Imigranci u bram. Kryzys uchodźczy i męczeństwo chrześcijan XXI w.

Imigranci u bram. Kryzys uchodźczy i męczeństwo chrześcijan XXI w. - okładka
  • nowość

Co trzy minuty gdzieś na świecie ginie jeden chrześcijanin; nie umiera naturalną śmiercią; ginie męczeńsko za to, że nie chciał wyrzec się Pana Jezusa. Świat z tego powodu nie lamentuje, wielcy politycy nie protestują, organizacje pozarządowe tego nie zauważają. Śmierć chrześcijanina - niemal zawsze z rąk muzułmanów – nie oburza...

Autorzy: Paweł Stachnik, ks. Waldemar Cisło

liczba stron: 232
format: 195 x 240 mm
papier: offset
oprawa: twarda
data wydania: 2 czerwca 2017
ISBN: 978-83-7553-228-9
Zarejestruj się aby otrzymać rabat 25% na pierwsze zamówienie oraz 20% na kolejne zamówienia! Darmowa dostawa zamówień powyżej 120zł.
Dostępność: duża ilość

Opis

Co trzy minuty gdzieś na świecie ginie jeden chrześcijanin; nie umiera naturalną śmiercią; ginie męczeńsko za to, że nie chciał wyrzec się Pana Jezusa. Świat z tego powodu nie lamentuje, wielcy politycy nie protestują, organizacje pozarządowe tego nie zauważają. Śmierć chrześcijanina - niemal zawsze z rąk muzułmanów – nie oburza mass mediów. Co innego nieszczęścia wyznawców islamu – to powinno nas poruszać. Nikt nie zauważa, że to nie wyznawcy Chrystusa zgotowali im ten los, a muzułmanie żyjący w bardzo bogatych krajach arabskich, nie chcą przyjmować uchodźców. Zachodni ideolodzy i politycy, wszyscy ateiści lub zwolennicy schodzenia z wiarą w Chrystusa do podziemia, wymyślili sobie, że powinny to robić kraje europejskie. Nawet nie próbują nalegać na arcybogatych naftowych potentatów, by otworzyli drzwi imigrantom-współbraciom. Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego nikt z rządzących naszym kontynentem nie chce zastanowić się, co będzie z tymi krajami ogarniętymi konfliktami zbrojnymi, gdy odpłynie z nich potężna rzeka młodych ludzi – uchodźców? A może o to właśnie chodzi, by opustoszyć bogate m.in. w ropę kraje i rozpocząć potem ich kolonizację? Wtedy już bez chrześcijan; zostaną wcześniej wymordowani, by nikomu nie przeszkadzali ze swym staromodnym systemem wartości, ze swymi cnotami i szlachetnością, za co są gotowi nawet życie oddać...

Dlaczego i za czyją przyczyną świat staje dziś na głowie, kto ma w tym interes i jak to może się skończyć – o tym jest ta niezwykle aktualna, ważna i poruszająca książka. Kto chce dociec prawdy o co chodzi w konflikcie imigranckim, powinien zapoznać się z tą publikacją, której wielkim walorem jest także ponad 100 dramatycznych ilustracji będących wielokroć nawet trafniejszym komentarzem niż słowa. Wielki znawca tematu ks. prof. Waldemar Cisło, przewodzący polskiej sekcji światowej organizacji „Pomoc Kościołowi w potrzebie” kreśli genezą dzisiejszej hekatomby chrześcijan, stan faktyczny i środki ratunkowe. Ofiarami wojny są też muzułmanie, to prawda, ale to nie kto inny, jak bracia islamskich ofiar wciąż burzą świątynie i domostwa chrześcijan, mordują, gwałcą, palą, okaleczają, ścinają głowy, podkładają bomby. Część z nich jedzie potem, a raczej jest eksportowana,  do Europy; kto z nich uchodźca, kto imigrant, kto terrorysta – nie sposób rozeznać. Faktem jest, że wojna została już zawleczona na nasz kontynent. Nadzieja na uzdrowienia upatrywana jest w Polsce, w Polsce katolickiej, rządzonej przez wyznawców Chrystusa, która pragnie uśmierzenia wojny w Syrii i okolicy, a nie podsycania i podtrzymywania walk dla pozyskiwania ropy i siły roboczej.

 

Niniejsza pozycja to 232 stron tekstu w trwałej, twardej oprawie.

