Polski etos romantyczny
| liczba stron: | 400 |
| obwoluta: | nie |
| format: | 16,5 cm x 23,5 cm |
| papier: | kreda |
| oprawa: | twarda |
| data wydania: | 25.07.2025 |
| ISBN: | 978-83-7553-440-5 |
| EAN: | 9788375534405 |
dodaj do przechowalni
Etos polski, na dodatek romantyczny, budzi wzniosłe skojarzenia. Przywołuje wizerunki naszych wielkich wieszczów, czyny bohaterów, powoduje zadumę nad szczytnymi ideami, budzi wspomnienia największych uniesień patriotycznych, ale i – miłosnych. Etos to pojęcie, które odnosi się do całej społeczności, do narodu, i dlatego może zaskakiwać w zestawieniu z romantyzmem, ten bowiem wielbił jednostkę, jej indywidualizm, jej emocje. Naród jednakże wybija się ponad przeciętność właśnie silnymi, twórczymi lub bohaterskimi indywidualnościami. A ileż mieliśmy ich od początku XIX wieku! O nich właśnie, o ich czynach, o ich widzeniu Boga, Ojczyzny i świata opowiada ta oryginalna, fantastycznie ilustrowana książka, praca kilkanaściorga wybitnych polskich humanistów.
Fascynacja romantyzmem w naszym kraju pewnie nigdy nie zgaśnie, ponieważ epoka ta odpowiada w pełni na ponadczasowe potrzeby Polaków – duchowe, intelektualne i niepodległościowe. Zresztą polski romantyzm różnił się np. od niemieckiego czy francuskiego z uwagi na jakże różną sytuację naszego kraju, który wówczas przeżywał zniewolenie. Jak wyrwać się z tej niewoli – właśnie to zagadnienie przede wszystkim nurtowało wszystkich polskich romantyków. Ale przecież i dziś pozostaje aktualne w sytuacji, gdy kawałek po kawałku przykrawana jest nasza suwerenność i przekazywana do Brukseli oraz Berlina.
Romantyzm jest przedstawiany przez wszelkie nowoczesne formacje jako coś wrogiego postępowi, z czym współczesny człowiek nie ma prawa się zgadzać. A jednak – jest mnóstwo ludzi, którzy romantyzm wciąż kochają i szanują, ponieważ zwracał on wielką uwagę na życie wewnętrzne człowieka, które obecnie bardzo ubożeje. Nie wszyscy chcą się z tym godzić. Należą do nich autorzy tej książki, która porusza różne zagadnienia, od miłosnych uniesień po politykę, od koncepcji społecznych po budzenie uczuć religijnych i narodowościowych.
Wielu romantyków porównywało cierpienia narodu polskiego z cierpieniami Chrystusa (np. Mickiewicz), co także jest przedstawione w książce. Polska miała przynieść zbawienie i odrodzenie w wierze innym nacjom. Pytanie, czy Polska faktycznie może być Mesjaszem Narodów, nadal pozostaje aktualne. Może dziś nawet bardziej niż dwieście lat temu.
|
Etos „obywateli narodu”. Wstęp |
7 |
|
STANISŁAW MIKOŁAJCZAK |
|
|
Polski romantyzm polityczny |
17 |
|
ZDZISŁAW KRASNODĘBSKI |
|
|
Mickiewicz i Krasiński – pytania o Rosję |
47 |
|
ANDRZEJ NOWAK |
|
|
„Żeby zmartwychwstać, supernaturalnej cnoty, |
85 |
|
GRZEGORZ KUCHARCZYK |
|
|
Kosy obywatelskie, czyli Wandea |
101 |
|
JACEK KOWALSKI |
|
|
Wrażliwość etyczna Adama Mickiewicza |
141 |
|
MARIA CIEŚLA - KORYTOWSKA |
|
|
„Chcesz ty, jak widzę, być dawnym Polakiem” |
161 |
|
MAREK TROSZYŃSKI |
|
|
Obywatel Polski „trochę-przeszłej i dużo-przyszłej”. |
177 |
|
LIDIA BANOWSKA |
|
|
Czy głos ludu jest lub bywa głosem Boga? |
211 |
|
GRAŻYNA HALKIEWICZ - SOJAK |
|
|
Postęp nie zaprzeczał wierze. O Kraszewskim |
225 |
|
WIESŁAW RATAJCZAK |
|
|
Doskonalenie Kościoła, zawierzenie opatrzności, |
239 |
|
ANNA KAPUŚCIŃSKA - JAWARA |
|
|
Twórczy konserwatyzm życiowy i literacki. |
281 |
|
DOROTA HECK |
|
|
Narodowcy. Wieczni Romantycy |
303 |
|
JAN ŻARYN |
|
|
Nadzieja św. Jana Pawła II na odrodzenie |
327 |
|
KRZYSZTOF DYBCIAK |
|
|
Romantyczna refleksja o wartości polszczyzny |
343 |
|
ANNA KOZŁOWSKA |
|
|
„Więc oto idzie papież słowiański, ludowy brat” |
367 |
|
Ks. JAN MACHNIAK |
|
Podejrzany romantyzm
Fakt, że rok 2022 został w Polsce ogłoszony rokiem romantyzmu, wywoływał u tych moich europejskich znajomych i kolegów, do których dotarła ta wiadomość, lekką konsternację i zdziwienie. Romantyzm nie jest najlepiej postrzegany w Unii Europejskiej, a zwłaszcza w Parlamencie Europejskim. Dzisiejsza Europa, zorganizowana politycznie w Unię Europejską, odwołuje się do oświecenia, do rozumu, a nie uczuć i emocji, do uniwersalnych zasad, a nie do narodowych kultur. Według dominującej narracji droga postępu w Europie wiodła przez reformację, oświecenie, rozwój liberalizmu do współczesnej demokracji liberalnej oraz do Unii Europejskiej jako zwieńczenia dziejów. Czasami w tę narrację bywa jeszcze wpisywany renesans. Ale jak pomieścić w niej romantyzm?
Otóż pojawia się on w niej jedynie jako wyraz sprzeczności społecznych i tendencji rewolucyjnych, a także jako droga ku pogłębieniu indywidualizmu, wzbogaceniu rozumienia Ja o nowe wymiary. Wkład romantyzmu do kultury nowoczesnej to uzupełnienie oświeceniowego ujęcia podmiotu o uczucia oraz poczucie wyjątkowości każdego Ja. Dlatego obecnie nawet czołowy filozof niemieckiego romantyzmu, ale przecież także skrajny niemiecki nacjonalista, Gottlieb Fichte, który zradykalizował pojęcie Ja, uchodzi za filozofa wolności, w tym także wolności politycznej.
Romantyzm docenia się przede wszystkim jako kierunek w sztuce i jako teorię estetyczną, które przyczyniły się do obecnego wybujałego indywidualizmu i dążenia do oryginalności, przekraczania konwenansów. Według jednego z najwybitniejszych filozofów współczesnych, Charlesa Taylora, wielki wkład romantyzmu do kultury współczesnej polega na nowym, „ekspresywistycznym” rozumieniu natury i człowieka, na tym, że ekspresja zastąpiła mimesis. Twierdził on, że ów „ekspresywizm” przyczynił się do nowego i pełniejszego ujęcia jednostki ludzkiej, do przekonania, że każdy człowiek jest inny, oryginalny; ta oryginalność określa sposób, w jaki powinien on żyć.
Mimo tych obrończych wysiłków romantyzm pozostaje jednak podejrzany o reakcyjność. Na tę reakcyjność składają się takie elementy, jak: irracjonalizm, kult wspólnoty, odwołanie się do mitów i folkloru, heroizm, religijność, a przede wszystkim uświęcenie tak bardzo dzisiaj podejrzanego narodu i podporządkowanie mu jednostki. Romantyzm uznawany jest za silnie związany z kulturą niemiecką, a nawet za jej szczególną i niebezpieczną cechę, oddzielającą Niemcy od Zachodu, ale przezwyciężoną po II wojnie światowej. Isaiah Berlin twierdził, że romantyzm narodził się w Niemczech i że ten jest jego najprawdziwszą ojczyzną1.
Ciągle ukazują się książki ostrzegające przed romantyzmem i wyprowadzające z niego bulwersujące opinię społeczną zjawiska, takie jak ostatnio ruch antyszczepionkowy w czasie pandemii, szczególnie silny w Niemczech. Romantyzm przedstawiany jest jako nurt kulturowy wrogi postępowi i nowoczesności, obskurancki i torujący drogę ku narodowemu socjalizmowi. Tezę o romantycznych korzeniach nazizmu głosił między innymi György Lukács, w którego książce Die Zerstörung der Vernunft zarysowana jest prosta droga od Schellinga do Hitlera, ale i Victor Klemperer, Isaiah Berlin, Eric Voegelin, a także Thomas Mann w swojej słynnej powieści Doktor Faustus, w której genialny kompozytor, symbolizujący Niemcy, zawiera pakt z diabłem.
Również we Francji romantyzm uznaje się za zjawisko z dziedziny sztuki, szczególnie muzyki, ale przede wszystkim kojarzy się go dzisiaj ze sferą prywatności, w tym z relacjami między płciami, a także interpretuje jako bunt przeciw mieszczaństwu i mieszczańskiej moralności. Współczesny francuski pisarz Frédéric Beigbeder, który najwidoczniej podziela tezę o romantycznych źródłach III Rzeszy, w książce Romantyczny egoista konstatuje: „Bez romantyzmu nie ma miłości i nie ma Hitlera”.
Romantyzm (zwłaszcza późny, w większym stopniu podejmujący problematykę narodową) rzeczywiście cieszył się w III Rzeszy wzmożonym zainteresowaniem. Ale stosunek narodowego socjalizmu do romantyzmu nie był pozbawiony ambiwalencji. Joseph Goebbels postulował nowy typ romantyzmu – „stalowy romantyzm” (stählerne Romantik), romantyzm „niecofający się przed trudnościami życia, romantyzm, który ma odwagę zmierzyć się z problemami, patrzeć prosto, bez drżenia, w bezlitosne oczy świata”2. A Carl Schmitt, jeden z czołowych intelektualistów III Rzeszy, w szeroko do dziś czytanej i cytowanej książce Politische Romantik krytykował romantyzm m.in. za brak woli i zdecydowania, za okazjonalność i marzycielstwo. Trzeba też dodać, że romantyzm inspirował nie tylko rewolucyjne zapędy narodowych socjalistów, lecz także rewolucyjną myśl lewicową (a więc „postępową”), podczas gdy prawica francuska i niemiecka go odrzucała. Arthur Moeller van den Bruck wskazywał, że to „Bismarck urzeczywistnił wszystko, co dla doktrynerów było źródłem udręki, co ulatniało się jak piana w marzeniach romantyków”3. Charles Maurras natomiast, który w rozprawie Le romantisme féminin pisał, że romantyzm był wielkim wysiłkiem zmiany płci, uznawał go obok reformacji i rewolucji za jedno z trzech źródeł współczesnego indywidualizmu. I przeciwstawiał im: katolicyzm, klasycyzm i kontrrewolucję.
Oczywiście, wiele zależy od tego, jak rozumie się romantyzm. W swojej pracy o romantyzmach europejskich Maria Korytowska pisze o trudnościach zdefiniowania romantyzmu i wyodrębnienia go jako oddzielnej epoki w historii kultury. Przytacza między innymi pogląd wybitnego amerykańskiego historyka idei Arthura Lovejoya, który proponował „dwa komplementarne rodzaje postępowania: po pierwsze, uświadamianie złożoności pojęcia Romantyzmu, po wtóre – używanie go w liczbie mnogiej z kwalifikatorem narodowościowym i językowym oraz wyodrębnienie idei oraz ich zespołów, jakie mogą pojawiać się w poszczególnych krajach”4. Trzeba dodać, że większość pojęć w humanistyce jest wieloznaczna i można mieć uzasadnione wątpliwości, czy da się w ogóle myśleć o historii w kategoriach odrębnych, w miarę jasno oddzielonych okresów czy epok. Ale w przypadku romantyzmu wydaje się to szczególnie trudne.
