Zielony tydzień

Tak jeszcze nikt nie przedstawiał dziejów i Kościoła, i narodu - nie tylko w Polsce. Seria wydawnicza Białego Kruka KOŚCIÓŁ NA STRAŻY POLSKIEJ WOLNOŚCI to cztery najwyższej jakości edytorskiej i graficznej tomy ukazujące zależność losów Polaków od wiary katolickiej - i odwrotnie. W czasach, które Boga, Krzyż i Kościół starają się zepchnąć na margines życia narodowego, to dzieło jest pierwszym na taką skalę i niepowtarzalnym świadectwem naszej wdzięczności dla polskiego duchowieństwa, tak bardzo potrzebnego nam w czasach liberalizmu i nihilizmu. Seria podzielona została na cztery chronologiczne części; każdy tom jest niezależnym dziełem wybitnego znawcy tematu. Przekaz wzbogaca świetny materiał ilustracyjny.

Epoka poprzedzająca rozbiory Polski ujawniła w całej pełni blaski i cienie nowatorskiego systemu rządzenia państwem, jakim była demokracja szlachecka. Wspaniałe zwycięstwa nad Moskwą czy Turkami, z wiktorią wiedeńską na czele, najdobitniej świadczyły o sile Rzeczypospolitej Obojga Narodów. W tym niezwykłym na europejskiej arenie politycznej tworze nasilały się jednak tendencje, które ostatecznie zadecydowały o upadku mocarstwa. Drugi tom serii "Kościół na Straży Polskiej Wolności" to frapująca opowieść o tym, w jaki sposób duszpasterze dostrzegali pogrążanie się kraju w odmętach i jak usiłowali zapaści zapobiec. Żarliwymi kazaniami gasili płomień reformacyjnego odszczepieństwa , piętnowali wady nie tylko szlachty - a zwłaszcza przewodzącej jej magnaterii, ale także we własnych szeregach próbowali zaprowadzić ład moralny. Jezuici i pijarzy jako pierwsi podjęli trud kształcenia w duchu patriotycznym. Sylwetki takich duchownych jak Piotr Skarga, Stanisław Konarski, Marek Jandołowicz czy Hugo Kołłątaj stały się symbolami troski o los kraju. W skrzącej się od barwnych barokowych cytatów książce łatwo można doszukać się analogii do obecnej sytuacji Polski.

Rozdział I Czas patriarchów. Czas budowania (połowa XVI - początek XVII w.)
1. W roli przedmurza cywilizacji łacińskiej
2. W trakcie reformacyjnej burzy i naporu
3. Prawda was wyzwoli… Kościół powszechny samokrytyczny
4. Odrodzenie Kościoła w Rzeczypospolitej
5. Towarzystwo Jezusowe z pomocą Kościołowi i Rzeczypospolitej
6. Duchowa ekspansja chrześcijańskiego przedmurza
7. Unie: idea polska czy jagiellońska?
8. Unifikacja na prawach niemieckich - Rzym niemiecki
9. Moskwa - Rzym prawosławny
10. Muzułmański spadkobierca Cesarstwa Wschodniego - Rzym muzułmański
11. Unifikacje według standardów zachodnioeuropejskich - Rzym europejski
12. Między Wschodem a Zachodem
13. Rzeczpospolita "trzecim Rzymem"
14. Wolna elekcja
15. Konfederacja warszawska
16. Przeciwnicy konfederacji warszawskiej
17. Empatia sarmacka - polska tolerancja praktyczna
18. Unia brzeska

Rozdział II Czas królów. Czas używania (XVII w.)
1. Rzeczpospolita szlachecka
2. Puklerz Europy
3. Królowie Rzeczypospolitej
4. Apoteoza wolności
5. Wolność i otwartość
6. Smutni zwycięzcy
7. Pochwała sumienia: "Sami się sądźmy, sami dekretujmy…"
8. Chłopska krzywda ruiną Rzeczypospolitej
9. Krytyki stanu kapłańskiego ciąg dalszy…
10. Niebotyczna cena szlachectwa i wolności
11. Polska wielka smuta
12. Sarmaci przejmują język duchownych
13. (Samo)spełniające się proroctwa
14. W hołdzie Pannie Świętej
15. Wojna z półksiężycem
16. Działalność duchowieństwa świeckiego i zakonnego oraz szkolnictwo w XVII w.

Rozdział III Czas sędziów. Czas zapłaty (XVIII w.)
1. Schyłek świetności
2. Saska rzeczywistość
3. Ciąg dalszy dekonstrukcji mitów: pozór polskiej pobożności
4. Zdrowa wiara, zdrowa wolność
5. Konsekwentni krytycy establishmentu
6. Rzeczypospolitej rzeczywistość na opak
7. Autodestrukcja polska
8. Ostatni będą pierwszymi
9. Dalsze próby poszerzenia wspólnoty
10. Duchowieństwo w czasach saskich
11. Czarna legenda czasów saskich
12. Czasy stanisławowskie
13. Konfederacja barska w obronie wiary i wolności
14. Sarmacja nowym czasom akomodowana
15. Późne konsekwencje zdrady nieukaranej

Indeks nazwisk

1. Rzeczpospolita szlachecka

Trzy kolejne bezkrólewia (po Zygmuncie Auguście, Henryku Walezym, Stefanie Batorym) ostatecznie ukształtowały tak pożądaną przez szlachtę zasadę ustrojową monarchii mieszanej. Nie rozstrzygała ona, który wśród trzech sejmujących stanów osiągnie dominujący wpływ na kierowanie państwem. Sytuacja ta doprowadziła do ponownej konfrontacji głównych sił politycznych w państwie. Ważną rolę w tych rozgrywkach odegrał Jan Zamoyski (1542-1605), kanclerz wielki koronny (1578), hetman wielki koronny (1581), który, tracąc pozycję na dworze Zygmunta III Wazy, jaką zdobył w czasach Stefana Batorego (1576-1586), stał się przywódcą obozu szlacheckiego ("trybun ludu szlacheckiego") i zaczął budować swoje stronnictwo, jedną z pierwszych magnackich fakcji (stronnictwo, koteria - przyp. red.), typowego zjawiska życia politycznego Rzeczypospolitej XVII i XVIII w., której jądrem była rodzina magnata. Do tego dochodziła klientela, czyli szlachta zależna ekonomicznie od potentata.

Zamoyski, chcąc wzmocnić swoją pozycję, odwoływał się do haseł egzekucyjnych, tolerancji wyznaniowej oraz dążeń antyhabsburskich. Z kolei zarówno sam król, jak i skupieni wokół niego dygnitarze pragnęli wzmocnienia władzy centralnej, podejmowania decyzji większością głosów oraz stałego podatku na wojsko. Szlachta uważała, że głosowanie większościowe odda sejm w ręce króla. Po śmierci Jana Zamoyskiego przywództwo nad ruchem szlacheckim przejęli: wojewoda krakowski, katolik Mikołaj Zebrzydowski; kalwinista, starosta zygwulski Stanisław Stadnicki, zwany "Diabłem"; kalwinista Piotr Gorajski; kalwinista Janusz Radziwiłł. Doprowadzili oni do wybuchu rokoszu na zjeździe sandomierskim w sierpniu 1606 r., gdzie ogłosili postulaty ruchu egzekucyjnego oraz protestantów. Wymówiwszy posłuszeństwo królowi w 1607 r., zostali pokonani pod Guzowem w lipcu 1607 r. Zwycięski monarcha wybaczył wszystkim rokoszanom.

Wśród historyków istnieją różne oceny na temat racji walczących stron oraz skutków rokoszu. Od stwierdzenia, że z waśni domowej zwycięsko wyszła zasada monarchii mieszanej (M. Markiewicz), poprzez opinię o klęsce arystokratycznego obozu reform, chcącego wzmocnić władzę centralną bez uszczerbku dla praw obywatelskich (A. Sulima Kamiński), do stanowiska, że ostatecznym zwycięzcą była magnateria, a demokracja szlachecka zaczęła przeradzać się w "nieokiełznaną oligarchię", która w obronie status quo blokowała jakiekolwiek działania polityczne.

Faktem jest, że utworzenie przez Jana Zamoyskiego fakcji magnackiej, zjawiska bardzo szkodliwego dla państwa, jak i związanego z tym klientelizmu, stanie się trwałym elementem życia politycznego w Rzeczypospolitej, rujnując jej siłę, wyjaławiając polską myśl polityczną, a nade wszystko osłabiając ducha obywatelskiego. Obywatel przeistaczać się będzie w konsumenta dóbr ze stołu jaśniepańskiego.

Warto zwrócić uwagę na spostrzeżenie Janusza Ekesa, mówiące, że nie jest przypadkiem, iż na czele ruchu radykalnie republikańskiego, sprzecznego z umiarkowaną zasadą monarchii mieszanej, stanęli dwaj magnaci: litewski - Janusz Radziwiłł i koronny - Mikołaj Zebrzydowski. "Swoją drogą, można wyobrazić sobie los tolerancji wyznaniowej w Rzeczypospolitej, gdyby spoczął on w dłoniach obu magnatów, z których pierwszy był wojującym kalwinistą, a drugi równie gorliwym katolikiem" - pisał Ekes. Czy prywatne wojny, wzniecane przez takich warchołów, jak kalwinista Stadnicki - "Diabeł", nie przerodziłyby się w końcu w wojnę religijną na terenie całej Rzeczypospolitej? - zapytajmy z kolei wzorem Ambroise'a Joberta.

W tym samym czasie, gdy rokosz sandomierski domagał się tolerancji religijnej, w Seceminie Andrzej Szafraniec poddał represjom swego poddanego Andrzeja Grodzkiego za to, iż ten, pod wpływem jezuitów z Krakowa, porzucił protestancką szkołę dla nowicjatu w Krakowie. Magnat schwytał go i więził sześć miesięcy, a gdy dwaj ministrowie kalwińscy nie zdołali nawrócić Grodzkiego ponownie na kalwinizm, ciągano go po ulicach jak przestępcę, nie szczędząc razów.

Niezależnie od dalekosiężnych konsekwencji, na razie zasada monarchii mieszanej i świadomość obywatelska wyszły zwycięsko z tego jak dotychczas najpoważniejszego kryzysu wewnętrznego Rzeczypospolitej. W latach 1609-1648 Sarmacja śniła swój sen o potędze i pokoju . Wojny, jakich doświadczyła Rzeczpospolita w pierwszej połowie XVII w. ze Szwecją, Rosją czy Turcją, toczyły się, w dużej mierze szczęśliwie, na obrzeżach państwa. Kryzys wewnętrzny, związany z rokoszem sandomierskim, zakończony został polubownie, a nawet można powiedzieć - fortunnie, szczególnie na tle tego, co działo się w Rosji w związku z "wielką smutą", albo w państwie Habsburgów, które stanęło w obliczu głębokich wstrząsów, zakończonych powstaniem czeskim.

Symbolem naszych sukcesów były tryumfy nad Moskwą: zwycięstwo pod Kłuszynem (1610), wkroczenie wojsk polskich na Kreml w październiku tegoż roku, odwojowanie twierdzy smoleńskiej rok później. Nasz kraj swoją pozycję na bardzo ważnym dla jego polityki wschodzie wzmocnił rozejmem w Dywilinie w 1619 r. oraz pokojem wieczystym w Polanowie w 1634 r., na mocy którego Polska zatrzymała ziemie smoleńską, siewierską i czernihowską. Rzeczpospolita stała się regionalnym mocarstwem.

W tym czasie niespokojnie było na pograniczu polsko-tatarskim. W latach 1605-1619 około 40 wypraw hord krymskich niszczyło południowo-wschodnie kresy Korony. Państwo polskie chciało uwolnić się od dokuczliwych, bo rujnujących ludnościowo i ekonomicznie, grabieży oraz wspomóc chrześcijan w Mołdawii, która pod rządami narzuconych jej przez Turcję hospodarów dostała się pod wpływy Stambułu. Na prośbę hospodara Kaspra Grazzianiego, chcącego zrzucić tureckie jarzmo, do Mołdawii udała się polska wyprawa pod dowództwem Stanisława Żółkiewskiego. Klęska pod Cecorą wojsk polskich (19 września 1620) i wybuchła wskutek tego panika ułatwiły Iskanderowi paszy dalsze działania wobec armii koronnej, wycofującej się w kierunku granicy. 7 października niedaleko od granicznego Dniestru doszło ponownie do paniki i rozerwania taboru, skutkiem czego był pogrom armii koronnej i śmierć hetmana wielkiego koronnego Stanisława Żółkiewskiego.

Przedsmak tego, co mogło czekać nie tylko Koronę, ale całą Rzeczpospolitą, a później Europę, stanowiły kolejne wyprawy tatarskie, docierające do Sanu. Europa nie spieszyła się z pomocą, choć i ona dostrzegała niebezpieczeństwo, jakie może wyniknąć z upadku przedmurza. W dodatku Szwecja i Rosja myślały o wykorzystaniu klęski cecorskiej, chcąc wznowić działania wojenne z Rzecząpospolitą. Sytuacja stała się bardzo groźna. Szlachta zmobilizowała się i zgodziła na duże podatki na cele wojenne. Armia polsko-litewska, która pojawiła się jesienią 1621 r. pod Chocimiem, liczyła około 22 tys. jazdy i 5 tys. piechoty. Jej dowódcą był Jan Karol Chodkiewicz. W polskim obozie przebywał królewicz Władysław. Siły polskie uzupełniało ok. 30 tys. Kozaków. Armia turecka, dowodzona przez sułtana Osmana II, liczyła 100 tys. janczarów i spahisów (jazdy), a wspomagało ją 30 tys. Tatarów. Walki trwały cały wrzesień, w ich trakcie zmarł Jan Karol Chodkiewicz. Obecność królewicza Władysława hamowała rodzące się waśnie w polskim obozie. Mimo przewagi liczebnej wojsk muzułmańskich udało się powstrzymać napór islamu. 9 października 1621 r. podpisano pokój hetmański. Potwierdzał on dotychczasowy przebieg granic. Obie strony zobowiązały się powstrzymywać najazdy: Turcy - Tatarów, a Polacy - Kozaków. Na tronie mołdawskim miał zasiadać hospodar życzliwy wobec Turcji i Polski, a przy tym chrześcijanin. Chocim był więc zwycięstwem. Tak też oceniła postanowienia pokoju Europa; wydarzenia stały się bardzo znane, gdyż po raz pierwszy główne tureckie siły lądowe poniosły porażkę. To wówczas określenie Polski jako "przedmurza" stało się bardzo popularne w Europie. Już nie Hiszpania, Włochy, Węgry czy Austria Habsburgów, ale właśnie Polska zyskała miano antemurale christianitatis. Szczególne zasługi w skojarzeniu tego tytułu z Polską, bądź szerzej: Rzecząpospolitą, przypadły Stolicy Apostolskiej. Papież Grzegorz XV, wspierający polskie wysiłki militarne sumą 400 skudów miesięcznie, stwierdził w liście do nuncjuszów, że sprawa Polska jest sprawą całej Europy. Również jego następca (od 1623) Urban VIII kontynuował propagowanie Rzeczypospolitej jako przedmurza, o które rozbija się turecko-tatarska nawałnica, grożąca zniszczeniem całej Europy.

Robert Kościelny

Joanna Szczerbińska, „Niedziela”

„Przedmurze chrześcijaństwa. Czas królów elekcyjnych” (najwyższy poziom edytorski!), autorstwa młodego szczecińskiego historyka Roberta Kościelnego, to frapująca opowieść o potężnym kraju, różniącym się od wszystkich innych na mapie Europy, jakże nowoczesnym na ówczesne czasy, który stopniowo zaczął pogrążać się jednak w odmętach upadku. Opowieść ta napawa więc z jednej strony wielkim poczuciem dumy z powodu wielkich osiągnięć i dobrobytu, z drugiej jednak – przeszywa grozą. Kościelny wykazuje, że upadek państwa poprzedził moralny upadek obywateli.

Opinie o produkcie (0)

do góry

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl