W obronie arcybiskupa Marka Jędraszewskiego: między rzekomym „kłamstwem” a rzeczywistym „wycinaniem [niewygodnych tematów z] historii”. Spór o szkołę, który dotyczy więcej niż tylko programu.
Abp Marek Jędraszewski. Fot. Wikimedia
Prezentujemy I część znakomitego tekstu red. Tomasza Wybranowskiego prezentowanego na stronie radia „Wnet”
W obronie arcybiskupa Marka Jędraszewskiego: między rzekomym „kłamstwem” a rzeczywistym „wycinaniem [niewygodnych tematów z] historii”. Spór o szkołę, który dotyczy więcej niż tylko programu.
Nie tylko o fakty w tym artykule chodzi, ale o sens: jak zmiany w edukacji historycznej przesuwają akcenty z opowieści o wspólnocie na katalog treści. Stawiam pytanie, dlaczego konflikt postaw między arcybiskupem Markiem Jędraszewskim a minister Barbarą Nowacką ujawnia głębszy problem języka i semantyki, którymi rządy obecne opisują historię Polski.
Spór o reformę edukacji i zmiany programowe rzadko bywa wyłącznie sporem o fakty. Częściej bowiem ujawnia głębsze napięcia dotyczące tego, jak w ogóle wolno mówić o historii, tożsamości i roli polskiej szkoły. Właśnie w takim kontekście należy odczytywać ostrą, choć korespondencyjną wymianę zdań między arcybiskupem Markiem Jędraszewskim a minister Barbarą Nowacką.
Choć na pierwszy rzut oka dotyczy ona oceny zmian w podstawie programowej, w istocie odsłania znacznie poważniejszy problem: rozbieżność między deklaracjami a realnym kształtem wprowadzanych modyfikacji.
Stanowcza reakcja minister, która określa krytykę mianem „obrzydliwych kłamstw”, zamyka debatę na poziomie języka politycznego, sprowadzając ją do sporu o wiarygodność wypowiedzi. Tymczasem głos arcybiskupa Jędraszewskiego, może mocny i zdecydowany, wskazuje na coś trudniejszego do uchwycenia, lecz nie mniej istotnego: na systematyczne ograniczanie tych elementów edukacji historycznej, które budują rozumienie wspólnoty, ciągłości dziejów i idei patriotyzmu.
Problem nie polega bowiem wyłącznie na tym, czy konkretne fakty zostały usunięte, ale na tym, czy uczniowie nadal otrzymują narzędzia do interpretowania historii jako spójnej opowieści o doświadczeniu zbiorowym.
Wczytując się wnikliwie w „Projekty podstaw programowych” i „Projekt podstawy programowej”. Refleksje o tym co „ważne” a co „można skreślić”
Wbrew zapewnieniom o „wzmacnianiu nauczania historii”, analiza zmian w projekcie zmian podstawy programowej przedmiotu historia w odniesieniu do „Projektu podstawy programowej” z września 2025 (operuję na materiałach ściągniętych w formie PDF ze strony Ministerstwa Edukacji Narodowej – przypomina autor) pokazuje, że znikają lub ulegają marginalizacji całe obszary tematyczne oraz konteksty interpretacyjne, w tym również te, które dotyczyły kształtowania postaw obywatelskich i patriotycznych.
To właśnie na tym poziomie zarzut o „wycinanie historii” nabiera realnego znaczenia: nie jako proste usuwanie dat czy wydarzeń, lecz jako przekształcanie edukacji z narracji o wspólnocie w zestaw rozproszonych treści.
Dlatego spór ten nie jest jedynie konfliktem dwóch opinii, lecz zderzeniem dwóch wizji szkoły: jednej, która koncentruje się na formalnej obecności materiału, oraz drugiej, która pyta o sens, proporcje i sposób jego opowiadania. W tym świetle pytanie nie brzmi, kto ma rację w warstwie deklaracji, ale czy zmiany rzeczywiście pozostawiają miejsce dla historii rozumianej jako fundament tożsamości — czy też stopniowo ją z tego wymiaru wyprowadzają.
Historia, która traci głos. O pierwszej warstwie skreśleń w podstawie programowej
Wstęp do bazy programowej nie unicestwia historii jako przedmiotu w szkołach podstawowych, lecz zmienia sposób mówienia o niej. Na pierwszy rzut oka mamy do czynienia z czymś całkowicie przewidywalnym: podstawą programową, czyli dokumentem administracyjnym, który ma określić, czego uczeń powinien się nauczyć. Taki tekst z definicji nie jest literaturą. Ma być precyzyjny, funkcjonalny i uporządkowany.
A jednak w tej konkretnej wersji widać coś więcej niż tylko administracyjną korektę. Widać proces wygładzania języka w sensie jego upraszczania, ile stopniowego usuwania tych fragmentów, które nadawały historii charakter opowieści. Nie chodzi o to, że coś „zniknęło z podstawy historii”, bo zniknęło wiele o czym za chwilę, ile chodzi o to, że zmienił się sposób, w jaki historia mówi o sobie samej dla uczniów polskich szkół podstawowych.
To różnica subtelna, ale fundamentalna: między tekstem, który instruuje, a tekstem, który jeszcze opowiada.
Historia jako doświadczenie wspólnoty i jego pierwsze pęknięcie w nowej szacie
W pierwotnej warstwie dokumentu historia nie była wyłącznie zbiorem kompetencji. Była również doświadczeniem, czymś, co rozciąga się od rodziny, przez lokalność, aż po wspólnotę narodową i europejską.
Ten sposób myślenia był wyraźnie obecny w fragmencie:
„Historia jest skarbnicą zbiorowej pamięci. Stykamy się z nią na rozmaitych, przecinających się płaszczyznach – od poznania przeszłości ‘małej ojczyzny’, przez losy kraju… aż po dzieje zwane powszechnymi.”
To zdanie nie jest definicją. Jest obrazem. Przestrzenną metaforą historii jako sieci, w której nakładają się różne poziomy pamięci.
W tym samym duchu pojawia się dalsza część:
„A czynimy to, by zrozumieć dzień dzisiejszy, by współtworzyć wspólnotę wartości. Tych wartości, które przez wieki wyraża najpełniej… idea wolności.”
Tu historia nie jest już tylko wiedzą, ale przede wszystkim mechanizmem tworzenia wspólnoty – nie abstrakcyjnej, ale zakorzenionej w ciągłości doświadczeń. Usunięcie tego fragmentu nie zmienia programu nauczania w sensie faktów. Ale zmienia jego ton fundamentalnie: wspólnota przestaje być wypowiedziana, staje się domyślna.
Wykluczanie języka emocji historycznej
Jeszcze bardziej widoczna zmiana dotyczy fragmentu, który miał niemal literacki charakter:
„Dzieje ojczyste – wypełnione bohaterstwem i codziennym trudem przodków, pełne są heroizmu i chwały, ale również tragedii, zwątpienia, a nawet niegodziwości – ten bagaż minionych czasów wszyscy powinniśmy poznać.”
To zdanie jest ważne nie dlatego, że mówi coś „nowego”, ale dlatego, że buduje równowagę interpretacyjną. Historia nie jest tu ani czysta, ani jednoznaczna. Jest napięta: między chwałą a zwątpieniem, między heroizmem a niegodziwością.
Usunięcie tego fragmentu nie usuwa historii. Usuwa jednak jej wewnętrzne napięcie jako elementu zapisanego wprost. Od tego momentu historia zaczyna być opisywana w sposób bardziej „płaski” i to nie dlatego, że staje się prostsza, ale dlatego, że przestaje być opowiadana jako doświadczenie moralne.
Zniknięcie refleksji o szkole i jej ograniczeniach
Kolejny istotny fragment, który został usunięty, dotyczy samej szkoły:
„Szkoła, nawet najlepsza, nie nauczy wszystkiego. Dostarczy jednak narzędzi, by wiedzę samodzielnie poszerzać…”
To zdanie było czymś więcej niż opisem funkcji edukacji. Było gestem pokory systemu wobec własnych ograniczeń. W wersji po skreśleniach ten ważny meta-poziom znika. Dokument przestaje mówić o tym, czym jest edukacja jako proces. Zostaje tylko to, co ma zostać zrealizowane.
Podobnie zniknął fragment:
„Duma z dokonań przodków nie powinna zatem przeradzać się w bezmyślną apologię…”
To bardzo istotne zdanie, bo ustanawiało wewnętrzny mechanizm równowagi: między dumą a krytycyzmem. Jego usunięcie nie oznacza, że krytycyzm znika z programu. Oznacza, że przestaje być nazwany wprost jako warunek interpretacji. I to już zaczyna martwić i niepokoić!
Przesunięcie z narracji do struktury
Po pierwszej warstwie skreśleń zaczyna być widoczna zmiana, która nie polega na pojedynczych korektach, lecz na przesunięciu całej logiki języka. Dokument przestaje stopniowo funkcjonować jako opowieść o przeszłości, a zaczyna działać jak jej tylko techniczny opis.
W wersji pierwotnej obecny był język, który nie tylko porządkował treści, ale również je interpretował. Historia była tam przedstawiana jako doświadczenie wspólnotowe, w którym pamięć, emocja i wiedza tworzą jeden ciąg.
Wersja po korekcie przesuwa akcent. Zamiast języka, który buduje obraz przeszłości jako narracji, pojawia się język funkcjonalny, nastawiony na operacyjność i mierzalność.
To nie jest jeszcze zmiana samej treści historycznej. To zmiana sposobu jej ramowania i ukonkretnienia. Ale właśnie takie przesunięcia są najważniejsze, bo nie uderzają w fakty, lecz w sposób ich organizacji w świadomości ucznia.
Co naprawdę się tu wydarza analizując przekreślenia w podstawie programowej
Najbardziej istotne w całym tym procesie nie jest to, co zostało usunięte pojedynczo, lecz to, jaki typ języka stopniowo znika z dokumentu. Skreślenia dotyczą pewnego sposobu myślenia o edukacji historycznej, który zakładał, że historia jest nie tylko wiedzą, ale również opowieścią. Przede wszystkim wielowarstwową, miejscami emocjonalną, zawsze osadzoną w szerszym sensie kulturowym.
W usuniętych fragmentach tematów, zjawisk i faktów ważnych dla historii Polski widoczny był język, który budował obraz historii jako przestrzeni wspólnotowej. Taki, który nie bał się mówić o pamięci zbiorowej, o ciągłości doświadczenia, o wartości wspólnego odniesienia do przeszłości.
Ten język dopuszczał również emocjonalną wieloznaczność. Ba, pozwalał na współistnienie dumy, tragizmu, krytycyzmu i refleksji w jednym opisie.
Znika także warstwa, w której szkoła sama komentuje swoją rolę. Wcześniej dokument zawierał elementy autorefleksji – przypomnienie, że edukacja ma swoje ograniczenia, że nie wyczerpuje całej wiedzy, że jej celem jest również wyposażenie ucznia w narzędzia do dalszego samodzielnego myślenia. Tego rodzaju fragmenty wprowadzały dystans i pokazywały, że system edukacyjny jest świadomy własnej konstrukcji.
W wersji po skreśleniach ten poziom refleksji zostaje ograniczony. Zostaje język celu, struktury i wymagań, natomiast znika język komentarza. Dokument przestaje mówić o sobie jako o procesie, a zaczyna funkcjonować wyłącznie jako instrukcja.
W efekcie historia zostaje przesunięta z obszaru narracyjnego do obszaru operacyjnego. Nie jest już przede wszystkim opowieścią o przeszłości, lecz systemem uporządkowanych treści, które mają zostać przyswojone i zweryfikowane. To subtelna zmiana, ale jej konsekwencje są głębokie, ponieważ wpływa na sposób, w jaki uczeń w ogóle doświadcza historii jako przedmiotu.
Ciche wykreślenia pamięci. O przemianie patriotycznego rdzenia w nauczaniu historii
Zmiany w podstawie programowej historii Polski nie zawsze dają się zauważyć. Te zmiany działają po cichu przez skróty, przesunięcia i (świadome???) pominięcia. Jednak to właśnie w tych „cichych wykreśleniach” najpełniej ujawnia się przesunięcie akcentów w sposobie myślenia o przeszłości i jej roli w kształtowaniu wspólnoty.
W szczególności uderza ograniczenie obecności postaci i wydarzeń, które przez lata stanowiły emocjonalny i symboliczny szkielet polskiej opowieści historycznej.
Zniknąć i wyciszony miał być i Zawisza Czarny, uosobienie rycerskiej lojalności i honoru. Na szczęście ostał się w finalnej wersji nowej podstawy. Natomiast nie ma miejsca na rozbudowanie narracji wokół zwycięstwa grunwaldzkiego 1410 roku, jednego z najbardziej rozpoznawalnych triumfów w dziejach Polski i Litwy.
Podobnie rzecz ma się z bohaterami XVII wieku, takimi jak przeor Augustyn Kordecki czy Stefan Czarniecki (o którym śpiewamy w hymnie, tak tylko przypominam urzędnikom MEN), którzy w tradycyjnej narracji symbolizowali opór wobec zagrożeń i zdolność przetrwania wspólnoty w warunkach kryzysu
Ważnym sygnałem jest także ograniczenie wyrazistych postaci XX wieku, w tym Danuty Siedzikówny „Inki”, której biografia stała się jednym z najbardziej przejmujących symboli powojennych losów młodego pokolenia Polaków i przekreślenie etosu Żołnierzy Niezłomnych! Wraz z takimi postaciami osłabieniu ulega cały nurt opowieści o etosie niezłomności – o wyborach moralnych dokonywanych w warunkach skrajnej presji historycznej.
Nie bez znaczenia pozostaje również redukcja szerszych kontekstów interpretacyjnych, takich jak struktura społeczeństw starożytnych czy pełniejsze ujęcia procesów cywilizacyjnych. Choć mogą one wydawać się detalami programowymi, w rzeczywistości tworzyły one ramę dla rozumienia ciągłości kultury europejskiej i miejsca Polski w jej obrębie.
W efekcie tych zmian zmienia się nie tylko zakres wiedzy, ale i sama forma opowieści historycznej. Zamiast gęstej sieci wyrazistych postaci, wydarzeń i symboli coraz częściej pojawia się narracja bardziej ogólna, pozbawiona ostrych punktów odniesienia. Traci ona część swojego dawnego, wychowawczego ciężaru – tego, który nie tylko przekazywał wiedzę o przeszłości, ale także budował emocjonalną więź z historią wspólnoty.
Nie chodzi więc wyłącznie o to, co zostało usunięte. Istotniejsze jest to, co znika wraz z tymi usunięciami: sposób myślenia o historii jako o przestrzeni pełnej konkretnych twarzy, wyborów i dramatów. W ich miejscu pozostaje bardziej abstrakcyjny obraz przeszłości – uporządkowany, ale mniej zakorzeniony w symbolach, które przez dekady budowały polski patriotyczny rdzeń.
Punkt wyjścia do dalszej części
Ta pierwsza warstwa skreśleń działa jak filtr, który nie tylko usuwa pewne zdania, ale zmienia sposób, w jaki cały dokument będzie czytany dalej. Od tego momentu każdy kolejny fragment – niezależnie od tego, czy dotyczy Piastów, Jagiellonów, epoki nowożytnej czy XX wieku – funkcjonuje już w zmienionym języku.
Dlatego w kolejnych częściach nie będzie chodziło o samą obecność lub brak konkretnych treści, lecz o to, jak ten nowy, bardziej syntetyczny język wpływa na sposób opowiadania historii.
W historii o Piastach zobaczymy redukcję narracji początków państwa, w Jagiellonach skracanie epickiego wymiaru syntezy, w XIX wieku wygaszanie języka doświadczenia niewoli, a w XX wieku – przekształcenie pamięci wojny w katalog zdarzeń.
I właśnie tam ta zmiana, która tutaj dopiero się zarysowuje, stanie się w pełni widoczna.
Początek państwa – gdy narracja pęka na piętrze Piastów
Jeżeli pierwsza część dotyczyła zmiany tonu całego dokumentu, to w części odnoszącej się do najstarszych dziejów Polski widać już coś bardziej uchwytnego: redukcję narracji dokładnie tam, gdzie historia dopiero zaczyna „układać się” w opowieść o państwie.
Wczesne dzieje – związane z dynastią Piastowie, chrztem Polski i kształtowaniem pierwszych struktur politycznych – to w każdym systemie edukacyjnym moment szczególny. To tutaj powstaje pierwsza spójna narracja: o początku wspólnoty, o wejściu w krąg cywilizacji, o symbolicznych fundamentach państwowości.
I właśnie tutaj skreślenia okazują się najbardziej znaczące, ponieważ dotykają nie faktów, lecz sposobu ich osadzenia w opowieści.
Piastowie – usunięcie „świata opisu”, pozostaje tylko struktura
W warstwie treści dodatkowych pojawiał się wcześniej fragment, który budował szeroki kontekst dla początków państwa:
„Piastowie. Plemiona słowiańskie i ich warunki życia na terenie dzisiejszej Polski. Ród Piastów – legendy związane z rodem.”
Te wyrzucone zagadnienia i tematy nie tylko przekazywały wiedzę, ile otwierały przestrzeń narracyjną. Wprowadzały świat przed państwowy: codzienność, wyobrażenia, legendę jako formę pamięci zbiorowej. I jak na lekarstwo opowieści o tym, co działo się na ziemiach polskich przed rokiem 966!
Historia Piastów przestaje być opowieścią o przejściu od plemienia do państwa. Zostaje sprowadzona do struktury wydarzeń.
Na II część artykułu zapraszamy w dniu jutrzejszym




Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.