Warto też przypomnieć, że w Niemczech definiuje się romantyzm inaczej niż w Polsce, co jest tym istotniejsze, że polski romantyzm uchodzi za wtórny wobec romantyzmu niemieckiego, a w każdym razie za czerpiący z niego wzory. W Niemczech często przeciwstawia się „romantykę” (Romantik), rozumianą jako pewna epoka w kulturze, „romantyzmowi” (Romantismus) jako nastawieniu duchowemu, nieograniczonemu tylko do określonej epoki. Ale jeszcze częściej zawęża się zakres znaczenia „romantyki” tylko do pewnej szkoły, do pewnego kręgu osób w pewnej epoce. Do tego grona należeli w Jenie, gdzie, jak się przyjmuje, narodził się niemiecki romantyzm, bracia Friedrich oraz August Wilhelm Schleglowie, Ludwig Tieck, Georg Philipp Friedrich von Hardenberg, czyli Novalis, nieco później w Heidelbergu – Clemens Brentano, Achim von Arnim, Joseph von Eichendorff, Joseph Görres. W okresie końcowym, w Spätromantik, ośrodkiem romantyzmu staje się głównie Wiedeń. Ten czas jest szczególnie deprecjonowany jako „reakcyjny”. Jednym z pierwszych ferujących takie wyroki był Heinrich Heine, który w swojej zjadliwej Szkole romantycznej przedstawiał romantyzm jako nieudaną próbę ożywienia poezji średniowiecza i wyraz obskuranckiego katolicyzmu, będącego jego zdaniem religią wyrzeczenia, ascezy, pokory, hipokryzji oraz potępienia cielesności. Fałsz tego wyznania, jak twierdził, został rozpoznany w epoce postępu, w XIX wieku. Heine nie ukrywał nigdy swojej niechęci ani do braci Schleglów i innych poetów romantycznych, ani do Kościoła, ani do Polaków.
Według Tomasza Manna romantyzm to „nadawanie podniosłych interpretacji zdarzeniom prostym i topornym” – höhere Interpretation des kruden Geschehens5. Ta definicja nawiązuje do słynnych słów Novalisa, że „świat trzeba zromantyzować. W ten sposób można ponownie odnaleźć pierwotne znaczenie. […] Romantyzuję, nadając temu, co pospolite, wyższy sens, temu, co zwykłe – tajemniczy wygląd; temu, co znane – godność tego, co nieznane; temu, co skończone – aurę nieskończoności”6.
Dzisiaj przyjmuje się, że jak długo taka postawa romantyczna dotyczy sfery estetycznej, tak długo może nie budzić zastrzeżeń i obaw. Niebezpieczne jest jednak nadawanie wyższego sensu polityce, idealizm polityczny, oderwanie od realnego świata: Weltfremdheit. Polityczny romantyzm to, zdaniem Rüdigera Safranskiego, próba politycznej odpowiedzi na ostateczne pytania, zawierająca wątki apokaliptyczne czy eschatologiczne, nadawanie wydarzeniom politycznym sensu metafizycznego. Taki polityczny romantyzm zawsze kończy się fatalnie, czego przykładem są polityczne wizje Martina Heideggera. Na tego rodzaju pytania odpowiada religia lub filozofia, ale nie polityka, którą rządzi rozum pragmatyczny. Trzeba zatem – twierdzi Safranski – oddzielić sferę religii kordonem sanitarnym od polityki.
Wniosek ze współczesnej dyskusji na temat romantyzmu nasuwa się więc jeden: może mieć on swoje miejsce w kulturze nowoczesnej jako krok w rozwoju indywidualizmu, jako teoria estetyczna, ale, broń Boże, nie w polityce. Wczesny romantyzm jest jeszcze do zaakceptowania, natomiast romantyzm późny uchodzi za reakcyjny. Tę ewolucję od postępowości do reakcyjności ilustruje się często biografią Friedricha Schlegla, który dokonał konwersji na katolicyzm, wstąpił do austriackiej służby dyplomatycznej i był sekretarzem Klemensa von Metternicha. Można pokazywać także tę ewolucję postaw na przykładzie innych pisarzy, niekoniecznie należących do ścisłego kręgu romantyków, jak Heinrich Kleist, nazywany przez Safranskiego „mistrzem nienawiści”. To przekonanie, że polityka nie ma nic wspólnego z pytaniami o sens świata i naszej egzystencji, że musi być oddzielona od religii, jest powszechne wśród Niemców. Współcześni Niemcy cenią przede wszystkim politykę trzeźwą, rozsądną, realistyczną, pragmatyczną, a przynajmniej taką się wydającą. Nie dziwmy się popularności Olafa Scholza, a przedtem Angeli Merkel.
W innych częściach Europy jest jednak inaczej. Szczególnie tam, gdzie romantyzm przyczynił się do obudzenia lub obrony tożsamości narodowej. Tak dzieje się w Europie Środkowo-Wschodniej. Parę lat temu intelektualista francuski Max-Ervann Gastineau próbował wyjaśnić różnicę pomiędzy Europą Zachodnią a Europą Środkowo-Wschodnią tym, że w tej ostatniej ciągle żywe są tradycje romantyczne, podczas gdy w zachodniej części Starego Kontynentu uległy one destrukcji7. Ci, którzy są przekonani, że trwająca obecność postaw i odczuć romantycznych oraz ich wpływ na życie społeczne i politykę są anachroniczne i szkodliwe, nie przyjmą tej oceny pozytywnie.
Tymczasem w Polsce romantyzm jest nierozerwalnie związany z polityką, z walką o niepodległość, z dręczącym pytaniem o los Polski i obowiązek Polaków wobec narodu. Nie przypadkiem więc tytuł konferencji w Poznaniu, która dała początek tej publikacji, dotyczył wpływu romantyzmu na etos obywatelski.
Przełomowy moment w rozwoju romantyzmu w Polsce symbolizuje przemiana Gustawa, lirycznego poety, w Konrada, buntownika walczącego z rosyjskim imperium w imię Polski oraz chrześcijaństwa. My więc cenimy romantyzm za to, przed czym przestrzegają współcześni, liberalni Niemcy – i w ogóle liberalna Europa – i dlatego patrzą oni na nas nie bez podejrzliwości, traktując to pozytywne odniesienie do romantyzmu jako symptom zacofania i nacjonalizmu. W większości przypadków to wyraz ignorancji. Romantyzm polski sprowadzony jest do paru uproszczonych haseł – niemal każdy Niemiec słyszał na przykład, że Polska uważała się za Chrystusa narodów, i do tego w większości przypadków ogranicza się ich wiedza. Oceniają polski romantyzm w świetle losów romantyzmu własnego, a polski patriotyzm widzą w kontekście ponurej historii nacjonalizmu w Niemczech.
Skąd ta różnica między romantyzmem polskim a niemieckim? Istotne jest to, czemu nadajemy wyższy sens. Tak jak miłość do Maryli Wereszczakówny nie jest tym samym co miłość do Wilhelminy von Zange, tak czym innym jest romantyzować Niemcy, a czym innym jest romantyzować Polskę – naród zniewolony przez trzy mocarstwa, walczący o wolność, a nie naród konstytuujący się w agresywne imperium. I Polska, i Niemcy, w przeciwieństwie do Francji i Anglii, nie istniały jako państwa w epoce romantyzmu, ale nie istniały w inny sposób. I nie zaistniały w ten sam sposób. Naturalnie, niemieccy poeci nie mogli przewidzieć, jak potoczą się losy Niemiec. My jednak dziś wiemy, czym się skończyło romantyzowanie Niemiec. I wiemy, że romantyzowanie Polski miało inne przyczyny i skutki.
Mówiąc o Polsce w XIX wieku, z konieczności mówiono o czymś, co znajdowało się w sferze marzeń i wyobrażeń, w nierzeczywistości. Nie można było więc nie romantyzować Polski, jeśli miała jeszcze istnieć i stać się realnością. Jak pisał krytyczny przecież wobec romantyzmu Stanisław Brzozowski w Legendzie Młodej Polski: „Polska żyje w dziedzinie nadprzyrodzonej”. I dodawał: „jest to słuszne”. Polska istniała siłą woli, siłą woli zmartwychwstania. Podobnie Niemcy nie były realne, lecz nie były utracone w walce, rozebrane przez mocarstwa i odbudowywane siłą woli. Po prostu nie istniały jako jedno państwo, funkcjonując już jako przestrzeń kulturowa, jako Kulturnation, a poeci i myśliciele marzyli o powstaniu Niemiec jako państwa. Oczywiście, impulsem rozwoju świadomości było zajęcie Niemiec przez wojska napoleońskie i klęska Prus, ale przecież i ta inwazja miała inny charakter niż agresja rosyjska na Rzeczpospolitą. Romantykom niemieckim chodziło o obalenie władzy rodzimych despotów, takich jak książę Wirtembergii Karol Eugeniusz, przed którym Schiller uciekł do oddalonego o jakieś 100 kilometrów Mannheim, znajdującego się już w innym państewku, Palatynacie. Doświadczenie rozdrobnienia, słabości i prowincjonalności małych państewek niemieckich oraz nienawiść do Francji i Napoleona były podstawą rodzącego się marzenia Niemców o silnym, zjednoczonym, mocarstwowym państwie, rządzonym według reguł i prawa, a nie kaprysów władców kieszonkowych państewek. Weimar, okrzyczany kulturalną stolicą Niemiec, liczył sobie w tych czasach około 6 tysięcy mieszkańców.













