Był nie tylko wielkim prymasem i wielkim patriotą. Był wielką nadzieją Polaków, tej olbrzymiej większości narodu, która nie zamierzała ulegać bolszewizacji. Był naszą ostoją. Nie lękał się ani komunistycznych gróźb, ani więzienia, ani życia w nieustannej walce. Zawierzył swój los Maryi, Pani Jasnogórskiej, w niej szukał wzmocnienia oraz pociechy – i znajdował! Również przyszłość całego narodu oddał Jej w opiekę. Był niestrudzonym ewangelizatorem. Jego wyniesienia na ołtarze Polacy oczekiwali od dawna.

Książka ta opisuje młodość, kapłaństwo, męczeństwo i wieloletnie przywództwo kard. Stefana Wyszyńskiego. Ukazuje nie tylko jego życie, ale również myśli, poprzez staranny dobór cytatów dokonany przez wybitnego teologa i pisarza ks. prof. Waldemara Chrostowskiego. Jak wiadomo, Prymasa Tysiąclecia łączyła głęboka przyjaźń z kard. Karolem Wojtyłą. Wbrew nadziejom i prowokacjom komunistycznej władzy współpraca obu tych wybitnych hierarchów i Polaków nigdy nie uległa zachwianiu, czego najlepszym dowodem jest zamieszczony w książce obszerny artykuł krakowskiego metropolity o wielkim znaczeniu Prymasa dla naszego kraju oraz Kościoła w Polsce. Publikacja wzbogacona jest historycznymi fotografiami o niezwykłej wadze, tak dokumentacyjnej, jak i artystycznej; niektóre z nich publikowane są pierwszy raz. Książka stanowi piękne i mądre przygotowanie do uroczystości beatyfikacyjnych kard. Stefana Wyszyńskiego.

Część I

Znaczenie Kardynała Stefana Wyszyńskiego

dla współczesnego Kościoła

1. Przesłanki teologiczne

2. Przesłanki historyczne

3. Rzym 1951 – Rzym 1957

4. Jan  XXIII

5. Sobór

6. Millennium

7. Matka Kościoła

8. Paweł VI

 

Część II

Prześladowcy Boga pracują dla Jego chwały

Rodzina szkołą miłości do Ojczyzny

Przeżywana w kapłaństwie miłość do Kościoła

Wierność potwierdzona cierpieniem

Pobożność Maryjna i Jasna Góra

Prorok na nasze czasy

Beatyfikacja

Wykorzystane źródła i opracowania

Kardynał Karol Wojtyła

 

Znaczenie Kardynała

Stefana Wyszyńskiego

dla współczesnego Kościoła

 

1. Przesłanki teologiczne

Ażeby uwydatnić znaczenie kardynała Stefana Wyszyńskiego, Prymasa Polski, dla współczesnego Kościoła, trzeba – rzecz jasna – mieć przed oczyma postać i fakty, ale równocześnie trzeba jedno i drugie osadzić gruntownie w przesłankach teologicznych. Są to nade wszystko przesłanki zaczerpnięte z teologii Kościoła, z eklezjologii Vaticanum II. Tylko opierając się na nich, możemy ująć znaczenie Prymasa Polski dla współczesnego Kościoła. Przesłanki teologiczne warunkują właściwe zrozumienie postaci i faktów, które znamy, które przesunęły się przed naszymi oczyma w ciągu ostatniego ćwierćwiecza. 12 maja 1946 r. ks. Stefan Wyszyński, kapłan diecezji włocławskiej, mianowany przez Ojca Świętego Piusa XII biskupem-ordynariuszem lubelskim, otrzymał sakrę biskupią na Jasnej Górze. W dwa lata później, po śmierci kardynała Augusta Hlonda, został przeniesiony na stolicę prymasowską w Gnieźnie i metropolitalną w Warszawie, łącząc obie te stolice biskupie unią personalną. W roku bieżącym upływa dwadzieścia pięć lat biskupstwa Prymasa Polski.

Przesłanki teologiczne, do których wypada się odwołać, aby wyjaśnić znaczenie tego pierwszego godnością biskupa wśród Episkopatu Polski, zawierają się – jak powiedziano – w nauce Vaticanum II. Wiadomo, że był to w szczególny sposób „sobór episkopatu”, uzupełnił bowiem niedokończone dzieło Vaticanum I, który w historii Kościoła pozostanie zawsze „soborem prymatu”. I dlatego w dokumentach soborowych wiele znaleźć by można tekstów do przytoczenia w tym miejscu. Ograniczymy się jednakże do tych przede wszystkim, które mówią o zakorzenianiu się Kościoła w różnych na przestrzeni dziejów ludach i narodach oraz uwydatniają charakter więzi, jaka zachodzi pomiędzy różnymi częściami uniwersalnej wspólnoty Kościoła.

„[…] Wśród wszystkich tedy narodów ziemi zakorzeniony jest jeden Lud Boży, skoro ze wszystkich narodów przybiera on sobie swoich obywateli, obywateli królestwa o charakterze nie ziemskim, lecz niebiańskim. Wszyscy bowiem wierni rozproszeni po świecie mają ze sobą łączność w Duchu Świętym i w ten sposób ‘mieszkaniec Rzymu wie, że Hindusi są członkami tego samego co on organizmu’ (cytat ze św. Jana Złotoustego). A ponieważ Królestwo Chrystusowe nie jest z tego świata (por. J 18, 36), przeto Kościół, czyli Lud Boży, wprowadzając to Królestwo, nie przynosi żadnego uszczerbku dobru doczesnemu jakiegokolwiek narodu, lecz przeciwnie, wspiera i przyswaja sobie uzdolnienia i zasoby oraz obyczaje narodów, o ile są dobre, a przyjmując oczyszcza je, umacnia i podnosi. Pamięta bowiem o tym, że winien zbierać wespół z tym Królem, któremu narody dane zostały w dziedzictwo (por. Ps 2, 8) i do którego miasta przynoszą dary i upominki (por. Ps 71/72, 10; Iz 60, 4–7; Ap 21, 24). To znamię powszechności, które zdobi Lud Boży, jest darem samego Pana; dzięki temu darowi Kościół katolicki skutecznie i ustawicznie dąży do zespolenia z powrotem całej ludzkości wraz ze wszystkimi jej dobrami z Chrystusem – Głową w jedności Ducha Jego.

[…] Dzięki tej katolickości poszczególne części przynoszą innym częściom i całemu Kościołowi właściwe sobie dary, tak że całość i poszczególne części doznają wzrostu na skutek tej wzajemnej łączności wszystkich oraz dążenia do pełni w jedności […]. Stąd też we wspólnocie kościelnej prawomocnie istnieją partykularne Kościoły, korzystające z własnej tradycji – przy czym nienaruszony pozostaje prymat Stolicy Piotrowej, która całemu zgromadzeniu miłości przewodzi, nad prawowitymi odrębnościami sprawuje opiekę, a równocześnie pilnuje, aby odrębności nie szkodziły jedności, lecz raczej jej służyły. Stąd wreszcie między poszczególnymi częściami Kościoła istnieją więzy głębokiej wspólnoty co do bogactw duchowych, pracowników apostolskich i doczesnych pomocy” 1. O Biskupach zaś powiedziano na innym miejscu: „[…] Kolegium to, jako złożone z wielu jednostek, wyraża rozmaitość i powszechność Ludu Bożego […]”  2.

Skoro mowa o znaczeniu, jakie Prymas Polski ma dla Kościoła pow­szechnego, trzeba naprzód wniknąć, tak jak to czyni Sobór, w istotę powszechności Kościoła. Powszechności tej służy wielość i różnorodność. Kościół jako Lud Boży w ciągu swoich dziejów wszedł w życie ludzkości, łącząc się i zespalając w sobie tylko właściwy sposób z poszczególnymi ludami i narodami. Stąd także wielość Kościołów partykularnych w jednym powszechnym Kościele Chrystusa, a poza tą wielością całe historyczne bogactwo: „uzdolnienia, zasoby oraz obyczaje narodów”, które nie poniosły „żadnego uszczerbku”, ale oczyszczone działaniem Ewangelii i umocnione Łaską stały się – i wciąż się stają – darem dla innych w uniwersalnej wspólnocie Kościoła.

Prymas Polski ma głęboką świadomość tej podstawowej rzeczywistości Kościoła. Daje temu niejednokrotnie wyraz w kazaniach, dał szczególny wyraz w jednym ze swych przemówień na Soborze, do którego jeszcze się odwołamy.

Swoje znaczenie w Kościele powszechnym, w tej uniwersalnej wspólnocie, opiera przede wszystkim na gruntownym wkorzenieniu w tę Część chrześcijańskiej Jedności, z którą Opatrzność Boża związała go przez posłannictwo pasterskie i prymasowskie. Działaniem jego kieruje ta świadomość, że sam musi być w najpełniejszym znaczeniu tego słowa, wyrazicielem tego daru, jaki ta powierzona mu Część – Kościół w Polsce – przynosi „innym częściom i całemu Kościołowi” tak, aby „całość i poszczególne części doznawały wzrostu”.

2. Przesłanki historyczne

Posługując się przesłankami teologicznymi, które zaczerpnęliśmy z nauczania Vaticanum II, spróbujemy teraz spojrzeć na postać Prymasa Polski i niektóre fakty, które przesunęły się przed naszymi oczyma w ciągu dwudziestu pięciu lat od daty 12 maja 1946. Znaczenie kardynała Stefana Wyszyńskiego dla Kościoła współczesnego wyłania się z tych właśnie faktów, gdy je ujmiemy szeroko na gruncie przyjętych przesłanek. Chodzi bowiem przede wszystkim o to, aby wyjaśnić, na czym to znaczenie polega, aby sprecyzować jego właściwości. Wszystko, co zamierzamy tutaj w dalszym ciągu powiedzieć, do tego przede wszystkim będzie zmierzać.

Trzeba stwierdzić przede wszystkim, że o wyjątkowym znaczeniu, jakie posiada kardynał Stefan Wyszyński dla współczesnego Kościoła, zdecydował w zasadniczej mierze fakt, że Kościół w Polsce znalazł się po drugiej wojnie światowej i okupacji hitlerowskiej w sytuacji całkowicie nowej i bardzo zarazem trudnej. Zakończenie drugiej wojny światowej przyniosło ze sobą przejęcie władzy przez obóz marksistowski. W analogicznej sytuacji znalazł się Kościół również w innych krajach Europy Środkowo-Wschodniej. Wydaje się jednak, że rozwój wypadków w Polsce był szczególnie obserwowany przez Kościół i świat powojenny. Wynika to zarówno stąd, że Polska odegrała szczególną rolę w wydarzeniach drugiej wojny światowej, ponosząc w niej proporcjonalnie najdotkliwsze straty – jak i stąd, że naród polski przynależy od tysiąca lat prawie w całości do Kościoła katolickiego. Rozwój wypadków w zakresie stosunku nowego ustroju do Kościoła katolickiego w Polsce musiał stać się w oczach Europy i świata jednym z zasadniczych – pod względem moralności politycznej – sprawdzianów tych rozstrzygnięć, jakie przyniosło z sobą zakończenie straszliwej drugiej wojny światowej.

Dla Polski wojna ta zakończyła się przesunięciem terytorialnym ze wschodu na zachód, a wraz z tym przesiedleniem znacznej części Polaków spoza wschodniej granicy po 1945 r. na ziemie zachodnie i północne opuszczone przez ludność niemiecką. Stąd wyrosły wielorakie zadania o charakterze narodowo-społecznym, a dla Kościoła w Polsce zadania o charakterze duszpasterskim i organizacyjnym. Zadania te podjął na zlecenie Stolicy Apostolskiej, zaraz po zakończeniu wojny, kardynał August Hlond, ówczesny Prymas Polski, i nadał im zasadniczy kierunek.

Po śmierci kardynała Hlonda w październiku 1948 r. nowy Prymas odziedziczył cały ten zespół zadań, ważnych nie tylko dla Kościoła w Polsce, ale także dla całego Kościoła w Europie i w świecie współczesnym. Można by wręcz powiedzieć, że w jakiś zasadniczy, egzystencjalny sposób zaczęło już wówczas przybierać kształt to wszystko, co potem znalazło swój wyraz w Konstytucji pastoralnej Vaticanum II o Kościele w świecie współczesnym. Sobór uświadomił sobie w swoim czasie, jak bardzo złożony i zróżnicowany jest ten „świat”, w ­którym Kościołowi wypada istnieć i spełniać swoje zbawcze posłannictwo. W tej wielorakiej próbie istnienia i posłannictwa doświadczenie Kościoła w Polsce posiadało szczególną wagę. Kościół w Polsce bowiem, związany od tysiąca lat z narodem w ogromnej większości katolickim, przynosił z sobą świadectwo istnienia i działania w ramach ustroju, którego założenie stanowi ateistyczna doktryna marksistowska. Jest rzeczą łatwo zrozumiałą, że w takich okolicznościach istnienie i działalność Kościoła łączy się zarazem z gruntowną próbą sił. Znaczenie zaś tej próby dla Kościoła powszechnego pochodzi stąd, że nie tylko w Europie Środkowo-Wschodniej, ale także w innych częściach globu stoi on wobec faktu albo przynajmniej możliwości podobnych zmian ustrojowych, jak w Polsce.

