Piękność skończona i artystka z nieopisanym czarem. Na scenie Ordonka nie miała sobie równych
Hanka Ordonówna w roli Rity Holm – artystki scenicznej i niebezpiecznej agentki pracującej nad wydobyciem od polskiego profesora tajemnicy wagi państwowej. Kadr z filmu „Szpieg w masce” w reż. Mieczysława Krawicza z 1933 r. Fot. NAC Hanka Ordonówna stała się fenomenem eleganckiej Warszawy XX-lecia międzywojennego, choć utalentowanych artystów nie brakowało. Osiągnęła najwyższy poziom na małych i wielkich scenach oraz na ekranie dzięki talentowi połączonemu z tytaniczną pracą nad każdą nutą, każdym słowem, ruchem i gestem. „To był żywioł, uosobienie dynamiki, energia atomowa. Hanka była wzorem wytrwałości i pracy, [a] skupiona siła wewnętrzna dawała przedziwną sugestywność jej interpretacji” – pisał o znakomitej koleżance Konrad Tom, nieraz partnerujący jej na scenie.
Ulubienica warszawskiej publiczności elektryzowała widzów niezwykłym głosem, muzykalnością, tańcem, talentem aktorskim. W każdej piosence tworzyła poruszającą kreację – jako uliczna dziewczyna, namiętna hiszpańska dama, Moniuszkowska Halka w ujęciu komediowym, femme fatale czy też... cyrkówka, prezentując w trakcie śpiewu figury akrobatyczne na galopującym koniu. Umiała rozbawić publiczność, a także autentycznie ją wzruszyć, odtwarzając np. córkę kata zakochaną w przystojnym skazańcu. Choć głównym jej żywiołem były piosenki i taniec w niepowtarzalnej atmosferze warszawskich kabaretów, umiała także sprostać wyzwaniom ról szekspirowskich. Jej Viola z „Wieczoru Trzech Króli”, a nade wszystko Kasia, (nie)poskromiona złośnica, wzbudzały uznanie nawet wymagających krakowskich krytyków.
Ordonka jako gwiazda światowego formatu, czarująca paryską i amerykańską publiczność, wiele od siebie wymagała. Nieustannie doskonaliła się w trudnej sztuce śpiewu, tańca i aktorstwa. Stała się też bohaterką najgłośniejszego mezaliansu II RP, kiedy, nie zważając na skandal, poślubił ją zakochany w niej do szaleństwa hrabia Michał Tyszkiewicz. Uwielbiana przez setki mężczyzn urodziwa Hanka, choć niewątpliwie kochała męża, nie potrafiła dochować mu wierności. Miała to ciężko odpokutować...
Nigdy nie wstydziła się ani przywiązania do wiary katolickiej, ani patriotycznego zaangażowania. Mimo wrodzonej wrażliwości i nie najlepszego zdrowia potrafiła wykazać się zadziwiająco heroiczną postawą wobec Niemców i Sowietów; nawet, kiedy trzeba było zapłacić najwyższą cenę.
*
Nic nie zapowiadało wielkiej kariery młodziutkiej Marysi Pietruszyńskiej, znanej później światu jako Hanka Ordonówna. Pochodziła z biednej, kolejarskiej rodziny, a do szkoły baletowej mama zapisała ją tylko ze względu na... darmowe posiłki dla uczennic. Debiut wokalny Marysi w kabarecie „Sfinks” nie przedstawiał się obiecująco: „jeżeli chodzi o panią Ordonównę, to jesteśmy zdania, że kotów i dzieci na scenie pokazywać nie należy” –napisał złośliwy krytyk po nieudanym wykonaniu piosenki „Szkoda słów”. Pierwsze sukcesy miały przyjść w Lublinie, w kabarecie „Wesoły Ul”, w którym mimo niezbyt obiecującego debiutu zaangażowali Ordonkę koledzy: Jerzy Wrzos (Tadeusz Żeromski), autor tekstów piosenek dla „Sfinksa”, oraz Edward Domański, zdolny kompozytor, który wcześniej był w Wiedniu sekretarzem „króla lekkiej muzy” – Franza Lehara. Domański rozpoczął w Lublinie intensywne próby z Ordonką. Na efekty nie trzeba było długo czekać, bowiem utalentowana dziewczyna zaczęła robić prawdziwą furorę w repertuarze żołnierskich piosenek, w poruszający sposób wykonując „O mój rozmarynie”, „Ułani, ułani”, „Rozszumiały się wierzby”, a zwłaszcza „Białe róże”. Pojawili się też pierwsi wielbiciele wschodzącej gwiazdy; pewien generał niemal codziennie przysyłał jej kwiaty do garderoby. Ordonka była jednak wówczas zafascynowana kolegą z zespołu – utalentowanym aktorem Januszem Sarneckim. „Wesoły Ul”, choć prowadzony na wysokim poziomie artystycznym, nie przetrwał próby czasu. Hanka powróciła do Warszawy i otrzymała angaż w Mirażu, jednym z czołowych wówczas teatrów kabaretowych stolicy. Występowała jednak wówczas prawie wyłącznie jako tancerka.
Nadszedł rok 1920, a wraz z nim apogeum wojny polsko-bolszewickiej. W Warszawie wyraźnie dało się odczuć atmosferę obawy o życie walczących na froncie żołnierzy, o los rannych. Wywalczona z bronią w ręku i w nieustępliwej działalności dyplomatycznej niepodległość znalazła się w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Czołowi warszawscy artyści, zdając sobie sprawę z powagi sytuacji, zaangażowali się w patriotyczne koncerty, mające podnosić morale walczących na froncie. W tym czasie na estradzie Mirażu Ordonka, ubrana w mundur i rogatywkę z orzełkiem, w porywający sposób wykonywała żołnierskie piosenki. Swoje zdjęcie z tego czasu, podarowane warszawskiej poetce Zofii Bajowskiej, artystka podpisała zawadiacko: „Ofiaruję tę fotografię na pociechę, bo jakby nie było, jestem w mundurze, a jak widać z niej – fora bolszewicy!”.
Euforia po zajęciu przez oddziały Piłsudskiego Kijowa ustąpiła jednak śmiertelnemu niepokojowi, kiedy hordy bolszewików zmusiły Polaków do wycofania się z zajętego miasta, a nieprzeliczone oddziały czerwonych bojców Budionnego i Tuchaczewskiego ruszyły na Lwów i Warszawę. Artyści kontynuowali, mimo niebezpieczeństwa, działalność „ku pokrzepieniu serc walczących”. Z naprędce zmontowanym programem patriotycznym wyruszyli do Zamościa. Największą furorę zrobiła niespodziewanie najmłodsza z zespołu Ordonówna, wykonująca żurawiejki. Zachwyceni oficerowie mówili o niej „piękność skończona i artystka, która swe piosenki odtwarza z nieopisanym czarem”. Co więcej, jak wspomina Tadeusz Wittlin, dla Ordonki potracili wówczas głowy zarówno pułkownik Tessaro, dowódca Brygady Piechoty, jak i pułkownik Bold, dowódca Brygady Artylerii. Kiedy ten ostatni wymusił na artystce występy wyłącznie dla swojej brygady, oficerowie piechoty pod dowództwem płk. Tessaro po skończonym koncercie... porwali Ordonkę i uwieźli ją samochodem do swojego kasyna. Następnego dnia obaj pułkownicy wraz z podwładnymi otrzymali rozkaz wymarszu z miasta. Warszawscy artyści wraz z bohaterką romantyczno-awanturniczej przygody powrócili do Warszawy.
Mimo pierwszych sukcesów Ordonówna nie była jeszcze gwiazdą wielkiego formatu. Po powrocie do stolicy występowała przez pewien czas w Mirażu, a po jego zamknięciu – na scenach kolejno Lwowa, Krakowa i Wilna. Później przyszedł angaż w warszawskim „Stańczyku”, gdzie występowała u boku takich gwiazd jak Stefan Jaracz i Irena Solska oraz Ludwików Lawińskiego i Sempolińskiego, kolegów jeszcze ze „Sfinksa”. Także bez nich, wschodzących wówczas aktorskich gwiazd, nie sposób było wyobrazić sobie międzywojennej Warszawy. Niestety, Hanka przeżyła wówczas wielki osobisty dramat, gdyż Janusz Sarnecki, którego kochała młodzieńczą miłością, ożenił się z inną kobietą. Przypłaciła to próbą samobójczą, po której została jej na skroni szpecąca blizna. Wylansowana przez nią nieco później moda na efektowne kapelusze, które nosiła z elegancją światowej damy, była próbą uporania się z traumą i maskowania blizny.
W 1922 r. spełniło się wielkie marzenie artystki – dostała angaż w cieszącym się niesłabnącym powodzeniem teatrze kabaretowym „Qui Pro Quo”, dla którego teksty skeczów i piosenek pisał jeden z założycieli Skamandra, szalenie już wówczas popularny Julian Tuwim. (...)
Dr Monika Makowska
*
To tylko fragment artykułu, który ukazał się w miesięczniku WPIS nr 144.
Zapraszamy do naszej Księgarni Internetowej po miesięcznik WPIS oraz po inspirujące biografie:

Życie malowane światłem
Wierny swym przekonaniom tak artystycznym, jak i światopoglądowym, jest Adam Bujak twórcą wybitnym i zasłużonym. Wierny Bogu i Ojczyźnie. Nie wdaje się w formalne eksperymenty, dziś niemal obowiązkowe w sztuce, nie szuka efekciarskich ujęć, ale dogłębnie penetruje ważne tematy, głównie w książkach, które dzięki jego talentowi zmuszają czytelnika do głębokich refleksji.

Prenumerata miesięcznika WPIS na rok 2025. Wydanie drukowane
Miesięcznik „Wpis” już od piętnastu lat pozostaje wierny swym założeniom i przedstawia Czytelnikom podstawowe wartości, a więc wiarę, patriotyzm i sztukę.
Publikują u nas tak znakomici autorzy, jak m.in.: Adam Bujak, ks. prof. Waldemar Chrostowski, Leszek Długosz, prof. Ryszard Kantor, dr Marek Klecel, ks. prof. Janusz Królikowski, prof. Grzegorz Kucharczyk, dr Monika Makowska, prof. Aleksander Nalaskowski, prof.

Żółkiewski. Pogromca Moskwy – biografia
Gdy w Moskwie słyszeli nazwisko hetmana Żółkiewskiego, to blady strach padał na jej mieszkańców. W świeżej pamięci mieli bowiem geniusz wojskowy i furię bitewną dzielnego wodza Rzeczypospolitej, który rozgromił Rosjan wielokrotnie, a pod Kłuszynem wprost zdemolował ich oraz wspomagających Moskali Szwedów.

Andrzej Bobola Orędownik Polski. Życie, męczeństwo, świętość
Andrzej Bobola herbu Leliwa, ksiądz, zakonnik, dziś patron Polski, żył w latach 1591–1657 w niebywale burzliwym czasie wielkich zagrożeń dla Ojczyzny i Kościoła katolickiego. Zginął w sposób szczególnie okrutny z rąk Kozaków, którzy chcieli mu nawet darować życie pod warunkiem wyrzeczenia się przezeń wiary katolickiej. Mimo wyjątkowo bestialskich tortur – odmówił. Umierał w strasznych męczarniach.

Księga Norwidowa. Życie, poezja, rysunki. wyd. 2024
Ten rodem z mazowieckiego dworku szlacheckiego artysta mówił sam o sobie – jakże słusznie! – że jest sztuk-mistrzem, a więc twórcą korzystającym z wielu narzędzi: słowa, pędzla, piórka, rylca, a nawet dłuta. W istocie Cyprian Kamil Norwid był artystą tyleż wybitnym, co wszechstronnym.

Największy z rodu Polaków
Największy z rodu Polaków – to określenie wobec Jana Pawła II pojawiło się już na początku jego pontyfikatu, a potem było powszechnie wypowiadane z dumą przy bardzo wielu okazjach, w tysiącach miejsc, przez ludzi Kościoła i przez zwykłych wiernych, ale też przez polityków i środki masowego przekazu, nie wyłączając tych, którzy dzisiaj tak zaciekle zwalczają Papieża Polaka.

WPIS 07-08/2025
Nowy, podwójny, wakacyjny numer Waszego ulubionego miesięcznika już w sprzedaży! Jak każdego miesiąca prezentujemy dla Was na łamach „Wpisu” całą serię felietonów na aktualne tematy, rozmowy z wybitnymi specjalistami z rozmaitych dziedzin, a także artykuły powiązane z aktualnymi rocznicami historycznymi i frapujące reportaże. Znany z ciętego pióra i ostrych sądów Leszek Sosnowski i tym razem nie pozostawia złudzeń co do trudnych spraw polskiej polityki.




Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.