Dziś niezapomniany ojciec święty Benedykt XVI obchodziłby 99 urodziny. Prezentujemy fragment książki Jolanty Sosnowskiej poświęconej postaci następcy św. Jana Pawła II
Papież Benedykt XVI błogosławi wiernych na Placu Świętego Piotra w Rzymie. Fot. Wikimedia
16 kwietnia 1927 r. wypadała akurat Wielka Sobota. Tego dnia, jeszcze przed wschodem słońca, w małej wiosce Marktl nad szeroko rozlewającą się w tym miejscu rzeką Inn, na terenie starego biskupstwa Passau w Górnej Bawarii, przyszedł na świat przyszły papież Benedykt XVI. Była dokładnie godzina 4.15. U wylotu głównego placu Marktla, w obszernym, piętrowym budynku, zbudowanym jeszcze w 1745 r., mieścił się posterunek żandarmerii – teraz panowało tam niecodzienne o tej porze poruszenie. Żandarmowi Josephowi Ratzingerowi, który wraz z rodziną zajmował tu służbowe mieszkanie na piętrze, urodziło się właśnie trzecie dziecko – drugi syn. I to w przededniu święta Zmartwychwstania Pańskiego, co uważano za ważny znak. W ciemnościach za oknem prószył śnieg, tego poranka było akurat zimno i mroźnie, choć przecież od miesiąca królowała wiosna. Jak tylko się rozwidniło, Joseph senior poszedł na pobliską plebanię i powiadomił o radosnym wydarzeniu księdza. Jeszcze tego samego dnia, już o godz. 8.30, w położonym na wzgórzu kościele św. Oswalda, noworodek został ochrzczony przez wikarego, ks. Josefa Stangla, przy neogotyckiej kamiennej chrzcielnicy z 1856 r. Otrzymał imiona Joseph Alois. Matką chrzestną była Anna Ratzinger, krewna ze strony szczęśliwego ojca. To, że Joseph junior urodził się w Wielką Sobotę, w wigilię Wielkanocy, i został ochrzczony dopiero co poświęconą wodą (w tamtych czasach liturgia poświęcenia wody odbywała się w Wielką Sobotę przed południem), miało dla niego i jego bliskich zawsze wielkie znaczenie. „Byłem pierwszym ochrzczonym z nowej wody i uznane to zostało za znaczące zrządzenie. To, iż życie moje od początku w ten oto sposób zanurzone zostało w tajemnicę Wielkanocy, przepełniało mnie zawsze wdzięcznością, gdyż było znakiem błogosławieństwa” – napisał po latach ks. prof. Joseph Ratzinger, już jako arcybiskup Monachium i Fryzyngi. Powiedział też kiedyś, że gdyby nie było Boga, jego dusza „nie potrafiłaby prawidłowo oddychać”.
Kościół św. Oswalda w Marktlu niezbyt przypomina dziś swym wyglądem świątynię wzniesioną w 1857 r., w której Joseph Ratzinger przyjął chrzest. Pod koniec lat 1960. padł ofiarą posoborowych tendencji upraszczania kościelnych wnętrz w imię nowoczesności. W przebudowie bardzo przesadzono. Świątynia została częściowo zburzona, ocalało tylko dawne prezbiterium i jedyny zabytkowy, neogotycki ołtarz. Kościół wzniesiono praktycznie na nowo i wyposażono bardzo skromnie, by nie powiedzieć ascetycznie, na protestancką modłę. Znaczna część pięknych rzeźb trafiła do regionalnego muzeum, a neogotycka chrzcielnica najpierw niszczała przez lata porzucona w parafialnym ogrodzie, a potem tam odnaleziona stała się w 1992 r. eksponatem miejscowego muzeum. Dopiero w 2005 r., krótko po wyborze kard. Josepha Ratzingera na papieża, zabrano ją z miejscowego muzeum regionalnego i ustawiono w należnym jej miejscu w parafialnym kościele.
Rodzina Ratzingerów była tradycyjnie po bawarsku bardzo religijna. Rodzice bardzo pobożni, choć o różnych temperamentach. Trójka dzieci – Maria, Georg i Joseph – nauczyła się rozmawiać z Panem Bogiem od ojca, który w każdą niedzielę już o 6 rano szedł na pierwszą Mszę św., później o 9 na Mszę św. główną, a po południu ponownie do kościoła na modlitwę. W domu wspólnie odmawiano różaniec, modlono się przed posiłkami, na głos czytano Pismo Święte. Cała rodzina uczestniczyła w Eucharystii nie tylko w niedzielę, ale w miarę możności także w dni powszednie. „Ojciec był człowiekiem trzeźwo patrzącym na świat, surowym, niejednokrotnie pouczającym nawet osoby z wyższym wykształceniem– wspominał w jednym z wywiadów kard. Joseph Ratzinger. – Mnie i moje rodzeństwo nauczył modlić się, po nim odziedziczyliśmy głęboką i poważną wiarę. Mama była inna, bardziej poetycka, o gorącym sercu, serdeczna i ciepła, pojmowała intuicją. Mieli różnorodne temperamenty, które znakomicie się uzupełniały”.
Matka Maria (1884–1963), z domu Peintner, była z zawodu kucharką; „miała złote ręce i umiała w domu zrobić wszystko”. Ojciec Joseph (1877–1959) pełnił stanowisko komisarza żandarmerii. W 1927 r., gdy rodził się ich najmłodszy syn Joseph, miał już 50 lat, a jego żona Maria 43. Późno się pobrali, bo w 1920 r., a poznali się za sprawą anonsu matrymonialnego w prasie katolickiej. Odkrywszy po latach ten fakt, współczesna prasa bulwarowa próbowała przedstawiać to jako „wstydliwy sekret” rodziny. Kompletnie z niezrozumiałych powodów, gdyż małżeństwo tych dwojga dojrzałych ludzi było trwałe i szczęśliwe, pobłogosławione na dodatek trójką wspaniałych dzieci. Pierworodna córka Maria przyszła na świat w 1921 r., a syn Georg w 1924 r. Warto tu wspomnieć jeszcze wuja ojca, Georga Ratzingera (1844–99), który był księdzem, teologiem oraz zaangażowanym posłem do Landtag i Reichstagu, a także publicystą. Sprzeciwiał się m.in. pracy dzieci. Pamięć o nim była żywa w rodzinie. Dla całej pięcioosobowej rodziny Ratzingerów ważna była bliskość oddalonego o kilka kilometrów sanktuarium Matki Bożej, patronki Bawarii, w Altötting (które nazywane bywa niemiecką Częstochową). Pobożność Maryjna, wyrażana w licznych nabożeństwach, obecna w wielu miejscowych zwyczajach, była im szczególnie droga. Bawaria zwana była niegdyś terra benedictina – ziemią benedyktyńską. Od VII w. benedyktyńscy mnisi zakładali tu klasztory. Klasztorne biblioteki do dziś kryją niezwykle bogate księgozbiory, świadczące o wielkiej kulturotwórczej roli chrześcijaństwa. W przyklasztornych szkołach kształcono przez stulecia młodych Bawarczyków, którym mnisi wpajali chrześcijańską wiarę, benedyktyńską zasadę ora et labora oraz miłość do Boga i Matki Bożej.„Miałem szczęście urodzić się w pobliżu Altötting – pisał Benedykt XVI. – Tak oto pielgrzymki do tego słynącego łaskami miejsca, odbywane wspólnie z rodzicami i rodzeństwem, należą do moich najwcześniejszych i najpiękniejszych wspomnień. Największe wrażenie zrobiła na mnie oczywiście kaplica z cudownym wizerunkiem Pani Naszej z Altötting i panujący tam pełen tajemniczości mrok. Wrażenie robiła kosztownie ubrana Czarna Madonna otoczona wotywnymi darami, cicha modlitwa wielu ludzi. I oczywiście krużganek i chodzący wokół niego wierni, po których widać, że dźwigają życiowy krzyż”.
Ze względu na zawód ojca, który często przenoszony był na różne placówki, 11 lipca 1929 r. – dwa lata po narodzinach Josepha juniora, rodzina przeprowadziła się bezpośrednio nad granicę z Austrią, do Tittmoning. To niezwykle malownicze, usadowione na wzgórzu miasteczko nad rzeką Salzach leży niedaleko Salzburga i od ok. 788 r. przez dziesięć wieków przynależało administracyjnie do salzburskiego arcybiskupstwa. Górujenad nim zarówno pochodzący z XIII w. zamek rycerski, otoczony murami obronnymi, jak i barokowy kościół parafialny św. Wawrzyńca.W książce „Aus meinem Leben” kard. Ratzinger nazwał Tittmoning „wymarzoną krainą dzieciństwa”. Wśród pięknych kamieniczek wyróżnia się tam budowla z wykuszem, opatrzona na szczycie łacińskim napisem Gloria in excelsis Deo atque in terra Pax [Chwała Bogu na wysokości, a na Ziemi pokój ludziom dobrej woli], która niegdyś należała do kanoników augustianów. Do 1939 r. mieścił się tu budynek żandarmerii, w którym w latach 1929–32 mieszkała na pierwszym piętrze rodzina Ratzingerów. Mieszkanie miało wiele pomieszczeń, łamiące się podłogi i bardzo wysokie schody, po których mama dźwigała węgiel i drewno na opał. Za sypialnię służył im dawny kapitularz augustianów . W Tittmoning trzyletni Joseph zaczął chodzić do przedszkola (Kindergarter der Englischen Fräulein), zwanego w tamtych czasach ochronką, mieszczącego się na terenie klasztoru. Jego koleżanka z tamtych lat, Anni Erlacher, wspominała w filmie „Papież rodem z Bawarii”, że przedszkole i szkoła mieściły się w jednym budynku, że ich opiekunką była matka Korbiniana, która miała pod opieką 85 dzieci w różnym wieku, nie było bowiem wtedy podziału na grupy. Nie było także specjalnego placu zabaw, jak to jest dzisiaj, przedszkolaki bawiły się w klasztornym ogrodzie. Kiedy arcybiskup Monachium, kard. Michael von Faulhaber, przybył tam z okazji odbywającego się w mieście bierzmowania (w 1930 lub 1931 r.), mały Joseph, widząc dostojnika ubranego w bogate szaty, miał powiedzieć, iż on też będzie kiedyś kardynałem…
Z tamtego czasu pozostały przyszłemu papieżowi wspomnienia pięknego, niewielkiego barokowego kościoła Augustianów w Tittmoning, do którego Ratzingerowie uczęszczali najchętniej, a w sposób szczególny ustawianego tam co roku przed Wielkanocą Grobu Pańskiego, przyozdobionego kwiatami i kolorowymi światłami. „Ten klasztorny kościół przywołuje w mojej pamięci pierwsze przeżycia związane z domem Bożym – mówił kard. Ratzinger, odwiedzając Tittmoning w 1983 r. – Trwały ślad zostawiły przede wszystkim dymy wydobywające się z kadzielnicy, dźwięki chorałów gregoriańskich, a także zdziwienie, jak można niepostrzeżenie wejść po filarze na kazalnicę, że nikt tego nie jest w stanie zauważyć. Jednakże pod tymi naiwnymi obrazami ukrywały się głębsze myśli”. (...)
Jest to tylko fragment jednego z rozdziałów znakomitej książki Jolanty Sosnowskiej - „Tajemnicy opuszczenia Łodzi Piotrowej” poświęconej postaci niezapomnianego papieża Benedykta XVI. Tę i wiele innych książek poświęconych postaciom papieży można nabyć w naszym wydawnictwie.

Tajemnica opuszczenia Łodzi Piotrowej. Życie Benedykta XVI
Benedykt XVI należał do największych w dziejach papieży – przyjaciół Rzeczypospolitej, co zostało w tej książce mocno zaakcentowane. Autorka, znana z wielu książek i artykułów m.in. upamiętniających św. Jana Pawła II, przedstawia tu wszakże całe życie Josepha Ratzingera. Poznajemy jego bawarskie korzenie, brnąc także przez ponure czasy hitlerowskiego reżimu.

Z serca błogosławię. Pielgrzymka Apostolska do Polski 2006
Dokładna artystyczna dokumentacja wydarzeń z każdego miejsca, gdzie Benedykt XVI spotykał się z wiernymi. Przekaz papieskiego nauczania. Wszystkie homilie i przemówienia Ojca Świętego. Precyzyjne podpisy pod zdjęcia, bogate w treści układają się we frapującą opowieść. Najwyższy poziom edytorski. Światowej sławy fotografowie papiescy Adam Bujak i Arturo Mari wspomagani przez młody talent Marcina Bujaka (syna Adama). Byli wszędzie z Benedyktem XVI.

Kraina Benedykta XVI
W niewielkim Marktl, w malowniczej dolinie szeroko płynącego Innu przyszedł na świat Joseph Ratzinger. Syn żandarma i kucharki, ludzi prostych i głęboko pobożnych. Nieopodal znajduje się wielkie sanktuarium w Altötting. Ta kraina to Górna Bawaria. Kraina jezior i rzek, alpejskich szczytów, zaoranych pagórków, cennych zabytków. Stąd wyszedł w świat dzisiejszy Namiestnik Chrystusa, do niedawna najbliższy współpracownik Jana Pawła II.




Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.