Powstaniec Warszawski Jakub Nowakowski "Tomek" awansowany na podpułkownika! "Nigdy nie przestaliśmy wierzyć w klęskę Niemiec"
Decyzją Ministra Obrony Narodowej Powstaniec Warszawski Jakub Nowakowski „Tomek” z batalionu „Zośka” został awansowany do stopnia podpułkownika! Mianowanie na stopień podpułkownika otrzymał z rąk dowódcy Jednostki Wojskowa Komandosów Lubliniec płk. Marcina Suszko. Uroczystość odbyła się w Sali Tradycji JWK. Gratulacje Panie Podpułkowniku!
Z tej okazji publikujemy fragment wywiadu z ppłk Jakubem Nowakowskim „Tomkiem” przeprowadzonego przez dr Monikę Makowską. Całość ukazała się w miesięczniku „Wpis” nr 1 (171) ze stycznia 2025 r.

WPIS 01/2025 (e-wydanie)
Pierwszy w 2025 r. numer miesięcznika „Wpis” już się ukazał! Podobnie jak każdego miesiąca, przygotowaliśmy dla Państwa wyselekcjonowany zbiór felietonów na aktualne tematy, jak również serię artykułów powiązaną z nadchodzącymi rocznicami historycznymi. Znany z ciętego pióra Leszek Sosnowski i tym razem się nie patyczkuje, nazywając poczynania koalicji 13 grudnia inwazją bolszewizmu – czyli po imieniu, ostro i adekwatnie do stanu faktycznego.
„Komenda Główna AK rozpoczęła już rozmowy kapitulacyjne, a myśmy jeszcze walczyli. Nigdy nie przestaliśmy wierzyć w klęskę Niemiec”
Z ppłk Jakubem Nowakowskim ps. „Tomek” z batalionu „Zośka” rozmawia dr Monika Makowska
Panie Pułkowniku, dla Pana Powstanie rozpoczęło się na Żoliborzu już o godz. 14.00...
Tak, bo chłopcy od porucznika „Szajera” (Bohdan Kunert) ze zgrupowania „Żniwiarz” podczas transportu broni
„To powstanie było nie tylko triumfem moralnym (…) wzrosło znaczenie Polski wśród aliantów [i] nasz wkład w II wojnę światową, w walkę z Niemcami”. 100-letni mjr Jakub Nowakowski „Tomek” nie ustaje w walce o pamięć Powstania Warszawskiego. Fot. MM wpadli na patrol niemieckich lotników i doszło do wymiany ognia... Kiedy usłyszałem wzmagającą strzelaninę pomyślałem, że coś się dzieje, ale jeszcze wtedy nie uwierzyłem, że to już wybuchło Powstanie. Sytuacja w Warszawie była już wtedy bardzo gorąca, nieraz dochodziło do miejscowych starć z Niemcami. Przypuszczałem, że na Żoliborzu doszło po prostu do jakiejś większej potyczki, że może to jakaś prowokacja ze strony AL, albo PPR-u… Wyszedłem z działki na Marymont (wyjście było w tę stronę) i od razu zatrzymał mnie niemiecki patrol. Przez całą okupację nigdy nie wpadłem w łapy Niemców, a tu sam początek Powstania i taki pech! Niemcy zaprowadzili mnie do swojej placówki na Marymoncie, a tam - pełno zatrzymanych młodych ludzi. Niemcy oglądali ich plecaki ustawione na stole. Sytuacja była groźna, bo w nich było wszystko co było potrzebne do „wyprawy w pole”. (...) Sytuacja przedstawiała się bardzo groźnie, ale wśród tych powstańców trafił się pewien młodzieniec, który doskonale mówił po niemiecku. I on „zbajerował” Niemców, że po prostu nas wypuścili! Mieliśmy sporo szczęścia, bo groziło nam rozstrzelanie, a w najlepszym razie Niemcy zatrzymaliby nas jako niewolników od czarnej roboty. Mogliśmy też skończyć jako żywe tarcze przed czołgami. Kiedy tylko wydostałem się z łap niemieckich, to pobiegłem do domu; wiedziałem już, że Powstanie wybuchło, ale Żoliborz był dziwnie pusty, nie widziałem powstańców… Tak więc dotarłem do domu. Rodzice oznajmili mi, że wczoraj przyszedł do mnie dowódca kompanii „Zośki” „Andrzej Blondyn” (por. Andrzej Łukoski) z rozkazem żebym stawił się na Woli w miejscu zbiórki batalionu „Zośka”.
W fabryce Telefunkena przy ul. Mireckiego róg Karolkowej?
Tak, tam była kwatera „Zośki”. Tak więc „Andrzej Blondyn”, dowódca kompanii przyniósł rozkaz, że mam się tam stawić, ale zaraz potem przyszedł dowódca plutonu, Tadzio Huskowski „Tadeusz” i powiedział, że idzie opróżnić nasz magazyn broni na Bielanach i że ja mam do niego dołączyć. Tak więc otrzymałem dwa sprzeczne i spóźnione rozkazy. Później jeszcze się dowiedziałem, że załoga z Żoliborza wyszła do Puszczy Kampinoskiej.
Ppłk. „Żywiciel” rzeczywiście w pewnym momencie wyszedł z żoliborskimi oddziałami do Puszczy Kampinoskiej; żołnierze zgrupowania „Żniwiarz” szli w ariergardzie…
Wszystkie oddziały żoliborskie zdążyły już stoczyć wyjątkowo krwawe bitwy z Niemcami; niektóre z nich nawet jeszcze przed Godziną W. Ci ze „Żniwiarza” mieli zaatakować baterie dział przeciwlotniczych na Burakowie. Niemcy sprowadzili nawet czołgi i wozy pancerne, ostrzelali naszych z czołgów, a ponadto zasypali ich pociskami z ckm-ów. Nasi, widząc że się z powstańczym uzbrojeniem się nie przebiją wycofali się na VIII kolonię WSM. Nie mieliśmy wtedy prawie wcale uzbrojenia. Tak więc ppłk „Żywiciel” [Mieczysław Niedzielski] widząc że powstańcze oddziały z takim uzbrojeniem nie poradzą sobie na Żoliborzu wydał rozkaz wyjścia do Puszczy Kampinoskiej. Tymczasem chwilowo zgłosiłem się do zgrupowania tego kolegi, który nas ocalił, czyli do „Żaglowca”. Powstańcy z „Żaglowca”, którzy nie wyszli z ppłk. Żywicielem do Puszczy Kampinoskiej, skupili się wokół ppor. „Topora” (Władysław Jasiński). Wtedy moim zadaniem u nich było przenoszenie rannych. Jeśli chodzi o walki z Niemcami w tym momencie, to były starcia z patrolami i z pojedynczymi czołgami, bo pamiętam, że ciągle było słychać meldunki „czołg idzie!”. Początkowo czołgi przejeżdżały ul. Słowackiego na Plac Wilsona i potem Krasińskiego do Cytadeli.
Cytadela była mocno obsadzona przez Niemców… 1 sierpnia powstańcom ze Zgrupowania „Żaglowiec” nie udało jej się zdobyć…
Wspomnianą trasą przebijały się niemieckie czołgi, atakowały nas nieprzyjacielskie patrole, trafiały się też strzelaniny, ale nie było większego ataku ze strony Niemców, którzy prowadzili tylko ogień nękający, to znaczy przez cały czas kierowali na nas ostrzał artylerii, to tu, to tam padały pociski, niekiedy pojawiały się samoloty, zrzucały bomby i odlatywały. Pamiętam jak przenosiłem jakiegoś rannego, no i wreszcie trzeciego dnia powstania wieczorem dowiedziałem się, że nasi wrócili z Kampinosu, że drużyna Tadzia Huskowskiego „Tadeusza” dołączyła do „Żniwiarza” i przebywa w kolonii WSM-u przy ulicy Suzina. Rano 4 sierpnia zgłosiłem się do Tadzia. On zdążył opróżnić nasz magazyn na Bielanach z broni, ale kiedy wrócił na Żoliborz, był on już odcięty od Warszawy, więc podobnie jak ja, nie miał możliwości dotarcia na Wolę. Skrzyknął więc „Zośkowców” mieszkających na Żoliborzu i Bielanach, utworzył z nich drużynę uzbrojoną w broń z naszej skrytki i dołączył do zgrupowania „Żniwiarz”, które było jednym z oddziałów dywersyjnych Kedywu AK. Zostaliśmy włączeni do plutonu 226 „Żniwiarza”, walczyliśmy w jego składzie aż do końca Powstania. Kiedy więc tego czwartego dnia walki zameldowałem się Tadziowi i opowiedziałem mu swoją historię, on na to odpowiedział: „bardzo się cieszę że jesteś, ale niestety nie mam dla Ciebie broni, bo już ją rozdałem”. To był dla mnie straszny cios – zostaję bez broni! Żołnierz bez broni w czasie Powstania się nie liczył. Jednak szybko tę broń dostałem, choć niestety na skutek nieszczęścia. Nasza żoliborska, Zośkowa drużyna kwaterowała wówczas w pewnym pomieszczeniu przy fabryce Opla na terenie obecnych Sadów Żoliborskich. Koledzy pokazali się w oknie, ustawiając się do ostrzeliwania Niemców, oni to zauważyli ze swoich stanowisk i strzelili prosto w ich stanowisko. Do pokoju wpadł pocisk z działa przeciwlotniczego, wybuchł w środku i spowodował masakrę. Akurat wtedy wyszedłem z tego pokoju, miałem szczęście, bo zaraz potem wpadł ten pocisk i poharatał kolegów. Jeden był śmiertelnie ranny, drugiemu urwało rękę, trzeciemu poważnie poraniło dłoń… Trzech Zośkowców Niemcy wyeliminowali z walki… Dostałem błyskawicę jednego z nich.
Tę słynną błyskawicę, produkowaną w konspiracyjnych rusznikarniach...
Tak, z błyskawicy można było strzelać seriami, ale niestety często się zacinała. Znałem tego chłopaka, który był ranny w dłoń - nazywał się Stanisław Czarnecki, był dowódcą sekcji bielańskiej. Zabrano go do szpitala, bo z rozharataną prawą dłonią nie mógł walczyć. Natomiast ten, który zginął, i ten, który utracił całą rękę, dołączyli do naszego oddziału już w trakcie Powstania, tak więc ich nie znałem. W tak tragicznych okolicznościach zostałem uzbrojony. Tymczasem na miejsce zakwaterowania wyznaczono nam siedzibę Wyższej Szkoły Pożarniczej.
To było niedaleko fabryki Opla?
Dokładnie u wylotu ul. Słowackiego; był taki placyk, na który z Bielan dochodziła ulica Marymoncka a z Marymontu – Potocka. Z drugiej strony stała Hala Targowa, taki budynek podobny do pudełka z aspiryną. Odkąd dostaliśmy zakwaterowanie w Wyższej Szkole Pożarniczej wychodziliśmy z niej na patrole. Patrolowaliśmy głównie na wylot ul. Słowackiego i teren fabryki Opla, bo tam kręciły się patrole niemieckie. Nic dziwnego – w tej fabryce był ich magazyn z uzbrojeniem. Staczaliśmy z nimi walki, zdobywaliśmy na nich broń i znakomicie się w ten sposób dozbroiliśmy. Sława naszej „Zośkowej” drużyny rosła, bardzo ją poważał dowódca plutonu porucznik Bohdan Kunert „Szajer”. W dowód uznania wyznaczył Tadzia Huskowskiego na swojego zastępcę, a my uzbroiliśmy cały pluton, bo oni jak do tej pory nie mieli prawie żadnej broni – szkoda gadać! Na samym początku Powstania „Żniwiarz” był wyposażony głównie w granaty ręczne; mało kto miał stena czy błyskawicę. I z takim uzbrojeniem otrzymali rozkaz zaatakowania stanowisk niemieckich – tak zresztą było w całej Warszawie. Kiedy Armia Krajowa dostała rozkaz atakowania pozycji nieprzyjaciela Niemcy niestety byli już przygotowani na nasz atak. Mieli swój wywiad, który im doniósł o terminie wybuchu Powstania, tak więc przygotowali całe gniazda karabinów maszynowych, a po naszej stronie stanęli chłopcy z krótkimi pistoletami, granatami, z pojedynczymi stenami i błyskawicami, kilkoma karabinami ręcznymi i chyba tylko z jednym maszynowym… „Żniwiarz” zgodnie z rozkazem podjął walkę i poniósł duże straty. Jak już wspominałem, żoliborscy powstańcy wycofali się wówczas do Kampinosu, ale otrzymawszy rozkaz powrotu, wrócili. Po drodze jeszcze stoczyli bitwę na Zdobyczy Robotniczej; Niemcy próbowali ich tam otoczyć, ale to im się nie udało, więc nasi ich odparli i przedostali się z powrotem na Żoliborz. Wtedy do nich dołączyłem, a po otrzymaniu broni już zupełnie inaczej się czułem, bo braliśmy udział w potyczkach, w których dawaliśmy radę Niemcom. Oni np. zrobili raz wypad na ulicę Słowackiego. W poprzek tej ulicy była ustawiona nasza barykada, więc oni ją przeszli, weszli w Słowackiego i tyralierą posuwali się do przodu między nasze stanowiska – ostrzelaliśmy ich wówczas z dwóch stron. Co to był za widok! Podbiegamy, a tam leży Niemiec z rozszarpaną klatką piersiową – prawie że serce było widoczne i taaki potok krwi leciał. Zabraliśmy jego broń i wycofaliśmy się. Podobnych akcji było wówczas więcej i w taki sposób uzbroiliśmy pluton 226 w z zdobyczną broń, a potem jeszcze Niemcy sami nas dozbroili w granaty. Po prostu pod nasze pozycje przy Wyższej Szkole Pożarniczej podjechała niemiecka ciężarówka i jak my otworzyliśmy na nią ogień to Niemcy z niej wyskoczyli i w popłochu uciekli.
A w tej ciężarówce było pełno granatów?
Początkowo o tym nie wiedzieliśmy. Sprowadziliśmy ją na nasz teren, zajrzeliśmy do środka, a tam stoją skrzynie z granatami. W taki sposób Niemcy podarowali nam 4 tysiące granatów, przez co Żoliborz był silnie uzbrojony w tę broń. Ciągle uskutecznialiśmy podobne wypady na Niemców. To był, można tak powiedzieć, romantyczny okres
Powstańcy z batalionu „Kiliński” obserwują ze stanowisk na barykadzie przy ul. Zielnej płonący gmach PAST-y. Zdjęcie autorstwa Eugeniusza Lokajskiego „Broka”. Fot. Wikimedia Powstania, bo nie było jakichś masowych ataków niemieckich, był tylko ten ostrzał nękający. Oczywiście on też był niebezpieczny, ciągle było się narażonym na śmierć od jakiegoś przypadkowego pocisku. Nadto wstrzeliwali się w nasz teren niemieccy strzelcy wyborowi (tzw. gołębiarze), obsadzający wysokie stanowiska na Marymoncie. W połowie sierpnia wycofali nas z tej Wyższej Szkoły Pożarniczej i przenieśli nasze kwatery do ZUS-u przy ul. Mickiewicza, skąd przeszliśmy do domków przy ulicy generała Zajączka, gdyż nadszedł rozkaz, że mamy atakować Dworzec Gdański.
Mieliście zdobyć Dworzec Gdański w celu połączenia się z powstańcami walczącymi na Starówce?
Tak, m.in. w celu połączenia się z „Zośką” walczącą na Starym Mieście w składzie Zgrupowania „Radosław”. Tak więc „Zośka” i „Czata 49” miały prowadzić ten atak na Dworzec Gdański od strony Starego Miasta, a my – od Żoliborza. To było jednak od początku szaleńcze przedsięwzięcie, gdyż Niemcy obsadzili Dworzec Gdański silną, świetnie uzbrojoną załogą, przede wszystkim gniazdami karabinów maszynowych, a nam brakowało broni ciężkiej.
Niemcy mieli też do dyspozycji pociąg pancerny.
Tak, pociąg pancerny też tam był i moździerze. Nasz pluton próbował jeszcze na długo przed tym atakiem wysadzić tory, żeby unieszkodliwić tę pancerkę. Niestety – bezskutecznie. Nocą z 21 na 22 sierpnia rozpoczął się nasz atak – to było dokładnie o wpół do trzeciej. Ruszyliśmy z tych domków przy ul. Gen. Zajączka. Niemcy co pewien czas oświetlali swoje przedpole za pomocą wystrzeliwanych rakiet, gdyż bardzo się bali naszego natarcia. Kiedy oświetlali przedpole to myśmy padali, a jak rakiety gasły to żeśmy się zrywali i biegli do przodu. Jak już podbiegliśmy dość blisko do ich stanowisk rozpętało się piekło – Niemcy rozpoczęli ostrzał, ale taki na całego. Do tej pory oddawali pojedyncze strzały, gdzieś tam gwizdnęło koło uszu, ale jak zaczęli pełny, intensywny i gęsty ostrzał, to szkoda gadać. Odezwały się całe gniazda karabinów maszynowych, strzelcy z pojedynczymi karabinami, granatniki, moździerze i pociąg pancerny też jeszcze dodatkowo uzbrojony w karabiny maszynowe oprócz dział. Jak Niemcy rozpoczęli kanonadę z tych wszystkich rodzajów broni, to od razu nad ziemią powstał taki widoczny niski pułap ognia, bo oni strzelali pociskami świetlnymi, ekrazytowymi. Nie sposób było biec do natarcia, trzeba było przywrzeć do ziemi i ten piekielny ostrzał przeczekać. Padając, od razu dostałem postrzał; gdy padłem na brzuch, pocisk poszedł wzdłuż ramienia i wyrwał mi w nim bruzdę. A ja oprócz karabinka, bo zamienili mi tę błyskawicę na karabinek Mausera, miałem jeszcze torbę z butelkami z benzyną, którymi miałem podpalić baraki przy Dworcu Gdańskim. Gdyby Niemcy trafili w te butelki, to bym momentalnie spłonął… Tak więc leżałem ranny i zagarniałem pod siebie tę torbę z butelkami żeby w nią nie trafiło i w tym momencie zginął kolega, który przed chwilą biegł koło mnie. To był Andrzej Dażwański „Jędrek” – poległ na miejscu, widziałem jak pada i krew mu cieknie z głowy… On miał ze sobą lekki karabin maszynowy i cały był obwieszony taśmami z amunicją. Prawdopodobnie próbował zająć stanowisko do tego rkm-u i dostał w głowę. To było straszne – zginął mój dobry kolega, nade mną ten potworny sufit ogniowy zupełnie nie do przekroczenia, nawet nie było jak przeczołgać się do torów, a tymczasem krew z rany wyciekała… Wreszcie zaczęło świtać, ogień zelżał i wtedy doczołgał się do mnie Tadzio Huskowski oznajmiając, że niestety Niemcy odparli nasze natarcie i musimy się wycofać. A ja na to że jeszcze mam tę torbę z butelkami zapalającymi, na co on – „rzuć w cholerę tę torbę!”. Więc tylko z karabinkiem poderwałem się i pobiegłem w stronę domków przy ul. Gen. Zajączka, z których wyszliśmy do natarcia. Trochę kule gwizdały koło uszu, na szczęście żadna nas nie trafiła, dotarłem do bazy i od razu trafiłem na stół operacyjny. Lekarze zabezpieczyli mi tę ranę, ona była wypalona ekrazytowym pociskiem, oczyścili ją, opatrzyli jakąś maścią, nałożyli opatrunek, a Tadzio powiedział, że daje mi dwa tygodnie urlopu, i że mam iść do domu, wykurować się, a potem wracać do jednostki.
(…)
Jest to tylko fragment wywiadu z ppłk Jakubem Nowakowskim „Tomkiem”. Całość ukazała się w miesięczniku „Wpis” 171 (1) ze stycznia 2025 r.

WPIS 01/2025 (e-wydanie)
Pierwszy w 2025 r. numer miesięcznika „Wpis” już się ukazał! Podobnie jak każdego miesiąca, przygotowaliśmy dla Państwa wyselekcjonowany zbiór felietonów na aktualne tematy, jak również serię artykułów powiązaną z nadchodzącymi rocznicami historycznymi. Znany z ciętego pióra Leszek Sosnowski i tym razem się nie patyczkuje, nazywając poczynania koalicji 13 grudnia inwazją bolszewizmu – czyli po imieniu, ostro i adekwatnie do stanu faktycznego.
Zapraszamy do naszej Księgarni Internetowej po miesięcznik WPIS - egzemplarze pojedyncze lub prenumerata - tradycyjnie albo elektronicznie:

Prenumerata elektroniczna WPiSu na drugie półrocze 2025 roku (5 numerów, w tym jeden podwójny)
Miesięcznik „Wpis” już od piętnastu lat pozostaje wierny swym założeniom i przedstawia Czytelnikom podstawowe wartości, a więc wiarę, patriotyzm i sztukę.
Publikują u nas tak znakomici autorzy, jak m.in.: Adam Bujak, ks. prof. Waldemar Chrostowski, Leszek Długosz, prof. Ryszard Kantor, dr Marek Klecel, ks. prof. Janusz Królikowski, prof. Grzegorz Kucharczyk, dr Monika Makowska, prof. Aleksander Nalaskowski, prof.

Prenumerata miesięcznika WPIS na rok 2025. Wydanie drukowane
Miesięcznik „Wpis” już od piętnastu lat pozostaje wierny swym założeniom i przedstawia Czytelnikom podstawowe wartości, a więc wiarę, patriotyzm i sztukę.
Publikują u nas tak znakomici autorzy, jak m.in.: Adam Bujak, ks. prof. Waldemar Chrostowski, Leszek Długosz, prof. Ryszard Kantor, dr Marek Klecel, ks. prof. Janusz Królikowski, prof. Grzegorz Kucharczyk, dr Monika Makowska, prof. Aleksander Nalaskowski, prof.

Prenumerata miesięcznika WPiS na cały 2025 rok - wydanie drukowane + wydanie elektroniczne
Miesięcznik „Wpis” już od piętnastu lat pozostaje wierny swym założeniom i przedstawia Czytelnikom podstawowe wartości, a więc wiarę, patriotyzm i sztukę.
Publikują u nas tak znakomici autorzy, jak m.in.: Adam Bujak, ks. prof. Waldemar Chrostowski, Leszek Długosz, prof. Ryszard Kantor, dr Marek Klecel, ks. prof. Janusz Królikowski, prof. Grzegorz Kucharczyk, dr Monika Makowska, prof. Aleksander Nalaskowski, prof.

WPIS 07-08/2025
Nowy, podwójny, wakacyjny numer Waszego ulubionego miesięcznika już w sprzedaży! Jak każdego miesiąca prezentujemy dla Was na łamach „Wpisu” całą serię felietonów na aktualne tematy, rozmowy z wybitnymi specjalistami z rozmaitych dziedzin, a także artykuły powiązane z aktualnymi rocznicami historycznymi i frapujące reportaże. Znany z ciętego pióra i ostrych sądów Leszek Sosnowski i tym razem nie pozostawia złudzeń co do trudnych spraw polskiej polityki.




Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.