Dramatyczna droga dr. Johna Bruchalskiego od aborcji do medycyny ratującej życie
Dr. John Bruchnalski. Fot. Archiwum BK Przyznaję, że czytając książkę Johna Bruchalskiego „Moje nawrócenie z aborcji na medycynę ratującą życie” popłakałam się kilka razy. I to nie tylko z powodu opisów bezkarnego pozbawiania życia nienarodzonych dzieci. Głębokim smutkiem napawały mnie również przedstawiane przez autora okoliczności, a jest ich niemało, które stopniowo – na zasadzie „kropla drąży skałę” – doprowadziły do tego, że usuwanie ciąży przestało być uważane za grzech, czyn karygodny, niegodziwy. Także w wielu środowiskach uchodzących za katolickie, w niektórych szkołach mieniących się takowymi, nastąpiło pod tym względem radykalne przewartościowanie. Działo się to na całym świecie, zwłaszcza gdy zabrakło już usilnego wołania św. Jana Pawła II – że wymienię tu tylko jego encyklikę Evangelium vitae, „List do kobiet” czy „List do dzieci”. Papież Wojtyła, rozeznając te złe, niebezpieczne, wręcz zabójcze trendy już w przemówieniu 26 lutego 1979 r. mobilizował katolików:
„Walczcie, aby każdemu człowiekowi przyznano prawo do narodzenia się... Nie zniechęcajcie się trudnościami, sprzeciwami czy niepowodzeniami, jakie możecie spotkać na tej drodze. Chodzi o człowieka i nie można w tej sytuacji zamykać się w biernej rezygnacji”.
John Bruchalski, autor amerykańskiego bestsellera prezentowanego teraz na rynku polskim, przechodził stadium słabnięcia wiary mimo stabilnego jej ukształtowania w czasach dzieciństwa i młodości. Przez dom rodzinny uformowany został religijnie w duchu tradycyjnej i bardzo silnej polskiej pobożności. Ten wątek, że dawna Polonia amerykańska umiała dawać czytelne świadectwo swojej katolickiej wierze, konsekwentnie przekazywać wiarę przodków następnym pokoleniom, też mocno mnie wzruszył. John znał dobrze zawołanie „Jezu, ufam Tobie” (po polsku), choć jako potomek polskich emigrantów urodził się już w USA. Codziennie odmawiał dziesiątkę Różańca, co niedzielę uczestniczył z rodzicami i dwoma braćmi w Mszy św. Przystępował też do spowiedzi i Komunii św. Od dzieciństwa charakteryzował się dobrocią, wyrozumiałością, opiekuńczością; pewne talenty, skłonności i cechy ujawniają się już wszak w latach najmłodszych. Całym sercem chciał być dobrym lekarzem. Nie wybrał medycyny tylko z tego powodu, że zapewnia prestiż i dobre zarobki.
Jako ginekolog-położnik dojrzewał i formował się w latach 1980. na University of South Alabama (Uniwersytet Alabamy Południowej) oraz jako rezydent ginekologii w Centrum Medycznym Virginii Wschodniej (tytuł doktora medycyny uzyskał w 1987 r.). Na fali posoborowej modne stało się wtedy stawianie potrzeb człowieka na pierwszym miejscu kosztem oddawania czci Bogu. „Podkreślano Jego miłość, a naszą grzeszność raczej pomniejszano – opisuje John Bruchalski swoje środowisko jezuickiej szkoły średniej i potem uniwersyteckie. – Problem w tym, że nie pokazano nam całej prawdy Ewangelii, tego, że dotyczy ona zarówno dramatu grzesznej natury ludzkiej, jej słabości i ułomności, jak i zdumiewającej miłości Chrystusa, który umierając na krzyżu, zmazał grzech człowieka i uczynił go czystym przed Bogiem”. (...)
Jest to tylko fragment znakomitej recenzji pióra Jolanty Sosnowskiej.
Jak doszło do tego że dr Bruchnalski, który początkowo uwierzył feministycznym przekazom na temat aborcji, antykoncepcji, etc. przeżył głębokie nawrócenie? Dowiecie się z jednej z najnowszych książek wydanych nakładem naszego wydawnictwa

Moje nawrócenie z aborcji na medycynę chroniącą życie
To jedna z tych książek, przy czytaniu których trudno nie uronić łzy. Wspomnienia dr. Johna Bruchalskiego wywołują bowiem głębokie wzruszenie. To zarazem jedna z tych książek, które niosą wielką nadzieję w obecny, jakże niespokojny czas.
Autor pochodzi z polskiej, katolickiej rodziny o głęboko zakorzenionej pobożności. Jednak studia medyczne oraz utytułowani profesorowie, na uznaniu których mu zależało, dość szybko zmienili jego światopogląd.




Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.