„W niebie z Niepokalaną”. 43. rocznica kanonizacji o. Maksymiliana Kolbego

Nasi autorzy

„W niebie z Niepokalaną”. 43. rocznica kanonizacji o. Maksymiliana Kolbego

Kanonizacja bł. Maksymiliana Kolbego na Placu św. Piotra w Rzymie 10 października 1982 r. Podczas procesji z darami przyniesiono Papieżowi portret O. Maksymiliana. Fot. Archiwum BK. Kanonizacja bł. Maksymiliana Kolbego na Placu św. Piotra w Rzymie 10 października 1982 r. Podczas procesji z darami przyniesiono Papieżowi portret O. Maksymiliana. Fot. Archiwum BK. Po 10 latach od beatyfikacji Ojca Maksymiliana Kolbego podjęto sprawę jego kanonizacji. (...)

Papież przyjął prośby o kanonizację Ojca Maksymiliana, a sprawa przekwalifikowania go z wyznawcy na męczennika została poddana studiom w Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych.

Przypomnę, że już w trakcie procesu beatyfikacyjnego, podczas dyskusji nad heroicznością cnót Ojca Maksymiliana, postulator sprawy o. Antoni Ricciardi wniósł sprawę jego męczeństwa – o czym była już mowa – i zaproponował, aby Ojcu Maksymilianowi przyznać tytuł „męczennika z miłości”. Wówczas jednak, aby szybciej zakończyć proces, postulacja utrzymała prowadzenie procesu „drogą wyznawcy”, czyli drogą udowodnienia heroiczności cnót i następnie udowodnienia cudów zdziałanych za przyczyną Sługi Bożego. Jednakże sprawa przyznania Ojcu Maksymilianowi tytułu męczennika wiary czy miłości była dalej aktualna i miała być rozpatrzona przed kanonizacją.

Dlatego konsultorzy teologowie po przestudiowaniu akt procesu beatyfikacyjnego oraz innych dokumentów podzielili się na dwie grupy: jedni twierdzili, że nie ma kanonicznych kwalifikacji, by bł. Ojcu Maksymilianowi przyznać tytuł męczennika, inni natomiast byli przeciwnego zdania. W tej złożonej sytuacji zaistniała konieczność podjęcia osobistej decyzji przez Papieża.

Zanim to nastąpiło, trwały dyskusje nad znaczeniem i rozumieniem nazwy męczennik – od greckiego słowa „martyr”, co znaczy świadek. Męczeństwo (martyrium) w dosłownym znaczeniu – to świadectwo, a zarazem najdoskonalszy przejaw cnoty męstwa. W Kościele katolickim męczennikami nazwano tych, którzy dobrowolnie podjęli śmierć za wiarę w Chrystusa czy za inną jakąś sprawę Bożą.

W encyklice Jana Pawła II Veritatis splendor czytamy: „Męczeństwo, to wreszcie wspaniały znak świętości Kościoła: wierność wobec świętego prawa Bożego, poświadczona śmiercią, jest uroczystym przepowiadaniem i posługą misyjną, posuniętą usque ad sanguinem, aby blask prawdy moralnej nie został przyćmiony w obyczajach i mentalności poszczególnych ludzi i całego społeczeństwa. Świadectwo to ma niezwykłą wartość, ponieważ pomaga uniknąć i to nie tylko w społeczności cywilnej, ale także wewnątrz samych wspólnot kościelnych – najgroźniejszego niebezpieczeństwa, jakie może dotknąć człowieka: niebezpieczeństwa zatarcia granicy między dobrem a złem, co uniemożliwia budowę i zachowanie porządku moralnego jednostek i społeczności. Męczennicy, a wraz z nimi wszyscy święci Kościoła, dzięki wymownemu i porywającemu przykładowi ich życia, do głębi przemienionego blaskiem prawdy moralnej, rzucają jasny promień światła na każdą epokę dziejów, budząc zmysł moralny”.

Zaczęło się ocenianie pod tym kątem ofiary Ojca Maksymiliana. Teologowie będący za męczeństwem podkreślali, że przyczyną aresztowania go w lutym 1941 r. i najpierw uwięzienia na Pawiaku, a następnie zesłania do obozu zniszczenia w Auschwitz było prześladowanie religijne przez niemieckie władze okupujące Polskę. Choć już samo uwięzienie każdego niewinnego w obozie w Auschwitz, skazanie na śmierć, stanowi zbrodnię wyrządzoną z nienawiści do drugiego człowieka, to w przypadku Ojca Maksymiliana faktycznie dochodził motyw religijny. Był on przecież znany jako wielki czciciel Matki Najświętszej, założyciel i przełożony miasteczka Maryi, redaktor i wydawca pism religijnych, misjonarz… Nawet jeśli pisał artykuły społeczne, nie był ani politykiem, ani tylko dziennikarzem czy wydawcą. Był zakonnikiem, osobą poświęconą Bogu, i za to był bezlitośnie traktowany i na koniec zamordowany w bunkrze głodowym.

Sprawę jego męczeństwa podnosili również współwięźniowie z Auschwitz, którzy składali zeznania w procesie kanonizacyjnym. Przede wszystkim, jak podkreślano, nie można widzieć jego ofiary w oderwaniu od całości życia. Decyzja niemieckiego Lagerführera Karla Fritzscha wobec wszystkich więźniów wybranych do bunkra głodowego była czynem nienawiści do człowieka, jednak jego zgoda na śmierć głodową Ojca Maksymiliana, kapłana katolickiego, była dodatkowo czynem nienawiści do religii.

Motyw religijny w przypadku Ojca Kolbego w żadnej mierze nie pomniejsza ofiary tych, którzy ginęli za Ojczyznę, za ideały społeczne, w obronie ludzkiej godności, wolności itp. Niemcy zgotowali śmierć milionom ludzi z powodu ich przynależności do określonej rasy, narodu czy religii. Skoro jednak Ojciec Maksymilian Kolbe był kapłanem, zakonnikiem, działał na polu religijnym, słusznie więc doszukujemy się motywu prześladowania go z nienawiści do religii chrześcijańskiej. A znając jego życie i działalność, a także wiedząc, jak niemieccy zbrodniarze odnosili się do religii, należy przypisać jego ofierze męczeństwo.

Bardzo ważny w tej ofierze jest motyw przyjęcia śmierci. Bo tylko wtedy śmierć jest męczeństwem, gdy Sługa Boży poddaje się jej ze względu na wierność zasadom wiary chrześcijańskiej. Poszukując uzasadnienia tego motywu, warto przywołać słowa Ojca Maksymiliana z listu do o. Mariana Wójcika, redaktora naczelnego organizującego się wówczas „Małego Dziennika” z 12 lipca 1935 r. Pisał: „Czyż może być ofiara za wielka, jeżeli chodzi o Niepokalaną? Jej poświęciliśmy siebie nie tylko w teorii, ale rzeczywiście, w praktyce. I jeżeli nie będziemy ustawać w walce o zdobycie świata dla Niepokalanej, cierpienia na nas nie przestaną się walić; i czym intensywniej walczyć będziemy, tym cięższe i liczniejsze spadać na nas będą. Ale do śmierci tylko. Potem zmartwychwstanie (…)”. Kiedy indziej napisze w jednym z artykułów: „Geniuszem nie każdy może zostać, droga zaś do świętości wszystkim stoi otworem. (…) Trzeba tylko szczerze chcieć wypełniać Wolę Bożą”.

Tego nauczał i to stale przypominał braciom zakonnym: „Musimy sami dążyć do świętości, bo żadne łaski i modlitwy nam nie pomogą, jeśli nasza wola własna nie będzie się starać”. Wniosek: Ojciec Maksymilian całe swoje życie traktował jako służbę Bogu, składał je jako ofiarę dla Boga i Niepokalanej.

(...) 

Nie bez znaczenia jest także „sława męczeństwa”, czyli przekonanie między wiernymi, że dany człowiek oddał swe życie dla wiary i zasad chrześcijańskich z powodu prześladowania tychże wartości nadprzyrodzonych. A o Ojcu Maksymilianie od początku mówiło się i pisało jako o męczenniku. Taka była ogólna opinia więźniów już w obozie. I to nie tylko w Oświęcimiu, ale także w innych obozach.

19 stycznia 1982 r. Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych ogłosiła dekret z informacją, że papież Jan Paweł II udzielił dyspensy i można przystąpić do uroczystej kanonizacji bł. Maksymiliana Kolbego bez wymagania zatwierdzenia dwóch nowych cudów. Papież nie rozstrzygnął wówczas sprawy, czy bł. Maksymilian jest męczennikiem, ale zwalniając od konieczności przedstawienia dwóch nowych cudów, otworzył drogę do kanonizacji, upraszczając i skracając jego proces kanonizacyjny. Równocześnie Jan Paweł II wyznaczył datę kanonizacji na dzień 10 października 1982 r. ze wskazaniem, że bł. Maksymilian będzie kanonizowany jako męczennik.

Wracając do kanonizacji Ojca Maksymiliana – jeszcze zanim do niej doszło, Jan Paweł II odbył pierwszą pielgrzymkę do Ojczyzny w 1979 r., a 7 czerwca był w Auschwitz. Modlił się w celi śmierci Ojca Maksymiliana Kolbego, ucałował betonową posadzkę bunkra głodowego, złożył na niej wiązankę białych i czerwonych kwiatów i ustawił dużą jak paschał świecę – symbol zwycięstwa Chrystusa. Potem stał dłuższy czas w milczeniu.

Przemawiając podczas Mszy świętej, Papież Polak wypowiedział zapadające w pamięć słowa: „To zwycięstwo przez wiarę i miłość odniósł ów człowiek w tym miejscu, które było zbudowane na zaprzeczeniu wiary – wiary w Boga i wiary w człowieka – i na radykalnym podeptaniu już nie tylko miłości, ale wszelkich oznak człowieczeństwa, ludzkości; w tym miejscu, które było zbudowane na nienawiści i na pogardzie człowieka w imię obłąkanej ideologii; w tym miejscu, które było zbudowane na okrucieństwie. (…) Przybywam tutaj dzisiaj jako pielgrzym. Wiadomo, że nieraz tutaj bywałem… bardzo wiele razy! Wiele razy schodziłem do celi śmierci o. Maksymiliana Kolbego, wiele razy klękałem pod murem zagłady i przechodziłem wśród rozwalonych krematoriów Brzezinki. Nie mogłem tutaj nie przybyć jako papież” – i dodał: „do tego szczególnego sanktuarium, w którym narodził się patron naszego trudnego stulecia”.

(...)

Rozstrzygnięcie Jana Pawła II o męczeństwie Ojca Kolbego było poparte osobistym doświadczeniem Papieża, świadka dwóch ateistycznych totalitaryzmów, nazizmu i komunizmu. Poznał za swego życia męczeńską ofiarę milionów ludzi, którzy umierali w hitlerowskich obozach czy sowieckich łagrach za to, że postępowali zgodnie z zasadami chrześcijańskiej miłości i sprawiedliwości. Co więcej, Jan Paweł II powołał w Watykanie specjalną Komisję ds. Nowych Męczenników. Jak się okazało, miniony wiek XX, rzekomo wiek praw człowieka i demokracji, był również wiekiem największego w historii ludobójstwa chrześcijan. Według niepełnych obliczeń komunizm zabił ponad 100 milionów ludzi, faszyzm – 25 milionów. W I wojnie światowej śmierć poniosło 12 milionów ludzi (w tym ok. 8,7 milionów żołnierzy). Podczas II wojny światowej zginęło 50 milionów ludzi (w tym ok. 20 milionów żołnierzy). Generalnie, jak podaje to „Encyklopedia Świata Chrześcijańskiego”, w XX wieku zginęło za wiarę 27 milionów chrześcijan (w ciągu całych 2 tys. lat miało zginąć 40 milionów).

Nie obarczając winą jedynie totalitarnych systemów, należy wspomnieć, że w czasie wojny domowej w Hiszpanii walczący z gen. Franco republikanie zniszczyli ponad 20 tys. świątyń (połowę wszystkich kościołów Hiszpanii). W Barcelonie np. spalono wszystkie 58 kościołów, ocalała tylko katedra. Zamordowano 7 937 duchownych, w tym 12 biskupów, 283 zakonnice, 5 255 księży, 2 492 zakonników i 249 nowicjuszy. Ogólnie pisząc, rozmiar rzezi i zniewolenia narodów w XX wieku pozostawił kainowe piętno na naszej cywilizacji. Szczególnie dotyczy to męczeństwa w obozach koncentracyjnych. Święci w tej grupie wyróżniają się ponadludzkim heroizmem, byli dla Jana Pawła II świadkami wiary aż do przelania krwi, uosabiali pełne samopoświęcenie się z miłości. Dla takich kanonizacji Papież potrafił nawet złamać istniejące procedury kanonizacyjne. Tak właśnie było w przypadku kanonizacji bł. Maksymiliana Kolbego.

Nie można jednak było w normalnym dochodzeniu kanonizacyjnym udowodnić, że Ojciec Kolbe jest męczennikiem, to znaczy, że został zabity z nienawiści do wiary. Jak mówią świadectwa, komendant obozu Auschwitz docenił odwagę tego kapłana i przyjął jego ofiarę w zastępstwie skazanego na śmierć Franciszka Gajowniczka. Ale czy przyniosło mu to jakąś satysfakcję, że skazuje na śmierć katolickiego księdza, trudno powiedzieć. Stąd papież Paweł VI, beatyfikując Ojca Kolbego w 1971 r. powiedział, że może on być uważany za „męczennika miłości”. Jednak w efekcie tych słów nie zmieniła się kwalifikacja świętości Ojca Kolbego. Był czczony jako wyznawca. Dopiero Jan Paweł II, kanonizując go w 1982 r., pełnią swej władzy apostolskiej postanowił, że św. Maksymilian Kolbe może odtąd doznawać czci jako męczennik.

Papież Jan Paweł II powiedział o tym wprost w homilii podczas Mszy świętej kanonizacyjnej: „Przez śmierć, jaką poniósł na krzyżu Chrystus, dokonało się odkupienie świata, gdyż śmierć ta ma cenę najwyższej miłości. Przez śmierć, jaką poniósł Ojciec Maksymilian, przejrzysty znak tej miłości odnowił się w naszym stuleciu, tak bardzo i tak wielorako zagrożonym grzechem i śmiercią. (…) Maksymilian nie umarł – ale oddał życie za brata”.

Było to bardzo ważne rozstrzygnięcie dla rozpoznawania męczeństwa w naszych czasach. Chodziło mianowicie Ojcu Świętemu, aby do tradycyjnego pojęcia męczeństwa poniesionego z nienawiści do wiary dodać akt nienawiści do osoby ludzkiej. Papież sformułował to w słowach: „kto żywi nienawiść do człowieka, kto redukuje jego niezbywalną godność do poziomu rzeczy, w istocie nienawidzi Boga, Stwórcy człowieka, nienawidzi wiary”.

(...)

Kanonizacja Ojca Maksymiliana, 10 października 1982 r. na Placu św. Piotra w Rzymie, była swoistym ukoronowaniem jego życia. W Polsce trwał wówczas stan wojenny i niewielu Polakom udało się przyjechać do Rzymu. Dzięki przekazowi telewizji mogliśmy wysłuchać formuły kanonizacji odczytanej przez Jana Pawła II: „Na cześć Trójcy Przenajświętszej, dla chwały wiary katolickiej i wzrostu chrześcijańskiego życia, mocą Pana naszego Jezusa Chrystusa, świętych apostołów Piotra i Pawła oraz naszą, po zasięgnięciu rady wielu braci w biskupstwie uznajemy i ogłaszamy błogosławionego Maksymiliana Marię Kolbego świętym; wpisujemy go do katalogu świętych i posta nawiamy, że jako święty męczennik ma być czczony z pobożnością w całym Kościele powszechnym. W imię Ojca, i Syna i Ducha Świętego”.

Potem w homilii Jan Paweł II mówił, że od dzisiaj Kościół pragnie nazywać świętym człowieka, który „upomniał się w obozie śmierci o prawo do życia niewinnego człowieka – jednego z milionów. Ten człowiek żyje po dzień dzisiejszy, i jest wśród nas obecny. Ojciec Kolbe upomniał się o prawo do życia, wyrażając gotowość pójścia na śmierć w jego zastępstwie, ponieważ tamten był ojcem rodziny i jego życie potrzebne było najbliższym. Ojciec Maksymilian Maria Kolbe potwierdził w ten sposób prawo Stwórcy do życia niewinnego człowieka, dał świadectwo Chrystusowi i miłości. (…) Natchnieniem całego życia była mu Niepokalana, której zawierzał swoją miłość do Chrystusa i swoje pragnienie męczeństwa. W tajemnicy Niepokalanego Poczęcia odsłaniał się przed oczyma jego duszy ów przewspaniały nadprzyrodzony świat Łaski Bożej ofiarowanej człowiekowi”.

I jak zaakcentował Papież: „Maksymilian nie umarł – ale oddał życie (…) za brata. Była w tej straszliwej po ludzku śmierci cała ostateczna wielkość ludzkiego czynu i ludzkiego wyboru: sam się dał na śmierć z miłości”.

„Właśnie dlatego śmierć Maksymiliana Kolbego stała się znakiem zwycięstwa. Było to zwycięstwo odniesione nad całym systemem pogardy i nienawiści człowieka i tego, co Boskie w człowieku – zwycięstwo podobne do tego, jakie odniósł na Kalwarii Pan nasz Jezus Chrystus…”.

Z kolei podczas modlitwy „Anioł Pański” w dniu kanonizacji Jan Paweł II poświęcił swoją naukę Matce Bożej, która „jest przedziwnym darem Chrystusa dla Kościoła i ludzkości”. „By dusze miłością do siebie pociągnąć i przemienić w siebie, okazał Chrystus Pan swą bezgraniczną miłość, swe Serce płonące miłością dusz, które kazało Mu wstąpić na krzyż, pozostać z nami w Eucharystii i wstępować do naszych dusz, i dać nam w testamencie swą własną Matkę za matkę”.

Po odmówieniu modlitwy Ojciec Święty powiedział po polsku m.in.: „Dzisiaj Kościół wypełnił niejako młodzieńcze marzenie Maksymiliana o dwóch koronach – białej i czerwonej. Radujemy się tym dojrzałym owocem świętości polskiego Kościoła, dziękujemy zań i ofiarujemy Go na nowo Bogu (…)”.

(...) 

Kończąc temat procesu kanonizacyjnego, należy dodać, że męczeństwo Ojca Maksymiliana zostało poddane drobiazgowej analizie, z której wynika, że Niemcy prześladowali tak jego, jak i innych przedstawicieli Kościoła z powodu swojej wrogości wobec Boga i Kościoła. Nie ma i nie było innego powodu aresztowania i skazania Ojca Maksymiliana na śmierć w Auschwitz, jak tylko jego sprawna organizacyjnie działalność religijno-prasowa w Niepokalanowie i plany rozszerzenia tej działalności na cały świat.

Potwierdzili to biskupi polscy, pisząc list pasterski z okazji kanonizacji do wiernych, 3 X 1982 r., podkreślając jej znaczenie w życiu Kościoła. Święty bowiem to człowiek, „w którym natura i łaska zrodziły dojrzały owoc dla nieba; święty to człowiek godzien czci i kultu w Kościele jako odblask mocy Ducha Uświęciciela; święty to zbawiony i uświęcony obywatel nieba; święty to nasz orędownik i obrońca, bardzo nam bliski w tajemnicy świętych obcowania; święty wreszcie to doskonały wzór człowieka, którego trzeba naśladować (…)”.

(...)

Czesław Ryszka

*

Powyższe fragmenty pochodzą z książki Czesława Ryszki "Wiara i ofiara. Życie, dzieło i epoka św. Maksymiliana M. Kolbego", wyd. Biały Kruk.

Wiara i ofiara. Wyd. II 2025

Wiara i ofiara. Wyd. II 2025

Czesław Ryszka

Któż nie słyszał o męczenniku niemieckiego obozu koncentracyjnego Auschwitz, Ojcu Maksymilianie Marii Kolbem, który dobrowolnie oddał życie za współwięźnia? Jest to wiedza niemal powszechna, gorzej z głębszą znajomością obfitującego w niezwykłe zdarzenia życia tego świętego. Był to człowiek o nadzwyczajnej sile wewnętrznej i niezwykle przenikliwym umyśle.

   

 

 











 

Zanim to nastąpiło, trwały dyskusje nad znaczeniem i rozumieniem nazwy męczennik – od greckiego słowa „martyr”, co znaczy świadek

Wiadomości o premierach nowych książek Białego Kruka i spotkaniach autorskich prosto na Twoją skrzynkę mailową, a do tego jeszcze prezent - bon 50 zł na zakupy w naszej księgarni internetowej! Dołącz już dziś do grona Czytelników Biuletynu Białego Kruka! Aby to zrobić, kliknij TUTAJ.

Komentarze (0)

  • Podpis:
    E-mail:
  • Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.