 

Przeglądaj książkę

Spis treści

Modlitwa św. Jana Pawła II za ludy i narody Bliskiego Wschodu       6

Kościół nie może zatracić swej tożsamości       11

Chrześcijaństwo na styku Azji, Europy i Afryki       15

Bliski Wschód – co 3 minuty ginie za wiarę nasz brat       63

Męczeństwo chrześcijan afrykańskich       111

Wyznawcy Jezusa na Dalekim Wschodzie       127

Źródła współczesnych prześladowań       133

Dyskryminacja chrześcijan w Europie Zachodniej       149

Nieszczęsne skutki Oświecenia       157

Polska bastionem wiary w Europie       167

Islam kontra Zachód       181

Islamski terroryzm – tragedia XXI wieku       193

Pomoc Kościołowi w Potrzebie       211

Ks. prof. Waldemar Cisło – niezłomna posługa       226

Przeczytaj fragment

Jako dyrektor polskiej sekcji Papieskiego Stowarzyszenia Pomoc Kościołowi

w Potrzebie jeździ ksiądz po krajach Bliskiego Wschodu, w których

żyją chrześcijanie. Spotyka się ksiądz z nimi, rozmawia, poznaje ich problemy,

zna ich sytuację z autopsji. Proszę powiedzieć, kiedy i gdzie zaczęły się

właściwie najnowsze prześladowania chrześcijan na Bliskim Wschodzie?

Ostatnia eskalacja prześladowania chrześcijan na Bliskim Wschodzie związana

jest z interwencją wojsk koalicyjnych w Iraku. Pamiętamy rok 2003 i ówczesną

bardzo mocną akcję dyplomatyczną USA i ich sojuszników (głównie Wielkiej

Brytanii) zmierzającą do wywarcia nacisku na przywódcę Iraku Saddama

Husajna. Św. Jan Paweł II robił wszystko przy użyciu dyplomacji watykańskiej,

osobistych kontaktów, rozmaitych nacisków dyplomatycznych i każdych innych,

i wzywał do końca, by nie wywoływać tego konfliktu i tej interwencji. Z czego

wynikało to jego dążenie do uspokojenia politycznych nastrojów? Wynikało z jakiegoś

wielkiego wyczucia wartości pokoju, w tym również pokoju religijnego.

Pamiętajmy, że Jan Paweł II był papieżem dialogu religijnego. Pamiętajmy,

że to był papież, który w Asyżu zgromadził wyznawców różnych religii. Pamiętajmy,

że to był papież, który miał doświadczenie komunizmu. Pamiętajmy,

że to był papież, który miał ogromny szacunek dla wyznawców judaizmu i wielu

innych religii i ogromne wyczucie specyfiki Bliskiego Wschodu. Ojciec Święty

odwiedził Damaszek, odwiedził Ziemię Świętą. Pamiętamy nawet, że był krytykowany,

kiedy ucałował Koran. Wiemy też, że to jego otwarcie na inne religie

nie wszystkim się podobało, były liczne głosy krytyczne. Dla mnie jednak to był

papież, który pokazał na przykładzie Asyżu, jaką wartość ma dialog międzyreligijny

i jak dobre rzeczy z niego wynikają. Dzisiaj Asyż jest pewnego rodzaju

symbolem, że Kościół katolicki w osobie jego głowy potrafi się otwierać na inne

religie. Robert Spaemann, filozof niemiecki, człowiek bardzo znany, bardzo ceniony,

wyważony filozof i etyk, mówił, że Kościół dzisiaj na tolerancji może tylko

zyskać, a nie tracić. I myślę, że całe postępowanie Ojca Świętego na to właśnie

wskazywało – tolerancja religijna jest wartością, a nie obciążeniem.

Wróćmy jednak do głównego wątku: dlaczego Ojciec Święty był

tak mocno zainteresowany utrzymaniem pokoju na Bliskim Wschodzie

w 2003 r. i starał się nie dopuścić do interwencji w Iraku?

Spójrzmy na skutki interwencji w tym kraju, one pokazują, jak bardzo prorocze

było spojrzenie papieża. Po pierwsze pamiętajmy, że islam nie jest monolitem.

Są w nim sunnici, szyici, wahabici i jeszcze wiele innych odłamów. Wiemy,

że nie żyją one ze sobą w pokoju. Znajdziemy wioski na Bliskim Wschodzie,

gdzie chrześcijanie żyją w zgodzie z sunnitami, szyitami, jazydami i przedstawicielami

wielu innych religii, które tam występują. Natomiast nie znajdziemy

wiosek, gdzie w pokoju żyliby sunnici z szyitami. Islam jest wewnętrznie podzielony,

skłócony i skonfliktowany.

Dochodzi do tego nastawienie świata arabskiego, świata islamskiego

do chrześcijan czy generalnie do Zachodu. Powszechne jest tam przekonanie,

że Zachód to krzyżowcy, chcący znowu podporządkować sobie wyznawców

islamu i prześladować ich za wiarę. Wynika to niestety z historycznych doświadczeń.

U islamistów z Bliskiego Wschodu – Iraku, Syrii, Jemenu – silne

jest przeświadczenie, że krzyżowcy przyjechali walczyć z nimi i z ich braćmi.

Amerykańska interwencja w Iraku w 2003 r. wbrew oczekiwaniom doprowadziła

do konsolidacji świata islamskiego, mimo wcześniejszych różnic, zadrażnień

i konfliktów. Tutaj wychodzi to, co papież Jan Paweł II rozumiał, a czego

Amerykanie nie byli w stanie pojąć. W świecie islamu, i to nie tylko na Bliskim

Wschodzie, wytworzyło się takie myślenie, że oto nasi bracia znów są bici przez

chrześcijańskich krzyżowców z Zachodu. Stąd należy odłożyć spory i zapomnieć

o różnicach, zjednoczyć się i wspólnie wystąpić przeciwko agresorom.

Oczywiście, z polskiego punktu widzenia, stwierdzenie, że Francja, Niemcy

czy Belgia są krajami chrześcijańskimi, może wywołać lekki uśmiech, niemniej

jednak z tamtej perspektywy Europa i Stany Zjednoczone to chrześcijańscy

krzyżowcy. Więc najprostszą formą reakcji jest podjęcie walki z obcymi. Obcymi

podwójnie: narodowo i religijne.

Pojawienie się wspólnego wroga zawsze konsoliduje społeczność.

To mechanizm znany od dawna. Jak mamy wspólnego wroga, to jest łatwiej,

interwencja z zewnątrz jednoczy nawet podzielone społeczeństwo. Na Bliskim

Wschodzie mamy do czynienia z takim właśnie zjawiskiem. Tutaj dochodzimy

do genezy nieszczęść, jakie dotknęły bliskowschodnich chrześcijan. Oto islamscy

sąsiedzi potraktowali ich jako kolaborantów z najeźdźcami. Inna sprawa, że zachodnie

wojska często – dziś wiemy, że nie było to roztropne – wykorzystywały

miejscowych chrześcijan w charakterze tłumaczy czy przewodników. Tym ludziom

po prostu łatwiej można było zaufać. Gdy jednak zachodnie kontyngenty

wyjechały, niechęć muzułmanów skupiła się na tych nieszczęsnych ludziach.

Wielu z nich zamordowano w bestialski sposób za kolaborację z wojskami okupacyjnymi,

wielu uwięziono, wielu pobito lub wygnano.

Rok temu byłem w Bagdadzie i spotkałem się ze zwierzchnikiem Kościoła

chaldejskiego, patriarchą Louisem Sako. Jeździliśmy ulicami irackiej stolicy,

mijaliśmy, zasieki, punkty kontrolne, checkpointy. Zapytałem pewnego razy, czy

są zadowoleni z tego, co zrobiły tu wojska koalicyjne. Odpowiedział: „Często

chrześcijanie są postrzegani jako ci, którzy kolaborują z rządem. Tak było przy

Arabskiej Wiośnie, tak było w wielu innych momentach. Tyle że to nieprawda,

ponieważ chrześcijanie jako mniejszość nie mają wpływu na politykę i wynik

wyborów. Są więc posłuszni tej władzy, która akurat rządzi. Oczywiście, wcześniej

nie było pełnej wolności, brakowało wielu swobód obywatelskich, a z powodu

międzynarodowego embarga brakowało leków i innych dóbr, niemniej

jednak nie było wojny, śmierci i niepewności jutra. Nie było tak, że dziś ludzie

nie są pewni, czy jak poślą swoje dziecko do szkoły, to czy ono wróci”.

Patriarcha podał przykład pewnej rodziny z Bagdadu: ktoś porwał im małą

dziewczynkę. Po jakimś czasie dostali telefon od porywaczy, że mają ich córeczkę.

Matka, jak każda matka, zaklinała na wszystkie świętości i prosiła, żeby oddali jej

dziecko. Że zbierze każde pieniądze na okup. Ale w słuchawce usłyszała: „My nie

chcemy waszych pieniędzy. My chcemy, żeby wam serce pękło”. I po kilku dniach

na ulicy znalezione zostały sprofanowane, zgwałcone, zakrwawione zwłoki tego

dziecka. Wyobraźmy więc sobie, jak ci ludzie żyją w takich warunkach.

(…)

Przejdźmy teraz do sytuacji chrześcijan w Egipcie. Oni także mają

za sobą długą historię.

Egipt to Matka Męczenników. Od 258 r. tamtejsi chrześcijanie mają swój

kalendarz, bo tylu aż było tam męczenników, że po prostu stworzono dla nich

odrębny kalendarz. Kościół egipski jest takim znamiennym przykładem dla

nas, chrześcijan. Gdy bowiem muzułmanie się zbliżali, kiedy podbijali Egipt,

to chrześcijańscy Koptowie byli skłóceni ze sobą zamiast dbać o obronę przed

zagrożeniem. Niektórzy się wręcz ucieszyli, że okupant nadchodzi. Później się

okazało, że było to niestety fatalne dla tego Kościoła, który był wtedy Kościołem

kwitnącym, pięknym. Kiedyś przecież synonimem Egipcjanina był Kopt.

Dzisiaj Koptowie są mniejszością. Egipt liczy około 90 milionów mieszkańców,

ale – i to też jest forma dyskryminacji – nie podaje się oficjalnej liczby katolików.

Można ich rozpoznać np. po imieniu, ale szacunki wahają się od 8 do 15,

a nawet więcej milionów prawosławnych Koptów. Ich papieżem jest teraz Tawadros

II, który ma zupełnie inne nastawienie do Koptów katolickich, bo tutaj

z kolei mamy około 300 tys. Koptów katolików. Trzeba powiedzieć, że ten

katolicki Kościół koptyjski, mimo że tak mały, to prowadzi w Egipcie ponad

100 szkół, kilkadziesiąt szpitali i przychodni. Właśnie z tego powodu, żeby pokazać

muzułmanom, że oni się troszczą o ich dzieci, troszczą się o chorych i nigdy

nie pytają, czy ktoś jest chrześcijaninem czy muzułmaninem, jeśli zachodzi

konieczność udzielenia pomocy.

Koptowie egipscy mieszkają w jakiejś części kraju czy są rozproszeni?

Mamy kilka diecezji, np. ja dość dobrze znam diecezję Asjut, to jest o cztery

godziny jazdy od stolicy kraju. Nie tak dawno byliśmy w Szarm el-Szejk.

Odbyło się tam poświęcenie przepięknego kościoła. Zawoziłem nawet obraz

Jezusa Miłosiernego i ornaty do tego kościoła. Mówiąc dokładnie, były to kapy,

bo oni mają trochę inny strój liturgiczny, ale lubią nasze kapy liturgiczne. Jest

tam przesympatyczny biskup Tewfik, szczuplutki jak anorektyk, bo jest ciężko

schorowany. Zawsze jest mu zimno, bo jest taki wysuszony. Ale to przesympatyczny

człowiek, był w Polsce. On był świadkiem, jak zmieniały się relacje

między Kościołami po śmierci patriarchy Szenudy i po nastaniu Tawadrosa.

A zatem egipski katolicki Kościół koptyjski nie jest liczny, ale dobrze

zorganizowany.

Tak, dużo pracują, by troszczyć się o swoich wiernych. Oczywiście jest tam

bardzo wiele problemów. Przykładowo, Koptowie mają duże kłopoty ze wznoszeniem

czy remontowaniem świątyń. Do tego, żeby zbudować kościół czy świątynię

chrześcijańską, potrzebna była zgoda prezydenta. A meczet można było budować

od razu. Więc to znowu taka forma dyskryminacji. Często też muzułmanie, gdy

dowiedzieli się, że planowany jest wykup jakiejś działki pod budowę kościoła,

budowali tam meczet, a w pobliżu meczetu nie wolno budować innych świątyń

czy obiektów kultu…

Inny problem to porwania młodych Koptyjek i wydawanie ich na siłę za mąż

za muzułmanów. Żeby odwieść je od ucieczki, często robi się tym dziewczynom

upokarzające zdjęcia, a potem grozi, że jeżeli będzie chciała wrócić do domu,

to fotografie zostaną upublicznione. To są ludzkie tragedie. Te kobiety są zniewolone,

są uwięzione, boją się wrócić do domu, a nawet gdyby, to rodzina może ich

nie przyjąć, bo uważają, że dziewczyna jest już zhańbiona. Więc ona musi żyć

z tym, za kogo została wydana bez swojej zgody, bez jakiegokolwiek zapytania.

A jak na sytuację Koptów wpływa skomplikowanej sytuacji politycznej

Egiptu?

Jak pamiętamy, Arabska Wiosna w Egipcie rozpoczęła się od manifestacji

na placu Tahrir w Kairze. Na początku było to dosyć sympatyczne. Gdy np. młodzi

muzułmanie modlili się w piątek, to młodzi chrześcijanie otaczali ich kołem,

żeby nikt ich nie atakował, nikt nie strzelał. Z kolei, kiedy chrześcijanie modlili

się w niedzielę, to muzułmanie otaczali ich takim kordonem. Było więc trochę

takich pozytywnych oznak. Potem jednak do władzy doszło Bractwo Muzułmańskie.

Położyło ono czapę ideologiczną na Arabskiej Wiośnie i stało się to,

co się stało. Okazało się mianowicie, że niestety jedynie silna ręka dyktatora

jest w stanie utrzymać w kraju względny spokój.

W Egipcie narastały problemy. Turystyka upadła, więc dochody bardzo zmalały,

zaczęła drożeć żywność, tam jedynie gaz i chleb sprzedawany na ulicach

jest subsydiowany, więc ich ceny zostały utrzymane, ale ceny pozostałych towarów

mocno wzrosły. Opowiadał nam tam pewien człowiek, że gdy pracował

w ambasadzie to zarabiał 500 dolarów miesięcznie. Teraz pracując na dwóch

różnych etatach zarabia 130 dolarów, z czego musi utrzymać rodzinę, swojego

kalekiego brata i siebie. Natomiast ceny – mówił – wzrosły wielokrotnie. Problemem

jest oczywiście bezrobocie, które jest wysokie. A gdy brakuje pracy,

to pojawiają się rozmaite problemy typu alkoholizm, narkomania, przestępczość

i wiele innych.

Zarówno zwierzchnika Kościoła koptyjskiego prawosławnego, jak i katolickiego

tamtejszy prezydent wciągnął do grupy, która miała tworzyć nową konstytucję,

były więc potem podejrzenia o kolaborację z rządem. Za przynależność

do Bractwa Muzułmańskiego wprowadzono karę śmierci, a ono samo zostało

zdelegalizowane. Pewnie to uchroniło Egipt przed takimi sytuacjami, jak powstanie

Państwa Islamskiego. No niemniej jednak sytuacja jest dosyć napięta,

dosyć niestabilna.

Odwiedza ksiądz Egipt, spotyka się z tamtejszymi katolikami, zawozi

im pomoc. Jak wygląda codzienne życie egipskich chrześcijan?

Jak trudno jest żyć Koptom, pokazuje chociażby taki obrazek: chrześcijankom

jadącym metrem obcięto włosy, bo były bez nakrycia głowy… Widzimy

więc, jaka jest tam sytuacja, mimo że Egipt wydaje nam się cywilizowanym

krajem. Oczywiście jest też inny, znany problem: słynna szkoła uwodzenia kobiet,

seksturystyka. Niestety wiele Europejek, w tym Polek, się na to nabiera.

Teraz jest mniej wyjazdów turystycznych do Egiptu, więc zjawisko ma może

nieco mniejszą skalę, ale ciągle istnieje. Jak opowiadał mi konsul, największa

różnica wieku w wakacyjnym związku była taka, że pani miała 70 lat, a chłopak

dwadzieścia kilka, ale to była ponoć miłość jej życia.

Młodzi Egipcjanie najczęściej niestety traktują to jako możliwość wyrwania

się ze swojego kraju i otrzymania legalnego pobytu w Europie. Wiele naszych

pań gdzieś tam nabierze się na miły, sympatyczny uśmiech kolegi z Egiptu poznanego

na plaży, który przyniesie jej drinka czy grzecznie się zachowa. Później

dostają listy, że siostra chora, że potrzeba 100 euro na leki, potem że mama

umiera, to są takie sprawdzone metody. W Egipcie jest nawet szkoła podrywania

Europejek, więc oni wiedzą, jak to robić.

Ciekawa rzecz: pamiętajmy, że Egipt w latach 1970. miał ludność porównywalną

z Polską. Dzisiaj Egipt ma około 100 milionów mieszkańców, my mamy

37, więc tam polityka prorodzinna jakoś lepiej funkcjonuje i widzimy, że to jest

też bardzo istotny element życia społecznego.

Mamy też takie miejsca, jak Dzielnica Śmieciarzy w Kairze. Mieszka tam

dużo chrześcijan Koptów. Są tam fabryki recyklingu, gdzie na parterze dokonuje

się selekcji śmieci, czasami nawet takich przywożonych ze szpitali. Mogliśmy

zobaczyć, że pracująca przy selekcji matka nosi dziecko cały czas na ręku,

po to, by nie stąpało po opatrunkach czy strzykawkach. A na górnych piętrach

mieszkają ludzie. W dzielnicy tej mieszka też polski rzeźbiarz Mariusz, który

wyrzeźbił w skale w koptyjskich kościołach Ewangelię w obrazach. Przepiękne,

potężne rzeźby skalne. Odbywają się tam modlitwy, można powiedzieć ekumeniczne,

bo przychodzą i katolicy, i prawosławni, i muzułmanie. Raz miałem

okazję wziąć udział w takiej modlitwie i faktycznie: obecni byli i prawosławni,

i muzułmanie, wszyscy tam przychodzą i się wspólnie jednoczą.

Jako ciekawostkę mogę powiedzieć, że Kopta można zazwyczaj rozpoznać

po tym, że ma na nadgarstku wytatuowany krzyż. Wzięło się to z tego, że kiedy

podczas prześladowań chrześcijan mordowano rodziców, a zostawało małe

dziecko, które nie umiało mówić, to przynajmniej po krzyżu można było rozpoznać,

że jest to chrześcijańskie dziecko i tak je należy wychowywać. Również

dzisiaj można sobie w Dzielnicy Śmieciarzy wytatuować krzyż.

Kościół próbuje pomóc tym nieszczęsnym ludziom z Dzielnicy Śmieciarzy.

Wsparliśmy wybudowanie na pustyni specjalnego ośrodka dla nich. Nam

wszystkim Egipt kojarzy się z tanimi wakacjami i Morzem Śródziemnym. Tymczasem

ubodzy mieszkający w Kairze nie mieli nawet szansy, by kiedykolwiek

pojechać na wakacje czy zobaczyć morze. Kościół zorganizował więc dużą akcję

pomocy, polegającą na stworzeniu ośrodka dla dzieci, tak aby przynajmniej

raz w roku wyjechały na tydzień z tych śmieci, smrodu, zarazków i odpoczęły

w innych warunkach niż te, w których żyją na co dzień.

Taki właśnie jest dzisiejszy Egipt. Mamy w nim i ciekawą historię, i piękne

zabytki, ale także terroryzm i rosnące zagrożenie, bo słyszymy o zdarzających

się co jakiś czas zamachach. Widzimy napięcia pomiędzy muzułmanami a Koptami.

Arabska Wiosna, okrzyknięta przez wielu dziennikarzy początkiem zmiany

świata islamu, przyczyniła się do pogrążenia niektórych krajów w chaosie.

Coś, co początkowo było internetowym spontanicznym ruchem społecznym

ludzi, którzy rzeczywiście chcą zmian na lepsze, zostało zawłaszczone przez

radykalne organizacje takie jak ISIS czy Bractwo Muzułmańskie.

(…)

Skąd właściwie biorą się radykalne postawy u muzułmanów? Co skłania

ludzi do wysadzenia się w powietrze i zabicia jak najwięcej „niewiernych”?

Być może wynika to z zasad wychowania. W krajach islamskich, takich jak

Arabia Saudyjska, Pakistan czy Iran, od najmłodszych lat dzieciom wpaja się

przekonanie, że żyd to bezbożnik, a chrześcijanin to wyznawca wielu bogów

(Trójca Święta dla muzułmanów nie jest jednością). Mówił o tym wielokrotnie

patriarcha Kościoła chaldejskiego abp Louis Sako. Inna obelga to „krzyżowiec”.

Zamachowcy-samobójcy, wysadzając się w powietrze, często krzyczą

„Śmierć krzyżowcom!”. W tradycji islamu od dawna silnie zakodowane jest

przekonanie, że Zachód to wróg, chrześcijaństwo to wróg i trzeba je zniszczyć.

Odpowiedzialność za wspomniany już zamach bombowy w Manchesterze

wzięło na siebie Państwo Islamskie, oświadczając, że – uwaga – „30 krzyżowców

zostało zabitych, a 70 rannych”. Tak oto zabite na koncercie nastolatki

nazwano krzyżowcami…

Wszystkie zamachy, o których wspomnieliśmy, w mniejszym czy większym

stopniu były motywowane religijnie. Ale czy Koran w ogóle dopuszcza

takie zachowania? Czy też szerzenie islamu przez zabijanie innowierców

to wyłącznie idea zrodzona w chorych umysłach muzułmańskich

radykałów?

Sięgnijmy do początków, czyli do czasów proroka Mahometa. Koran był

pisany w dwóch okresach, w Mekce i Medynie. W Mekce, gdzie objawienie Koranu

zostało przyjęte entuzjastycznie, Mahomet mówił, że „ludy Księgi [czyli

żydzi i chrześcijanie – przyp. red.] znajdą litość u Allaha” ze względu właśnie

na wyznawaną przez siebie wiarę w Księgę. Taka jego postawa była motywowana

także tym, że islam był wtedy jeszcze słaby i dopiero się rozwijał, a Mahomet

poważnie obawiał się o jego przyszłość. Drugi okres objawienia Koranu

miał miejsce w Medynie. Tam trudniej przyjmowano nauczanie Mahometa.

Prorok spotkał się tam z dużą niechęcią, a mieszkańcy uważali nawet, że nie

jest do końca zdrowy psychicznie. W takiej sytuacji Mahomet sięgnął po miecz

okresu jest więc znacznie bardziej radykalne niż to z czasów Mekki. Dodajmy

jeszcze, że w islamie obowiązuje zasada, że wersety późniejsze znoszą wcześniejsze,

a to oznaczałoby, że cały tekst napisany w Mekce jest nieaktualny.

A zatem wszystko to, co Mahomet wcześniej powiedział o szacunku do chrześcijan

i żydów, zostało zanegowane przez późniejsze stwierdzenia. Możemy

to nazwać grzechem pierworodnym islamu – stosowanie i akceptowanie przemocy

przy szerzeniu wiary. Mahomet mówił o szacunku dla ludów Księgi,

ale w polskim tłumaczeniu Koranu pojawia się inne zdanie, wypowiedziane

przez niego w okresie medyńskim: „Jeżeli masz przyjaciół wśród chrześcijan

i żydów, nawróć ich. A jeśli nie chcą się nawrócić, to gnęb ich”. W przekładach

na inne języki, np. angielski, jest to jeszcze dosadniej sformułowane. Jeżeli tak

napisano w świętej księdze islamu, to nic dziwnego, że w religijnej praktyce

mamy taką sytuację, jaką mamy.

W islamie funkcjonuje też prawo oszustwa niewiernego. Pozwala ono w stosunku

do innowiercy czynić wszystko, jeżeli to służy religii. Można go oszukiwać,

okłamywać, okradać, pod warunkiem, że służy to islamowi. Świetnym

potwierdzeniem tego jest Arabia Saudyjska, gdzie zdarzało się, że europejscy

czy amerykańscy przedsiębiorcy otwierali swoje firmy, a potem ich stamtąd wyrzucano,

uprzednio odebrawszy majątek. W 2013 r. ambasador Egiptu zwrócił

się do nas z informacją, że jest pewien szejk, który chce rozmawiać na temat

sytuacji chrześcijan w Egipcie po Arabskiej Wiośnie Ludów i obaleniu rządów

prezydenta Muhammada Mursiego. Zamierzaliśmy więc zorganizować konferencję

na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, zaprosić szejka oraz

biskupów z Egiptu. Okazało się, że wielu egipskich biskupów, do których się

zwróciliśmy, odmówiło, twierdząc, że wiedzą, co ów szejk powie. A powie to,

co gospodarze będą chcieli usłyszeć, a nie to, co jest stanem faktycznym. To pokazuje,

w jaki sposób funkcjonują muzułmanie w kontaktach z przedstawicielami

innych religii. Wszystko, co służy islamowi jest akceptowalne bez stosowania

kategorii moralnych.

To, jak radykalni islamiści podchodzą do innowierców (a nawet muzułmanów

wyznających inny nurt islamu) pokazuje sytuacja na Bliskim

Wschodzie, na terenach zajętych przez siły tzw. Państwa Islamskiego.

Tam w praktyce możemy zobaczyć, jaki jest stosunek wyznawców Proroka

do wyznawców innych religii.

Teoretycznie ludy Księgi powinny mieć prawo do życia w krajach zdominowanych

przez islam. Tymczasem w praktyce widzimy wyraźnie, że tak nie

jest. Odwołam się do nie tak dawnego przykładu z irackiego Mosulu, w którym

mieszkali chrześcijanie. Najpierw obiecano im opiekę. Powinni zapłacić

kontrybucję w ustalonej wysokości, ale będą mogli pozostać w swoich domach.

Któregoś jednak dnia, zupełnie bez ostrzeżenia, spędzono ich do meczetów,

przeszukano, ograbiono, a następnie wypędzono z miasta tak jak stali.

Uważam, że w islamie teoria to jedno, a praktyka drugie. U muzułmanów

można zauważyć taki oto mechanizm: gdy są w mniejszości, to starają się zachowywać

pewne formy i pokazują w miarę sympatyczną twarz. Gdy natomiast

przeważają liczebnie, przyjazne oblicze znika i pojawia się agresja. Widać to też

u nas, w Europie. Wraz ze wzrostem liczebności muzułmańskich społeczności

w poszczególnych krajach rosną ich roszczenia i agresywność. Domagają się

miejsc pracy, socjalnych mieszkań, opieki społecznej, darmowych szkół, respektowania

zasad islamu itd., itd.

Miałem okazję rozmawiać kiedyś z Polakiem mieszkającym w Manchesterze.

