Złoty cielec i fałszywi prorocy. Państwo jako narzędzie walki z Bogiem

Doświadczamy obecnie prawdziwej inwazji państwa na nasze umysły, szczególnie na naszą wiarę. Takie działania znamy z historii, najnowszej i tej dawniejszej. Okres bolszewicki w Polsce (PRL), niemiecka okupacja, czas zaborów i konfederacji targowickiej – wszystko to wiązało się z pozbawieniem kraju niepodległości, narodu – wolności, a poszczególnego obywatela – swobodnego dostępu do oświaty i dóbr narodowej kultury. Nie tylko Polska, ale cała cywilizacja zachodnia przeżywa dziś gigantyczny kryzys. We współczesnym świecie odrzuca się Boga, katolicyzm przede wszystkim, ale także zbudowaną na nim tradycję, moralność, chrześcijańską obyczajowość. Zakłamuje się demokrację, podobno najlepszy z ustrojów politycznych. Manipulacje wyborcze powodują, że demokracja – nazywana od pewnego czasu liberalną – przemienia się na naszych oczach w autorytaryzm. Wmawia się społeczeństwu – przy pomocy mass mediów – że wojujący ateizm jest neutralny światopoglądowo, a katolicyzm to coś w rodzaju faszyzmu. Powrócił pogański kult Złotego Cielca, a Dekalog jest wyszydzany.

Pisze o tym wszystkim wybitny myśliciel naszych czasów ks. prof. Piotr Mazurkiewicz. Dowodzi na kartach tej książki, że państwo ateistyczne, z jakim de facto mamy dziś ponownie do czynienia, jest opresyjne wobec obywatela. Fałszywym pojęciem neutralności światopoglądowej przykrywa się dominację woli politycznej nad prawem, zdrowym rozsądkiem, zwyczajem i obyczajem, czy zwykłą ludzką przyzwoitością. Z urzędu usiłuje się wpływać już nie tylko na umysły, ale nawet na zmysły obywateli. Autor pisze: „Państwo dziś wciąż podejmuje liczne decyzje moralne, nadając im charakter aktów prawnych. Wystarczy wspomnieć regulacje odnośnie do kary śmierci, aborcji, in vitro, eutanazji, surogacji, związków osób jednej płci, restrykcje sanitarne ograniczające możliwość korzystania z prawa do wolności religijnej”.

Wczytując się w rozważania ks. prof. Mazurkiewicza, które mają także odniesienia historyczne, trudno nie dojść do wniosku, że totalna dominacja państwa ziemskiego nad państwem Bożym prowadziła zawsze, i prowadzi także dziś, do zniewolenia człowieka, do podporządkowania go bezdusznym procedurom. Jesteśmy sprowadzani do roli bezmyślnego narzędzia w rękach polityków. To państwo wyznacza jakieś niby moralne normy, ale w rzeczywistości respektujące dewiacje lub zgoła obłąkanie. Poprzez zblatowanie polityki z mass mediami oraz zawłaszczenie edukacji przez neomarksistowskie partie i środowiska udaje się przenikać z owymi „postępowymi” poglądami do głów milionów ludzi. Uporczywie konstruowana jest utopia, która nie respektuje godności człowieka, demonizuje zaś rolę autorytarnego i ateistycznego państwa. Wiadomo z historii, do jakich gigantycznych nieszczęść to prowadzi. Dochodzi do nich, gdy społeczeństwa za późno się budzą, gdy za późno orientują się, co czyni z nimi polityka.

Książka ta nie tylko ostrzega nas o ataku prowadzonym na nasze umysły i zmysły, ale daje nam konkretne argumenty w walce ze złem. Tekst wspomożony fantastycznymi ilustracjami mocno porusza i jest bardzo przekonywający.

Wstęp: Neutralność światopoglądowa to fikcja

9

CZĘŚĆ I: PAŃSTWO ZIEMSKIE I PAŃSTWO BOŻE.
POZORY NEUTRALNOŚCI

13

Od teokracji do państwa świeckiego

16

Dopóki państwo jest wszystkim, społeczeństwo jest niczym       

29

Ateizowanie państwa i życia społecznego

43

Neutralność pozorna

43

Zedrę z twarzy szlachetną maskę

51

Prywatyzacja religii

58

Odmówić wszystkiego Żydom jako narodowi…

68

Państwo etycznie autorytarne

73

Bóg ogarnia swoją świętością całe narody

77

Kiedy rozpada się pojęcie prawa oraz fundament pokoju

88

Gdy państwo prawem czyni niesprawiedliwość

95

Katolickie rozumienie neutralności światopoglądowej

101

Prawo obywatelstwa tylko dla ateizmu

112

CZĘŚĆ II: POLITYKA JAKO MANIPULACJA

127

Władza – demoralizacja – zysk

128

Wokół definicji manipulacji

128

Co jest cnotą, a co wadą

133

Dwie „klasyczne” koncepcje polityki

133

Najskuteczniejszym sposobem „oślepiania” jest korupcja

139

Lud nie dostrzega manipulacji

144

Polityka doczesnego zbawienia

146

CZĘŚĆ III: NARÓD JAKO ZAKŁADNIK
PRYWATNYCH EMOCJI POLITYKÓW

155

Gdyby ludzie byli demonami…

159

Polityka oparta na cnocie umiarkowania

162

Czyn wielki w zgodzie narodowej

166

CZĘŚĆ IV: KOŚCIÓŁ W DOBIE KRYZYSU. POCZĄTEK I KRES,
I ŚRODEK CZASÓW KOŚCIOŁA W EUROPIE

177

Czas apokalipsy

178

Nowa kultura

182

Bóg nie „umarł”, tylko „zmienił adres”

191

Rodzina jest podmiotem praw naturalnych

194

Neopogaństwo

204

 

PAŃSTWO ZIEMSKIE I PAŃSTWO BOŻE. POZORY NEUTRALNOŚCI


Łacińskie neuter ‒ jak podkreśla ks. Alojzy Jougan ‒ oznacza dokładnie „żaden z dwóch” w przeciwieństwie do uterque, oznaczającego „każdy z dwóch”, „którykolwiek z dwóch”. Zwykle używamy tego słowa na określenie kogoś, kto nie bierze udziału w sporze, a w konsekwencji nie opowiada się po żadnej ze stron. Sformułowanie „żaden z dwóch” może zatem być rozumiane jako odmowa identyfikacji z którąkolwiek ze stron sporu, a więc zachowanie równego dystansu w stosunku do obydwu. Może także być odczytywane jako przejaw obojętności na sam fakt zaistnienia sporu, który nas nie dotyczy, gdyż lokuje się w przestrzeni poza obszarem naszych zainteresowań bądź naszych kompetencji. Stąd o neutralności mówimy np. w odniesieniu do państwa, które nie bierze udziału w wojnie, nie angażuje się po którejkolwiek ze stron, aby nie dać się wciągnąć w konflikt zbrojny.

Powstaje jednak pytanie: co oznacza neutralność w relacjach wewnątrz państwa oraz kogo i do czego dokładnie ona zobowiązuje? Wydaje się, że mówiąc o neutralności państwa, mówimy o równym dystansie państwowych instytucji w stosunku do rozmaitych religii i stojących za nimi wspólnot religijnych, światopoglądów i wspólnot światopoglądowych czy filozoficznych, niekiedy zaś także o równym dystansie do rozmaitych systemów aksjologicznych. W konsekwencji otrzymujemy możliwe przynajmniej trzy teoretyczne typy neutralności: religijną/wyznaniową, światopoglądową i aksjologiczną (wartościującą). Mówiąc zaś, że państwo powinno być neutralne pod którymś z tych względów, myślimy o jego najważniejszych instytucjach, które powinny unikać stronniczości w powyższych zakresach. Niekiedy jednak oczekiwanie społeczne, polityczne czy prawne sięga dalej, aż po administrację samorządową czy przestrzeń publiczną, wobec której wysuwany jest postulat całkowitego jej ogołocenia („naga przestrzeń publiczna”) z wszelkich znaków wartościujących, kulturowych czy kojarzonych z którąkolwiek z grup społecznych. Ambicją wydaje się być w tym przypadku czwarty typ neutralności – neutralność historyczna i kulturowa.

Powyższe rozważania pozwalają wyróżnić pytanie o zakres (szerokość) pożądanej neutralności (religia, światopogląd, historia, kultura, aksjologia) i pytanie o głębokość neutralności (państwo, samorząd, przestrzeń publiczna).

Od teokracji do państwa świeckiego

„Starożytne państwo – pisze Joseph Ratzinger ‒ jest nieodłączne od jego bogów, i na odwrót – bogowie od państwa. Starożytna πόλις [polis] jest kościołem swojej religii, a jej populus [lud] jest cultor populus [ludem wyznawców]”1. W ramach religii, w których świat ludzki i boski są ze sobą ściśle powiązane, tworząc jedno uniwersum ‒ zaznacza Peter L. Berger ‒ nieposłuszeństwo bogom było nie tylko politycznym czy etycznym wykroczeniem, ale także zakłóceniem kosmicznego porządku rzeczy, zagrażającym światu powrotem opanowanego przez rytuał chaosu. Inaczej mówiąc, wszystkie antyczne państwa basenu Morza Śródziemnego okazywały się organizacjami totalizującymi, odznaczającymi się utożsamieniem władzy religijnej i politycznej. Przedstawiciel rosyjskiego renesansu religijno-filozoficznego i mesjanista Włodzimierz Sołowjow (1853–1900) stwierdza, że w państwach tych właściwie nie było tego, co nazywamy dzisiaj społeczeństwem. „Z jednej strony podstawowa klasa społeczna ‒ chłopi, czyli rolnicy ‒ miała charakter niewolniczy, z drugiej strony również wolni obywatele, nie mając dla swego wspólnego życia żadnego absolutnego celu, nie znając niczego ponad państwem, byli przez to państwo pętani i pochłaniani. Gdzie praca dla celów ekonomicznych była poniżeniem, gdzie ziemię uprawiali niewolnicy, a religią zarządzali urzędnicy państwowi, tam życie społeczne, pozbawione swoich najbardziej istotnych celów, materialnych i duchowych, było całkowicie ograniczone formalnym celem państwowym, równoważeniem drogą prawa indywidualnych sił”2. Aby dobrze zrozumieć ten fakt totalnej jedności – zauważa francuski filozof i historyk Pierre Manent (ur. 1949 r.)– musimy zdać sobie sprawę, że państwa te nie łączyły tego, co my rozdzielamy, ale to, co nigdy wcześniej nie zostało rozdzielone. Πόλις (polis) bowiem była zarazem wspólnotą religijną i polityczną. Obie doskonale się pokrywały, ponieważ odbierający cześć bogowie są bogami miasta, bogami konkretnego terytorium.

Manent stawia pytanie o to, która z tych wspólnot jest bardziej pierwotna. Czy to wspólnota polityczna kreowała wspólnotę religijną, czy też działo się raczej odwrotnie? Musimy stwierdzić, że istniały dwie wersje religijno-politycznego monizmu. Antyczna polis czy Cesarstwo Rzymskie, wraz z ich państwowymi bogami, są przykładami dominacji wspólnoty politycznej nad religijną. Religia była tu traktowana jako instrument polityki. W tej samej starożytności odnajdujemy jednak jedno państwo, w którym wspólnota religijna jest uprzednia w stosunku do wspólnoty państwowej, a pierwiastek religijny dominuje nad politycznym – jest to Izrael. Jako naród wybrany spośród wszystkich narodów przez jedynego prawdziwego Boga musi z powodu swojej unikalnej sytuacji religijnej odgrodzić się od innych narodów. W celu realizacji tego zadania powołuje do istnienia własne państwo3.

Rozmawiając dzisiaj o separacji religii i polityki, należy mieć świadomość, że kwestia ta pojawiła się w Europie dopiero wraz z chrześcijaństwem. Nie chodzi tylko o to, że słowo „Kościół” ma zastosowanie wyłącznie do wyznawców Chrystusa, ale również o to, że nigdy wcześniej nie istniała odrębna, niezależna od państwa instytucja religijna. Religia i polityka były ze sobą ściśle stopione instytucjonalnie. Nowy Testament przynosi całkowicie odmienne podejście do władzy. W Ewangelii św. Mateusza czytamy: „Oddajcie więc cesarzowi to, co jest cesarskie, a Bogu to, co boskie” (Mt 22,21). Zdanie to interpretowano jako wyraz chęci rozróżnienia dwóch porządków władzy: doczesnego i boskiego, świeckiego i duchowego. Było to przejawem ‒ jak podkreśla Chantal Delsol ‒ znacznie szerzej rozumianego dualizmu (tzn. odróżnienia sfery doczesnej i duchowej, świata ziemskiego i niebieskiego, ludzi i Boga) nieznanego w pogańskim antyku, w którym „wszystko było głęboko zjednoczone”4. Podstawy chrześcijańskiego dualizmu politycznego artykułuje św. Augustyn w Państwie Bożym, pierwszym chrześcijańskim traktacie politycznym, ukończonym w 427 r. „Chociaż – jak pisze – na świecie całym takie mnóstwo znajduje się przeróżnych narodów rozsianych po wszech krainach, narodów różniących się od siebie rozmaitymi obrzędami, zwyczajami, używającymi różnych języków, różnego uzbrojenia, różnej odzieży – to wszakże cały rodzaj ludzki z dwóch tylko społeczeństw się składa, które my zupełnie właściwie, idąc za naszymi księgami świętymi – dwoma państwami nazywamy. Jedno jest państwo ludzi pragnących żyć wedle ciała, drugie – pragnących żyć wedle ducha; każde w swojego rodzaju pokoju; a ponieważ osiągają to, czego pragną, więc też każde żyje w pokoju swojego rodzaju”5.

Mamy zatem dwa państwa, państwo ziemskie (civitas terrena) i państwo Boże (civitas Dei), a wraz z nimi dwa obywatelstwa: cielesne i duchowe. Między tymi dwoma państwami istnieje wewnętrzny konflikt, gdyż każdym z nich kieruje inna miłość, a jedna z drugą jest nie do pogodzenia. „Dwojaka tedy miłość dwojakie państwo uczyniła: ziemskie państwo uczyniła miłość własna aż do pogardy Boga posunięta; niebieskie państwo uczyniła miłość Boża aż do pogardy siebie samego posunięta. Ziemskie ‒ w sobie chwały szuka, niebieskie – w Panu. Bo ziemskie szuka jej u ludzi; dla niebieskiego Bóg, sumienia świadek, jest chwałą najwyższą”6. Przyjąwszy takie kryterium przynależności, Augustyn wprowadza wprawdzie dualizm, ale „dualizm niewidzialny”. Ludzie już teraz należą do jednego bądź drugiego królestwa, ale my nie potrafimy wskazać widzialnej granicy między obydwiema rzeczywistościami. Są tacy, którzy nie należą do widzialnego Kościoła, a może nawet go prześladują – jak Szaweł – ale z perspektywy Opatrzności Bożej już są do niego jakoś przyporządkowani. Są także korzystający z sakramentów, którzy niewidzialnie są obcy Kościołowi i zagrożeni wiecznym potępieniem7. „Walka między dobrem a złem – walka między dwoma państwami – pisze Pierre Manent ‒ odbywa się na głębokości niedostępnej ludzkim oczom i dla zwykłych narzędzi życia społecznego: tylko specjalne narzędzia i specjalna kompetencja Kościoła są zdolne działać na tej głębokości”8. Zjednoczenie rodzaju ludzkiego nie dokonuje się zatem za sprawą narzędzi politycznych, lecz duchowych.

Czytelników, którzy kupili tę książkę, zainteresowało również:

Opinie o produkcie (0)

do góry

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl