Książka pełna niezwykłego uroku, tajemniczości i emocji – jak cały romantyzm. I zarazem odkrywcza; któż bowiem zna lub pamięta takich wspaniałych poetów jak Alojzy Feliński, Kazimierz Brodziński, Antoni Malczewski, Mieczysław Romanowski… Oczywiście, królują Adam Mickiewicz, Juliusz Słowacki i Zygmunt Krasiński, lecz nie są samotni – otacza ich grono różnorodnych znakomitych artystów, nie tylko piszących, ale także malujących czy komponujących. Dwie rzeczy mają wspólne: głęboki patriotyzm i to, że umierali młodo lub bardzo młodo. Większość z nich miała też przed sobą lub za sobą doświadczenia bitewne i więzienne.
Przyjęło się za początek romantyzmu w Polsce uznawać rok 1822, kiedy ukazały się „Ballady i romanse” Adama Mickiewicza. Ale Bohdan Urbankowski wywodzi polski romantyzm z okresu znacznie wcześniejszego, widzi w nim nie tylko kierunek w sztuce, ale pewien styl życia i sposób widzenia świata. Twórczość artystyczną autor książki ukazuje na tle burzliwych wydarzeń historycznych i obyczajów epoki, czyniąc to z właściwą sobie elokwencją, erudycją, błyskotliwym intelektem.
Polski romantyzm różni się od zachodnioeuropejskiego, co autor wyraźnie podkreśla tak w swoich komentarzach, jak i w wybranych, obszernych fragmentach poezji. „Zgadzając się więc na określenie ‘romantyzm’ – pisze Bohdan Urbankowski – trzeba pamiętać, że to tylko połowa definicji zjawisk zachodzących w naszej kulturze ostatnich dwustu lat. Konieczna jest differentia specifica: polski”.
Nawet pobieżna lektura polskich romantyków ukazuje ich poświęcenie dla Ojczyzny, kult rycerskiego honoru i pogardę dla tchórzostwa. Bardzo istotna jest rola Boga, nawet gdy twórcy próbują się z Nim wadzić. Kunszt literacki i oryginalność języka jest tak wielka, że tłumaczenie utworów polskich romantyków od początku napotykało na olbrzymie trudności. Polskość tych poetów nic nie straciła na aktualności – rozgrzewa nasze serca.

Spis treści
1. Rycerski honor i pogarda dla tchórzy, czyli tyrteizm polski 
2. Pierwsze hymny 
3. O buncie poezji przeciw autorowi 
4. Zagubieni w wichrach historii 
5. Niemcewicz wybudował Panteon niezniszczalny 
6. Nieśmiały romantyzm Brodzińskiego 
7. Antysielanka Malczewskiego 
8. Słowa zbierane z pól bitewnych 
9. Wojny o niepodległość – pierwsze salwy strzelane brylantami 
10. O przezbrajaniu poezji 
11. Zapomnieć o nim, to zapomnieć o Polsce 
12. Epos i etos 
13. Wojna poetów i ułanów 
14. Testament powstania 
15. Mickiewicza program literacki – i nie tylko 
16. Miesiące o kobiecych imionach 
17. Poświęcił życie, by pomścić krzywdy. Arcydzieło osobne 
18. Z czasów bajecznych w historię 
19. „Dziady”. Mitologia małej ojczyzny 
20. Uzupełnienie kalendarza Mickiewicza 
21. Sny Słowackiego o sobie i Polsce 
22. Mity i szyfry 
23. Sny i przepowiednie 
24. Dwa arcydzieła jednym tchem 
25. Krasińskiego naśladowanie Chrystusa 
26. Jeden cud 
27. Cudowne dzieci 
28. Wieszcz jako reformator religii i światowej polityki 
29. Norwid. Artysta organizatorem wyobraźni narodowej 
30. Utrwalanie 
31. Płonące cyfry 1863
32. Poeta powstania. Grottger 
33. Malarze czwartego wymiaru 
34. Romantyzm – państwo ponad granicami 
1. Rycerski honor i pogarda dla tchórzy, 
czyli tyrteizm polski
Przypisy na ogół umieszcza się po tekście, ja jednak nie chcę i nie mogę czekać tak długo, rozpoczynam więc od przypisu. Chodzi oczywiście o tyrteizm. Termin pochodzi od imienia greckiego poety z VII wieku p.n.e. – tak poważna forma uwiecznienia zdarza się rzadko, lecz się zdarza. Mówi się o eposie homeryckim, o byronizmie, gongoryzmie czy petrarkizmie. Życie Tyrteusza da się zamknąć w jednym obrazie – zrobiło to wielu malarzy z Gustave’em Moreau na czele, ale wszystkie opowiadają to samo: Peloponez, Spartanie toczą wojnę ostatkiem sił, ocalić mogą ich tylko posiłki. Za poradą Pytii, przez której usta przemawia bóg Apollin, zwracają się o pomoc do Attyki. Lecz wojna trwa, a oni wciąż daremnie wyglądają ateńskich oddziałów. Zamiast nich zjawia się jeden człowiek, do tego kulawy – Tyrteusz. Zaczynają się kpiny, złorzeczenia, oskarżenia o zdradę – głosy te milkną, gdy zaczyna śpiewać. Uskrzydleni jego poezją wojownicy rzucają się na wrogów. Zwycięstwo. Poeta zostaje wniesiony na rękach do Sparty. Tyle legenda.
Historykom udało się ustalić niewiele więcej. Tyrteusz (Τυρταῖος, Tyrtaios) – poeta i śpiewak, rzeczywiście żył w siódmym stuleciu – wiek po Homerze. Pochodził z Aten, zmarł w Sparcie. Z jego twórczości zachowało się niewiele – głównie pojedyncze fragmenty cytowane przez innych autorów. Na przełomie III i II wieku uczeni aleksandryjscy podzielili je na 5 ksiąg – oczywiście były to zwoje papirusu. Być może jego utwory były przekształcane, sklejane z odległych pieśni – na pewno były patriotyczne i wzniosłe, to one zapoczątkowały etos rycerski. Przyjmuje się, że co najmniej 150 linijek to autentyki – nie po każdym poecie pozostanie aż tyle.
Najczęściej przytaczany jest dwuwers:
Rzecz to piękna zaprawdę, gdy krocząc w pierwszym szeregu
Ginie człowiek odważny, walcząc w obronie ojczyzny.
Horacy w jednej z ód streści te słowa do krótkiego: dulce et decorum est pro patria mori – słodko i zaszczytnie jest umrzeć za ojczyznę. Może lepiej byłoby użyć określenia „słodko i honorowo”, ale i tak wiemy, o co chodzi. Wróćmy zatem do Tyrteusza. Za przytoczonymi wersami szły, czy może kroczyły żołnierskim krokiem, następne:
Kiedy atoli swe miasto i ziemię żyzną porzuca,
Wnet żebrakiem się staje – los to najgorszy ze wszystkich –
Jako że z miłą swą matką i z ojcem staruszkiem się błąka,
Dzieci maleńkie przy sobie mając i prawą małżonkę.
Osobie, która nie dba o dobro swego kraju, grozi powszechna pogarda, a nawet wrogość. Taki człowiek pozostaje zhańbiony i ignorowany przez swoich i obcych:
Wówczas wrogość go wita wśród ludzi, do których przybędzie
Przed niedostatkiem uchodząc, biedą nieszczęsną trapiony,
Hańbą rodzinę okrywa, zeszpeca wygląd swój świetny,
Wszelka niesława, a także zło tuż za nim podąża.
Skoro więc błędny wygnaniec żadnego nie budzi współczucia,
Żadną czcią się nie cieszy, przyszłość też rodu niweczy,
Walczmy mężnie w obronie tej naszej ziemi i dzieci,
Choćbyśmy zginąć musieli, życia swojego nie szczędźmy.
Tyrteusz mówi także o poświęceniu i śmierci, wprowadza rycerski honor i głosi pogardę dla tchórzy. Wnikliwsza lektura odsłania także inne wartości tyrteizmu: w ocalałych fragmentach jest też mowa o roli Boga (Apollina), nie brak fragmentów lamentacyjnych i potępienia tchórzostwa – choćby było ubrane w najbardziej racjonalne ideologie. Można być także pewnym, że prócz wojennych apeli pisał coś więcej – może na wzór Homera – o bohaterach walk, o miejscach zamieszkania i bitwie, że stworzył coś w rodzaju poetyckich reportaży. Wszystkie te wątki wrócą także w polskim tyrteizmie – w czasach insurekcji i Legionów, potem powstań – i znowu Legionów.
Bez względu na to, na ile opowieść o poecie i przesłanie zachowane we fragmentach zgodne są z historią Europy i historią literatury, tyrteizm jest od 2700 lat częścią składową kultury – tej kultury, która czyni nas ludźmi, budowniczymi i obrońcami ojczyzn. Kończąc przypis i przechodząc do zasadniczego tekstu, wspomnijmy, że podczas okupacji, w 1942 roku, ukazał się „Tyrtej” – dodatek literacki do „Biuletynu Kujawskiego”, redagowanego przez Tadeusza Sarneckiego i Grzegorza Timofiejewa konspiracyjnego organu łódzkiego okręgu AK. Ukazało się pięć numerów – do momentu aresztowania redaktorów.
Na tym kończymy przypis o antycznym Tyrteuszu, zaczynamy szkic o polskim tyrteizmie.
***
XIV
I ileś zwał się tym lub owym w czasie,
Lub byłeś zwany imieniem twych dziadów.
Widzisz – i ile nabrałeś sam na się
Z tradycji, tonu, stylu lub przykładów.
XV
Coraz to z ciebie, jako z drzazgi smolnej,
Wokoło lecą szmaty zapalone;
Gorejąc, nie wiesz, czy stawasz się wolny,
Czy to, co twoje, ma być zatracone.
XVI
Czy popiół tylko zostanie i zamęt,
Co idzie w przepaść z burzą? Czy zostanie
Na dnie popiołu gwiaździsty dyjament, 
Wiekuistego zwycięstwa zaranie?
(Norwid, „Tyrtej – Za kulisami, Prolog”, ok. 1865/66)
Te słowa zostały napisane w latach 60. XIX stulecia, lecz mogłyby towarzyszyć wszystkim prawie polskim dziełom – od końca XVIII wieku począwszy. Gdy Niemcy fascynowali się romantyzmem jenajskim, Anglicy powieściami grozy – Polacy w tym samym czasie zmuszeni byli walczyć i tworzyć inny rodzaj poezji – tę towarzyszącą walce: tyrtejską. Jeśli czasem mówiła o klęskach – to po to, aby przynieść nadzieję. Ujmując rzecz dosadniej: Romantyzm Zachodu był modą, był kolejnym – po klasycyzmie – teatrem, dla Polaków był walką o życie, o narodową tożsamość.
Poezja polskiego Romantyzmu przybierała różne formy – od żołnierskich pieśni do modlitw, od dramatów do wizji sennych. Zawsze była jednak jak nie mieczem, to tarczą. Tę rolę pełniły także inne dziedziny życia – można powiedzieć, że Polacy próbowali zmilitaryzować rolnictwo, ekonomię, pedagogikę i rzecz jasna literaturę. Czasami wyglądało to na rozpaczliwe szukanie oręża – po utracie innego… Największym przedstawicielem poezji tyrtejskiej był w Polsce Adam Mickiewicz, autor takich arcydzieł jak „Konrad Wallenrod”, „Do Matki Polki”, „Reduta Ordona”. Lecz nie był ani jedynym, ani pierwszym. Nie od niego więc opowieść zaczniemy. Od kogo? – to wskazał sam Mickiewicz. W Księdze I „Pana Tadeusza” znajduje się wzruszająca scena: Tadeusz wraca po studiach do rodzinnego dworku, wchodzi do swego dawnego pokoju:
Dawno domu nie widział; bo w dalekim mieście
Kończył nauki, końca doczekał nareszcie.
Wbiega i okiem chciwie ściany starodawne
Ogląda czule, jako swe znajome dawne.
Też same widzi sprzęty, też same obicia,
Z którymi się zabawiać lubił od powicia;
Lecz mniej wielkie, mniej piękne niż się dawniej zdały.
I też same portrety na ścianach wisiały.
Tu Kościuszko w czamarce krakowskiej, z oczyma
Podniesionymi w niebo, miecz oburącz trzyma;
Takim był, gdy przysięgał na stopniach ołtarzów,
Że tym mieczem wypędzi z Polski trzech mocarzów
Albo sam na nim padnie. Dalej w polskiej szacie
Siedzi Rejtan żałośny po wolności stracie,
W ręku trzyma nóż ostrzem zwrócony do łona,
A przed nim leży Fedon i żywot Katona.
Dalej Jasiński młodzian piękny i posępny;
Obok Korsak, towarzysz jego nieodstępny,
Stoją na szańcach Pragi, na stosach Moskali,
Siekąc wrogów, a Praga już się wkoło pali.
Nawet stary stojący zegar kurantowy
W drewnianej poznał szafie u wnijścia alkowy
I z dziecinną radością pociągnął za sznurek,
By stary Dąbrowskiego usłyszeć mazurek.
Można powiedzieć, że „Pan Tadeusz” zaczyna się od dźwięków późniejszego hymnu polskiego. Tytułem wyjaśnienia przypomnijmy, że „Fedon” to dzieło Platona o nieśmiertelności duszy, postać Katona lepiej jest znana – choćby ze szkoły średniej, lecz i tak trzeba będzie do niej wrócić.
Na razie przejdźmy do Księgi IV – w rękach księdza Robaka, niczym zamaskowane godło, pojawi się tabakiera, z której czterokrotnie zażywał sam generał Dąbrowski. Jej denko ozdabia wizerunek Napoleona i jego armii:
Za czym wielkie powstały w całej karczmie szmery;
Ksiądz Bernardyn uciekł się do swej tabakiery,
W kolej częstował mówców, gwar zaraz ucichnął,
Każdy zażył przez grzeczność i kilkakroć kichnął.
Bernardyn korzystając z przerwy mówił dalej:
„Oj, wielcy ludzie od tej tabaki kichali!
Czy uwierzycie Państwo, że z tej tabakiery
Pan jenerał Dąbrowski zażył razy cztery?”.
„Dąbrowski?”, zawołali. – „Tak, tak, on jenerał;
Byłem w obozie, gdy on Gdańsk Niemcom odbierał,
Miał coś pisać; bojąc się, ażeby nie zasnął,
Zażył, kichnął, dwakroć mię po ramieniu klasnął:
‘Księże Robaku, mówił, Księże Bernardynie,
Obaczymy się w Litwie, może nim rok minie;
Powiedz Litwinom, niech mię czekają z tabaką
Częstochowską, nie biorę innej, tylko taką’”.
Inną dyskretną ozdobą jest scenka, która ukazuje Tadeusza Kościuszkę z armią kosynierów, a ksiądz Robak tłumaczy zebranej w karczmie szlachcie, że dzięki korzystaniu z tabaki Napoleon Bonaparte pokonywał carskie wojska. Bernardyn zażywa tylko tabaki częstochowskiej – od braci paulinów. W tym momencie tabakierka zmienia się w miniaturę tarczy Achillesa – zminiaturyzowaną historię ostatnich lat. Okrzyk „Dąbrowskiego” to hasło do radosnego śpiewania „Mazurka Dąbrowskiego”, którego autorem był Józef Wybicki. Jego hymn zagrzewał Polaków do walki – i we Włoszech, i w Księstwie, i za kordonem – w litewskim Soplicowie okupowanym przez Rosjan.
Przeczytajmy raz jeszcze fragment z Księgi XII, z której wciąż dochodzi do nas koncert Jankiela – przebrzmiały fałszywe tony Targowicy, dramatyczna muzyka opowiada o rzezi Pragi, potem słychać w niej smutne echa pieśni o żołnierzu-tułaczu, któremu nie dane było wrócić do kraju. Słuchający, z których większość szła takimi drogami, „smutnie pochylili głowy”…
Ale je wnet podnieśli, bo mistrz tony wznosi,
Natęża, takty zmienia, coś innego głosi,
I znowu spojrzał z góry, okiem struny zmierzył,
Złączył ręce, oburącz w dwa drążki uderzył:
Uderzenie tak sztuczne, tak było potężne,
Że struny zadzwoniły jak trąby mosiężne,
I z trąb znana piosenka ku niebu wionęła,
Marsz triumfalny: Jeszcze Polska nie zginęła!
Marsz Dąbrowski do Polski! – I wszyscy klasnęli,
I wszyscy „Marsz Dąbrowski“ chórem okrzyknęli!
Szkic o polskim tyrteizmie trzeba zacząć od tego właśnie utworu – od hymnu narodowego.
Mazurek Dąbrowskiego
3 stycznia 1795 roku Rzeczpospolita została ostatecznie podzielona – to znaczy zniknęła z map świata. Uczestnicy zrywu Kościuszki znaleźli się na emigracji niebezczynnie – już 9 stycznia 1797 roku generał Jan Henryk Dąbrowski przy poparciu Napoleona, podówczas generała i dowódcy Kampanii Włoskiej, utworzył Legiony Polskie. Miały wejść w skład armii tworzonej właśnie Republiki Cisalpińskiej – namiastki Włoch. Do Legionów zgłosił się też pięćdziesięcioletni Józef Wybicki – były uczestnik Konfederacji Barskiej, Targowickiej i Powstania Kościuszki – a do tego autor wierszy i dramatów, o czym powiemy osobno.
Wedle patriotycznej legendy wzruszony widokiem polskich mundurów usiadł i dla tych żołnierzy napisał „Pieśń Legionów Polskich we Włoszech”. Działo się to w lipcu 1797 roku w Reggio nell’Emilia (w tworzonej właśnie Republice Cisalpińskiej). Według kolejnego z przekazów prawykonanie odbyło się na zebraniu starszyzny legionowej – śpiewać miał sam Wybicki. Według innego hymn śpiewano 20 lipca – w dzień wymarszu Legionów z Reggio. Generał Dąbrowski miał wtedy zasadzić na Piazza Piccolo rosnący do dzisiaj dąb wolności, potem odbyła się pożegnalna defilada, w której maszerował i śpiewał sam Wybicki. Pieśń utrzymana była w formie mazura, według niektórych melodię złożył Wybicki na wzór ludowych mazurków, według innych – Michał Kleofas Ogiński (ten od „Pożegnania ojczyzny”).
Hymn żył, dopomagał w marszach i bitwach, kilkakrotnie – stosownie do czasu – zmieniał swą postać, wzbogacany, aktualizowany. 
Na początek odnotujmy drobne poprawki nadążające za rozwojem języka: włoski → włoskiej, złączem → złączym, ociec → ojciec, i przejdźmy do spraw poważniejszych. Mazurek – jakby katechizm żołnierzy-wygnańców – zapisywał i przekazywał pokoleniom wartości, w imię których walczyli, i bohaterów, na których się wzorowali. Jest wiara w nieśmiertelną Polskę, pojawiają się Czarniecki z Kościuszką, w refrenie pojawia się napoleonizm, jak potem w „Panu Tadeuszu” i jak w ostatnim wierszu Mickiewicza, a później w „Popiołach” Żeromskiego i „Legionach” Sienkiewicza. Ostatnia strofa poświęcona Kościuszce nie weszła ostatecznie do kanonu. Zaingerowała sama historia. Kościuszko miał stanąć na czele Legionów – dlatego po tej zwrotce nie śpiewano refrenu z Dąbrowskim i Bonapartem. Jak wiemy, Kościuszko wodzem Legionów nie został i w ten sposób utracił miejsce w hymnie.
Pierwsze zmiany w „Mazurku” wprowadzono prawie natychmiast. Na pierwszym miejscu pozostaje oczywiście Polska, na drugim – rycerska wobec niej powinność. W liście z 12 października informuje o nich autora generał Kniaziewicz (wspomniany w „Panu Tadeuszu”). Żołnierze śpiewają „Jeszcze Polska nie zginęła” zamiast „nie umarła” oraz „co nam obca przemoc wzięła, szablą odbierzemy”. I słusznie! Umieranie jest nazwą czegoś naturalnego, z powodu starości, ginie się natomiast w walce, w wyniku napaści. Słowo „przemoc” podkreśla tę różnicę. 
W drugiej zwrotce (a w trzeciej w rękopisie Wybickiego) hymn wskazuje Bonapartego jako nauczyciela zwycięstwa. Kolejność rzek, jak się zdaje, jest śladem pierwotnie wytyczonego marszu – od południa, od Austrii. 
W trzeciej prócz poprawki w pisowni nazwiska zmieniono kolejność linijek i zmieniono czas – zmiana drobna, lecz stawia nas, współczesnych, w dawnej roli Czarnieckiego: on wracał przez morze w 1658 roku, my teraz wrócim! W strofie czwartej, dziś opuszczonej, wymienieni zostali z nazwy wrogowie-zaborcy. Warto by ją przywrócić. Jest też wezwanie do narodowej zgody. Też warto ją przywrócić. Przy okazji warto sprostować powracającą co czas jakiś opowieść, wedle której „Basia” to Barbara Chłapowska, druga żona generała Dąbrowskiego – w rzeczywistości generał poznał swą przyszłą żonę dopiero w 1806 roku. W „Mazurku Dąbrowskiego” pojawia się zwykła polska Basia, która urasta do wymiarów symbolu czekającej Polski. Ostatnia strofa – o racławickich kosach, jest poetycką odpowiedzią na przedostatnią – nie powinna być usuwana.
Wojskowa pieśń, mazurek, zamieniała się w hymn. 
Przy dźwiękach „Pieśni Legionów” książę Józef Poniatowski wprowadził w połowie lipca 1809 roku wojsko polskie do oswobodzonego Krakowa. Pieśń Wybickiego, rozbrzmiewająca na polach bitewnych i w uroczystych dla narodu chwilach, uzyskiwała w dobie Księstwa Warszawskiego charakter pieśni narodowej. Na wzór legionowego hymnu ułożono ponad 20 tekstów. W 1830 roku śpiewano:
Przy Chłopickim niebezpieczeństw
Żadnych się nie straszym,
Ufność w wodza, jedność, zgoda
Będzie hasłem naszym.
Co wszczęła (zaczęła) rozpacz,
To dokona męstwo,
Marsz, marsz Chłopicki,
Bóg nam da zwycięstwo.
Po rezygnacji Chłopickiego (17 stycznia 1831) i  Michała Radziwiłła (26 lutego 1831) zmieniono parę linijek i zaczęto śpiewać „Mazurek Skrzyneckiego” ze słowami „Marsz, marsz, cna młodzi, Skrzynecki dowodzi!…”. Żaden z nich, włącznie ze Skrzyneckim, nie spełnił pokładanych w nim nadziei. Hymn wrócił do kanonicznej wersji i – jak pisał Bruno Kiciński (1797–1844), średniej klasy poeta, ale świadek wiarygodny:
I całe pułki spiesząc na wojenne dzieła
Wtórzyły piosnkę „Jeszcze Polska nie zginęła”.
W 1863 roku powstały kolejne wersje utworu. Hymn wchłaniał historię Polski, kolejnym pokoleniom niósł nadzieję. Zaskoczeniem dla Europy musiał być fakt, że odśpiewano go na Mszy pogrzebowej Sienkiewicza – cały kościół wstał. W czasie I wojny światowej legioniści śpiewali „Mazurka Piłsudskiego” z refrenem:
Marsz, marsz, Piłsudski,
Prowadź na bój krwawy,
Pod twoim przewodem
Wejdziem do Warszawy.
Polski hymn narodowy stał się natchnieniem dla innych słowiańskich narodów walczących o wolność. W 1833 roku powstała chorwacka wersja Još Hrvatska ni propala („Jeszcze Chorwacja nie umarła”) autorstwa Ferdynanda Livadicia, Słowacy śpiewali: Hej, Slováci, ešte naša slovenská reč žije (autorem w 1834 roku był pastor Samo Tomášik), potem podjęli hymn Czesi, zmieniając i rozszerzając treść na: Hej, Slované. W 1845 roku Handrij Zejler stworzył dla Serbów Łużyckich pieśń Hišće Serbstwo njezhubjene („Jeszcze Łużyce nie zginęły”). Pieśń stawała się pieśnią wszystkich Słowian i na Zjeździe Wszechsłowiańskim w Pradze w 1848 roku śpiewano ją we wszystkich prawie słowiańskich językach. Jeszcze jednym przykładem jej promieniowania na ościenne narody będzie pieśń zaczynająca się od słów Ще не вмерла Україна („Jeszcze nie umarła Ukraina”), której słowa napisał w 1862 roku Pawło Czubinski – poeta i zesłaniec. W 1917 roku stała się hymnem państwa ukraińskiego, w ZSRR została zakazana, znów można było iść za nią na zesłanie. Przywrócono ją w 1992 roku i śpiewano potem na Majdanie. Pieśń legionistów dalej promieniuje.
JOZEF WYBICKI
Czas pokrótce przedstawić autora hymnu i nie tylko, także wielu innych utworów. Józef Wybicki (1747–1822) funkcjonuje w pamięci zbiorowej jako niemal anonimowy „żołnierz-wygnaniec”, taki ze starej, śpiewanej jeszcze w XVI wieku pieśni wojskowej „Idzie żołnierz borem, lasem”. Tymczasem był to przedstawiciel elity politycznej, artystycznej i etycznej naszego narodu. Był postacią renesansową – nie tylko politykiem i wojskowym, również uznanym pisarzem, pedagogiem, geografem, ale także działaczem Komisji Edukacji Narodowej. Miał w swym dorobku i sztukę „Powrót posła” (1791), za którą chciano go postawić przed sądem, i dumy o Żółkiewskim i o Stefanie Potockim. 
Urodzony w Będominie, był przedstawicielem pierwszego pokolenia polskich tyrtejczyków, uczestnikiem Konfederacji Barskiej. Działalność polityczną zaczął jednak wcześniej. W wieku 20 lat został posłem z okręgu kościerskiego, zasłynął wystąpieniem na tzw. sejmie repninowskim. Odbywał się on pod dyktando posła Rosji, Repnina, który wymuszał jedne ustawy, odrzucał inne i już po tygodniu obrad, bez dbania o pozory, posunął się do uprowadzenia opornych polityków: w nocy z 13 na 14 października 1767 roku na rozkaz Repnina porwano zasiadających w Senacie biskupów Kajetana Sołtyka i Józefa Andrzeja Załuskiego oraz hetmana Wacława Rzewuskiego i jego syna Seweryna. Wywieziono ich do Kaługi. Chodziło o zastraszenie: jeśli ich możemy porwać – każdego możemy. Nie wszyscy dali się zastraszyć. 
Do najodważniejszych należał Wybicki. Wykorzystując – w dobrej sprawie – liberum veto na posiedzeniu Sejmu 27 lutego 1768 roku, w obecności króla i Repnina zaprotestował przeciwko uwięzieniom i panoszeniu się Rosjan: „Ponieważ, Książę Marszałku, nie dajesz mi głosu przeciw prawu, którego nic zmazać nie potrafi, a które posłowi wolnemu mówić pozwala na każdym sejmie, przymawiam się więc najmniej, iż gdy zwróconych na łono senatu uwięzionych senatorów i do stanu rycerskiego przywróconego nie widzę posła, nie widzę wolnego sejmu, ale widzę tylko gwałt i przemoc moskiewską, przeciwko tej więc się protestuje”.
Większość posłów nie odważyła się go poprzeć, kryli tchórzostwo, zasłaniając się tym, iż Sejm jest skonfederowany, więc nie wolno go zrywać. Wystraszony król Stanisław po wystąpieniu Wybickiego odroczył sesję i uciekł. Zaczął się hałas, lokaje króla i żołnierze carycy poszukiwali odważnego posła, który kilka dni ukrywał się w Warszawie. 5 marca 1768 roku przedostał się do Piotrkowa, gdzie udało mu się wpisać swój manifest do akt urzędowych. Ledwo wyjechał – przerażony marszałek trybunału Konstanty Bniński wykreślił jego protest. Ostatecznie młody poseł wygrał: udał się aż na Spisz i tam wpisał swój protest do akt kapituły.
Prawie równocześnie z wystąpieniem Wybickiego – 29 lutego 1768 roku – została zawiązana konfederacja w Barze. Jednym z obiektów terroru i barbarzyństwa rosyjskiego był atak na jego dobra. Pisał o tym w swoich wspomnieniach: „ukochana matka moja ledwo z życiem w dobrach swoich uszła przed wściekłością kozaka, że wszystko było spustoszone; ja westchnąłem na to, zamiary przecię moje całe na to zwrócone były, jak się do Baru przebrać, dokąd już wojska moskiewskie i pułki królewskie ściągały”.
Wybicki przekradł się ze Spiszu do Baru w przebraniu to pisarka, to ekonoma. Został konsyliarzem generalnym, mimo młodego wieku zlecono mu starania o pomoc na dworach europejskich. Interweniował w Wiedniu, Paryżu i w Prusach. Poruszał się w przebraniu chłopskim, udając niemowę. Nawiązywał kontakty z innymi ośrodkami konfederacji, m.in. wędrował najczęściej po kraju z konfederacją kcyńską. Na swoim Pomorzu wziął udział w bitwie pod Kcynią (29 stycznia 1770 roku), zakończonej niestety klęską. Przez Gdańsk i Lubekę udał się wówczas do Holandii i tam – 10 października 1770 roku – został studentem prawa, filozofii i nauk przyrodniczych w Lejdzie pod przybranym nazwiskiem Josephus Enkler. Jednocześnie wciąż działał na rzecz konfederacji – 5 sierpnia 1772 roku otrzymał stopień pułkownika.
Do kraju wrócił po I rozbiorze i poświęcił się głównie publicystyce politycznej i twórczości literackiej. W obu dziedzinach jako uznany autorytet nawoływał do zgody narodu (pamiętajmy o niedawnej konfederacji), przywoływał na pamięć wzorce najwybitniejszych Polaków. W latach 1777–78 wydał anonimowo „Listy patriotyczne do Jaśnie Wielmożnego eks-kanclerza Zamoyskiego, prawa układającego, pisane”. Zawierały one propozycje unowocześnienia praw, m.in. zamiany pańszczyzny na czynsz. Po odrzuceniu ich przez Sejm w 1789 roku wycofał się z polityki do literatury – nadal jednak nawoływał do jedności moralnej, krytykował magnaterię, a mając w pamięci Konfederację Barską, przestrzegał przed wojną domową. 
Obowiązkiem autorów jest ochrona moralności w polityce. We wstępie „Do czytelnika” w swej tragedii „Zygmunt August” (1783) Wybicki pisał: „Dzieło Teatralne, a szczególnie Tragedia poprawiać powinna serca, i publicznemu dobru użyteczną przynosić korzyść”. W przedmowie do czytelników wygłasza credo: „Pokazywanie bohaterów ma wagę moralną, gdyż tym sposobem cnotliwy Rodak chwałę, występny zaś naganę tak tajemnym sposobem odbierają” („Do czytelnika”, VIII). To znaczenie podkreśla także motto z Lukana wydrukowane na okładce:
Nie Grek, nie Pyrhus, ani obca siła,
Wojna domowa! tych klęsk narobiła .
Wybicki miał też na koncie literackie postulaty teoretyczne, m.in. był za rozluźnieniem klasycystycznych rygorów, nakazujących autorom kronikarską zgodność z historią. Dla dobra sztuki trzeba czasem pewne rzeczy zmyślać, odległe okresy – skracać. 
To nie jedyne odstępstwa od reguł klasycyzmu. Wybicki rezygnuje z klasycznej zasady wprowadzania antycznych bóstw kierujących historią, a będzie jej przestrzegał przecież jeszcze Nikodem Muśnicki w „Pułtawie” (1803). W miejsce kaprysów bogów Wybicki wprowadza moralność ludzi. Dramat Wybickiego o Zygmuncie Auguście to dramat romantycznego już konfliktu między miłością a obowiązkiem, między wolnością zbuntowanych rokoszan a dobrem kraju, któremu grożą najazdy i rozpad. Rokoszanie widzą w królu tyrana, podbechtuje ich dodatkowo Bona, która gotowa zabić Barbarę sztyletem. To dramat o wojnie domowej – z której zrezygnowano. Kiedy ma dojść do bitwy – dowodzący rokoszanami Kmita wysyła posłów do Tarnowskiego, gotów jest się ukorzyć, nie chce bitwy. August dla miłości gotów jest zrzec się tronu. Tym razem zgodnie upraszają go Kmita z Tarnowskim, dołącza swe prośby królowa. Obiecują hołd, klękają wszyscy. Król przestrzega przed waśniami zagrażającymi upadkiem, grozi nawet abdykacją, do próśb niedawnych buntowników dołącza się Barbara. Wreszcie całkiem rozrzewniony, Zygmunt August mówi:
Powstańcie już… powstańcie… daruję wam winy,
Dla miłości Ojczyzny.
Władca darowuje bunt, za który powinien karać śmiercią. W finale widz zobaczy, jak idą w stronę tronu, który zjawia się w głębi teatrum. Happy end?! Lecz w uszach widza wciąż słychać przestrogi króla:
Znajcież różność, co wiarę z fanatyzmem dzieli.
Ja daję życia, wyście wziąść (!) mi go pragnęli.
Znajcież miłoś (!) Ojczyzny różną od intrygi,
Ja ją zbawiam, wy zgubić chcieliście przez ligi.
Lecz mało żem przedsięwziął te zbrodnie darować.
Więcej powiem… Polacy… nie chcę wam panować.
Król wasz tyran bydź (!) musi, lub cierpieć tyraństwo,
Ni chcecie bydź (!) wolnemi, ni znosić poddaństwo.
Nierząd wam miły, w ktorym (!) szukacie korzyści.
Lecz o Boże! niech moja wrożba (!) się nie ziści.
Niech nie powiem; bezprawność i rozwiązłość taka
Zgubi kraj wasz… strój… język… i imię Polaka!
Wybickiemu nie dane jednak było poświęcić się twórczości. Nadszedł wspominany już czas Powstania Kościuszkowskiego. Poeta znalazł się w jego władzach – razem z takimi działaczami jak Mokronowski, Kiliński i Zajączek wszedł w skład Rady Zastępczej Tymczasowej. Potem znów czekała go emigracja. Do kraju próbował wrócić w 1802 roku, lecz że ze względów politycznych było to niemożliwe, zamieszkał pod Wrocławiem. Wrócił, gdy zmieniły się warunki. W styczniu 1807 roku wszedł w skład Komisji Rządzącej (razem z Małachowskim i Stanisławem Kostką Potockim) – tymczasowego rządu utworzonego wkrótce potem Księstwa Warszawskiego. Napoleon odznaczył go Złotym Krzyżem Legii Honorowej, przez wielkiego księcia Fryderyka Augusta został udekorowany najstarszym i najwyższym polskim odznaczeniem – Orderem Orła Białego. 21 listopada 1807 roku otrzymał też urząd senatora i wojewody.
Po upadku Księstwa Warszawskiego Wybicki znalazł się w gronie polityków wierzących w odrodzenie Królestwa Polskiego i ufających obietnicom Aleksandra I, że zjednoczy pod swoim berłem ziemie Polski. Złudzenia podzielał z takimi patriotami jak Stanisław Kostka Potocki i książę Adam Jerzy Czartoryski. Podjął się służby publicznej i został (1817) prezesem Sądu Najwyższego Królestwa Polskiego. Sprawując urząd, pozbywał się powoli złudzeń, wchodził w konflikty z rodakami. W 1820 roku podał się do dymisji i wrócił z Warszawy do swojego majątku w Manieczkach. Zmarł w wieku lat 74, w 1822 roku.
NIEKTÓRZY ODDALI ŻYCIE
Czas iść za poetycką wskazówką Mickiewicza i opowiedzieć o następnych z rodu polskich Tyrteuszy. Zaliczyć do nich trzeba oprócz Jakuba Jasińskiego (1761–1794) także aluzyjnie wspominanego w „Panu Tadeuszu” Cypriana Godebskiego (1765–1809), także adiutantów Kościuszki: Juliana Ursyna Niemcewicza (1758–1841) i – z pewnym wahaniem – Alojzego Felińskiego (1771–1820). Także Adama Jerzego Czartoryskiego (1770–1861) – autora „Barda polskiego”, przyszłego ministra spraw zagranicznych Rosji, a w 1831 roku – prezesa Rządu Narodowego. W roku Insurekcji Kościuszkowskiej skomponował i wydał drukiem genialne „Pożegnanie ojczyzny” Michał Kleofas Ogiński (1735–1833). Początkowo zwolennik króla i przeciwnik 3 maja, kompozytor wziął udział w powstaniu Kościuszki, dowodząc pułkiem, który sam wystawił. Tym, którzy twierdzą, że stworzył także muzykę do „Mazurka Dąbrowskiego”, wypada przypomnieć, że w 1794 roku Legionów jeszcze nie było, dopiero cztery lata później i dla nich skomponował Ogiński „Marsz dla Legionów w Lombardii”. Stąd pomyłki.
Na miano polskich Tyrteuszy zasługują też dwaj najwięksi: Adam Mickiewicz, podpowiadający nowe, makiaweliczne sposoby walki, potem opisujący obronę Reduty Ordona i poświęcający wiersz Emilii Plater, a także Juliusz Słowacki – piszący serię wierszy patriotycznych w pierwszych dniach Powstania Listopadowego. Prócz nich było także kilku twórców – por. Wincenty Pol, kpt. Seweryn Goszczyński czy ppor. Franciszek Kowalski (autor piosenki „Tam na polu błyszczy kwiecie”!), którzy byli Tyrteuszami niższej nieco poetycko rangi – lecz to ich wiersze były czytywane przy żołnierskich ogniskach, ich pieśni towarzyszyły marszom.
Rolę w utrwalaniu pamięci o bohaterach odegrali także malarze. Jan Piotr Norblin (1745–1830), przybyły z Francji i nobilitowany na polskiego szlachcica, nie tylko uczył rysunków i malował, lecz także zgłosił akces do insurekcji. Jego najsłynniejszym obrazem pozostaje „Wieszanie zdrajców”, 1794. Protegowany Izabeli Czartoryskiej, uczeń Norblina Aleksander Orłowski (1777–1832) także był uczestnikiem powstania Kościuszki, został ranny pod Zgierzem. Jego dziełem był dramatyczny rysunek „Bitwa pod Racławicami” i wstrząsający obraz „Rzeź Pragi”. O jego patriotyzmie szczebiotała w księdze trzeciej „Pana Tadeusza” Telimena:
Nasz malarz Orłowski –
Przerwała Telimena – miał gust Soplicowski.
(Trzeba wiedzieć, że to jest Sopliców choroba,
Że im oprócz Ojczyzny nic się nie podoba). (…)
Mieszkał tuż przy cesarzu, na dworze, jak w raju,
A nie uwierzy Hrabia, jak tęsknił po kraju,
Lubił ciągle wspominać swej młodości czasy,
Wysławiał wszystko w Polszcze: ziemię, niebo, lasy…
Żołnierzem i Tyrteuszem – malarzem jednocześnie – był także January Suchodolski (1797–1875), kapitan Powstania Listopadowego, twórca takich obrazów jak „Wjazd generała Jana Henryka Dąbrowskiego do Rzymu 3 maja 1798 przez bramę Porta del Popolo” (1850), „Bitwa pod Somosierrą” (1850) i dramatyczny, choć nieplanowany tryptyk: „Książę Józef patrzy na śmierć Cypriana Godebskiego podczas bitwy pod Raszynem w 1809”, „Napoleon i książę Józef w bitwie pod Lipskiem” i „Śmierć księcia Józefa Poniatowskiego w Elsterze”. Poniatowskiemu postawiono też w Warszawie pomnik dłuta duńskiego rzeźbiarza Bertela Thorvaldsena (także twórcy pomnika Kopernika). Takich Tyrteuszy było w naszych dziejach wielu, we wszystkich dziedzinach sztuki – niestety, towarzyszyli przegranym wojnom. Niektórzy oddali życie, niektórym z nich wypadło opiewać klęskę.

Opinie o produkcie (0)

do góry

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl