, który zaproponował ją również księdzu, ale ten nie czuł się na siłach. Przemyconym nożem Zieliński wydrążył otwór i wyłamał deski w podłodze, co trudno było ukryć, bo w każdym wagonie był przeważnie donosiciel.
(...)
Dr Marek Klecel
*
Jest to tylko fragment artykułu, który w całości ukazał się w miesięczniku WPIS nr 12/2025.

WPIS 12/2025 (e-wydanie)
Świąteczny, bożonarodzeniowy numer Waszego ulubionego miesięcznika już w sprzedaży! Jak każdego miesiąca, na łamach „Wpisu” prezentujemy dla Was całą serię felietonów na aktualne tematy, a także – cykl artykułów powiązanych z aktualnymi historycznymi rocznicami. Rzecz jasna, w grudniowym numerze dominuje tematyka świąteczna – prezentujemy m.in. artykuł prof.

Prenumerata miesięcznika WPiS na cały 2026 rok - wydanie drukowane + wydanie elektroniczne
Miesięcznik „Wpis” już od szesnastu lat pozostaje wierny swym założeniom i przedstawia Czytelnikom podstawowe wartości, a więc wiarę, patriotyzm i sztukę.
Publikują u nas tak znakomici autorzy, jak m.in.: Adam Bujak, ks. prof. Waldemar Chrostowski, Leszek Długosz , prof. Ryszard Kantor, dr Marek Klecel, ks. prof. Janusz Królikowski, prof. Grzegorz Kucharczyk, dr Monika Makowska, prof. Aleksander Nalaskowski, prof. Andrzej Nowak, prof.
Zapraszamy do naszej Księgarni Internetowej po książki o naszej polskiej historii:

Sybir. Dzieje polskich zesłańców XVIII–XX w.
Za co?! Pytanie to nieodparcie nasuwa się podczas czytania tej przejmującej książki. Tysiące Polaków, najlepszych synów swojego narodu, było zsyłanych na Sybir za umiłowanie własnego kraju, za walkę o jego wolność, za przywiązanie do wiary katolickiej. Wszelki sprzeciw wobec caratu karany był surowo; najczęściej właśnie wyekspediowaniem na tę nieludzką ziemię, skąd przeważnie nie było już powrotu.

Polacy wierni i dzielni
Polacy – kim jesteśmy? Kim byliśmy? Kim powinniśmy być w przyszłości? O. prof. Marian Zawada od ponad 40 lat szuka odpowiedzi na te pytania. Szuka – i znajduje. Zastanawia się nad kondycją naszego narodu od momentu jego narodzin w X wieku po czasy najbardziej współczesne. I nieustannie jest pełen zachwytu nad duszą polską, nad jej zdolnością przetrwania nawet największych kataklizmów, nad jej niezłomnością.

Cuda polskie. Matka Boża i święci w naszych dziejach
Na historię naszego kraju należy patrzeć z punktu widzenia człowieka wierzącego, chrześcijanina, jeśli chce się dzieje Polski interpretować uczciwie. Ta książka nie jest suchym dziełem naukowym, lecz zawiera solidną porcję wiedzy o minionych wiekach. Jest napisana barwnie i żywo. Prezentuje autentyczne wydarzenia, konkretne osoby oraz sprawdzone opinie. Obejmuje okres od Mieszka I po współczesność.

Blask Rzeczypospolitej. Od X do XXI wieku
Oto dzieło wybitnego i wszechstronnego historyka, które czyta się jak pasjonującą powieść. Sięgając po Blask Rzeczypospolitej, każdy, kto w jednej książce chciałby zapoznać się z historią Polski na przestrzeni całych jej dziejów, ma tę możliwość. A dzieje te są długie, żywe i imponujące. Historia nasza, jak każdego wielowiekowego kraju, obfituje we wzloty i upadki. Może napawać dumą i podziwem, ale też przestrzegać przed niebezpieczeństwami.




Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.