Święty Janie Pawle II, módl się za nami i za Ojczyzną naszą... Rocznica urodzin św. Jana Pawła II
Dziś świętujemy 106. rocznicę urodzin niezapomnianego Papieża Polaka, św. Jana Pawła II. Tak bardzo nam brakuje jego mądrości, autorytetu moralnego i przewodnictwa duchowego w życiu tak pełnym zamętu... A nade wszystko brakuje nam jego niezłomnego przywiązania do Chrystusa i Jego Kościoła, a także – do Polski. Święty Janie Pawle II, módl się za nami i za Ojczyzną naszą!
Z okazji urodzin wielkiego syna polskiej ziemi prezentujemy fragment książki „Największy z rodu Polaków” pióra znakomitej publicystki Jolanty Sosnowskiej, opisujący małą ojczyznę Karola Wojtyły – św. Jana Pawła II.
Sprawy ludzkiego serca, ludzkiej młodości, trzeba przede wszystkim Bogu zostawić, który na różne sposoby prowadzi człowieka
Lolek Wojtyła przyszedł na świat w Wadowicach 18 maja 1920 r. między godziną 17 a 18, kiedy w kościele parafialnym pw. Ofiarowania Najświętszej Marii Panny sąsiadującym z kamienicą, w której mieszkali Emilia i Karol Wojtyłowie, trwało akurat nabożeństwo majowe. Chłopca od pierwszych chwil jego życia, można powiedzieć, połączył pomost zarzucony pomiędzy domem Bożym a nacechowanym głęboką pobożnością domem rodzinnym. Widok z okna pokoju padał na zegar słoneczny znajdujący się na murze świątyni, opatrzony sentencją „Czas ucieka, wieczność czeka”…
Na chrzcie, który odbył się 20 czerwca 1920 r. w wadowickiej farze, malec otrzymał imiona Karol Józef, albowiem rodzice chcieli powierzyć go opiece zarówno św. Karola Boromeusza, jak i św. Oblubieńca Maryi. Chrzestnymi zostali krewni ze strony Emilii Wojtyłowej – jej siostra Maria, po mężu Wiadrowska, oraz szwagier Józef Kuczmierczyk. Sakramentu udzielił kapelan wojskowy ks. Franciszek Żak. Wspominając to wydarzenie 59 lat później, św. Jan Paweł II podkreślił:
„Kiedy patrzę wstecz, widzę, jak droga mojego życia poprzez środowisko tutejsze, poprzez parafię, poprzez moją rodzinę, prowadzi mnie do jednego miejsca, do chrzcielnicy w wadowickim kościele parafialnym. Przy tej chrzcielnicy zostałem przyjęty do łaski Bożego synostwa i wiary Odkupiciela mojego, do wspólnoty Jego Kościoła”. Wówczas jako Papież ze czcią chrzcielnicę tę ucałował. Było to już po raz trzeci – za każdym razem inaugurował jakby kolejny ważny etap swego pasterzowania. Pierwszy raz uczynił to bowiem jako arcybiskup krakowski w 1966 r., przy okazji tysiąclecia Chrztu Polski, a następnie w 1970 r. jako kardynał, w 50. rocznicę swego chrztu.
Wieloraka wielkość przyszłego Ojca Świętego ukształtowała się wstępnie, ale już też bardzo wyraźnie i w sposób znaczący, właśnie w Wadowicach – w tamtejszych solidnych szkołach formujących polskich patriotów, w kościele parafialnym formującym solidnych katolików, w kulturalnej atmosferze tego miasta, w którym działały aż trzy sceny teatralne, formując ludzi poszukujących prawdziwej sztuki opartej na wartościach chrześcijańskich.
„U Lolka w domu dużo się czytało, książek religijnych, historycznych – wspominał jeden ze szkolnych kolegów, Eugeniusz Mróz. – Często gościł u nich w domu ksiądz Kazimierz Figlewicz [w l. 1930–33 wikary w Wadowicach, katecheta i spowiednik Lolka – przyp. JS], który podsuwał pierwsze poważne lektury. Lolek w siódmej klasie gimnazjum czytał – w oryginale! – Goethego, Schillera, Schopenhauera, Homera, Owidiusza, Wergiliusza. To robiło wrażenie na wszystkich. Reszta klasy ledwo wkuła na pamięć początek ‘Iliady’, a Lolek recytował z pamięci całe frazy. Fascynował się Norwidem, którego my uważaliśmy za niezrozumiałego i nudnego. Zawsze był przynajmniej pół kroku przed wszystkimi. Może ta wiedza, przedwczesna dojrzałość budziły w nas respekt”. Lolka nazywano powszechnie „celerem”, bo miał same oceny celujące albo bardzo dobre.
A przecież nie brakowało w jego dzieciństwie dramatów i materialnego niedostatku – krótko przed przyjęciem Pierwszej Komunii Świętej stracił ukochaną mamę, która ciężko chorowała, a trzy lata później, jako dwunastolatek, musiał przeżyć śmierć także ukochanego starszego brata Edmunda, z którym był bardzo mocno związany. Wielkość człowieka, która ma wiele znamion, mierzy się również tym, jak znosi on krzyże i czy potrafi okazać wdzięczność za otrzymane dobro. Papież Wojtyła był mistrzem i w jednym, i w drugim. Nieszczęścia, które go dotykały, ani nie zachwiały jego wiary w Boga, ani nie pogrążyły go w apatii czy depresji, ani nie zaowocowały niechęcią do innych ludzi. Umiał, jak mało kto, dziękować za otrzymane dobro i okazywać wdzięczność również wobec swoich rodzinnych Wadowic i ludzi, których tam napotkał na swojej drodze życia.
„Kiedy patrzę na ten rynek, to prawie każdy szczegół łączy się tu dla mnie ze wspomnieniem najwcześniejszego okresu życia (…) – mówił św. Jan Paweł II 7 czerwca 1979 r. – Wiadomo, jak wiele dla rozwoju ludzkiej osobowości i charakteru znaczą pierwsze lata życia, lata dziecięce, a potem młodzieńcze. Te właśnie lata łączą się dla mnie nierozerwalnie z Wadowicami, z tym miastem, które nosiło wówczas dumny herb – ‘królewskie, wolne miasto Wadowice’... A także i z tą okolicą. Z rzeką Skawą, z pasmami Beskidów. Dlatego tak bardzo pragnąłem przybyć tutaj, aby razem z wami Bogu podziękować za wszelkie dobro, jakiego tutaj doznałem. Modlitwa moja zwraca się ku wielu zmarłym, poczynając od moich rodziców, a także brata starszego i siostry, której nie znałem, ponieważ zmarła przed moim narodzeniem. Ich pamięć łączy się dla mnie również z tym miastem”.
To zadziwiające, że po tylu latach i po tym, jak wzniósł się aż na Stolicę św. Piotra, nie tylko pamiętał nazwy okolicznych miejscowości i wzniesień, ale wymieniał z imienia i nazwiska tak wielu swych przyjaciół i kolegów z dawnych lat, ich rodziców, że umiał za otrzymaną kiedyś życzliwość i pomoc podziękować także publicznie, będąc papieżem. Nie mówiąc już o tym, że modlitwą ogarniał ich wszystkich, że podtrzymywał kontakty listowne oraz towarzyskie, słał także potem z Watykanu życzenia i pozdrowienia. Nigdy się nad nikogo nie wywyższał z powodu swoich zdolności, co jednogłośnie podkreślali wszyscy koledzy i koleżanki. Takim miał pozostać na zawsze, to m.in. powodowało, że ludzie tak go kochali. Na całym świecie. Różnie można mierzyć wielkość człowieka. Nie brakuje osób, które swoją wielkość czynią przedmiotem pychy; Karol Wojtyła był tego przeciwieństwem.
Pojawiał się na wszystkich zjazdach koleżeńskich, organizowanych w kolejne okrągłe rocznice matury – najpierw co 10, a potem co 5 lat. Początkowo spotkania odbywały się w Wadowicach, a potem w Krakowie – na ul. Kanoniczej, a następnie już co roku w Pałacu Biskupim na ul. Franciszkańskiej – aż do wyboru na papieża. Kiedy pozostał w Rzymie, dawni koledzy szkolni odwiedzali go tam kilkakrotnie. Spotkania koleżeńskie odbywały się ponadto podczas papieskich pielgrzymek do Ojczyzny.
W 1999 r. św. Jan Paweł II mówił w Wadowicach: „A ten dom był dla mnie szczególnie gościnny, tu miałem prymicje, po święceniach kapłańskich, biskupich i kardynalskich, wiele razy, w domu u państwa Hommów, czyli u Zbyszka Siłkowskiego. Codziennie ich wspominam”. Lolek przyjaźnił się w latach szkolnych ze Zbyszkiem Siłkowskim, ich ojcowie również się przyjaźnili; pan Siłkowski był w 1938 r. świadkiem do bierzmowania Karola. Zbyszek ożenił się później z Hanią Homme, której rodzice mieli drogerię, i to u nich Karol Wojtyła był goszczony po święceniach kapłańskich, biskupich i po ingresie kardynalskim. Zbigniew Siłkowski w 1978 r. wspominał: „Byłem jego [Karola Wojtyły] kolegą przez cały okres gimnazjalny. Przerastał nas swoim sposobem myślenia i zainteresowaniami o głowę. Jakkolwiek brał chętnie udział w wycieczkach, międzyklasowych meczach piłki nożnej, były to dla Niego epizody, gdy nam wypełniały większość czasu. Był przy tym bardzo lubiany i miał mir. Jakoś dawał nam do zrozumienia, że szkoda czasu na byle jakie sprawy”.
Karol Wojtyła, kiedy został papieżem, rozsławił Wadowice na cały świat. Miasto to stało się miejscem pielgrzymkowym dla tych wszystkich, którzy podziwiali go za życia i podziwiają nadal, a ponadto szukają jego orędownictwa. Tu właśnie przybywają, by poznać korzenie św. Jana Pawła II. Jakże pięknie mówił Ojciec Święty 14 sierpnia 1991 r. o swoim rodzinnym mieście, jakże wspaniałe świadectwo mu wystawiał:
„‛Tyś jest [Chrystus] Mesjasz, Syn Boga żywego’ (Mt 16,16). Bądź pozdrowiona, ziemio ojczysta, bądź pozdrowione, me rodzinne miasto nad rzeką Skawą. To tutaj, w tym mieście, w starym parafialnym kościele, po raz pierwszy usłyszałem to Piotrowe wyznanie.
Wyznanie to przyszło do mnie od chrzcielnicy i od ołtarza, z ambony i ze szkoły. Było spowite w całe życie chrześcijańskiej wspólnoty. To wyznanie tworzyło życie, tak jak tworzy życie chrześcijańskie na całym okręgu ziemi.
Przyszło do mnie to Piotrowe wyznanie jako dar wiary Kościoła. Życiu memu nadało ten kierunek, który ma swój początek w Ojcu, aby przez Syna otwierać się w Duchu Świętym na niezgłębioną tajemnicę Boga. Tajemnicy owej uczyły mnie ręce matki, która – składając małe dziecięce dłonie do pacierza – pokazywała, jak kreśli się krzyż – znak Chrystusa, który jest Synem Boga żywego.
Dzisiaj, po tylu latach, jakże wdzięczny ci jestem, moja matko i mój ojcze, i mój bracie! Jakże wdzięczny ci jestem, prastara wadowicka parafio. I wam, kapłani, duszpasterze i katecheci... i wam, koledzy, rówieśnicy, koledzy i koleżanki.
Jakże wam wdzięczny jestem za to największe ‘wtajemniczenie’. Wszystko z niego czerpie swój ostateczny sens”.
Wówczas, w sierpniu 1991 r., św. Papież przybył do rodzinnego miasta, by konsekrować nowy kościół pod wezwaniem św. Piotra Apostoła. Świątynia ta powstała jako wotum wdzięczności za powołanie kard. Karola Wojtyły na Stolicę Piotrową; parafię erygowano tam 29 czerwca 1985 r.
Mówiąc o Wadowicach i formacji religijnej przyszłego papieża, nie można nie wspomnieć w tym roli jego ojca, o którym powiedział: „Mogłem na co dzień obserwować jego życie, które było życiem surowym. Z zawodu był wojskowym, a kiedy owdowiał, stało się ono jeszcze bardziej życiem ciągłej modlitwy. Nieraz zdarzało mi się budzić w nocy i wtedy zastawałem mojego ojca na kolanach, tak jak na kolanach widywałem go zawsze w kościele parafialnym. Nigdy nie mówiliśmy z sobą o powołaniu kapłańskim, ale ten przykład mojego ojca był jakimś pierwszym domowym seminarium”.
Ojciec zaprowadził też Lolka do wadowickiego klasztoru Karmelitów Bosych na Górce, gdzie chłopiec, najprawdopodobniej 16 lipca 1930 r., w uroczystość Matki Bożej z Góry Karmel, przyjął szkaplerz Matki Bożej Szkaplerznej i nosił go potem na szyi przez całe życie. „Wśród wielu nabożeństw, które urzekały mą dziecięcą duszę, najgorliwiej korzystałem z nowenny przed uroczystością Matki Bożej z Góry Karmel – wspominał podczas odwiedzin w Wadowicach po konsekracji biskupiej. – Był to czas wakacji, miesiąc lipiec. Dawniej nie wyjeżdżało się na wczasy, jak obecnie. Wakacje spędzałem w Wadowicach, więc nigdy do czasu mego wyjazdu z Wadowic nie opuszczałem popołudniowych nabożeństw w czasie nowenny. Czasem trudno było oderwać się od kolegów, wyjść z orzeźwiających fal ukochanej Skawy, ale melodyjny głos karmelitańskich dzwonów był taki mocny, taki przenikający do głębi duszy, więc szedłem”.
16 czerwca 1999 r. mocno już wówczas schorowany św. Jan Paweł II ponownie okazywał wdzięczność Wadowicom: „Z wielkim wzruszeniem patrzę na to miasto lat dziecięcych, które było świadkiem mych pierwszych kroków, pierwszych słów i tych – jak mówi Norwid – ‘pierwszych ukłonów’, co są ‘jak odwieczne Chrystusa wyznanie: «Bądź pochwalony!»’ (por. Moja piosnka). Miasto mojego dzieciństwa, dom rodzinny, kościół mojego chrztu świętego... Pragnę wejść w te gościnne progi, na nowo ukłonić się rodzinnej ziemi i jej mieszkańcom, i wypowiedzieć słowa, którymi wita się domowników po powrocie z dalekiej drogi: ‘Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!’. (…) Z głęboką czcią całuję też próg domu Bożego – wadowickiej fary, a w niej chrzcielnicę, przy której zostałem wszczepiony w Chrystusa i przyjęty do wspólnoty Jego Kościoła. W tej świątyni przystąpiłem do pierwszej spowiedzi i Komunii św. Tu byłem ministrantem. Tu dziękowałem Bogu za dar kapłaństwa i – już jako arcybiskup krakowski – tu przeżywałem swój srebrny jubileusz kapłański. Ile dobra, ile łask wyniosłem z tej świątyni i z tej parafialnej wspólnoty, wie jedynie Ten, który jest Dawcą wszelkich łask. Jemu, Bogu w Trójcy jedynemu, oddaję dziś chwałę na progu tego kościoła”.
Głębię wiary, która ukształtowała i naznaczyła całe jego późniejsze, naśladowania godne życie i pasterzowanie – od biskupiego po papieskie – zaczerpnął św. Jan Paweł II właśnie w Wadowicach, 50 km od Krakowa, nad rzeką Skawą.
„Tyle tych wspomnień. Byłoby więcej, ale wtedy musielibyśmy wejść w różne szczegóły i znów mogliby dziennikarze, a jest ich tu niemało, snuć różne domysły. Tymczasem te sprawy ludzkiego serca, ludzkiej młodości, trzeba przede wszystkim Bogu zostawić, który na różne sposoby prowadzi człowieka, działa w nim i na różnych miejscach, w różnych momentach życia go powołuje” – powiedział Papież podczas pierwszej wizyty w Wadowicach w 1979 r.

Hetman Chrystusa - Biografia św. Jana Pawła II Tom 1
Książka ta zrodziła się z fascynacji polskim Papieżem i z niezgody na traktowanie go jako dobrotliwego staruszka i miłośnika kremówek, na umniejszanie jego postaci, przebogatego dorobku i ogromnego autorytetu. Ojciec Święty jawi się tu jako osobowość zachwycająca – pasterz wyrazisty, konsekwentny, inteligentny, odpowiedzialny i odważny.

Hetman Chrystusa - Biografia św. Jana Pawła II Tom 2
Drugi tom „Hetmana Chrystusa” wkracza w kolejny intensywny rozdział ewangelizacji świata tylko przyhamowany próbą zabójstwa Papieża Polaka. Odbywamy z Janem Pawłem II następne podróże po świecie, w tym bardzo niebezpieczne, do targanych wojnami domowymi państw Ameryki Łacińskiej i Afryki, do obcych wyznaniowo krajów azjatyckich, do wielu krajów wyspiarskich, a także dwie pielgrzymki do Ojczyzny.

Hetman Chrystusa - Biografia św. Jana Pawła II Tom 3
Dopóki żył Papież Wojtyła, dopóki paliły się światła w oknach jego apartamentów wychodzących na Plac św. Piotra, dopóty świat wydawał się być jeszcze w błogosławionych ryzach piękna, dobra i prawdy. Ten biskup w bieli miał bowiem dar jednoczenia ludzi na całym świecie wokół światła Chrystusowej nauki.

Hetman Chrystusa - Biografia św. Jana Pawła II Tom 4
Cóż z tego, że ciało słabło, skoro ani duch, ani Jego umysł nie gasły; Papież Polak nie zamierzał schodzić z krzyża. Ostatni tom „Hetmana Chrystusa”, opowiadając o schyłku pontyfikatu, opowiada zarazem o nadal intensywnej posłudze, o heroicznym wypełnianiu Piotrowej misji aż do ziemskiego końca.
Ojciec Święty nie miał spokojnej starości.

PAKIET Hetman Chrystusa - komplet tomów 1-4 w promocyjnej cenie
Książka ta zrodziła się z fascynacji polskim Papieżem i z niezgody na traktowanie go jako dobrotliwego staruszka i miłośnika kremówek, na umniejszanie jego postaci, przebogatego dorobku i ogromnego autorytetu. Ojciec Święty jawi się tu jako osobowość zachwycająca – pasterz wyrazisty, konsekwentny, inteligentny, odpowiedzialny i odważny.

Do moich Rodaków. Św. Jan Paweł Wielki
Św. Jan Paweł II, zwany Wielkim, był dumnym Polakiem bez jakiegokolwiek kompleksu niższości wobec innych narodów. Takiego zachowania uczył też nas – zarówno głoszonym słowem, jak i własną postawą, którą prezentował, nie popadając przy tym w pychę czy pogardę wobec innych. Postawę swą zaś wykształcił w sobie i opierał na umiłowaniu Ojczyzny, na gruntownej wiedzy historycznej i oczywiście na głębokiej wierze w Boga i szacunku wobec bliźnich.




Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.