Szarbel – święty z Libanu dla całego świata
Klasztor św. Marona znany też jako Sanktuarium św. Szarbela położony w górskim sanktuarium Annaya w Libanie. Fot. Onmetravel Do niedawna niewiele o nim wiedziałem, choć w moim kościele parafialnym w Czeladzi każdego 22. dnia miesiąca odprawiana jest Msza św., po której następuje błogosławienie wiernych relikwiami św. Szarbela i namaszczenie jego olejem. Mój przyjaciel, ks. Andrzej Halemba, wróciwszy ostatnio z pielgrzymki do Libanu, powiedział mi, że ten maronicki mnich i pustelnik nazywany jest „największym cudotwórcą po Matce Bożej”. Na potwierdzenie tego dał mi napisaną przez siebie książeczkę „Szarbel. Święty całego świata”. Gdy ją czytałem, zaskoczyło mnie od razu, że kult Szarbela ma charakter ponadreligijny i ponadkulturowy. Świadectwa łask i uzdrowień napływają od wyznawców różnych religii z różnych zakątków globu. Około dziesięciu procent udokumentowanych cudów dotyczy nawet osób nieochrzczonych – w tym muzułmanów i druzów.
Wstawiennictwo Szarbela dawno przekroczyło już granice Libanu i Bliskiego Wschodu, obejmując wszystkie kontynenty. Nic więc dziwnego, że zagościł on także w polskich parafiach. Wpłynęły na to pielgrzymki Polaków do jego ojczyzny, a przede wszystkim coraz szersza wiedza o tym, że stanowi ona część Ziemi Świętej. W Starym Testamencie Liban pojawia się 71 razy; w Libanie leżą biblijne miasta Tyr i Sydon. To właśnie z libańskich cedrów Salomon zbudował świątynię jerozolimską, a także własny pałac. Większość libańskich chrześcijan – co bardzo ważne – to bezpośredni potomkowie chrześcijan pierwszych wieków. W naszym żywotnym interesie leży zatem ich dalsze przetrwanie.
Tymczasem z Libanu dochodzą bardzo niepokojące wieści. W kraju tym, który od wielu lat przeżywa załamanie finansowe, koczuje kilka milionów uchodźców z Syrii. Do dziś nie znaleziono winnych eksplozji, do której doszło w 2020 r. w bejruckim porcie, a która zniszczyła znaczną część miasta. Od trwającej już blisko 15 lat wojny w Syrii oraz wznowionego w 2023 r. konfliktu między Izraelem a Hezbollahem, państwu libańskiemu zagraża rozpad. Tamtejsze wioski graniczące z Izraelem są bombardowane, a mieszkańcy wysiedlani. Rzekomo jest to walka tylko z Hezbollahem, ale po prawdzie ziemie te mogą już na zawsze zostać włączone do państwa żydowskiego. Libańczycy nie tracą jednak mimo wszystko nadziei, żarliwie modląc się o pomoc do św. Szarbela, który może wszystko.
Upojony Bogiem
Szarbel urodził się w najwyżej położonej wiosce Libanu, Bika Kafra, 8 maja 1828 r. jako Jusuf Antun Makhlouf. Był piątym synem ubogich rolników. Po wczesnej śmierci ojca jego wychowaniem zajmowała się matka, która zaszczepiła mu głęboką ufność w Bogu. Już jako chłopiec, pasąc owce, zamiast zabaw z rówieśnikami wybierał samotność, by w ciszy modlić się i kontemplować dzieła Boże. Tak zrodziło się jego pragnienie życia zakonnego. Mając 20 lat, wstąpił więc do maronickiego klasztoru w Annai. Mądra matka powiedziała mu: „Jeśli miałbyś nie być dobrym duchownym, wróć do domu. Ale wiem, że Pan chce, byś Mu służył”.
Przywdziewając habit zakonny, Jusuf przyjął imię Szarbel – na cześć męczennika z Antiochii. Nie przyszedł do zakonu dla zrobienia tam kariery. Pełen pokory, sprzątał korytarze, uprawiał ziemię, wykonywał prace, którymi inni gardzili. Po przyjęciu święceń kapłańskich w 1859 r. przebywał przez 16 lat w klasztorze św. Marona w Annai. W 1875 r. otrzymał pozwolenie na przeniesienie się do pobliskiego eremu św. Piotra i Pawła; jako pustelnik spędził tam resztę swego życia. Mieszkał w niewielkiej, pozbawionej mebli celi. Jadał skromnie i tylko raz dziennie, nie spożywał mięsa. Nigdy się na nic nie żalił, był zawsze uprzejmy i pogodny. Odkrył, że dla kapłana nie ma nic ważniejszego od celebracji Eucharystii, dlatego stanowiła ona dlań centrum dnia. Już od świtu przygotowywał się do tej wspaniałej chwili, zaś po Mszy świętej długo pozostawał w dziękczynieniu. On widział w postaciach eucharystycznych osobę Jezusa Chrystusa.
Z tego czasu zapamiętano pewne wydarzenie, mające charakter cudu. Pewnego wieczoru ojciec Szarbel, wracając późno z pracy, poprosił współbrata o olej do lampy. Ten zaś, posłuszny przełożonemu klasztoru, który na znak ubóstwa zabronił mnichom używania oliwy po południu, napełnił lampę wodą. Przełożony, udając się do swojego pokoju, zobaczył jednak, że z celi ojca Szarbela dochodzi światło. Kiedy tam wszedł, zastał go czytającego brewiarz. Zapytał więc: „Dlaczego pali się twoja lampka?”. Szarbel odpowiedział: „Przebacz mi z miłości do Chrystusa”. Przełożony nie dowierzał, że brat napełnił lampę wodą, a nie olejem. Ale kiedy ją opróżnił, rzeczywiście wylała się z niej woda. Był tak tym poruszony, że przed wyjściem z celi ukląkł i poprosił Szarbela o przebaczenie. Już za życia tego świątobliwego mnicha dokonywały się niesamowite uzdrowienia i nawrócenia za jego wstawiennictwem.
W pierwszą noc po pogrzebie ojca Szarbela, który zmarł 24 grudnia 1898 r., z jego grobu zaczęło nagle błyskać potężne światło. Widziane było ono w promieniu kilkunastu kilometrów. To niesamowite zjawisko powtarzało się każdej nocy przez półtora miesiąca, stając się znakiem, że ukryte w Bogu życie tego mnicha stało się świadectwem dla świata. Co ciekawe, jego ciało nie uległo rozkładowi, co potwierdziły wielokrotne ekshumacje dla pobrania relikwii. Gdy w 1927 r. złożono go w nowym grobowcu, również wtedy okazało się, że ciało pozostało absolutnie nietknięte, było giętkie, miękkie, świeże. Jeden z lekarzy nożem chirurgicznym lekko naciął biodro zmarłego; wtedy gwałtownie zaczęła wypływać krew. Aby zahamować krwotok, konieczne było zabandażowanie tego miejsca.
Co więcej, przez 67 lat, a więc do czasu beatyfikacji w Rzymie w 1965 r., z ciała ojca Szarbela wypływała tajemnicza oleista ciecz; eksperci twierdzą, że mogło to być nawet 20 tys. litrów płynu. Ów tajemniczy olej posiadał moc uzdrawiania ludzi z najrozmaitszych chorób ducha i ciała. Dość prędko rozpowszechniły się na świecie świadectwa uzdrowień i nawróceń. Zaczęto mówić o Szarbelu, że był „latarnią cnoty” na wzburzonych morzach, że posiadał „moc świętości” przeżywanej w prostocie i ubóstwie, że był całkowicie „oddany modlitwie, postowi i kontemplacji”, że stał się „wzorem posłuszeństwa i wiary”. Libańczycy nazywają Szarbela „świętym upojonym Bogiem”.
45 tysięcy cudów
Kult św. Szarbela, rozwijając się dynamicznie, objął Europę, obie Ameryki, Afrykę i Australię. W klasztorze w Annai potwierdzono do dziś 45 tys. cudownych wydarzeń dokonanych za przyczyną świętego mnicha. Ich charakter jest bardzo różnorodny: najczęściej dotyczą uzdrowień z chorób nowotworowych, paraliżów, schorzeń serca i układu nerwowego. Wiele osób pozostawia także świadectwa nawrócenia duchowego oraz powrotu do praktyk sakramentalnych. Najbardziej spektakularne cuda posłużyły do udokumentowania świętości Szarbela w procesie kanonizacyjnym w 1977 r. Papież Paweł VI beatyfikował ojca Szarbela 5 grudnia 1965 r. w Rzymie, na zakończenie Soboru Watykańskiego II, a kanonizował go 12 lat później, 9 października 1977 r. Kult libańskiego pustelnika rozszerzył się wówczas na cały Kościół, a jego sanktuarium w Annai stało się miejscem pielgrzymek ludzi z całego świata.
Warto przypomnieć w skrócie owe spektakularne uzdrowienia, które wydarzyły się w 1950, w 1967 i przed 1977 r. Iskander Obeid z Libanu, z zawodu kowal, doznał w 1925 r. poważnego urazu oka – metalowy odłamek uszkodził mu spojówkę i rogówkę. Kolejny wypadek w 1937 r. spowodował natomiast oderwanie siatkówki. Lekarze uznali oko za nieuleczalnie chore i chcieli je usunąć. Iskander nie zgodził się na to pomimo bólu, jaki nieustannie odczuwał. W 1950 r. modlił się żarliwie o wstawiennictwo do ojca Szarbela. Pewnej nocy zobaczył go we śnie. Pustelnik poprosił go, aby udał się na pielgrzymkę do jego grobu w klasztorze w Annai. Kiedy Iskander dotarł na miejsce, ból w oku był nie do zniesienia. Długi czas modlił się przy grobie Szarbela, a w nocy przyśniło mu się, że mnich go błogosławi. Kiedy obudził się rano, ku swojej wielkiej radości poczuł, że ból ustąpił i że widzi na chore oko. Komisja lekarska potwierdziła całkowitą i cudowną regenerację tego uszkodzonego narządu.
Mariam Assai Awad, matka i wdowa, była prostą kobietą pochodzenia syryjskiego, wyznania grekokatolickiego. W latach 1963–1965 przeszła operacje z powodu nowotworu żołądka, jelit i gardła. Lekarze nie dawali jej żadnych szans na przeżycie; wypisali ją ze szpitala, aby umarła w domu. Wtedy Mariam zaczęła modlić się za wstawiennictwem bł. Szarbela o cud uzdrowienia; czyniła to za każdym razem przed pójściem spać. Kiedy obudziła się pewnego ranka w 1967 r., odkryła, że wszystkie objawy jej choroby zniknęły. Lekarze z miejscowego szpitala byli zdumieni, widząc ją poruszającą się bez niczyjej pomocy. Szczegółowe badania potwierdziły, że została w niewytłumaczalny sposób uzdrowiona. Trzeci z cudów dotyczy sparaliżowanej Mariam Nazzour, u której po modlitwie za wstawiennictwem bł. Szarbela ustąpiły wszystkie dolegliwości. Owe trzy uzdrowienia zostały dokładnie przebadane przez liczne komisje lekarskie i teologiczne.
Najsłynniejszy cud za przyczyną św. Szarbela dokonał się po jego kanonizacji. Wieczorem 9 stycznia 1993 r. Nouhad Al-Chami zasłabła i doznała lewostronnego paraliżu ciała oraz utraciła zdolność mowy. W szpitalu Saint Maritime w libańskim mieście Byblos dr Joseph Chamy, kardiolog, natychmiast skierował ją na oddział intensywnej terapii. Po wielu badaniach stwierdzono, iż niedowład był spowodowany niedrożnością i zablokowaniem obydwu tętnic mózgowych. Nie było na to żadnych lekarstw ani dostępnych terapii. Przez 9 kolejnych dni Nouhad pozostawała w szpitalu pod stałą opieką lekarzy i pielęgniarek. W tym czasie jej najstarszy syn, Saad, udał się do pustelni św. Piotra i Pawła w Annai, aby prosić św. Szarbela o uzdrowienie matki. Przyniósł stamtąd poświęcony olej oraz ziemię z grobu Świętego. W szpitalu córka Nouhad nałożyła olej i ziemię na ciało chorej, a ta natychmiast poczuła mrowienie w dłoniach i stopach. Wróciwszy ze szpitala do domu w nocy 22 stycznia 1993 r., zobaczyła we śnie przy swoim łóżku św. Szarbela ze św. Maronem. Szarbel powiedział: Przyszedłem, aby cię zoperować. Zakonnicy nie mieli ze sobą narzędzi chirurgicznych ani środków znieczulających. Mimo to jeden z nich położył ręce na jej szyi i zaczął ją operować, a drugi uśmierzał ból, trzymając poduszkę za jej plecami. Nie mogła ani krzyczeć, ani się opierać. Kiedy mnisi zakończyli ten niezwykły zabieg, posadzili ją na łóżku. Św. Szarbel powiedział: „Jesteś już zdrowa, możesz jeść i pić, chodzić i pracować”. Następnie obaj zniknęli w jasnym świetle.
Kiedy Nouhad obudziła się ze snu, przeżyła wielki wstrząs. Znajdowała się bowiem w tej samej pozycji, jaką miała podczas widzenia. Ku własnemu zdumieniu mogła też wstać z łóżka i chodzić po pokoju. Jej mąż, widząc to, krzyknął z przerażeniem: „Co ty robisz?!”. Odpowiedziała: „Zostałam uzdrowiona dzięki św. ojcu Szarbelowi”. Spoglądając w lustro, zobaczyła, że po obu stronach zakrwawionej szyi ma szyte rany o długości około 14 cm; późniejsze badania ujawniły, że krew ta nie należała do żadnej znanej grupy. Z ran wystawały końcówki nici chirurgicznych. Kiedy je przebadano, okazało się, że są to takie same, jakie stosowano w XIX w., a więc za życia św. Szarbela (w niektórych publikacjach pisze się, że za nici posłużył włos Szarbela). Późniejsze badania potwierdziły, że tętnice szyjne Nouhad są całkowicie czyste, a ona – zupełnie zdrowa.
Ze względu na tłumy ciekawskich, którzy przybywali do jej domu, by osobiście zobaczyć cud, kobieta przeniosła się potajemnie do mieszkania swego syna. Wówczas we śnie ponownie ukazał jej się św. Szarbel, mówiąc: „Zoperowałem cię, aby ludzie widząc, że zostałaś cudownie uzdrowiona, nawracali się. Wielu oddaliło się od Boga, przestali się modlić, przystępować do sakramentów i żyją tak, jakby Bóg nie istniał. Proszę cię, abyś uczestniczyła we Mszy świętej w klasztorze Annaja 22. dnia każdego miesiąca. Na pamiątkę twojego uzdrowienia w każdy pierwszy piątek miesiąca oraz 22. dnia każdego miesiąca twoje pooperacyjne rany będą krwawić”. Święty wyjawił jej wtedy również, że drugim mnichem obecnym podczas tej niezwykłej operacji był św. Maron – założyciel wspólnoty mnichów, do której należał św. Szarbel. Nouhad udawała się więc w wyznaczone dni do Annai, aby uczestniczyć w Eucharystii i wspominać wydarzenie, które odmieniło jej życie. W swoim domu urządziła kaplicę, w której co tydzień publicznie odmawiano różaniec. Rany na jej szyi krwawiły regularnie w wyznaczone dni, przypominając o cudzie. Nouhad zmarła w 2025 r.
Niezwykła historia wiąże się też z fotografią Świętego. Kiedy w 1950 r. kilku misjonarzy maronitów modliło się przy grobie Szarbela, poprosili, by ktoś zrobił im pamiątkowe zdjęcie. Jakież było ich zdziwienie, kiedy po wywołaniu filmu zobaczyli na fotografii obok siebie postać brodatego mnicha o skupionym i pełnym pokoju obliczu. Starsi zakonnicy, którzy znali ojca Szarbela, natychmiast rozpoznali go na tym zdjęciu. Było to tym bardziej niezwykłe, że za życia nigdy nie wykonano mu fotografii. Eksperci wykluczyli możliwość manipulacji czy błędu technicznego, uznając zdjęcie za autentyczne. Odtąd stało się ono jedynym wizerunkiem Szarbela, na podstawie którego powstały późniejsze portrety, obrazy i ikony wiszące dziś w sanktuariach czy w domach wiernych na całym świecie. Dla wielu ludzi owo zdjęcie stało się znakiem obecności Świętego i potwierdzeniem jego cudownej działalności także po śmierci. Odpowiednio powiększone, wisiało w Bazylice św. Piotra zarówno podczas beatyfikacji, jak i kanonizacji.
Widzialnym znakiem cudownych mocy św. Szarbela jest do dziś jego olej, który można otrzymać w klasztorze w Annai; pochodzi z oliwek rosnących w tutejszym ogrodzie. W trakcie nabożeństwa w obrządku maronickim mnisi błogosławią olej relikwiarzem pierwszego stopnia św. Szarbela. Olej dotyka kości św. Szarbela, stając się relikwią drugiego stopnia. Cudów po namaszczeniu olejem nieustanie przybywa.
Fascynujący świadek wiary
Św. Szarbel Makhlouf, XIX-wieczny pustelnik z Annai w Libanie, urzeka współczesnych swoją duchowością. Żył w ciszy, samotności i ukryciu, a jednak jego świadectwo porusza serca milionów ludzi na całym świecie. Nie stawiał pytań o sens życia i wiary, choć był dobrze wykształcony. Nie był filozofem i nie napisał rozpraw teologicznych, a mimo to jego historią zajmują się wybitne umysły. Jego pustelnicze życie bowiem paradoksalnie udziela odpowiedzi na najgłębsze pytania współczesności.
Dzisiejszemu światu, w którym błyszczą celebryci, bogacze i jakże często bezideowcy, Szarbel przypomina, że każda taka sława przeminie, gdyż opiera się na chciwości, ambicji i wygodnictwie. Liczy się tylko sława, która buduje na miłości, która nie szuka siebie, lecz prowadzi do Boga. Żyjąc z dala od zgiełku świata, odizolowany od mediów, eremita z gór Libanu gromadził wokół siebie rzesze poszukujących sensu życia. Udzielał im porad, rozwiązywał ich problemy. Wzbudzając ich aplauz i wdzięczność, lękał się, by nie przesłaniać im sobą Boga. Każdy dzień spędzał na długich modlitwach, ciężkiej pracy i spotkaniach z poszukującymi jego pomocy. Celebrytom radził: „Ciało zachowuje się jak osioł – jeśli je zaspokoisz, staje się nieposłuszne. Kiedy jest głodne, pokornieje”.
O niezliczonej liczbie „wielkich” tego świata mało kto pamięta, gdy tymczasem do św. Szarbela garną się miliony pragnących cudu przemiany siebie, cudu nawrócenia i uzdrowienia. Nie był wybrańcem tego świata, ale wybrańcem Boga, dlatego dziś przypomina światu o wszechmocy i miłosierdziu Boga. Trafnie ujął jego posłannictwo papież Paweł VI: „Cichy i pokorny mnich Szarbel, który wyłania się z zapomnienia swojej libańskiej góry, jest w oczach współczesnych ludzi człowiekiem absolutnego ubóstwa, doskonałej pokory, człowiekiem całkowitego oddania się Bogu, w ciszy nieustannej modlitwy”.
Ubóstwo, pokora, modlitwa – to dla wielu dziś postawy oznaczające słabość, nieinspirujące do działania, a nawet budzące wzgardę. To jakieś prostactwo – powiedzą. Tymczasem Szarbel nie był prostakiem, miał dużą wiedzę, znał języki wschodnie i precyzyjnie się wypowiadał. Udzielał dobrych rad tym, którzy się zwracali do niego w różnych sprawach. Jako pustelnik dbał o zachowywanie milczenia, mówił wtedy tylko, gdy go pytano. Wyznawał zasadę: „Mów tylko wtedy, gdy twoje słowa są głębsze i mądrzejsze niż twoje milczenie. Jeśli nie zrozumiesz mojego milczenia, nie zrozumiesz moich słów”. Jako święty, rodził i rodzi innych świętych. Taka jest bowiem zasada świętości.
Nie ma świętości bez odrobiny szaleństwa w praktykowaniu cnót, bez wytrwałej modlitwy, mądrych postów i umartwień, bez codziennego zwyciężania zła dobrem, kłamstwa prawdą, a nienawiści miłością. Św. Szarbel radził ludziom tak, jak sam żył. By zmieniać innych, świat, najpierw zmieniał siebie. Kiedy wybrał życie w pustelni, życie z Jezusem, mówiono: „odszedł od zmysłów”. Tymczasem on wyrzekł się świata, by pomóc Jezusowi dotrzeć do świata. Choć może inni mówili: „Szarbel to wariat”, to on wiedział, że wariuje świat.
Jako kapłan żyjący Eucharystią przylgnął do Jezusa w Niej ukrytego. Słuchał spowiedzi, odpuszczał grzechy w imieniu Jezusa, tłumaczył: „Ludzie przyzwyczajają się do tych więzów, które stają się częścią ich życia, stąd tak trudno jest im wyzwolić się z nich. Skupiają się na łańcuchach, które błyszczą, więc nie są w stanie zobaczyć oblicza Pana, a brzęk łańcuchów ogłusza ich tak, że nie słyszą już Bożego głosu. Przechwalają się połyskiem kuli u nogi, przez którą kuśtykają, rozkoszują się dźwiękiem łańcuchów, w które są zakuci. Kajdany pozostaną kajdanami, choćby błyszczały najpiękniej na świecie, a łańcuchy pozostaną pętami niewoli, nawet jeśli zrobione są ze złota. Zamiast polerować swoje kajdany, otwórz je, zamiast komponować muzykę z brzęku łańcuchów, rozwiąż je i wyzwól się z nich”.
Inżynier Raymond Nader z Libanu, autor książki o Szarbelu, doświadczał przez lata wizji, w których otrzymywał od Świętego przesłania o losach Libanu i świata; na ich potwierdzenie ma na ramieniu odcisk dłoni Świętego. Jedna z tych wizji dotyczy narodu libańskiego: „Nadchodzące lata będą ciężkie, jak ciężki jest krzyż. Przemoc wypełnia ziemię, wszyscy upadną pod ciężarem strachu, a smutek wypełni serca…, jednak wy zachowacie wiarę. (…) Podejmijcie krzyż Chrystusa z radością i uznajcie jego wartość, nie myślcie o tych, którzy was wyśmiewają. Historia zbawienia jest pisana łzami nawrócenia i modlitwy. I tylko odważnie wyznający swą wiarę mają te łzy. (…) Weź krzyż i podążaj za krokami Jezusa, a Maryja będzie z tobą, jak była przy Nim. I za każdym razem, kiedy czujesz się zraniony, ofiaruj swe rany ranom Jezusa. Za każdym razem, gdy cię będą prześladować, powstań ponownie i powiedz: na Twoją chwałę, Jezu. (…) Twoja słabość jest po to, by ją pokonać, a nie po to, by stać się powodem do lamentów. Gdy poniesiesz krzyż z Jezusem, pokonasz słabość, zmęczenie cię nie zwycięży, będziesz szedł z cierpliwością, stałością i w ciszy. A gdy przybędziesz, twoja radość będzie bezgraniczna, tysiąckroć większa od jakiegokolwiek zmęczenia doświadczonego w drodze. (…) Oblicze ziemi ulegnie zmianie, jednak wy zachowacie twarz Chrystusa. (…) Granice i ludzkie systemy znikną, przyjdą nowe, a narody upadną pod swym ciężarem. Ale niech wasza miłość nie zna granic, niech waszą wspólnotą będzie Kościół, niech waszym prawem będzie Ewangelia. (…) To wy prowadźcie tę łódź pośród wzburzonych mórz, niech wasze serca będą oazą pokoju dla zagubionych, opuszczonych, bez dachu nad głową. (…) Kiedy się modlicie, proście o miłosierdzie i rozsiewajcie miłość po ziemi. Módlcie się za zatwardziałe serca i pozostające w ciemności umysły. Nie bójcie się, gdyż na koniec światło Chrystusa rozbłyśnie i rozbłyśnie także znak krzyża i Kościoła. (…) Trwajcie w wierze Jezusa i nie bójcie się, ufajcie Bogu zmartwychwstania”.
Jest to tylko fragment artykułu Czesława Ryszki o niezwykłym świętym z Libanu. Całość zaprezentowaliśmy na łamach czerwcowego miesięcznika „Wpis” nr 188 z czerwca 2026 r. Zapraszamy do lektury!

WPIS 06/2026
Czerwcowy numer Waszego ulubionego miesięcznika już w sprzedaży! Jak każdego miesiąca, przygotowaliśmy dla Was całą serię felietonów na aktualne tematy, cykl artykułów powiązanych z bieżącymi rocznicami, jak i wywiady z frapującymi postaciami – nie tylko ze świata polityki. Wybitny historyk prof. Andrzej Nowak tym razem pojawia się w roli równie znakomitego dziennikarza.

PAKIET Świat Chrystusa tomy 1-3 w cenie 199 zł
Świat Chrystusa to monumentalna trzytomowa historia świata w okresie życia i działalności Jezusa Chrystusa. Obejmuje lata od 6 roku przed narodzeniem, aż do śmierci krzyżowej Jezusa z Nazaretu. Autor, wybitny historyk i znakomity pisarz, prof. Wojciech Roszkowski, pracował nad swoim dziełem prawie pół wieku. Oparł się na idei zawartej w Liście św.

Droga Krzyżowa. Proroczy głos z Koloseum
Słowa rozważań kard. Josepha Ratzingera z roku 2005 są dziś jeszcze bardziej aktualne niż wówczas. Wygłosił je owego roku w Wielki Piątek podczas nabożeństwa Drogi Krzyżowej w Koloseum, odprawianego w zastępstwie ciężko chorego Jana Pawła II. Najbliższy współpracownik Papieża napiętnował tych, którzy będąc w Kościele, odchodzą od nauki Chrystusa i ją przeinaczają. Którzy się sprzeniewierzają Zbawcy.

Bez Boga nie ma zbawienia
Wielu będzie zaskoczonych, czytając tę książkę. Nie zawsze spotyka się bowiem opinie tak odważne – formułowane zwłaszcza przez osobę duchowną – a zarazem tak głęboko przemyślane. O. prof. Dariusz Kowalczyk SJ wykazuje się wielką wiedzą na temat Kościoła, chrześcijaństwa, ale także aktualnych spraw społecznych i narodowych. W rozmowie z dr.

Wspaniałość chrześcijaństwa
Jak żyć bez wiary w Boga? Niektórzy próbują, ale zwłaszcza w naszych czasach niespotykanego zamętu pojęć oznacza to tylko pogłębienie wewnętrznego chaosu człowieka. Autor pisze wprost: „żyjemy w cywilizacji skupionych na sobie konsumentów, którzy za pomocą zgiełku i rozrywki usiłują zagłuszyć w sobie dojmujący brak sensu życia”. Ks. prof.




Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.