Opowiedział, że parę lat temu pojawił się tam problem, z którym musiały się

zmierzyć miejscowe władze i społeczność. Otóż dyrektorami większości szkół

w mieście byli muzułmanie, którzy niejako automatycznie zaczęli wprowadzać

do swoich placówek kulturę i pewne zwyczaje islamskie. Na tym tle powstał

spór, bo niemuzułmanie twierdzili, że brytyjskie szkoły państwowe powinny

uczyć brytyjskich wartości, a nie wartości islamskich. Tyle że spór bardzo szybko

się skończył, bo nikt nie był w stanie określić, czym są owe wartości brytyjskie…

Wartości brytyjskie są wartościami chrześcijańskimi i należałoby przyznać,

że budujemy na Ewangelii. A ponieważ nikt się do tego nie chce przyznać,

albo boi się do tego przyznać, to efekty mamy takie, jakie mamy. I to jest jedna

z przyczyn tego, co się dzisiaj dzieje w Europie. Do lat 1960., 1970. muzułmanie

szanowali Europę, bo była chrześcijańska. Teraz, gdy stała się w dużym stopniu

niewierząca, traktują ją jak ziemię, którą trzeba zdobyć. I przynoszą tu to,

co w ich przekonaniu jest najlepsze – czysty, zaangażowany islam, bo tylko

on może tę chorą moralnie Europę uzdrowić.

Islamiści rzeczywiście zarzucają nam, że nasz kontynent i w ogóle cała

zachodnia cywilizacja jest „chora moralnie”. Przyznając im rację, sami

się osłabiamy. Może nie należy wzmacniać argumentacji wrogich nam

radykałów?

Coś jednak jest na rzeczy z tym zarzutem. Posłużę się tutaj wymownym

przykładem. Ważnym wydarzeniem w kontekście tego, o czym rozmawiamy,

był zamach na redakcję francuskiego tygodnika satyrycznego „Charlie Hebdo”.

Po raz pierwszy doszło tam do starcia się ze sobą dwóch fanatyzmów: islamskiego

i ateistycznego, bo tygodnik ten ma wymiar zdecydowanie ateistyczny.

To pokazało, jak głębokie jest niezrozumienie przez Europejczyków tego, co się

dzieje. Bo jeśli jest czasopismo, które obraża uczucia religijne, kpi z tego, co święte

dla żydów, chrześcijan, muzułmanów i świadomie prowokuje, to jakiej reakcji

można się spodziewać? Podkreślę, że redakcja była wcześniej ostrzegana, że jej

prowokacje mogą się źle skończyć, proszono, by nieco spuścili z tonu, ale oni szli

w zaparte. Doszło wreszcie do zamachu 7 stycznia 2015 r., a w redakcji zginęło

17 osób. Nie znaczy to oczywiście, że popieram zamach, ponieważ dokonano

go na wojujących ateistach, broń Boże, to dla wszystkich droga donikąd. Prezydent

François Hollande w publicznym oświadczeniu pod redakcją powiedział,

że „to był zamach na świeckie państwo”. To też pokazuje, że tak naprawdę nie

rozumiemy, co się dzieje i do czego dochodzi. Bo co znaczy „świeckie państwo”?

Świeckie państwo daje równość wszystkim obywatelom, i wierzącym, i niewierzącym,

i w żadnym wypadku nie powinno się zgadzać na obrazę uczuć religijnych.

Po tym wystąpieniu prezydenta Hollande’a zaczęło się pojawiać słynne

hasło „Je suis Charlie” (co znaczy „Jestem Charlie”). W niedzielę po zamachu

w Paryżu odbył się wielki marsz poparcia dla redakcji tygodnika i ofiar ataku.

Wzięło w nim udział wielu przywódców państw europejskich. Wszędzie pojawiało

się hasło solidarności z redakcją, „Je suis Charlie”. Zastanówmy się chwilę,

jak odczytać te słowa. Przecież dano jasny przekaz, i to nie tylko ekstremistom

islamskim, ale wszystkim muzułmanom, że Europejczycy, a przynajmniej przywódcy

największych krajów zachodnich, identyfikują się nie z ofiarami zamachu,

tylko z obrazą uczuć religijnych, której regularnie dopuszczało się pismo. Nota

bene media poinformowały następnego dnia, że 4 mln ludzi potępiło to, co się

dokonało w redakcji „Charlie Hebdo”. Te same media podały też, że w samej

Francji w internecie 12 mln ludzi pochwaliło zamach. A zatem trzy razy więcej

ludzi stanęło po stronie zamachowców niż po stronie ofiar!

Filmy

Opinie o produkcie (0)

Imię i nazwisko:
do góry

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl