85 lat temu św. Maksymilian Kolbe oddał życie za ojca rodziny

Nasi autorzy

85 lat temu św. Maksymilian Kolbe oddał życie za ojca rodziny

Pomnik św. o. Maksymiliana Kolbego przy bazylice w Niepokalanowie (fragment). Fot. Fczarnowski, CC BY-SA 3.0 <https://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0>, via Wikimedia Commons Pomnik św. o. Maksymiliana Kolbego przy bazylice w Niepokalanowie (fragment). Fot. Fczarnowski, CC BY-SA 3.0 , via Wikimedia Commons

29 lipca 1941 roku św. o. Maksymilian Maria Kolbe, franciszkanin, więzień niemieckiego obozu zagłady Auschwitz, dobrowolnie ofiarował się na śmierć w bunkrze głodowym w zamian za wytypowanego przez oprawców Franciszka Gajowniczka, ojca rodziny. Oto jak zapamiętał ten heroiczny czyn jego naoczny świadek, którego relację przytacza Czesław Ryszka w swojej biografii o. Kolbego „Wiara i ofiara”, która ukazała się nakładem wydawnictwa Biały Kruk:

Michał Micherdziński, jeden ze świadków apelu w KL Auschwitz, na którym Ojciec Maksymilian Kolbe wystąpił z szeregu i poprosił, by pozwolono mu pójść na śmierć za innego więźnia, opowiada: „To był wtorek 29 lipca 1941 r. Tuż po apelu południowym zawyła syrena obozowa. To oznaczało alarm. Zrozumieliśmy szybko, że ktoś uciekł. Esesmani natychmiast przerwali pracę i zaprowadzili nas na apel, aby sprawdzić stan liczbowy. Okazało się, że na naszym bloku 14a brakuje jednego więźnia. Innych zwolniono, a nam ogłoszono karę – stanie na baczność bez czapek, dzień i noc, o głodzie. Noc była bardzo zimna. Wielu starszych nie wytrzymało mordęgi stania w nocy i na zimnie.

Rano oficer niemiecki wykrzyczał w naszym kierunku: Ponieważ z waszego bloku uciekł więzień, a wy nie przeszkodziliście temu, dlatego dziesięciu z was umrze śmiercią głodową, ażeby pozostali zapamiętali, że nawet najmniejsza próba ucieczki nie będzie tolerowana.

Potem nastąpiła selekcja (…) Karl Fritzsch, kierownik obozu, patrzył na nas, mierzył każdego i co chwilę podnosił prawą rękę i mówił: Du! – ty. Ten jeden wyraz był wyrokiem śmierci dla wskazanego. Esesmani wywlekali biedaka z szeregu, zapisywali jego numer i odstawiali pod strażą na boku.

Dziś trudno opisać, co człowiek wtedy czuł. W głowie szum, krew pulsowała na skroniach, zdawało się nam, że wyskoczy nosami, uszami i oczami. Przed oczami mgła. Całe ciało drżało. Jedna myśl w głowie: jak stanąć, jaką minę zrobić, żeby mnie nie wybrał. Oto paradoks: człowiek umęczony, dręczony, głodny, bity, schorowany, a chce żyć. Modliłem się do Matki Bożej. Nigdy przedtem ani potem, muszę to uczciwie przyznać, już tak żarliwie się nie modliłem.

Esesmani minęli mnie. Nie usłyszałem tego strasznego słowa: Du. Minęli o. Maksymiliana i stanęli przed Franciszkiem Gajowniczkiem. Niemiec wskazał na niego, a on zawołał: Jezus, Maria! Moja żona, moje dzieci! Niemcy jednak nie zwrócili na to najmniejszej uwagi.

I stało się coś, czego nikt nie mógł pojąć. Zobaczyłem o. Maksymiliana. Szedł prosto ku grupie esesmanów, stojących w pobliżu pierwszego szeregu więźniów. Wszyscy drżeliśmy, ponieważ było to złamanie jednego z najostrzej i najbrutalniej przestrzeganych zakazów. Wyjście z szeregu bez zezwolenia oznaczało śmierć. Czasem śmierć po ogromnym katowaniu, a czasem śmierć od jednego wystrzału. Byliśmy pewni, że zabiją o. Maksymiliana, a stało się coś nadzwyczajnego, co nigdy dotąd nie miało miejsca. Było to dla Niemców coś tak niewyobrażalnego, że stali jak skamieniali. Patrzyli po sobie i nie wiedzieli, co się dzieje. Mieli pilnować porządku, a naraz okazało się, że ten porządek narzuca więzień. Taki jak wszyscy, umęczony, udręczony (…)

O. Maksymilian szedł w więziennym pasiaku, z miską u boku, w drewniakach. Nie szedł jak żebrak, ani też jak bohater. Szedł jak człowiek świadomy wielkiej misji. Stanął spokojnie przed oficerami. Cała świta, która dokonywała selekcji, wszyscy stali i patrzyli po sobie, nie wiedzieli, co robić. Wreszcie opamiętał się kierownik obozu i wściekły, zapytał swojego zastępcę:

– Was will dieses polnische Schwein? (Czego chce ta polska świnia?).

Zaczęli szukać tłumacza, ale okazało się, że tłumacz jest zbędny. O. Maksymilian w postawie na baczność odpowiedział spokojnie po niemiecku:

– Ich will sterben für ihn (Chcę umrzeć za niego) i wskazał lewą ręką na stojącego obok Gajowniczka. Padło kolejne pytanie:

– Wer bist du? (Kim jesteś?)

– Ich bin ein polnischer katolischer Priester (Jestem polskim księdzem katolickim).

O. Maksymilian, mimo iż wiedział, jak Niemcy traktują polskich księży, nie bał się przyznać do swojego kapłaństwa. Panowała wtedy nieznośna cisza. Każda sekunda wydawała się trwać wieki. Wreszcie stało się coś, czego do dzisiaj nie mogą zrozumieć ani Niemcy, ani więźniowie. Kapitan SS, który zawsze zwracał się do więźniów przez wulgarne »ty«, zwrócił się do o. Maksymiliana per »pan«:

– Warum wollen Sie für ihn sterben? (Dlaczego pan chce umrzeć za niego?)

O. Maksymilian odpowiedział: – Er hat eine Frau und Kinder (On ma żonę i dzieci).

Po chwili esesman powiedział: – Gut (Dobrze).

Po apelu dziesięciu skazanych (w tym o. Maksymiliana) zaprowadzono do bloku 11 (śmierci), kazano się rozebrać do naga i zamknięto w piwnicy”.

Auschwitz - Rezydencja śmierci

Auschwitz - Rezydencja śmierci

Adam Bujak, Teresa i Henryk Świeboccy

Unikalny dokument przedstawiający największy niemiecki obóz koncentracyjny, ośrodek męczeństwa i masowej zagłady setek tysięcy więźniów 30 narodowości. Bogaty materiał fotograficzny: znakomite, słynne już artystyczne fotografie Adama Bujaka zatrzymujące w czasie echa koszmaru oraz zdjęcia archiwalne z lat funkcjonowania obozu przedstawiające dramatyczny los deportowanych.

 

III Rzesza Niemiecka. Nowoczesność i nienawiść

III Rzesza Niemiecka. Nowoczesność i nienawiść

Grzegorz Kucharczyk

Rzesza Niemiecka istniała tylko w okresie 1933–1945, ale bardzo mocno zapisała się w historii. Mocno i wyjątkowo niechlubnie. Gdy się ją wspomina, przychodzą na myśl druty kolczaste, niemieckie obozy zagłady, wojenna pożoga, grabież, ruiny. Do tego dochodzi pogarda dla tych, których zbrodnicza ideologia nazistowska określała jako „podludzi” i których należało likwidować w imię czystości rasy.

 

Zbrodnia i grabież. Jak Niemcy tuszują prawdę o sobie.

Zbrodnia i grabież. Jak Niemcy tuszują prawdę o sobie.

Wojciech Polak, Sylwia Galij-Skarbińska

Książka Wojciecha Polaka i Sylwii Galij-Skarbińskiej „Zbrodnia i grabież. Jak Niemcy tuszują prawdę o sobie” jest dramatyczną panoramą trudnych relacji polsko-niemieckich po 1939 r.

 

Polski my naród

Polski my naród

Wojciech Polak

Polskość i patriotyzm stanowią kanwę tej niezwykłej książki, utkanej z rodzimej historii, obyczajowości, tradycji. To właśnie pośród nich uwił sobie gniazdo przed wieloma wiekami dumny polski Orzeł. Umiłowanie Ojczyzny wypisywali Polacy na sztandarach przez stulecia. Jako naród przetrwaliśmy różne dziejowe kataklizmy i istniejemy do dzisiaj tylko dlatego, że zachowaliśmy miłość do Polski.

 

Komentarze (0)

  • Podpis:
    E-mail:
  • Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.