Kardynał Stefan Wyszyński jest w Kościele współczesnym wyrazem, wręcz symbolem, tej właśnie historycznej próby, w której Kościół sprawdza swoje siły. Ewangelia jest przeznaczona dla wszystkich ludzi i ludów we wszystkich epokach historii – stąd o sile Kościoła stanowi stopień przyjęcia Ewangelii i zakorzenienia się jej w życiu ludzi i ludów każdej epoki. W parze z tym idzie jakieś historyczne „prawo sprzeciwu”, które na pierwszym miejscu dotknęło samego Chrystusa – „znak, któremu sprzeciwiać się będą” (Łk 2, 34). Działanie tego prawa z pewnością zwiększa i czyni bardziej wyrazistą samą próbę istnienia i posłannictwa Kościoła. Można więc śmiało powiedzieć, że znaczenie Prymasa Polski, jako człowieka takiej właśnie próby, kształtuje się też w sposób bardzo wyrazisty w świadomości zarówno Kościoła w Polsce, jak też poza Polską, w świadomości całego Kościoła ­współczesnego.

Składa się na to wiele czynników o charakterze osobowym i charyzmatycznym, składa się cały bieg wydarzeń, o których ze szczególnym pokryciem mówimy nieraz, że są „opatrznościowe”. Rodacy i cudzoziemcy podziwiają w Prymasie Polski jego głęboką wiarę, bezkompromisowe oddanie sprawom Ewangelii i Kościoła, wielką odwagę – która jak wiadomo wyraża się także gotowością do cierpień i ofiar – przy również wielkim umiarze. W zetknięciu z programowym ateizmem jest on wyznawcą i obrońcą wiary, w zetknięciu z marksistowskim ustrojem społeczno-ekonomicznym – rzecznikiem katolickiej nauki społecznej, ale z całym jej otwarciem, z całą gotowością do strzeżenia prawdy i dobra, gdziekolwiek się ono znajduje. Nade wszystko jednak jako Prymas Polski jest wyrazicielem i apostołem tego zakorzenienia Ewangelii, Łaski i Kościoła w duszach Polaków i w dziejach tysiącletniej wspólnoty narodu. Jest żarliwym i pełnym miłości synem swej ziemskiej Ojczyzny – zarówno w całej tej historycznej przeszłości, jak też w teraźniejszości stale otwartej na przyszłość. Nie stawia w tej miłości jakichś granic pomiędzy tym, co było, a tym, co jest. Nie przyjmuje pęknięć w dziejach narodu, ale ciągłość. Właśnie wspomniane uprzednio przesłanki teologiczne zaczerpnięte z nauki Soboru uzasadniają tę postać miłości Ojczyzny, którą Kardynał Wyszyński żywi i wyraża jako Prymas Polski.

Wiele już razy pisano o tym, jaką historyczną rolę spełnili Metropolici gnieźnieńscy właśnie z racji swej godności prymasowskiej w naszych dziejach. Kardynał Stefan Wyszyński kontynuuje ich posłannictwo, a znaczenie jego – właśnie na tle zarysowanych uprzednio okoliczności i faktów – wyrasta chyba ponad znaczenie, jakie posiadali w Kościele powszechnym jego poprzednicy.

3. Rzym 1951 – Rzym 1957

Nowy Prymas Polski, który objął stolicę gnieźnieńską i warszawską po kardynale Auguście Hlondzie w 1948 r., mógł po raz pierwszy wyjechać ad limina Apostolorum dopiero w 1951 r. Było to w rok po Porozumieniu, jakie zostało zawarte między Rządem i Episkopatem Polski 14 kwietnia 1950 r. Wydarzenie to wywołało obszerne i rozbieżne komentarze w kraju i za granicą. Papież Pius XII okazał Księdzu Prymasowi całkowite zaufanie. Łatwo się domyślić, jak takie zaufanie zobowiązuje. Na konsystorzu pod koniec 1952 r. Prymas Polski został mianowany kardynałem. Po kapelusz kardynalski miał się udać z początkiem 1953 r. Nie mógł jednak tego uczynić.

Ten sam rok 1953, w którym Kościół w Polsce obchodził siedemsetną rocznicę kanonizacji św. Stanisława, zapisał się w dziejach tego Kościoła dotkliwym ciosem. Prymas Polski został pozbawiony wolności. Pamiętamy, w jakich słowach ogłoszono tę decyzję władz w prasie. Pozbawiony wolności pod koniec września 1953 r., przebywał po kolei w kilku miejscach odosobnienia aż do października 1956 r. Po znanych wydarzeniach październikowych mógł powrócić do spełniania tych obowiązków, od których został oderwany przed trzema laty.

W maju 1957 r. kardynał Stefan Wyszyński udaje się do Rzymu po sześcioletniej przerwie. Zostaje ponownie przyjęty przez papieża Piusa XII, który dopiero teraz może mu – zgodnie z tradycją – nałożyć insygnia kardynalskie. Pod koniec swego życia Papież mógł się przekonać, że zaufanie, jakie okazał Prymasowi Polski przed sześciu laty, nie zawiodło go. Przyjazd kardynała Wyszyńskiego do Rzymu w 1957 r. był wielkim wydarzeniem nie tylko dla Kościoła w Polsce i dla Stolicy Apostolskiej. Na różnych miejscach i na różne sposoby dawano wyraz uznania i entuzjazmu. Ażeby zrozumieć znaczenie tego uznania i entuzjazmu, w którego centrum znalazł się wówczas Prymas Polski, trzeba bardzo dogłębnie wejść i w przesłanki historyczne, i w przesłanki teologiczne, które pozwoliliśmy sobie – bodaj skrótowo – sformułować na początku. Sam Ksiądz Prymas musiał porównywać te wydarzenia: Rzym 1951 – Rzym 1957, i nie mógł na pewno zapomnieć tego pierwszego, kiedy to wyruszając ad limina Apostolorum zabrał ze sobą jako symbole woreczek ziemi polskiej zroszonej krwią dzieci z Powstania Warszawskiego, więzienny różaniec, jaki otrzymał w darze od uwolnionych więźniów – i ryngraf Matki Boskiej Częstochowskiej.

O wydarzeniu drugim: Rzym 1957, kardynał Stefan Wyszyński tak pisał sam w liście pasterskim po powrocie do Polski:

„Mijało właśnie sześć lat od dnia, w którym ostatni Biskupi z Polski byli widziani w Rzymie. Któż tego nie odczuwa, jak wielkim doświadczeniem dla dzieci jest nie widzieć ojca swego? Któż z Was nie bolał głęboko nad tym, że my Biskupi Polski katolickiej nie mogliśmy zasiadać w Rzymie w gronie innych Biskupów wielkiej rodziny świata kato­lickiego? Nic więc dziwnego, że od dawna pragnęliśmy stanąć przy Grobowcu św. Piotra i prosić Jego Następcę o błogosławieństwo. To wielkie pragnienie Episkopatu Polski wypełniło się 8 maja, w uroczystość św. Stanisława Biskupa, gdy kardynał Prymas i trzej Biskupi jako Przedstawiciele całego Episkopatu i wiernych stanęli w Wiecznym Mieście […].

Nakładając Kardynałowi-Pryma­so­wi kapelusz kardynalski, Ojciec Święty wypowiedział te piękne słowa ceremoniału: ‘Na chwałę Boga Wszechmogącego, dla świetności świętej Stolicy Apostolskiej przyjmij ten czerwony kapelusz, oznakę godności kardynalskiej na znak, że dla wywyższenia Stolicy świętej, dla pokoju i ładu wśród ludów chrześcijańskich, dla wzrostu i zachowania Kościoła rzymskiego masz się okazać nieustraszonym aż do przelania krwi, nie wyłączając nawet śmierci

Opinie o produkcie (0)

do góry

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl