Strachy i Lachy. Przemiany polskiej pamięci 1982-2012

Na kartach tego dzieła poznajemy prof. Andrzeja Nowaka nie tylko jako wybitnego naukowca, historyka, sowietologa, ale też znakomitego erudytę, rasowego publicystę, a nawet subtelnego, acz ciętego satyryka. Autor patrzy uważnie na otaczający nas świat i z żelazną logiką wyciąga wnioski, które budzą niepokój, a nawet strach. Czy...

Autorzy: Andrzej Nowak

liczba stron: 344
obwoluta: nie
format: 170x240 mm
papier: 135 g kreda
oprawa: twarda
data wydania: 08-10-2012
ISBN: 978-83-7553-141-1
Zarejestruj się aby otrzymać rabat 25% na pierwsze zamówienie oraz 20% na kolejne zamówienia! Darmowa dostawa zamówień powyżej 120zł.
Dostępność: duża ilość

Na kartach tego dzieła poznajemy prof. Andrzeja Nowaka nie tylko jako wybitnego naukowca, historyka, sowietologa, ale też znakomitego erudytę, rasowego publicystę, a nawet subtelnego, acz ciętego satyryka. Autor patrzy uważnie na otaczający nas świat i z żelazną logiką wyciąga wnioski, które budzą niepokój, a nawet strach. Czy my aby na pewno żyjemy jeszcze we własnym kraju? – to pytanie nasuwa się w trakcie lektury.

Autor przywołuje np. zapomniany dorobek myśli Zygmunta hr. Krasińskiego i Henryka Kamieńskiego; czyni to nie tylko z uwagi na ich przenikliwość, ale przede wszystkim – aktualność. Czyż nie brzmi to znajomo i złowieszczo: będzie się popierać zepsucie obyczajów, ze świętej religii uczyni się straszaka, aby obrzydzić ją szlachetnym sercom, podłość będzie się nagradzać orderami i zaszczytami, lud ogłupiać wódką, szlachtę szlifami i stanowiskami, a na głowy tych, co będą stawiać opór, wyznaczy się cenę, aby rozprawić się z nimi w stosownej chwili. Słowa te wyszły spod pióra Krasińskiego ponad 180 lat temu!

Piękną polszczyzną napisana książka w wielu miejscach wręcz wstrząsa Czytelnikiem, zmusza do przemyśleń i przewartościowań, do szukania narodowych, a więc chrześcijańskich korzeni. Utrwala narodową pamięć i uświadamia, jak straszną cenę trzeba płacić za jej utratę. "Strachy i Lachy" to obraz współczesnej Polski z historią w tle, obraz odarty z wszelkiej, narosłej przez lata komunizmu politury. Takie dzieła powstają dziś nader rzadko – niczym car panuje bowiem wszechobecna, otaczana nabożnym kultem poprawność polityczna. Książka wręcz niezbędna w każdym patriotycznym domu.

Wolność i pamięć 9

 

I. Między śmietnikiem i pomnikiem walka o pamięć w III RP

Radość z darowanego śmietnika 19

Filozofia humanistycznej chirurgii 24

Nasze zasady, nasz naród 37

Kopiec a sprawa polska 49

 

II. Głębsza pamięć imperium

 

Rosja i rewolucja – Zygmunt Krasiński 65

Polska i „barbaria” – proroctwa Henryka Kamieńskiego 142

Przez Ukrainę i Kaukaz na Petersburg: początki polskiego prometeizmu 194

Idea jagiellońska w polskiej pamięci i wyobraźni politycznej 210

Polski wiek XIX: pytania i porównania 234

 

III. Pamięć po katastrofie: tragedie i groteski

 

Rozważania o polskiej historii po 10 kwietnia 2010 roku 245

Zgoda, prawda i szyderstwo 255

Cienie zapomnianych ofiar 266

Piłsudski wychodzi z kokpitu 274

Krakowskie echa hołdu berlińskiego 279

Świnie i myszy w fabryce Schindlera 286

Zaburzenia pamięci 296

Rozmowy kontrolowane 305

Rządzący i rządzeni, czyli o potrzebie historii i dialogu 312

 

Pierwszeństwo Ojczyzny 331

 

Piłsudski wychodzi z kokpitu

Co by zrobił premier Józef Piłsudski, gdyby miał do czynienia z sytuacją analogiczną do tej, jaka pogrążyła państwo polskie po smoleńskiej tragedii?
Odpowiem najpierw krótko: nie wiem. Gdybym wiedział, byłbym Piłsudskim, a tak sobie nie pochlebiam.
Zajmując się natomiast źródłowo sylwetką i polityką Marszałka, ośmielę się tylko podsunąć czytelnikom tego tekstu kilka hipotez w tej kwestii.

W punkcie wyjścia chciałem przypomnieć naradę, na której Piłsudski podsumował swe polityczne doświadczenie. Odbyła się ona 7 marca 1934 roku. Marszałek mówił wówczas do grona najbardziej zaufanych współpracowników: prezydenta Mościckiego oraz Walerego Sławka, Aleksandra Prystora, Janusza Jędrzejewicza, Kazimierza Świtalskiego i Józefa Becka (poza tym ostatnim, wszyscy pozostali pełnili w swej karierze funkcję premiera - stąd spotkanie nosiło nazwę konferencji premierów). Mówił o sprawach najważniejszych: o położeniu Polski między Rosją a Niemcami "Wyzyskiwali to zagrożenie Polski wszyscy nie wyłączając (mówiąc żartem) nawet Murzynów. Ze strony Polaków znachodzono tylko jeden na to sposób: włażenie do dupy wszystkim, nawet Murzynom, i być w tych dupach obsrywanym". Tego właśnie Marszałek chciał uniknąć. Dlatego radził swoim współpracownikom trzymać się trzech głównych zasad: Po pierwsze - "Selbstbeschränkung" (samoograniczenie), oznaczające liczenie się z realną siłą. To było uzasadnienie zawartego właśnie paktu o nieagresji z Niemcami, którego trwałość Piłsudski ocenił wówczas na 4 lata. Najważniejsza była zasada numer dwa.: "Nigdy nie zniżać głowy, tzn. przestrzegać godności", co - jak zapisał prowadzący notatki z tego spotkania premier Świtalski - "dawało Komendantowi zawsze dobre rezultaty". Zasada trzecia była zastosowaniem dwóch pierwszych do sytuacji geopolitycznej: "Zadanie Polski jest na Wschodzie, tzn. tutaj może Polska sięgać po możność stania się właśnie na Wschodzie czynnikiem wpływowym. Nie należy się ani mieszać, ani próbować oddziaływać na stosunki między państwami zachodnimi. Dla tego celu osiągnięcia wpływu Polski na Wschodzie warto jest wiele nawet poświęcić z dziedziny stosunków Polski z państwami zachodnimi".

Przywołanie owych zasad Marszałka jest mi potrzebne do postawienia następujących hipotez.

Pierwsza, oczywista: Marszałek popierałby niewątpliwie aktywną politykę wschodnią, jaką prowadził prezydent Lech Kaczyński. Tylko tak Polska mogła zadbać o swoje miejsce w Europie.

Druga: Piłsudski nie dopuściłby do takiej tragedii, do jakiej doszło pod Smoleńskiem. Liczył się bowiem, jak przypomina o tym pierwsza jego zasada, z siłą: ze złowrogą siłą, którą dostrzegał w poczynaniach wschodniego sąsiada. Nie ufał - jak to czasem pisywał - "Mochom", a już zwłaszcza "Sowdepii". Przestrzegłby stanowczo głowę państwa polskiego przed ryzykiem podróży do Smoleńska, w warunkach, które nie gwarantują bezpieczeństwa Prezydenta RP i całej polskiej delegacji, a także urągają godności Państwa Polskiego (przypomnijmy choćby ustalenia urzędników strony polskiej przed wizytą prezydenta Kaczyńskiego, iż polscy wojskowi, którzy mają oddać hołd bohaterom z Katynia mają być bezbronni, nie zdolni nawet do oddania salwy honorowej). Wiedząc o tym, co zdarzyło się wcześniej w kilku zamachach w Rosji, o które powszechnie, tak w prasie polskiej, jak i światowej, podejrzewano Władimira Putina; wiedząc także, o ostrzelaniu (niechby nawet tylko "ostrzegawczym") polskiego prezydenta w czasie jego misji w Gruzji, a przede wszystkim znając charakter i tradycję służb, które tworzą kościec państwa rosyjskiego w ostatnim 12-leciu - po prostu zablokowałby tak skandalicznie nieostrożną, nieprzygotowaną wizytę Prezydenta RP na prowincjonalnym lotnisku, oddalonym od obserwacji mediów światowych i możliwości sprawdzenia przez polskie służby. Prowadzenie polskiej polityki historycznej, jaskrawo sprzecznej z interesami imperium Putina, na terenie znajdującym się pod całkowitą kontrolą zaniepokojonego włodarza tego imperium w oczywisty sposób przeczyło zasadzie "Selbstbeschränkung". Tak jak sposób przygotowania, a w istocie nieprzygotowania wizyty polskiego prezydenta w Katyniu urągał zasadzie "nieschylania głowy", zasadzie godności.

Trzecia: skoro już jednak doszło do tragedii, premier Piłsudski nie poleciałby do Smoleńska, by pokazywać się służalczym mediom w uścisku z gospodarzem miejsca i zwierzchnikiem służb, które odpowiadały za bezpieczeństwo polskiego samolotu prezydenckiego na rosyjskiej ziemi. Co mógł zrobić zamiast tak kosztownego dla prestiżu Polski i dochodzenia do prawdy osobistego piaru, oddającego nas całkowicie na łaskę ekspułkownika z KGB?

Mógł najpierw wezwać ambasadora Federacji Rosyjskiej oraz zwołać konferencję prasową, która w tej sytuacji skupiłaby oczywiście uwagę całego świata. Na konferencji prasowej mógł poinformować o części żądań wyrażonych wobec rosyjskiego państwa: natychmiastowe wydanie czarnych skrzynek z samolotu, zgoda na bezzwłoczne przesłuchanie przez przedstawicieli polskiej prokuratury wszystkich uczestników operacji naprowadzania oraz dostęp do oryginalnych zapisów dokumentujących pracę obsługi naziemnej lotniska; wydanie stronie polskiej wszystkich szczątków ciał ofiar katastrofy w celu umożliwienia ich wszechstronnego zbadania w Polsce. Jednocześnie Marszałek zapewniłby zapewne o woli pełnej współpracy ze stroną rosyjską w wyjaśnianiu przyczyn tragedii i o swym przekonaniu, że strona rosyjska zrobi wszystko, by taką współpracę zapewnić w tej bezprecedensowej sytuacji, wykraczającej poza wszelkie dotychczasowe ramy prawne. Na tej samej konferencji prasowej zaapelowałby do krajów sojuszniczych z NATO o wzięcie udziału w dochodzeniu dotyczącym śmierci zwierzchnika sił zbrojnych jednego z krajów członkowskich oraz grupy generałów wojsk Układu (tu właśnie przydatna była zasada - "Selbstbeschränkung": sami wobec Rosji Putina możemy być ciut za słabi w tej próbie nerwów, tu może się przydać wsparcie Sojuszu, przynajmniej jako przetestowanie jego wartości).

Na spotkaniu z ambasadorem rosyjskim (lub też za pośrednictwem osobistego wysłannika do prezydenta Miedwiediewa i premiera Putina) przekazałby jednocześnie krótki, całkowicie tajny komunikat adresowany do Moskwy: albo zrealizujecie nasze oczywiste żądania w sprawie wyjaśniania okoliczności katastrofy, zabezpieczycie natychmiast cały jej obszar oraz dopuścicie do swobodnej pracy na tym terenie ekipy polskich i NATO-wskich śledczych i ekspertów, albo rozpoczniemy wszystkimi dostępnymi nam środkami kampanię kompromitującą Putina i jego "drużynę" jako partnera państw zachodnich. Postawienie przez polskie państwo oskarżeń Rosji o krycie okoliczności katastrofy bez wątpienia dramatycznie skomplikowałoby plany dokończenia przez Putina wielkich inicjatyw gospodarczych, mających zapewnić Rosji dominację energetyczną nad Europą, a także wejście Rosji do WTO. Mogłoby także stać się elementem nacisku na Waszyngton, by ten zrewidował politykę "resetu" w stosunkach z Moskwą. Tyle poufnie można było przekazać chłopcom z FSB-KGB. Niech przekalkulują, co im się bardziej opłaci? Jeśli stoją za katastrofą - wybiorą konfrontację. Nie wojenną oczywiście, bo to wykluczone, wobec otwartego apelu państwa członkowskiego NATO o pomoc do sojuszników w pokojowym wyjaśnianiu bezprecedensowej katastrofy. Groziła nam, to prawda, konfrontacja - ale propagandowa. Marszałek postarałby się swoim putinowskim adresatom uświadomić, jak dużo mogą w niej stracić.

Miałby do wykorzystania jeszcze jeden element - i tego dotyczy moja hipoteza czwarta. Przypomnijmy najpierw jednak dwa fakty. Pierwszy z kwietnia 2010 roku: list wybitnych opozycjonistów rosyjskich, z Władimirem Bukowskim na czele, przestrzegający rząd Donalda Tuska przed skutkami zaufania w dobre intencje Putina w kwestii wyjaśnienia tragedii smoleńskiej - i odpowiedź rządu Tuska: wyszydzająca najodważniejszych Rosjan. Drugi fakt - z roku 1920, także zapomniany. Piłsudski, szykując się do nieuchronnej rozgrywki z Rosją sowiecką, szukał do niej własnej karty rosyjskiej: w styczniu 1920 przyjął w Belwederze Borysa Sawinkowa, lidera antybolszewickiej opozycji, by wesprzeć "inną Rosję" (obok której bezpieczniej byłoby Polsce żyć), a w wypadku braku pełnego zwycięstwa nad bolszewikami mieć w ręku bodaj środek nacisku na nich: alternatywny rząd rosyjski. Wydaje mi się, że w sytuacji posmoleńskiej Piłsudski mógłby nie tylko przyjąć osobiście sygnatariuszy listu opozycji rosyjskiej, ale także zaprosić (oczywiście poufnie) do Warszawy istotnych liderów antyputinowskich sił, np. Borisa Bieriezowskiego, jak również wpływowych adwokatów najsłynniejszego więźnia Putina - Michaiła Chodorkowskiego. Mógłby podjąć z nimi rozmowy o ewentualnym skorelowaniu polskich starań o wyjaśnienie tragedii smoleńskiej, niewątpliwie w taki czy inny sposób kompromitującej dla Putina, ze wzmożeniem działań antyputinowskiej opozycji w samej Rosji i na świecie (adwokaci Chodorkowskiego byli i są szczególnie wpływowi w Waszyngtonie). To mogło być najskuteczniejsze narzędzie nacisku na Moskwę w tym momencie.

Tyle zapewne mógłby był zrobić premier Piłsudski w pierwszej reakcji na tragedię smoleńską. Reszta zależałaby już od tego, kto odpowiada za tę tragedię… A to można było wyjaśnić tylko na zasadach, jakie ogłosić mógłby premier na wspomnianej konferencji prasowej.

Najważniejszy i najbardziej bezdyskusyjny element hipotetycznej postawy premiera Piłsudskiego wobec tej tragedii, najbardziej zarazem odróżniający tę postawę od postępowania premiera Tuska wyrazić mogą słowa testamentu politycznego, jaki Piłsudski spisywał po raz pierwszy tuż przed swoim udziałem w akcji pod Bezdanami, we wrześniu 1908 roku. Oryginał tego dokumentu - jednego z najważniejszych dla całej polskiej tradycji wolnościowej - znajduje się dziś w Moskwie, zrabowany wraz z całym archiwum Instytutu Piłsudskiego z Warszawy w czasie II wojny światowej przez Armię Czerwoną - nie zwrócony do dziś! Testament ten przybrał formę listu do ówczesnego przyjaciela Piłsudskiego - Felka, czyli Feliksa Perla. Przypomnijmy te słowa:
"[…] w wychodku, jakim jest nasze życie, żyć nie mogę, to ubliża - słyszysz! - ubliża mi, jako człowiekowi z godnością nie niewolniczą. Niech inni się bawią w hodowanie kwiatów czy socjalizmu, czy polskości, czy czego innego w wychodkowej (nawet nie klozetowej) atmosferze - ja nie mogę! To nie sentymentalizm, nie mazgajstwo, nie maszynka ewolucji społecznej, czy tam co, to zwyczajne człowieczeństwo. Chcę zwyciężyć, a bez walki, i to walki na ostre, jestem nie zapaśnikiem nawet, ale wprost bydlęciem, okładanym kijem czy nahajką. Rozumiesz chyba mnie. […] Chcę właśnie sobą, którego nazywano i szlachetnym socjalistą, i człowiekiem, o którym nawet wrogowie paskudztwa głośno nie powiedzą, człowiekiem zresztą, który ma trochę zasługi w kulturze ogólnonarodowej, podkreślić tę gorzką bardzo prawdę, że w społeczeństwie, które walczyć o siebie nie umie, które cofa się przed każdym batem, spadającym na twarz, ludzie ginąć muszą nawet w tym, co nie jest szczytnym, pięknym i wielkim. No, to tyle".

Tak, tyle chyba wystarczy. Piłsudski nie pozwoliłby, aby zredukować państwo polskie do stanu wychodka, w którym smród tchórzostwa bije od samej góry, a społeczeństwo, "które walczyć o siebie nie umie" dyskretnie zatykając nos udaje, że zniewolenie pięknie pachnie, "elity" zaś z zadowoleniem zajmują się hodowaniem kwiatów, socjalizmu czy nawet polskości, udając, że nie widzą, jak na ich twarze spada codziennie nahajka. Nahajka milczącego współudziału w kłamstwie.

Prof. Andrzej Nowak

Prof. Andrzej Nowak w rozmowie z „Niedzielą”

– Pana najnowsza książka „Strachy i Lachy” ma jeszcze podtytuł „Przemiany polskiej pamięci 1982-2012” i poświęcona jest w ogromnej części właśnie społecznej pamięci Polaków. Dlaczego pamięć o przeszłości jest tak ważna w życiu każdego narodu?

– Pewnie nie dałbym tego podtytułu, gdyby nie poczucie pewnego rodzaju zagrożenia owej ciągłości pamięci w ostatnich latach. Zagrożenia innego niż w czasach komunistycznych, od których zresztą wychodzę w swojej książce. Wtedy była to próba zakłamywania i spychania w niebyt pamięci o polskich bohaterach walczących o niepodległą Rzeczpospolitą, często w konflikcie z naszą wielką sąsiadką – Rosją. Natomiast nie było wtedy odrzucenia historii jako takiej. Zakłamywanie – tak, ale nikt oficjalnie nie twierdził, że historia jest nieważna i nie warto się nią zajmować. W obecnych czasach mamy natomiast do czynienia z bardzo poważnym kryzysem pamięci i zerwaniem poczucia ciągłości na rzecz życia chwilą bieżącą.

Paweł Stachnik, „Dziennik Polski”

Pamięć to słowo klucz do tej książki. Autor nie od dziś walczy o należyte miejsce pamięci w naszym życiu społecznym i politycznym. Pamięć o przeszłości, historii i przodkach, to jego zdaniem element niezbędny dla istnienia narodu jako takiego, a historia i jej kultywowanie leżą u podstaw jego świadomości. Bez pamięci nie ma bowiem narodu, a ten, kto go jej pozbawia, popełnia zbrodnię. Stąd tak ważne jest, aby należycie dbać o pamięć, właściwie ją pielęgnować i kształtować.

Szymon Nowak, historia.org.pl

Książka jest bardzo ciekawa, wciągająca, dająca dużo do myślenia. Być może czasami trudna w odbiorze – tekst Andrzeja Nowaka należy czytać z uwagą i w skupieniu, gdyż w każdym zdaniu, w każdym zwrocie, może być ukryte ważne, głębokie przesłanie. Pomimo tego, że książka zawiera w sobie wiele smutku, pesymizmu, ostateczne jej przesłanie jest pozytywne – znajdźmy swą historię, wspólnotę, Polskę – w swej rodzinie, we własnym domu, w regionie. Od tego należy zacząć.

Opinie o produkcie (0)

Imię i nazwisko:
do góry

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl