Upomnieć się o Polskę przed światem Artura Rubinsteina pamiętny protest w Operze w San Francisco

Nasi autorzy

Upomnieć się o Polskę przed światem Artura Rubinsteina pamiętny protest w Operze w San Francisco

Młody Artur Rubinstein. Artysta zdobył międzynarodową sławę, szczególnie jako wykonawca muzyki Fryderyka Chopina. Fot. Wikimedia Młody Artur Rubinstein. Artysta zdobył międzynarodową sławę, szczególnie jako wykonawca muzyki Fryderyka Chopina. Fot. Wikimedia  W kwietniu 1945 r. dobiegała końca wywołana przez dwie zbrodnicze ideologie krwawa II wojna światowa. Nieuchronny upadek III Rzeszy nie dla wszystkich oznaczał jednak upragnioną wolność. Oto bowiem jeszcze na przełomie listopada i grudnia 1943 r. na konferencji w Teheranie zapadły decyzje „wielkiej trójki” w sprawie powojennego kształtu Europy. Stalin – wspólnik Hitlera we wrześniowej agresji na Polskę, zaś od 1941 r. formalny sojusznik aliantów, mógł się uważać po teherańskich obradach za zwycięzcę. Winston Churchill i Franklin Delano Roosevelt spełnili bowiem jego żądania w sprawie Polski, zdradzając tym samym swojego najwierniejszego sojusznika. Sowiecki dyktator – oprawca milionów Polaków otrzymał pełną kontrolę nad Rzecząpospolitą, a co więcej – obietnicę włączenia do ZSRR jej wschodnich terenów, aż de facto po linię III rozbioru (granica wzdłuż tzw. linii Curzona).

Los Polski był przesądzony. Przed sowiecką okupacją nie mogło jej, niestety, uratować bohaterstwo żołnierzy armii gen. Andersa, dywizji pancernej gen. Maczka ani powstańców warszawskich. Churchill chciał bowiem bez względu na cenę pokonać Hitlera i wygrać wojnę, nawet jeśli miało to oznaczać narzucenie Europie Środkowej i Wschodniej Stalina jako „gwaranta pokoju”. Premier Wielkiej Brytanii był co prawda wytrawnym dyplomatą, jednak zlekceważył fakt, iż polityka ustępstw wobec zbrodniczego dyktatora doprowadzi do „przegrania pokoju” i destabilizacji Europy, chociaż skądinąd Churchill chciał jej zapewnić bezpieczeństwo. Jeszcze bowiem 14 sierpnia 1941 r. na pokładzie HMS „Prince of Wales” doszło do podpisania tzw. Karty Atlantyckiej. Był to opracowany przez Churchilla i Roosevelta zbiór zasad współpracy międzynarodowej, mającej zapewnić pokój na świecie po zakończeniu wojny. To wydarzenie, wraz z podpisaniem w Londynie miesiąc wcześniej, 12 czerwca 1941 r., Deklaracji Sojuszników jest uważane za moment narodzin ONZ. Natomiast 1 stycznia 1942 r. w Waszyngtonie doszło do podpisania Deklaracji Narodów Zjednoczonych, w której 26 państw zobowiązywało się do podjęcia maksymalnego wysiłku wojennego i gospodarczego dla pokonania III Rzeszy. Wśród sygnatariuszy nie zabrakło Polski. Choć Polacy z pełną ofiarnością wywiązali się z zobowiązań sojuszniczych, to podczas konferencji w Jałcie (luty 1945 r.) doszło do przypieczętowania ustaleń teherańskich. Wówczas także zatwierdzono zaaprobowaną osobiście przez Stalina listę państw zaproszonych na kwietniową konferencję Narodów Zjednoczonych do San Francisco, zwołaną w celu utworzenia zapewniającej międzynarodowe bezpieczeństwo organizacji i podpisania Karty Narodów Zjednoczonych. Na liście nie było Polski; zarówno Churchill, jak i Roosevelt nie mieli odwagi przeciwstawić się Stalinowi.

25 kwietnia 1945 r. przedstawiciele 50 państw zebrali się w gmachu Opery w San Francisco. Panował nastrój euforii, trwała bowiem bitwa o Berlin, której wynik był przesądzony na korzyść Sowietów. Nie ulegało wątpliwości, iż kapitulacja III Rzeszy i zakończenie wojny jest kwestią najbliższej przyszłości. Licznie zgromadzonych polityków, którzy mieli nadać kształt światu po wojennym kataklizmie, czekało nie lada przeżycie artystyczne. Oto bowiem dla uświetnienia inauguracji obrad zaangażowano jedną z największych sław ówczesnego świata muzyki – polskiego pianistę żydowskiego pochodzenia Artura Rubinsteina.

Artysta, jak sam wspominał, był pełen obaw co do tego koncertu, miał bowiem za sobą przykre przejścia z amerykańskimi krytykami, którzy nawet wobec najwybitniejszych wykonawców przejawiali daleko posuniętą złośliwość. Publiczność z USA go uwielbiała, ale recenzenci nastawili przeciwko niemu menedżerkę, co spowodowało wyjątkowo napiętą sytuację. Rubinstein wiedział jednak, że nie może się wycofać. Podczas próby w sali Opery zauważył, że w ustawionym za fortepianem rzędzie flag reprezentujących państwa biorące udział w konferencji nie było flagi polskiej. Zwrócił na to uwagę także obecny za kulisami przyjaciel Rubinsteina, towarzyszący jego żonie Neli. Emocje mającego za chwilę wystąpić pianisty sięgnęły wówczas zenitu. Wszedł jednak spokojnie na scenę. Zgodnie z przyjętym podczas wojny amerykańskim zwyczajem zagrał utwór „The Star-Spangled Banner” (Gwiaździsty sztandar), którym rozpoczynano wszystkie koncerty w USA. Po wybrzmieniu ostatnich akordów Artur Rubinstein wstał i podszedł do mikrofonu, aby zapowiedzieć pierwszy utwór. Wówczas wydarzyło się coś niezwykłego, gdyż jego emocje przekształciły się, jak napisał w pamiętnikach, w „ślepą furię” wobec obecnych na sali oficjeli. Głosem, którego mocy sam się po sobie nie spodziewał, zwrócił się do publiczności: „tutaj na tej sali, w której zebrały się wielkie narody, żeby uczynić ten świat lepszym, nie widzę flagi Polski, za którą toczono tę okrutną wojnę. Ja tego tolerować nie mogę! Ja wam zagram hymn Polski! Proszę wstać!”.

Rubinstein zasiadł następnie do fortepianu i porywająco wykonał „Jeszcze Polska nie zginęła”, wywołując piorunujące wrażenie wśród zgromadzonych delegatów. Przedstawiciele 49 państw urządzili artyście gorącą owację, nie kryjąc zachwytu nad tym wybuchem patriotyzmu sławnego pianisty. Jedynie Wiaczesław Mołotow i towarzyszący mu członkowie sowieckiej delegacji nie kryli wściekłości, że zostali zmuszeni do powstania w czasie wykonania hymnu niepodległej Polski. Niezwykłego wymiaru wobec ówczesnej sytuacji politycznej nabrała też odegrana bezpośrednio po „Mazurku Dąbrowskiego” „Sonata b-moll” Fryderyka Chopina z przejmującym „Marszem żałobnym”; na rękopisie tria tego ostatniego utworu Chopin umieścił datę 28 listopada 1837 r., wigilii rocznicy wybuchu Powstania Listopadowego. „Ten koncert stał się pamiętnym wydarzeniem zarówno dla publiczności, jak i dla mnie” – pisał Rubinstein, który ku swemu zaskoczeniu otrzymał bardzo pozytywne recenzje nawet od najmniej mu przychylnych amerykańskich krytyków. Szczególnym jednak przeżyciem były dla niego podziękowania polskich żołnierzy, którzy nie kryli wzruszenia, iż znakomity wirtuoz „w tym historycznym momencie przywrócił polskiej fladze należne jej miejsce”.

(...)

Podczas debaty generalnej 74. sesji Zgromadzenia Ogólnego Narodów Zjednoczonych 24 września 2019 r. prezydent RP Andrzej Duda, nawiązując do tragicznej w skutkach II wojny światowej, w przejmujący sposób przypomniał idee przyświecające powołaniu do życia tej organizacji: „mimo postępu cywilizacyjnego, mimo tamtej strasznej lekcji [II wojny światowej], dzisiaj, w XXI w., na świecie cały czas dochodzi do aktów niezrozumiałego barbarzyństwa: do czystek etnicznych, zbiorowych mordów, do ludobójstwa. Co więcej, mają miejsce również działania wymierzone w suwerenność i integralność terytorialną państw, a granice przesuwane są nadal za pomocą siły. Przyglądając się temu, nie sposób nie zauważyć pewnych historycznych analogii: istnieje także dzisiaj pokusa ‘kupowania czasu’ pokoju poprzez bierność i uległość, a niekiedy wręcz paktowanie z agresorami w imię własnych interesów. Uleganie, czyli zaspokajanie – poddawanie się niebezpiecznym iluzjom układania się z agresorem kosztem innych, aby przedłużyć pokój dla siebie. Paktowanie, czyli szukanie partykularnych interesów, często gospodarczych, w relacjach z agresorami, przy jednoczesnym górnolotnym odwoływaniu się do solidarności z ofiarami agresji.

 Tworząc Organizację Narodów Zjednoczonych na zgliszczach światowego ładu kierowaliśmy się zupełnie innymi zasadami – naczelną z nich była przecież zasada never again. Wydawałoby się, że wszyscy odrobiliśmy jakże okrutną lekcję II wojny światowej. Niestety, jak pokazują ostatnie lata, taka sama pokusa układania się z agresorem istniała wtedy, jak i dzisiaj. Jestem głęboko przekonany, że nadszedł najwyższy czas, aby ocknąć się z letargu, wyciągnąć wnioski z przeszłości i zaprzestać powielania takich samych błędów”.

Po 74 latach od założenia ONZ i pamiętnego protestu wybitnego polskiego pianisty Artura Rubinsteina słowa te zabrzmiały nad wyraz aktualnie.

Jest to tylko fragment artykułu dr Moniki Makowskiej, który ukazał się na łamach miesięcznika "Wpis" nr 116. Do zapoznania się z całością zapraszamy w czerwcowym numerze z 2020 r. 

WPIS 06/2020

WPIS 06/2020

 

Pojawił się już w sprzedaży najnowszy, czerwcowy numer „Wpisu”. Jak co miesiąc mogą Państwo zapoznać się zarówno z doborowymi reportażami na aktualne tematy, jak i z całą serią materiałów historycznych. W związku z nadchodzącymi wyborami prezydenckimi, które jak chyba nigdy wcześniej nabrały charakteru zaciętej walki o katolicką tożsamość Rzeczypospolitej, nie mogło zabraknąć artykułów poświęconych temu doniosłemu wydarzeniu.

 

Skąd się wziął Karol Nawrocki? Andrzej Nowak rozmawia z prezydentem RP

Skąd się wziął Karol Nawrocki? Andrzej Nowak rozmawia z prezydentem RP

Andrzej Nowak, Karol Nawrocki

Kim naprawdę jest człowiek, który w 2025 roku został prezydentem Rzeczypospolitej? W tej książce poznajemy najważniejsze etapy jego życia – od dzieciństwa i młodości w Gdańsku, przez pracę w Grand Hotelu, sport, studia, historię, IPN i Muzeum II Wojny Światowej, aż po najbrutalniejszą kampanię wyborczą III RP i początek prezydentury.
Dr Karol Nawrocki zgodził się porozmawiać o sobie z człowiekiem, do którego ma pełne zaufanie – prof. Andrzejem Nowakiem.

 

Polski my naród

Polski my naród

Wojciech Polak

Polskość i patriotyzm stanowią kanwę tej niezwykłej książki, utkanej z rodzimej historii, obyczajowości, tradycji. To właśnie pośród nich uwił sobie gniazdo przed wieloma wiekami dumny polski Orzeł. Umiłowanie Ojczyzny wypisywali Polacy na sztandarach przez stulecia. Jako naród przetrwaliśmy różne dziejowe kataklizmy i istniejemy do dzisiaj tylko dlatego, że zachowaliśmy miłość do Polski.

 

Wojna i dziedzictwo. Historia najnowsza

Wojna i dziedzictwo. Historia najnowsza

Andrzej Nowak

Ostatnie lata naszej historii najnowszej toczyły się w cieniu wojny – najpierw tej być może najbardziej bolesnej, choć nie dosłownej, czyli wewnętrznej, w naszym własnym domu. Jej pierwszą ofiarą stała się prawda, ale przecież w jej wyniku doszło także do ofiar śmiertelnych. Potem zaczęła się wojna kulturowa, której front coraz brutalniej naciera na Polskę. W jej wyniku umierają przede wszystkim ludzkie sumienia.

 

Czas walki z Bogiem

Czas walki z Bogiem

Andrzej Nowak

Od XIX wieku, od czasu legalizacji partii lewicowych, toczy się oficjalna walka z Bogiem. Można nawet mówić o permanentnej wojnie z wiarą chrześcijańską. Walki rozpoczęte w sposób niezwykle krwawy jeszcze podczas rewolucji francuskiej znalazły potem swoje rozwinięcie w quasi-naukowych pracach quasi-filozofów, ideologów i zbuntowanych wobec Boga artystów.

 

Komentarze (0)

  • Podpis:
    E-mail:
  • Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.