Niezatapialny! Pycha i upadek vs Miłosierdzie Boże. Pozostać świętym w obliczu pewnej śmierci. Dzieje niezłomnego kapłana z „Titanica”

Nasi autorzy

Niezatapialny! Pycha i upadek vs Miłosierdzie Boże. Pozostać świętym w obliczu pewnej śmierci. Dzieje niezłomnego kapłana z „Titanica”

Wrak Wrak "Titanica". Stan z 2004 r. Fot. Wikimedia 3 IV Roku Pańskiego 1912 RMS „Titanic” niedawno oddany do użytku transatlantyk oceanicznej kompanii żeglugowej White Star Line stanął przy nadbrzeżu portowym w Southampton; rozpoczęły się przygotowania do dziewiczego rejsu. Wielka Brytania – najpotężniejsze imperium morskie świata miała powody do dumy; oto powstał największy ruchomy obiekt zbudowany ludzkimi rękami, istny cud inżynierii okrętowej. Tłokowe silniki parowe „Titanica” wprawiające w ruch potężne śruby były największymi maszynami tego typu jakie kiedykolwiek skonstruowano, kotły dostarczające pary miały wysokość kilkupiętrowej kamienicy. Na statku nie zabrakło żadnego
z najnowocześniejszych wynalazków z czasów niebywałego postępu technicznego belle epoque; cztery windy obsługiwały pokłady klas pierwszej i drugiej, radiostację Marconi wyposażono
w najnowocześniejsze urządzenia nadawczo-odbiorcze o potężnej mocy, nie mówiąc już o czterech ogromnych generatorach prądu, zapewniających energię elektryczną dla 10 tys. żarówek, nie licząc pozostałych urządzeń. Liniowiec olśniewał także niewyobrażalnym przepychem; w luksusowych apartamentach, kawiarniach i salonach pierwszej klasy można było znaleźć wszystko cokolwiek wynaleziono na świece eleganckiego i kosztownego. Najbardziej reprezentatywną wizytówką „Titanica” stała się wielka dębowa klatka schodowa zaprojektowana w stylu króla Wilhelma
i królowej Marii, z balustradą w stylu Ludwika XIV i z przepięknym rzeźbionym panelem zegarowym, kopią słynnego zegara z Wersalu; Nimfy wyobrażające Honor i Chwałę koronowały Czas. Wieńczący to wspaniałe wnętrze ogromny świetlik ze szkła i kutego żelaza w nocy podświetlały kryształowe kandelabry. Wyposażenie pomieszczeń dla drugiej klasy przewyższało luksusem to co oferowano pasażerom klasy pierwszej na innych statkach. Nawet podróżujący klasą trzecią, chociaż nie mieli prawa przebywać w miejscach przeznaczonych dla najbogatszych pasażerów, mogli liczyć na wygodniejszą podróż niż na innych jednostkach.

„Titanic” mógł rozwinąć prędkość do 25 węzłów (nie zdążył takowej osiągnąć) co dawało mu spore szanse na zdobycie pożądanej przez załogi wszystkich liniowców prestiżowej Błękitnej wstęgi oceanów – nagrody dla statku który najszybciej przepłynie nazywany „wielką sadzawką” Atlantyk. Poprzednie rekordy należały do „Mauretanii” i „Lusitanii” dwóch reprezentacyjnych transatlantyków kompanii „Cunard” – groźnego konkurenta firmy White Star Line. Nie należy także zapominać iż całkiem niedawno przed zbudowaniem tych ostatnich Niemcom udało się upokorzyć Wielką Brytanię pod względem szybkości liniowców – na przełomie XIX i XX stulecia przez pewien czas po Błękitną wstęgę sięgały jednostki niemieckie, w tym Kaiser Wilhelm II. Było to zwycięstwo symboliczne – cesarz Prus Wilhelm II, którego imię nosił niemiecki transatlantyk uważał Wielką Brytanię za główną przeszkodę w osiągnięciu przez Rzeszę dominującej pozycji w Europie. Powstanie „Titanica” było więc także wyzwaniem rzuconym Niemcom przez Wielką Brytanię. Nieprzypadkowo wyjściu
w morze luksusowego liniowca White Star Line towarzyszyła dumna pieśń Rule Britannia!               

Główny konstruktor „Titanica” znany z perfekcjonizmu Thomas Andrews wyposażył statek
w podwójne dno oraz w system szesnastu grodzi wodoszczelnych, umożliwiających utrzymanie się jednostki na wodzie nawet w przypadku uszkodzenia i zalania czterech z nich. „Titanic” mógł zabrać na pokład ponad 3000 pasażerów, jednak wyposażono go jedynie w 20 szalup ratunkowych
(16 drewnianych i 4 składane) zdolnych pomieścić niewiele ponad 1000 osób. Kiedy jednak Andrews i jego asystent Alexander Carlisle zaproponowali wyposażenie statku w dodatkowe łodzie ratunkowe dyrektor kompanii White Star Line Bruce Ismay i członkowie zarządu stoczni Harland and Wolff
w Belfaście w której powstał „Titanic” odrzucili ten projekt, tłumacząc się kosztami i… możliwością zniszczenia prasowego wizerunku „Titanica”. Reklamowano go przecież, właściwie odkąd tylko podłożono stępkę pod jego budowę, jako statek PRAKTYCZNIE  NIEZATAPIALNY!!! Agresywna reklama zrobiła swoje; na obu burtach „Titanica” pojawiły się bluźniercze napisy sporządzone rękami nieznanych do dziś sprawców: „Ani Boga, ani Pana”, „Sam Chrystus nie da rady zatopić tego statku”… To samo powiedział pewien chłopiec okrętowy do wsiadającej na pokład madame Caldwell, która zapytała czy liniowiec istotnie jest niezatapialny: „tak proszę pani. Nawet sam Pan Bóg nie da rady go zatopić” . Jeszcze przed rozpoczęciem dziewiczego rejsu, na pokładzie „niezatapialnego” odbywało się uroczyste przyjęcie w obecności mera i municypalności miasta Southampton. „Titanic” stanął w pełnej gali, efektownie udekorowany na przyjęcie tak znakomitych gości…  A miało to miejsce 5 kwietnia, dokładnie w Wielki Piątek Roku Pańskiego 1912…

W pięć dni później 10 IV 1914 r. w porcie w Southampton tysiące ludzi świętowało wyruszenie w morze gigantycznego transatlantyku który miał, jak się spodziewano, zapisać kolejną chlubną kartę morskiej historii imperium Wielkiej Brytanii, o czym przypominał dumny łopot brytyjskiej flagi. Kapitanem „Titanica” był cieszący się nieposzlakowaną opinią doświadczony wilk morski Edward J. Smith, który podczas próbnego rejsu najnowszego liniowca White Star Line dał popis zadziwiających umiejętności nawigacyjnych. Miał to być jego ostatni rejs przed przejściem
w stan spoczynku. Pierwszą klasą podróżowali najwybitniejsi przedstawiciele elity arystokratycznej
i finansowej doby edwardiańskiej. Nie zabrakło m.in. milionera Johna Jacoba Astora z małżonką Madeleine, magnata stalowego Benjamina Guggenheima, majora Archibalda Butta doradcy wojskowego prezydenta Williama Howarda Tafta, pułkownika Archibalda Grazie, państwa Idy
i Isodora Straussów właścicieli sieci domów towarowych Macy, czy też ekscentrycznego dziennikarza Williama T. Steada. Wśród dam królowały m.in. hrabina de Rothes, lady Lucille Duff Gordon projektantka eleganckich strojów uchodząca za arbitra mody damskiej (podróżowała z małżonkiem sir Cosmo Duff Gordonem), znana pisarka Helen Churchill Candee oraz gwiazda filmowa Dorothy Gibson. W Cherbourgu miała dołączyć do pasażerów legendarna Molly Brown. W Southampton na pokład „Titanica” wsiadł także 33 – letni wówczas nowicjusz zakonu jezuitów Francis M. Browne, któremu wuj ufundował prezent w postaci biletu pierwszej klasy na trasie Southampton-Cherbourg-Queenstown. Zafascynowany zarówno zapierającym dech w piersiach pięknem transatlantyku jak
i niezwykłymi spotkaniami z przedstawicielami eleganckiej socjety młody zakonnik zrobił mnóstwo zdjęć. Pewne bogate małżeństwo podróżujące pierwszą klasą tak go polubiło że zaproponowało mu nawet ufundowanie biletu do Nowego Yorku i z powrotem do Anglii. Posłuszny regułom swojego zgromadzenia Francis wysłał z radiostacji „Titanica” depeszę do ojca przełożonego z prośbą
o pozwolenie. Odpowiedź jednak była jednoznaczna „Get off that ship” – „opuść natychmiast ten statek”. Tak też się stało; Francis dzięki mocy posłuszeństwa ocalał, a zdjęcia zrobione przez niego należą do najsłynniejszych fotografii „Titanica”. Kiedy statek wypłynął z Queenstown biorąc kurs na wschodnie wybrzeże Stanów Zjednoczonych na jego pokładzie znajdowało się ponad 2.500 osób…       

Drugą klasą podróżowało trzech katolickich kapłanów; pochodzący z Litwy 27-letni ksiądz Józef Montwiłł zmuszony do emigracji przez władze carskie, ojciec Johann Perushitz benedyktyn
z Bawarii płynący do pracy w Minessocie oraz anglik Thomas Byles. Historia życia tego ostatniego księdza to fascynująca opowieść o drodze do kapłaństwa i o poświęceniu życia w służbie Bogu
i bliźniemu. (...)

10 IV 1912 r. ksiądz Byles wsiadł na pokład transatlantyku w Southampton; jeszcze tego samego dnia zawarł znajomość z kapitanem Smithem, proponując mu odprawianie Mszy świętych dla katolickich pasażerów i załogi „Titanica”; dodajmy iż Thomas przygotowując się do podróży przez ocean zabrał ze sobą szaty liturgiczne, mszał i przenośny ołtarz. Kapitan zgodził się chętnie, wyznaczając jako miejsce odprawiania Eucharystii bibliotekę drugiej klasy na pokładzie C; w Mszach świętych odprawianych przez księdza Bylesa, uczestniczyli prawie wyłącznie pasażerowie drugiej
i trzeciej klasy. Nabożeństwa dla pasażerów pierwszej klasy wyznania anglikańskiego prowadził osobiście kapitan Smith. Niedługo po wyjściu „Titanica” w morze Thomas poznał też księdza Montwiłła i ojca Perushitza; obaj kapłani także włączyli się do posługi duszpasterskiej dla pasażerów.

 14 IV 1912 r. przypadała oktawa Wielkanocy, znana wówczas w liturgii Kościoła Katolickiego jako „Niedziela Przewodnia”; w dzisiejszych czasach, jak wiadomo jest to Niedziela Miłosierdzia Bożego. Ksiądz Byles wraz z pozostałymi kapłanami koncelebrował tego dnia Eucharystię dla pasażerów. Po odczytaniu Ewangelii według świętego Jana (J. 20, 19-31) o ukazaniu się Zmartwychwstałego Pana Jezusa apostołom i o zwątpieniu świętego Tomasza, który „uwierzył dopiero kiedy zobaczył”, Thomas wygłosił po angielsku, a następnie po francusku homilię w której mówił o modlitwie i o sakramentach jako o pasach ratunkowych dla duszy, chroniących ją przed przeobrażeniem się w „duchowy wrak” na skutek ulegania światowym pokusom… Wieczorem
w olśniewającej przepychem jadalni pierwszej klasy odbyło się uroczyste przyjęcie na cześć kapitana Smitha; wytwornym dżentelmenom we frakach towarzyszyły eleganckie damy w najpiękniejszych wieczorowych kreacjach. Ostatni bal przed zawinięciem do portu był według niepisanej morskiej tradycji wielkim wydarzeniem…      

Nocą z 14 na 15 IV 1912 r. „Titanic” mimo otrzymanych siedmiu ostrzeżeń o polu lodowym znajdującym się dokładnie na jego trasie pędził z zawrotną szybkością przez Atlantyk. Około 21.30 kapitan Smith udał się na spoczynek; wartę objął pierwszy oficer William Murdoch. W bocianim gnieździe marynarze Fleet i Lee bacznie wpatrywali się w rozciągającą się przed nimi przestrzeń oceanu. Noc była bezwietrzna i bezksiężycowa, co niezmiernie utrudniało obserwację, tym bardziej iż w gnieździe nie było lornetek.  Dwadzieścia minut przed północą Fleet dostrzegł zdawałoby się niewielki obiekt, dokładnie przed dziobem statku… Trzykrotne uderzenie w dzwon, telefon na mostek kapitański – góra lodowa na wprost! „Obie maszyny cała wstecz!” , „Ster prawo na burt!” Pierwszy oficer zrobił wszystko co było w jego mocy, niestety na „Titanica” zapadł już wyrok; zderzenie z górą lodową uszkodziło kadłub na długości 90 metrów, woda wdarła się do pięciu grodzi. „Niezatapialny” za niecałe dwie i pół godziny miał spocząć na zawsze na dnie oceanu.

Ksiądz Thomas Byles nie spał tej nocy; mimo przenikliwego zimna spacerował po jednym
z górnych pokładów odmawiając brewiarz; widział zderzenie z górą lodową. Początkowo ze skali niebezpieczeństwa zdawali sobie sprawę jedynie Thomas Andrews, kapitan Smith, oraz kilku oficerów z załogi; pierwsze szalupy ratunkowe odbiły prawie puste od burt „Titanica”… Statek jednak
w przerażającym tempie zaczął nabierać wody. Na wysłane w eter przez radiooperatora Jacka Philipsa komunikaty o śmiertelnym niebezpieczeństwie odpowiedziało kilka statków, w tym bliźniak „Titanica” „Olimpic”, jednak jedynie znajdująca się od niego o 58 mil morskich „Carpathia” była na tyle blisko aby pospieszyć z pomocą. Radiooperator znajdującego się bliżej „Californiana” wyłączył na noc radiostację… Na pokładzie dochodziło do rozdzierających serce scen; kiedy zgodnie
z rozkazem kapitana Smitha do szalup ewakuowano w pierwszej kolejności kobiety i dzieci, większość z nich miała już nigdy więcej nie zobaczyć swoich mężów, braci i ojców. Wielu mężczyzn zachowało się z honorem i po bohatersku pomagając damom zająć miejsce w łodziach… W tej tragicznej sytuacji ksiądz Byles, mimo iż jeden z oficerów dwukrotnie proponował mu  zejście do szalupy postanowił pozostać wśród pasażerów którzy nie mieli szans na ratunek. Spokojny głos kapłana czyniącego w powietrzu znak krzyża pozostał na długo w pamięci ocalonych pasażerek trzeciej klasy, które znały go osobiście. Na pokładzie tonącego statku rozbrzmiewały uroczyste tony hymnu Nearer My God to Thee; ten właśnie utwór jako ostatni pamiętnej nocy wybrał Wallace Henry Hartley, pierwszy skrzypek grającej do końca orkiestry… Księdza Bylesa po raz ostatni widziano na wynurzającej się coraz bardziej z wody rufie „Titanica”; wokół dzielnego kapłana skupił się tłum pasażerów wszystkich klas; odmawiali różaniec, a niezłomny Sługa Boży do końca udzielał im rozgrzeszenia in articulo mortis. Statek jęczał w agonii, jego kadłub z trudem wytrzymywał naprężenia wielekroć przewyższające to, co zgodnie z projektem miał wytrzymać – opisuje ostatnie chwile „Titanica” Daniel Allen Butler – Módl się za nami grzesznymi… W tym przerażającym momencie znikły wszystkie różnice między klasami społecznymi i nacjami, pasażerami i załogą. Teraz i w godzinę śmierci naszej. Amen. Była godzina druga dwadzieścia 15 IV 1912 r. RMS „Titanic” symbol dobiegającej schyłku belle epoque spoczął na zawsze na dnie Oceanu Atlantyckiego; zginęło ponad 1.500 osób.

Z katastrofy w zadziwiający sposób ocalał drugi oficer Charles Lightoller, który próbował zwodować umieszczoną na dachu kwater oficerskich ostatnią składaną szalupę. Łódź spadła
z zaimprowizowanej rampy i odwróciła się do góry dnem, zaś mocujący się z nią oficer wpadł do oceanu. Natychmiast porwał go wir wytworzony przez wodę wdzierającą się do szybów wentylacyjnych „Titanica”; Lightoller znalazł się na kratownicy przewodu, którą w każdej chwili napierające masy wody mogły wtłoczyć do wnętrza wraku. Kiedy jednak rozpoczął modlitwę, masy gorącego powietrza, prawdopodobnie z kotłowni wyrzuciły go na powierzchnię; wrak zassał go jeszcze raz i ponownie kolejna fala gorącego powietrza wypchnęła go ze statku. Drugi oficer zdołał dopłynąć do odwróconej do góry stępką szalupy (odepchniętej od wraku przez przewracający się komin) na której znalazło schronienie ok. 30 mężczyzn, a tym pułkownik Grazie i obaj radiotelegrafiści. Ligtoller objął dowodzenie nad przewróconą łodzią, którą pouczając rozbitków
w jaki sposób należy balastować, utrzymał na powierzchni do czasu przybycia „Carpathii”. Niestety kilku mężczyzn zmarło z wycieńczenia. Kapitan „Carpathii” sir Arthur Henry Rostron, który przyjął na pokład ok. 700 ocalonych z katastrofy rozbitków „Titanica” był człowiekiem głębokiej wiary; nigdy nie pił, nie palił i nie przeklinał, natomiast często go widywano, gdy tylko pozwoliły mu na to obowiązki, pogrążonego w modlitwie.  (...)     

Jest to tylko fragment artykułu dr Moniki Makowskiej poświęconego historii niezłomnego kapłana z "Titanica". Do zapoznania się z całością zapraszamy na łamach miesięcznika "Wpis" nr 9 (107) z 2019 r. 

Prenumerata elektroniczna WPiSu na cały 2026 rok (11 numerów, w tym jeden podwójny)

Prenumerata elektroniczna WPiSu na cały 2026 rok (11 numerów, w tym jeden podwójny)

 

Miesięcznik „Wpis” już od szesnastu lat pozostaje wierny swym założeniom i przedstawia Czytelnikom podstawowe wartości, a więc wiarę, patriotyzm i sztukę.
Publikują u nas tak znakomici autorzy, jak m.in.: Adam Bujak, ks. prof. Waldemar Chrostowski, Leszek Długosz , prof. Ryszard Kantor, dr Marek Klecel, ks. prof. Janusz Królikowski, prof. Grzegorz Kucharczyk, dr Monika Makowska, prof. Aleksander Nalaskowski, prof. Andrzej Nowak, prof.

 

Roczna prenumerata miesięcznika WPIS. Wydanie papierowe + wydanie elektroniczne

Roczna prenumerata miesięcznika WPIS. Wydanie papierowe + wydanie elektroniczne

 

"WPIS" to najciekawszy i najbogatszy miesięcznik na rynku. 
Najbogatszy – z uwagi na bogactwo treści i tematów, wspaniałą fotografię i grafikę, wyjątkowe edytorstwo. „Wpis” czytają i rekomendują największe autorytety w naszym kraju! Do grona naszych autorów należą m.in. Adam Bujak, ks. Waldemar Chrostowski, Marek Deszczyński, Marek Klecel, Antoni Macierewicz, Krzysztof Masłoń, Andrzej Nowak, ks.

 

WPIS 09/2019 (e-wydanie)

WPIS 09/2019 (e-wydanie)

 

Ukazał się kolejny numer miesięcznika społeczno-literackiego „Wpis”. Jak zawsze przygotowaliśmy w nim dla Państwa zestaw aktualnych i interesujących materiałów: artykułów, wywiadów, analiz. Piszemy m.in. o zbliżających się wyborach, cenzurze w internecie, kosmicznych badaniach polskich naukowców i premierze filmu o Józefie Piłsudskim.

 

Komentarze (0)

  • Podpis:
    E-mail:
  • Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.