Dzielna Oleńka – wielka miłość Komendanta
Marszałek Józef Piłsudski z małżonką Aleksandrą i córkami Wandą i Jadwigą. Fot. NAC „Historia nie zapomni Aleksandry Piłsudskiej, a nie zapomni z wielu przeróżnych racyj” – pięknie pisał o wielkiej damie polskiej niepodległości Ksawery Pruszyński. Istotnie, „Ola”, jak nazywano ją zarówno w gronie najbliższych, jak i w konspiracyjnym środowisku bojówek PPS, należy do najciekawszych kobiecych indywidualności na szlaku bojowym do wolnej Polski. Urodzona w 1882 r. wnuczka powstańczej działaczki wiedziała od wczesnego dzieciństwa, że walka o niepodległość nie jest wyłącznie męską sprawą, a odwaga i inteligencja Polek mogą wiele zdziałać. Szczególnie w starciu z Rosją, w której za kluczową kwestię w kształtowaniu umysłów dziewcząt uznawano wpojenie im bezwzględnego posłuszeństwa carowi i przyszłym mężom. Ci ostatni najczęściej byli równie ulegli wobec cara, co brutalni wobec swoich życiowych partnerek, niejednokrotnie wymuszając posłuch biciem. Wykształcenie poddanek rosyjskiego imperatora miało się zatem ograniczać do minimum. (...)
Ola wcześnie straciła rodziców. W pamięci pozostały jej dźwięki skrzypiec, na których grał ojciec, obraz matki w eleganckiej sukni i kapeluszu oraz modlitwy ich obojga, kiedy ciężko chora w wieku trzech lat była bliska śmierci. Po utracie rodziców silna więź uczuciowa połączyła dorastającą dziewczynkę z ciotką Marią, która uratowała jej życie, a nade wszystko z babcią – Karoliną z Truskolaskich Zahorską, damą niezłomnego charakteru, której autorytetu nikt z rodziny nie śmiał podważyć. „Inteligencją, oczytaniem, głębią umysłu [babcia] przewyższała bez wątpienia wiele swoich rówieśniczek” – wspominała Ola. Największą tajemnicę, niedostępną dla panoszących się w Suwałkach Rosjan, kryła czarna suknia babci i pierścionek z tabliczką z czarnej emalii ozdobiony krzyżykiem z pereł. Pewnego wieczoru siedmioletnia Ola odważyła się zapytać o ten pierścionek. „To jest pierścień żałoby po tych, którzy polegli” – odpowiedziała babcia, pokazując wnuczce wygrawerowaną na nim datę „1863”. Dziewczynka poznała wtedy sekret babci Karoliny – bohaterki Powstania Styczniowego na Suwalszczyźnie, zaangażowanej zarówno w organizację tajnych zebrań, jak i w przemyt broni. Jej dom był prawdziwym konspiracyjnym centrum powstańczych oddziałów!
„Będziesz mogła nosić ten pierścień tylko wówczas, gdy będziesz patriotką, Olu” – powiedziała pani Zahorska, dodając, że „ten jest patriotą, kto kocha Polskę nade wszystko na świecie i kto dla jej wolności poświęci wszystko, co posiada, nawet swoje życie, gdy będzie trzeba”. „Ja chcę walczyć o Polskę, babciu” – odpowiedziała na to poruszona powagą chwili Ola. Kiedy babcia założyła jej na palec o wiele za duży pierścionek, dziewczynka złożyła uroczystą przysięgę, że dotrzyma słowa. „Wyszłam z pokoju dumna, że babcia powierzyła mi taki sekret; czułam, że tej chwili nigdy nie zapomnę. Oczywiście nie rozumiałam wtedy jego wagi i dopiero po latach zdałam sobie sprawę, że było to właściwie błogosławieństwo babki na drogę mego życia” – napisała we wspomnieniach już jako pani marszałkowa.
Niedługo później powrócili z syberyjskiej katorgi młodszy brat i kuzyn babci. Obaj mieli na ciele ślady od rosyjskiego knuta i poważnie nadszarpnięte zdrowie, jednak ich oczy świeciły ogniem młodości. Ola z wypiekami na twarzy słuchała ich opowieści o Powstaniu i o syberyjskiej katordze. Wspominała: „w miarę jak dziadek mówił, budziła się w mej duszy miłość do kraju i pragnienie walki o wolność”.
Kontynuując naukę w rosyjskim gimnazjum i dokształcając się potajemnie w zakresie historii Polski, zdała maturę i postanowiła podjąć studia w Warszawie. Dziewczęta mogły wówczas kształcić się w Wyższej Szkole Handlowej pani Józefy Siemiradzkiej, skąd była już prosta droga do nielegalnego Uniwersytetu Latającego. I na tę drogę babcia Karolina dała Oli swoje błogosławieństwo, mimo zgorszenia ciotki Marii, która uważała, że studia, wyższe wykształcenie i samodzielność finansowa to sprawy niegodne panienki z dobrego domu. Babcia wymogła na ciotce obietnicę, że nie będzie stawiała Oli przeszkód w kształceniu się i osobiście przygotowała dziewczynie wyprawę na studia. Niestety, Karolina Zahorska zmarła przed samym rozpoczęciem roku akademickiego. Aleksandra dotkliwie odczuła stratę ukochanej babci; do Warszawy odjechała z ciężkim sercem.
Poziom nauczania w Wyższej Szkole Handlowej był bardzo wysoki. Dziewczęta studiowały m.in. prawo cywilne i handlowe, ekonomię, chemię, arytmetykę, a także języki niemiecki i francuski. Pod tym względem Ola była bardzo usatysfakcjonowana, jednak szybko rozczarowała ją postawa moralna większości koleżanek. Wnuczka powstańczej działaczki spodziewała się znaleźć w Warszawie źródło czynnego patriotyzmu, tymczasem wszystkie studentki zapatrzone były w dekadenckiego pisarza Stanisława Przybyszewskiego i stylizowały się na jego żonę, Dagny. Ola nie znosiła zepsutych do cna Przybyszewskich, uważając ich postawy za skrajnie szkodliwe dla idei niepodległości Polski. Chcąc odciąć się od środowiska głupiutkich panienek bezkrytycznie naśladujących Dagny, nie przyjęła pracy nauczycielki w szkole Józefy Siemiradzkiej. Ta jednak pomogła jej znaleźć posadę urzędniczki w fabryce wyrobów skórzanych na Woli.
Głodowe płace robotników, niebezpieczne warunki ich pracy, wysoka śmiertelność i bytowanie w warunkach skrajnej nędzy budziły w dziewczynie grozę. Ola uświadomiła sobie wówczas, że żadna partia polityczna walcząca o niepodległość Polski nie może pominąć w swoim programie poprawy bytu świata pracy. Obowiązki urzędniczki łączyła Aleksandra Szczerbińska ze studiami na Uniwersytecie Latającym, gdzie miała możliwość zgłębiania zakazanej historii Polski; „to tam nauczyłam się umiłowania swobody” – wspominała. Wówczas także zapragnęła czynnego, politycznego zaangażowania się w walkę o niepodległość.
Nie odpowiadały jednak Aleksandrze poglądy popularnych wśród młodzieży działaczy Stronnictwa Narodowo-Demokratycznego, którzy optowali za współpracą gospodarczą i polityczną Polski z Rosją. Jeszcze gorzej prezentował się według niej program SDKPiL, skupiający się wyłącznie na poprawie bytu robotników i zwalczaniu wpływów bogatego mieszczaństwa, przy całkowitej rezygnacji z walki o niepodległość. Bliski jej program polityczny odnalazła Ola w postulatach PPS, dla której niepodległość Polski stanowiła jeden z głównych celów. W 1904 r., dzięki rekomendacji brata jednej z koleżanek, została przyjęta do tej partii. Do jej pierwszych zadań należało wygłaszanie propagandowych odczytów wśród robotnic z warszawskiej Pragi. „W większości były to istoty nie umiejące czytać, ani pisać (…) Natomiast miały naturalne podłoże uczuć patriotycznych i cechę lojalności, której doświadczyłam wielokrotnie” – napisała Aleksandra we wspomnieniach. Pewnego wieczoru brat jednej z młodych robotnic uratował ją przed śledzącymi ją carskimi szpiclami.
PPS była już wówczas liczną, bardzo dobrze zorganizowaną i świetnie zakonspirowaną organizacją. Trwała już wojna Rosji z Japonią, a Józef Piłsudski właśnie powrócił ze swojej misji z Tokio. Próbował tam, udzielając państwu japońskiemu informacji o charakterze wojskowym, nawiązać współpracę polsko-japońską, utworzyć z Polaków dezerterów z armii rosyjskiej polskie legiony i podnieść do rangi międzynarodowej sprawę niepodległości naszego kraju. Udało mu się wówczas uzyskać jedynie poprawę bytu polskich jeńców. Zdawał sobie sprawę, że lada moment nastąpi w Królestwie, podobnie jak było to w 1863 r., przymusowy pobór Polaków do armii rosyjskiej. O wywołaniu powstania nie mogło być jeszcze mowy, ale Piłsudski nie chciał pozwolić, aby młodzi Polacy dali się biernie poprowadzić na rzeź w imię pychy carskiego imperium. Dopiął swego; warszawska PPS zgodziła się na przeprowadzenie antymobilizacyjnej manifestacji zbrojnej na placu Grzybowskim 13 listopada 1904 r.
Wśród działaczy PPS mających wziąć udział w demonstracji była też Ola. Otrzymała rozkaz stawienia się na Mszy św. w kościele Wszystkich Świętych – zakończenie nabożeństwa miało być hasłem do rozpoczęcia manifestacji. Niektórzy uczestnicy byli uzbrojeni, kiedy więc rosyjscy żandarmi, chcąc wyrwać Stefanowi Okrzei sztandar PPS, otworzyli ogień do demonstrantów, ci odpowiedzieli strzałami. Wywiązała się walka, w wyniku której zginęło 6 demonstrantów, a 27 zostało rannych. Kościół Wszystkich Świętych szybko zaczął napełniać się manifestantami. Do Oli podbiegł znajomy lekarz, członek PPS, podając jej rewolwery, które niezwłocznie ukryła pod klęcznikiem. Kiedy udało jej się w końcu wyjść ze świątyni, omal nie zginęła od zabłąkanej kuli. Miała jednak wiele szczęścia, że nie trafiła do więzienia. Funkcjonariusze carskiej ochrany aresztowali bowiem ponad 600 osób; wszyscy mężczyźni trafili na Pawiak. Tak zakończyła się pierwsza PPS-owska akcja Oli, pierwsze od czasu Powstania Styczniowego polskie wystąpienie z bronią w ręku.
Tymczasem po wydarzeniach „krwawej niedzieli” w Petersburgu, 22 stycznia 1905 r., całe imperium rosyjskie ogarnął ferment rewolucyjny. Dla działaczy PPS stało się to sygnałem do rozpoczęcia walki z bronią w ręku o Polskę, tym bardziej że na terenie całej Kongresówki wybuchały strajki dzieci i młodzieży domagających się nauki w języku polskim. Prawie każdego dnia dochodziło też do starć między carską policją a strajkującymi robotnikami. Więzienia zapełniły się aresztowanymi. Choć PPS nadal nie była wówczas w stanie wzniecić regularnego antyrosyjskiego powstania, to manifestacja z 1904 r. pokazała, że partia nie pozostawi rosyjskiego terroru bez odpowiedzi. Wedle wytycznych Piłsudskiego powołano szkoły bojowe. Miały one służyć szkoleniu kadr do organizowania zamachów na odznaczających się szczególnym okrucieństwem funkcjonariuszy ochrany, a nawet rosyjskich dygnitarzy. Piłsudski podobno już wówczas myślał o bojowcach jako przyszłych żołnierzach mającego się odrodzić Wojska Polskiego. Bojowcy zbierali się w magazynach, sklepach i piwnicach. Po lasach uczyli się strzelać, a w prywatnych mieszkaniach, głównie warszawskich, powstawały laboratoria do produkcji bomb. Wobec wzrastającego zapotrzebowania bojówki na broń i materiały wybuchowe towarzyszka Ola otrzymała odpowiedzialne zadanie zorganizowania w Warszawie centralnych składów broni.
Misja, której się podjęła, była skrajnie niebezpieczna – za nielegalne posiadanie broni groziło od czterech do pięciu lat katorgi wraz z dożywotnim zesłaniem na Syberię. Broń palną – rewolwery, pistolety, browningi, karabinki Mauzera i amunicję do nich PPS sprowadzała z Belgii, noże – z Finlandii, zaś bomby były produkowane w Polsce. Ola stanęła przed wielkim wyzwaniem logistycznym – samo przewiezienie do Warszawy broni palnej, amunicji i dynamitu przez potrójny rosyjski system kontroli granicznych stanowiło olbrzymią trudność. Carscy żandarmi poddawali drobiazgowej rewizji każdego, kto przybywał zza granicy, toteż nie mogło być mowy o przewożeniu niebezpiecznej kontrabandy w kufrach i walizkach. Ponieważ przemytem broni zajęły się głównie kobiety, kluczową rolę odegrały spryt i pomysłowość samej Oli oraz jej partyjnych koleżanek, jak i… damska moda. Wielokrotnie podróżowały koleją, ukrywając pod spódnicami przywiązane do nóg mauzery, a wkładane pod modne suknie szerokie pasy kryły w sobie cały arsenał rewolwerów i amunicji. Najbardziej niebezpieczny był przemyt dynamitu, który Aleksandra przewoziła najczęściej zaszyty w gorset; nawet przypadkowe potarcie go szpilką czy fiszbinem groziło eksplozją. Ponadto wyziewy powodowały odruch wymiotny. A przecież, jak wspominała Ola, „po przebyciu setek kilometrów trzeba było wyjść z pociągu lekkim krokiem z miną pewną siebie, gdyż stanowiło to najlepszą gwarancję bezpieczeństwa”.
Podczas wykonywania tych ekstremalnie niebezpiecznych zadań nie brakowało momentów humorystycznych, kiedy np. obładowana ponad dwudziestoma kilogramami ekrazytu koleżanka Oli, dość potężnie zbudowana, przewróciła się i nie była w stanie wstać o własnych siłach. Na szczęście nie doszło do eksplozji, a z pomocą obu paniom przyszedł rosyjski oficer, który z galanterią podał swe ramię, co Ola potem skwitowała słowami: „już nawet oficerowie carskiej armii pomagają rewolucjonistkom”.
Składy broni dzielna panna Szczerbińska zorganizowała w najmniej podejrzanych miejscach – w gabinecie zaprzyjaźnionej lekarki ze Szpitala Dzieciątka Jezus, w eleganckim salonie krawieckim (materiały wybuchowe znajdowały się w pudłach z sukniami dla klientek), w fabryce akordeonów (rewolwery przechowywano w instrumentach) czy też w gabinecie weterynarza, gdzie psie budy znakomicie nadawały się na schowki. Pod opieką Oli były ponadto laboratoria do produkcji bomb, z których jedno znajdowało się w mieszkaniu dawnej powstańczej przemytniczki broni.
Tylko Aleksandra znała cały skomplikowany system rozmieszczenia składów i rozsyłania w teren zgromadzonego arsenału. Dzięki niej możliwe były tak spektakularne akcje PPS jak dokonane w 19 miastach Królestwa skoordynowane zamachy na rosyjskich policjantów 15 sierpnia 1906 r. (tzw. krwawa środa), w wyniku których zginęło ponad 80 rosyjskich funkcjonariuszy. Ola osobiście dostarczyła jedną z bomb Wandzie Krahelskiej, która dokonała zamachu, niestety nieudanego, na generał-gubernatora Skałłona, znanego ze szczególnego okrucieństwa wobec Polaków. Z rąk Aleksandry otrzymał też bombę Stefan Okrzeja, który dokonał słynnego zamachu na cyrkuł policyjny na Pradze. Śmiałą tę akcję przypłacił życiem; ogłuszony po wybuchu bomby, schwytany przez Rosjan i pobity do nieprzytomności, został skazany na śmierć i powieszony na stokach Cytadeli. Ola mocno przeżyła śmierć tego młodego bojowca, tym bardziej że była świadkiem katowania innego rewolucjonisty, wleczonego przez ulice Warszawy przez dwóch konnych policjantów. Choć młoda działaczka PPS przeżywała wówczas potężny kryzys wiary, w szczególny sposób zapamiętała spojrzenie bojowca na figurę Chrystusa. „Czy to ja będę następna?” – pomyślała wówczas.
Rok 1906 zapisał się w życiu Oli szczególnie, gdyż wówczas poznała Józefa Piłsudskiego. Przybył właśnie do Warszawy na inspekcję bojówki, spotkali się w składzie z bronią. „Pamiętam, z jaką niecierpliwością czekałam na przybycie tego człowieka, którego imię było już legendą w Polsce podziemnej – zapisała. – Gdy wracam myślami do tego pierwszego spotkania, widzę, że wówczas i długi jeszcze czas potem patrzyłam na mojego przyszłego męża jak na przywódcę organizacji, a nie jak na człowieka, któremu może być dostępne tak ludzkie uczucie jak miłość. (…) Staliśmy wśród kilku karabinów, między koszami z browningami, mauzerami i amunicją, a ja myślałam, że oto widzę człowieka, którego Syberia złamać nie zdołała”. Młoda dziewczyna była pod wielkim wrażeniem swego dowódcy. Jej podziw dla niego wzmógł się jeszcze, kiedy podczas zjazdu PPS w Krakowie i Zakopanem dał się poznać jako porywający orator. „Bez względu na to, co o nim mówiono, a mówiono wiele, jest to człowiek oddany całą duszą sprawie niepodległości Polski” – wspominała Aleksandra.
Piłsudski udowodnił to w dobitny sposób podczas zjazdu PPS we Lwowie, zapowiadając coraz bardziej poróżnionym działaczom, że w tej sprawie nie ustąpi, bo jest to nadrzędnym celem działalności partii. Rozpadła się ona wówczas na opowiadającą się za współpracą z rewolucjonistami rosyjskimi PPS – Lewicę oraz na PPS Frakcję Rewolucyjną, której naczelnym postulatem pozostała walka o niepodległość Polski. Przewodniczącym PPS Frakcji Rewolucyjnej został jednogłośnie wybrany Piłsudski. „Ja również poszłam z tą częścią partii” – zapisała Ola, dla której nadeszły wtedy ciężkie chwile. Została zadenuncjowana przez szpicla działającego wewnątrz partii i trafiła do więzienia na Daniłłowiczowskiej. Po raz pierwszy doświadczyła tam brutalnego traktowania więźniarek politycznych, zamykanych w jednej celi z pospolitymi kryminalistkami. Władze imperium rosyjskiego nie oszczędzały kobiet zaangażowanych w działalność niepodległościową. Aleksandra wspominała, że podczas pierwszej, strasznej nocy w więzieniu pomocy udzieliła jej jednak młoda dziewczyna osadzona za uprawianie najstarszego zawodu świata, która zarzekała się, że jest Polką i nigdy nie obsłużyłaby Moskala. Stłoczone na niewielkiej przestrzeni kobiety często ulegały atakom histerii, które wzmagały się, gdy przez cienkie ściany zbiorowej celi dochodziły do nich nieludzkie krzyki torturowanych więźniów politycznych.
Z Daniłłowiczowskiej przeniesiono Olę na Pawiak, gdzie oczekiwała na wyrok; groziło jej co najmniej pięć lat katorgi. Nieoczekiwanie z braku dowodów została jednak zwolniona. Z Warszawy wyjechała do Kijowa, transportując broń dla tamtejszej bojówki; tam ponownie spotkała swego dowódcę. Osobiście miał on bowiem wziąć udział w ostatniej akcji bojowej PPS Frakcji Rewolucyjnej, która stała się też najbardziej efektowną. Chodziło o brawurowy napad na rosyjski pociąg przewożący znaczną ilość pieniędzy z podatków. Środki te były potrzebne na powstający Związek Walki Czynnej, który na terenie Galicji miał szkolić młodych ludzi według ściśle wojskowych reguł na potrzeby przyszłej walki o niepodległość Polski.
Józef Piłsudski sterroryzował załogę pociągu, a w akcji napadu pomagali mu wybitni bojowcy PPS, późniejsi premierzy niepodległej Polski – Walery Sławek, Aleksander Prystor i Tomasz Arciszewski. Ich efektowny skok nie udałby się bez udziału Aleksandry, która na długo przed planowanym terminem napadu prowadziła żmudną obserwację stacji w Bezdanach oraz poprawiała niedokładne rosyjskie mapy sztabowe, dzięki czemu możliwa była bezpieczna ewakuacja z miejsca akcji. Dostarczyła także materiały wybuchowe, czego omal nie przypłaciła aresztowaniem, kiedy nieuważni towarzysze podróży zamienili walizki. Piłsudski powierzył Oli opiekę nad uzyskanymi podczas napadu skarbami. „To nie są pieniądze – powiedział wówczas do swej przyszłej żony. – To jest wolność dla tych, którzy teraz są niewolnikami”. Istotnie, zdobyte środki przyczyniły się do rozwoju Związku Walki Czynnej. Z jego kadr mieli rekrutować się ci, którzy wymaszerowując z krakowskich Oleandrów 6 sierpnia 1914 r. weszli później w skład Legionów, rozpoczynając szlak bojowy do wolnej Polski.
Wybuch wielkiej wojny w żadnym wypadku nie oznaczał dla Oli zaprzestania działalności. Jeszcze w czasie formowania się Związku Strzeleckiego położyła wielkie zasługi dla tworzenia oddziałów kobiecych. Działała jako komendantka oddziału kurierek I Brygady przewożących broń i raporty. Wykazała wiele sprytu i pomysłowości, aby nie wpadły one w ręce austriackiego dowództwa, prowadziła też wraz ze swymi podwładnymi intensywną działalność wywiadowczą. Zasłynęła jako niezwykle odważna komendantka, gotowa wypełniać najtrudniejsze, najbardziej niebezpieczne zadania. Za swą odwagę zapłaciła wysoką cenę; w listopadzie 1915 r. została aresztowana w zajętej przez Niemców Warszawie i osadzona na Pawiaku. Jedynie dzięki przytomności umysłu uniknęła gwałtu, którego chciał dokonać na niej niemiecki żołnierz. Z Pawiaka przeniesiono ją do obozu jenieckiego w Szczypiornie, gdzie przetrzymywano ją w jednej ziemiance z kilkudziesięcioma mężczyznami. Okazało się wówczas, że była lepiej wyrobiona politycznie niż niejeden pruski żołnierz. Kiedy podczas Bożego Narodzenia wraz z osadzoną z nią panią Klempińską wspominały szczęśliwe święta z dzieciństwa, przyłączył się do nich strażnik. Poprosił on polską więźniarkę, by wytłumaczyła mu, o co właściwie jest ta wojna…
Ze Szczypiorna obie panie przewieziono do obozu w Lauban, gdzie poza francuskimi jeńcami były też osadzone kobiety. Aleksandra była tam świadkiem tragedii kilkunastu młodych dziewcząt osadzonych jako prostytutki. W rzeczywistości były to bowiem panny, które wojna pozbawiła pracy, a do sprzedawania siebie zmusiły je głód i nędza. Niestety, pruscy żołnierze regularnie je gwałcili. Nie mogąc znieść tego upokorzenia, dziewczęta podjęły zbiorową próbę samobójczą, połykając igły; przytomność umysłu Oli uratowała im życie. Z Lauban nasza bohaterka została zwolniona po słynnym akcie 5 listopada 1916 r., którym Niemcy proklamowały niepodległość Polski. Był to akt tylko pozorny, dla pozyskania Legionów do dalszej rozprawy z Rosją, na który ani Komendant, ani legioniści nie dali się nabrać. Kiedy w 1917 r. przyszedł kryzys przysięgowy i aresztowanie Komendanta, wydawało się, że droga do wolnej Polski oddala się w bliżej nieokreśloną przyszłość. W czasie uwięzienia Piłsudskiego w Magdeburgu Ola urodziła 7 lutego 1918 r. ich pierwszą córkę – Wandę. Kiedy 10 listopada 1918 r. Józef powrócił do Warszawy, Aleksandra Szczerbińska nie mogła go oficjalnie powitać. Był on bowiem od 1899 r. żonaty z Marią z Koplewskich primo voto Juszkiewiczową.
Odzyskanie niepodległości nie oznaczało dla Polski zaprzestania walki, gdyż cały czas trwały zmagania o granice – szczególnie na wschodzie. Nie obyło się też bez ostrych sporów politycznych podczas kształtowania się pierwszego rządu Niepodległej. Nowym potężnym wyzwaniem stała się też gwałtowna ofensywa bolszewicka z 1920 r., zatrzymana m.in. dzięki genialnemu planowi strategicznemu Marszałka pod Warszawą. Tuż przed kontrofensywą znad Wieprza Piłsudski powiedział do Oli, wówczas matki także maleńkiej Jadwigi, która przyszła na świat 28 lutego 1920 r., że „rezultat każdej wojny jest niepewny aż do jej skończenia i że na wojnie wszystko jest w rękach Boga”.
Żoną Marszałka młodsza od niego o 15 lat Ola Szczerbińska została rok później – 25 października 1921 r., po śmierci (17 sierpnia 1921 r.) jego pierwszej żony, Marii. Zostając marszałkową, miała prawie 39 lat, a on – prawie 54 lata.
„Za męstwo i hart ducha wykazane w pracy niepodległościowej” Aleksandra Piłsudska, wielka dama polskiej niepodległości, została w 1926 r. odznaczona Krzyżem Srebrnym Orderu Virtuti Militari, stając się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci kobiecych II RP. Dzielnie znosiła kolejne życiowe tragedie i dramaty – śmierć uwielbianego męża, klęskę wrześniową, ekstremalną ewakuację do Londynu. Po 1939 r. nigdy już nie było jej dane zobaczyć Polski; zmarła na emigracji 31 marca 1963 r. w Londynie.
Jest to tylko fragment artykułu dr Moniki Makowskiej poświęconego postaci dzielnej działaczki niepodległościowej, której dane było zostać pierwszą damą polskiej niepodległości i... Panią Marszałkową. Zapraszamy do zapoznania się z całością na łamach listopadowego miesięcznika "Wpis" z 2023 r. (nr 11 (157))

Dyktator czy wybawca. Przyczyny i kulisy przewrotu majowego 1926
Bez żadnych nacisków, zupełnie spontanicznie, wybrano go po odzyskaniu niepodległości Naczelnikiem Państwa – za wielkie zasługi w walce o tę niepodległość. Z kolei za boje z bolszewikami Józef Piłsudski został Marszałkiem. Po przegnaniu Sowietów i ustaleniu granic uznano go jednakże w niektórych kręgach politycznych za niepotrzebny balast. Wyzywano go od najgorszych, dyskredytowano jego osiągnięcia. Więc w 1923 r.

Nieznane rozmowy Józefa Piłsudskiego
Sporo pisze się o Józefie Piłsudskim, ale rzadko oddaje się głos jemu samemu. W tej książce jest inaczej.
Tu Marszałek przemawia do nas wprost. Rozmów z nim spisano podczas jego życia nie za wiele, jeszcze rzadziej były publikowane w formie książkowej, trwałej – toteż nie są zbyt znane. A szkoda, gdyż Komendant bardzo dużo opowiadał w nich o sobie; o swoim życiu prywatnym, ale i swoich poglądach na Rzeczpospolitą oraz Europę.

Naród niepokonany. Przełomowe momenty polskiej historii
Sarmaci w trudnych okresach Rzeczypospolitej powiadali, że jest ona niczym słońce, choć bowiem zachodzi i popada w mrok, to niebawem wschodzi i znów świeci pełnym blaskiem. Na zawsze nie gaśnie nigdy. O takich wschodach i zachodach naszego kraju i narodu pisze w tej książce wybitny historyk i pisarz, prof. Andrzej Nowak.

Wodzowie Polski. Szlakami chwały oręża polskiego
Niezmierzone jest bogactwo polskiej historii! Gdyby jednak oprzeć się tylko na przekazach medialnych, to nasze dzieje wyglądałyby mizernie i siermiężnie. Tak samo szkolne lekcje historii wieją nudą dzięki zubożonym do minimum zakresom nauczania oraz wyjątkowo prymitywnym podręcznikom. Historia w szkołach odarta została z narracji, z autorytetów, a przede wszystkim z bohaterstwa i patriotyzmu.





Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.