Najbardziej prześladowany w Polsce profesor, Aleksander Nalaskowski, ciętym piórem, z wielką erudycją i przenikliwością rysuje niepokojącą wizję świata XXI wieku. Nasz zabiegany i ogłupiały glob ziemski przestał się kręcić na kilka miesięcy – nastąpiło Wielkie Zatrzymanie, jak trafnie nazywa to Autor. Gdy opadł pierwszy kurz wzniecony pandemią i globalnym zamieszaniem, pojawił się ponoć nowy obraz świata. Czy faktycznie inny od poprzedniego?

Co Wielkie Zatrzymanie oznacza dla społeczeństwa globalnego oraz dla nas, Polaków – zastanawia się Autor. Docieka, czy rosnące uzależnienie technologiczne prowadzi do szczęścia, czy jednak do zguby? Pyta, w jaki to niby sposób może naprawić świat afirmacja ideologii i ruchu LGBT? Za powątpiewanie w pozytywne oddziaływanie ideologii gender na społeczeństwo spotkał się z dyskryminacją i zakazano mu nauczania (!) na macierzystym uniwersytecie w Toruniu.

Systemy szkolne w naszych nowoczesnych czasach tłumią kreatywność uczniów i kształcą obywateli biernych, nastawionych tylko na konsumpcję, podatnych na demagogię, twierdzi prof. Nalaskowski. A uniwersytety? Te czasami wręcz szkodzą! W efekcie w zastraszającym tempie spada poziom wiedzy i podstawowych umiejętności szkolnych, w tym czytelnictwa, pisze Autor, posługując się setkami konkretów. Rozprawia się z niektórymi stereotypami oraz funkcjonującymi w życiu publicznym dokumentami. Wprost miażdży punkt po punkcie słynną dyrektywę WHO nakazującą seksualną edukację dzieci i to już od narodzenia! Wykazuje, że jest to dokument obliczony de facto na destrukcję rodziny.

Książka ta jest fascynującą analizą ludzkiego ducha nadszarpniętego przez wydarzenia pierwszego półrocza 2020 r., aczkolwiek wygląda na to, że upadek owego ducha zaczął się już wcześniej. Co stało się z ludźmi? Co stało się z nami, że nasze wiano na przyszłość jest takie marne? Człowiekowi wydaje się, że dziś na wszystko można znaleźć odpowiedź. Tymczasem jest zupełnie odwrotnie – tylko garstka osób rozumie to, czego nie rozumieją pozostałe miliardy ludzi. Jeden gram wiedzy generuje paradoksalnie tony niewiedzy.

Po lekturze „Wielkiego Zatrzymania” spojrzenie Czytelnika na ten świat nie może już być takie samo.

Spis treści

 Barbara Nowak

 Trzeba nam Jego odwagi!

 Słowo na początek

 Zatrzymanie

 Twórczość, czyli aktywny czynnik podziałów

 Standardy edukacji seksualnej

WHO jako zestaw „porad praktycznych”

 Siła i kruchość

 Znikająca pedagogika

 Redefiniowanie uniwersytetu

 Aneks

Twórczość, czyli aktywny czynnik podziałów 

Przedstawiony poniżej esej rozpoczynam trzema krótkimi historiami. Każda z nich opisuje inną sytuację, ale wszystkie łączy ten sam wątek, to czas rozwiązywania różnych problemów. On stał się bowiem głównym, chociaż niekiedy ukrytym, zaczynem przedstawionej tu refleksji. Mam nadzieję, że refleksji dla Czytających pożytecznej.
Zabawa i skuteczność
Od lat jestem majsterkowiczem. Przyjemność sprawia mi nie tylko wykonywanie różnych przedmiotów, ale i dobór materiałów, szukanie inspiracji, kupowanie narzędzi, znajdowanie rozwiązań technicznych, a nawet sprzątanie warsztatu. Pewnego razu wszedłem do specjalistycznego sklepu ze śrubami. Tylko ze śrubami. To były niekończące się metry bieżące półek i gablot. Nie wiedziałem dokładnie, jakich śrub szukam, ale wiedziałem, co chcę zrobić i gdy zobaczę coś odpowiedniego, to od razu będę wiedział, że to jest właśnie to, czego potrzebuję. Zatem szukałem, dotykałem, oglądałem, porównywałem. W pewnym momencie podszedł do mnie młody człowiek z obsługi i z przyklejonym uśmiechem powiedział formułkę „niech pan opisze problem, a my znajdziemy rozwiązanie”. Ja chciałem kombinować, delektować się i bawić, a on chciał zarobić i szybko mnie się pozbyć.
Wyważanie otwartych drzwi
Jedna z moich wnuczek poprosiła mnie, abym jej zrobił lirę. Po prostu prawdziwy instrument muzyczny, taki, jaki zobaczyła na posągu jednej z greckich muz. Przeglądałem ilustracje ze starożytnych waz i innych zachowanych wizerunków, szkicowałem kształty, konsultowałem tonikę z muzykami, szukałem informacji o odpowiednim gatunku drewna, ściągnąłem odpowiedni materiał, zrobiłem projekty, a w końcu przez dwa tygodnie wykonywałem instrument. Byłem dumny. I wtedy ktoś mi pokazał, że na popularnym kanale internetowym można znaleźć kilkadziesiąt filmików instruktażowych z całego świata, jak w pełni samodzielnie zrobić lirę. Ba, nawet można było taki instrument po prostu kupić!
Gotowy do lotu
Kiedy mój starszy brat był nastolatkiem, budował modele samolotów. Cierpliwie wykonywał skrzydła, kadłuby, montował napęd. Studiował rysunki, poszukiwał specjalnie lekkich klejów, listewek, najcieńszej sklejki. Potem dokonywał oblatania, które mogło się skończyć katastrofą modelu. Poprawiał, uzupełniał, zmieniał swoje samoloty. Teraz wystarczy iść do sklepu i kupić dowolny model typu RTF (ready to fly – gotowy do lotu), wyjąć poszczególne części z pudełka, połączyć je wedle obrazkowej instrukcji, bez konieczności używania narzędzi i kleju, a następnie już tylko cieszyć się zabawą. Nie będzie przykrych niespodzianek i zakupiony model na pewno poleci.
Ku bierności
Ze społeczeństwami pierwotnymi łączy nas już bodaj niewiele ponad niemożność pojęcia natury. Wprawdzie lepiej niż oni potrafimy tę naturę wykorzystywać, bo zbudowaliśmy koło, koło wodne, odkryliśmy elektryczność, skonstruowaliśmy samoloty i rakiety kosmiczne, ale wciąż, tak jak oni, dalecy jesteśmy od zrozumienia praw naturalnych, a zwłaszcza tego, dlaczego w ogóle działają. Cały czas odlegli jesteśmy od tajemnicy życia, powagi śmierci, zrozumienia fenomenu czasu, kosmosu i grawitacji. Nadto odkrywamy wciąż nowe prawa, mając cały czas niemal tę samą pewność, że nie pojmiemy, dlaczego w ogóle istnieją.
Tym, co nas zasadniczo różni od społeczeństw pierwotnych, jest przyrastająca wciąż liczba wytworzonych przez nas takich przedmiotów, których działania nie rozumiemy, a których na co dzień używamy 1. Nie tylko więc nie rozumiemy kamienia czy wodospadów ujawniających prawa natury, ale też nie rozumiemy, na czym polega działanie laptopa, automatycznej skrzyni biegów w aucie, kart do bankomatu, telefonu komórkowego, internetu, pilota do klimatyzacji i telewizora, cyfrowego aparatu fotograficznego, płyt kompaktowych, nawigacji GPS, USG i innych cudów, bez których nie możemy się obyć. Inny człowiek to dla nas wymyślił. I tym samym pozwolił odstawić maszynę do pisania, której działanie było w miarę zrozumiałe. Uwolnił nas od decydowania o tym, który bieg w aucie włączyć, umożliwił nienoszenie gotówki przy jednoczesnej możliwości dysponowania całymi swoimi zasobami, niekupowanie znaczków i niewysyłanie listów. Możemy też rzadziej korzystać z biblioteki. Ktoś uczynił nas „pod telefonem” całą dobę i wszędzie tam, gdzie jesteśmy. Pozwolił odłożyć na bok mapy drogowe i słuchać anonimowego głosu w nawigacji, robić setki zdjęć dziennie z możliwością ich natychmiastowego oglądu. Niewielka w gruncie rzeczy liczba wynalazców i konstruktorów z roku na rok karmi swoją inwentycznością kolejne miliardy użytkowników. Coraz więcej jest więc wytworów, których zwykły śmiertelnik nie jest w stanie pojąć, jakkolwiek z nich ochoczo i zupełnie bezrefleksyjnie korzysta. Garstka osób rozumie to, czego nie rozumieją pozostałe miliardy ludzi. Paradoksalnie, gram każdej wiedzy generuje tony niewiedzy. Skutkiem odkrycia mikroprocesora był m.in. skokowy wzrost i dostępność produktów, których działania powszechnie nie rozumiano.
Roman Schulz ćwierć wieku temu widział to jeszcze jako stadialny proces modernizacji. „Zasadniczym kierunkiem rozwoju pracy ludzkiej jest jej modernizacja. Proces ten – jak próbowaliśmy wykazać, przechodzi przez dwie fazy. Stadium pierwsze obejmuje całokształt zmian, jakim podlega działalność zawodowa ludzi w związku z przejściem społeczeństw od tradycyjnych (wiejsko-rolniczych) do nowoczesnych (miejsko-przemysłowych) form funkcjonowania. Operując terminologią stosowaną już wcześniej, można by powiedzieć, że jest to pierwsza faza modernizacji pracy ludzkiej; implikuje ona przejście od pracy tradycyjnej, praktykowanej w społeczeństwie wiejsko-rolniczym, do pracy nowoczesnej, praktykowanej w społeczeństwie miejsko-przemysłowym. Stadium drugie obejmuje wszystkie te transformacje, które wymusza przemiana społeczeństw industrialnych (i ich systemów wytwórczych) w postindustrialne. Fazę tę można określić jako drugie stadium modernizacji pracy ludzkiej; implikuje ono przejście od prac odtwórczych do twórczych i dokonuje się w ramach ukształtowanych już prac nowoczesnych lub prac nowo powstających” 2.
Warto zwrócić uwagę na atencję wobec tak rozumianego postępu i dające się wyczytać przekonanie, że zmiany mają charakter jednokierunkowy i pozytywny, a modernizacja pracy jest celem samym w sobie. Tym sposobem postęp, nowoczesność, wynalazczość stały się pewną obsesją współczesnych społeczeństw, której ceną jest nieprawdopodobne wręcz upowszechnienie sprzętów, tricków, zabiegów, których nie rozumiemy.
Patrząc historycznie, taka wiedza „tajemna” zarezerwowana niegdyś była tylko dla zielarzy, szamanów czy magików, którzy dokonywali zadziwiających „sztuczek”. Teraz nowi czarodzieje otaczają nas „sztuczkami” zewsząd, multiplikują je, masowo nimi handlują, czynią nieodzownymi w życiu. Już nie tylko niezrozumiała jest sama natura z jej prawami, ale i coraz większa ilość wytworów człowieka, wytworów kultury. Za cenę wygody i „oszczędzania czasu” systematycznie zamieniamy to, co zrozumiałe, na to, co niepojęte.
Sezam dla każdego
Zanim jednak dojdziemy do wyjaśnienia, co jest faktycznym motorem twórczości człowieka, musimy dodać do rozważań jeden jeszcze element. Dotąd bowiem mówiliśmy o rozwiązaniach technicznych, które bez względu na swoją niezrozumiałość weszły do obiegu, stając się niezbywalnymi atrybutami naszej codzienności. Niekorzystanie z nich może być więc uznane za osobliwość, oryginalność, odmienność czy nawet kontestację. Odczuwam to osobiście, gdy ujawniam, że nie korzystam i nigdy nie korzystałem z żadnych portali społecznościowych (Facebook, Instagram, Twitter), komputera używam głównie do tworzenia tekstów, traktując go jako udoskonaloną maszynę do pisania, a mój aparat komórkowy ma czternaście lat, jest pozbawiony łączności z siecią, nie ma praktycznie żadnych aplikacji oraz (dla 99 proc. numerów) wyciszony dźwięk dzwonka, gdyż służy mi wówczas, gdy ja chcę rozmawiać, a nie gdy ktoś chce mnie przywołać. Wyjątek, ów 1 proc., stanowią tu najbliżsi, których numery sygnalizuje określony dźwięk.
GUS podał, że „w 2017 r. przynajmniej jeden komputer w domu miało prawie 82 proc. gospodarstw domowych. 78 proc. gospodarstw domowych posiadało dostęp do internetu szerokopasmowego. Dwie trzecie gospodarstw domowych jako główną przyczynę nieposiadania dostępu do internetu w domu wskazało brak potrzeby korzystania z niego. 31 proc. osób w wieku 16–74 lat kontaktowało się z administracją publiczną poprzez stronę internetową. Liczba aktywnych kart SIM w Polsce w 2017 wynosiła ponad 52 mln” 3. Do ostatniej informacji należy tylko dodać, że całkowita liczba ludności w Polsce wynosiła w 2017 roku 38,420 mln. To oznacza, że jeden aktywny telefon przypadał na ca. 1,4 każdego mieszkańca Polski. Od noworodków po starców.
Nie można nie wspomnieć jednak o potężnym generatorze obietnic, jakim jest reklama. To nieprawdopodobnie ważna gałąź prawdziwej produkcji, bez której masy konsumenckie popadłyby w chaos. Cechą reklamy jest perswazyjność i redukcja refleksji dzielącej propozycję od decyzji. Propozycja kupienia, wzięcia, skorzystania z czegoś ma być równoznaczna z dokonaniem tego aktu. Każdy więc towar jest tym, którego potrzebujesz, jest rozwiązaniem, którego szukasz, jest lepszy niż inne tego typu towary, jest produkowany właśnie z myślą o tobie i twoim dobru. Pracują nad tymi wyspecjalizowanymi perswazjami fachowcy od kolorystyki, filmu, wizerunku, sztuki. To przemysł, który pełnymi garściami czerpie wiedzę z socjo-kognitywistyki 4 czy ustaleń psychologii gestalt. Tworzy się osobny język reklamy. Zawrotną karierę zrobiło tu określenie „produkt dedykowany”. A zatem już nie „przeznaczony dla”, ale „dedykowany”, specjalny, wyszukany i z namysłem oraz z niewątpliwą serdecznością podany: „niczego nie szukaj, sam nie kombinuj, wszystko ci damy gotowe”.
Tutaj kolejny przykład: „We wrześniu tego roku Żabka i Microsoft pokazały w Warszawie, jak będą według nich wyglądać ‘sklepy jutra’ gotowe na obsługę klienta 5.0. Takie placówki będą wykorzystywać wiele rozwiązań z obszaru logistyki, zarządzania dostępnością towaru oraz samego procesu zakupów i budowania pozytywnego doświadczenia klienta. Koncepcja zakłada również aktywne wykorzystanie sztucznej inteligencji, która będzie układać informacje pod względem ważności i wybierać odpowiedni przekaz według miejsca czy oczekiwań nabywcy. W rezultacie klient znajdzie w sklepie szybko produkt, którego potrzebuje, kupi go w sposób dla siebie najwygodniejszy w dowolnym kanale” 5.
Eric J. Johnson i Daniel Goldstein w książce pod znamiennym i nieco ostrzegawczym tytułem Do Defaults Save Lives? (w wolnym tłumaczeniu tytuł ten mógłby brzmieć Czy gotowe rozwiązania ratują życie?) wskazują, mniej lub bardziej dosłownie, na poszerzającą się ofertę gotowych przepisów na życie, gotowych do powielenia matryc wypełnionych schematami i rozwiązaniami wszelkich problemów. To praca o irracjonalizmie zgody na wygodne propozycje życia tak samo jak inni. Podobne konstatacje możemy znaleźć w rozprawie Predictably Irrational, The Hidden Forces That Shape Our Decisions (w wolnym tłumaczeniu Przewidywalna irracjonalność. Ukryte siły kształtujące nasze decyzje) Dana Ariely. Autor ten przedstawia m.in. wszechobecny decoy effect (efekt przynęty, wabika). I nie idzie tu o zwykłą reklamę, ale do wytworzenia potrzeby, że „chcesz właśnie tego, o czym jeszcze przed chwilą nie miałeś pojęcia”. W tym też kontekście pojawia się kwestia kosztów tego, co nic nie kosztuje, co jest za darmo. Magia promocji, upustów, prezentów od firmy, wyjątkowych okazji typu last minute. Ariely twierdzi, że większość ludzi doskonale wie, że nikt niczego nie rozdaje za darmo, że handel nie jest zajęciem filantropijnym, ale mimo to reagują z zainteresowaniem na wszelkie okazje, tak jak dzieci na prezenty od św. Mikołaja. Wedle tego autora irracjonalność wyborów jest już wkalkulowywana w wiele sfer naszego życia. Przy pomocy telefonii komórkowej można śledzić krok każdego posiadacza takiego urządzenia. Są specjalistyczne firmy, które w hipermarketach śledzą określone grupy ludzi. Tropią, w jakim czasie, w jakich dniach przybywają one do centrów handlowych. Ustalają, przy półkach z jakimi towarami zatrzymują się najdłużej, co wybierają, etc. Następnym krokiem jest już tylko „przypadkowa” promocja w określonym czasie i określonym miejscu, dla nieświadomych, ale zdalnie zmanipulowanych ludzi.
Publicystyczną trywializacją byłoby twierdzić, że idzie tu o pieniądze czy głównie o pieniądze. Zarobek to jakby produkt uboczny, to zaledwie żeton w grze. Bo to działania, które nade wszystko podtrzymują bierność i oczekiwanie na „mannę z nieba”. Wystarczy, że będziesz miał właściwe odruchy i będziesz posłuszny. Gdy zechcesz zrobić zakupy – włącz tylko komputer, gdy zrobisz się głodny, to ma się zaświecić lampka „szynka Krakus”, gdy będziesz miał biegunkę, to „Stoperan”, gdy problemy ze snem, to „Sen Apotex”, a gdy umrze ci mąż, to wypłata polisy ubezpieczeniowej uśmierzy twą rozpacz. Masz reagować odruchem; światło-ślina, jak u psa Pawłowa.
Dochodzi tu często do manipulacji uwagą i działaniami podprogowymi. Niewiara w istnienie takiego przekazu i wskazywanie na całkowitą jego niemożność zdaje się nie wytrzymywać życiowych doświadczeń. Doskonale widać to u dzieci, zwłaszcza u 2–3 letnich. Nie tylko moim, ale już bodaj dość powszechnym spostrzeżeniem stała się reakcja małych dzieci na reklamę. Wiele z nich w tym momencie przerywa nawet najlepszą zabawę, zamiera i patrzy w telewizor. Reklama ustaje i dzieci wracają do momentu, w którym zabawę przerwały. Byłem nawet świadkiem sytuacji, gdy rodzice celowo włączali telewizor w godzinie emisji serii reklam, aby maluch się weń wpatrywał, a oni mogli spokojnie porozmawiać. Charakterystyczne – w takiej chwili uwaga dziecka jest całkowicie bierna, nawet najruchliwsze dziecko nie wykonuje żadnych innych czynności poza recepcją, wpatrywaniem się w ekran. Działanie reklam działa hamująco na rozwój myślenia twórczego, a także na jego samodzielność. Wydaje się to obecnie tak oczywiste, że brzmi wręcz banalnie 6.
Na inną skalę i w innej przestrzeni mamy do czynienia z produktami niematerialnymi, takimi jak rozwiązywanie wszelkich problemów. Nie trzeba się już samemu zmagać z dotkliwością życia, bo są wyspecjalizowane firmy proponujące tzw. coaching. Teorie w nim stosowane wciąż lokowane są w obszarze paranauki. Jednakowoż cieszy się on coraz większym powodzeniem. Trudno tu już mówić tylko o modzie. Najkrócej rzecz ujmując, coach (dosł. ang. trener, korepetytor) to ktoś, kto uczynił zawód z tego, że się mu ufa. O ile jednak lekarzowi ufamy, bo wierzymy, że drogą studiów i doświadczeń nabrał specjalistycznych kompetencji, to w coachingu takie kompetencje specjalistyczne w jakiejkolwiek dziedzinie nie są wymagane. Nie jest to też zawód zarezerwowany tylko dla osób z dyplomem psychologa. „Coaching pomaga przekraczać bariery, rozszerzać strefę komfortu, poznać lepiej samego siebie, podnieść poczucie własnej wartości, znaleźć równowagę pomiędzy życiem zawodowym a prywatnym” 7. Stosuje się tu szczególny język i takież techniki 8. Kilka przykładów: zarządzanie motywacjami racjonalnymi i irracjonalnymi, mentoring, uwolnienie od emocjonalnego bólu, consulting, coach provocator, energy management, exploring coaching i wiele innych. Zwróciłem się też do jednego z akademickich poradoznawców (samodzielnego pracownika nauki) z prośbą o opinię, w jakim stopniu te techniki są akceptowane, poruszane w profesjonalnych, akademickich gremiach poradoznawczych. Otrzymałem następującą odpowiedź: „Krytycznie postrzegamy te kategorie, bardzo krytycznie, są bliższe manipulacjom niż poradnictwu. Nie służą człowiekowi, tylko instytucjom. Ale jednomyślności nie ma”.
Nie może być tu w żadnym wypadku pominięta inna część sfery niematerialnej. Idzie miedzy innymi o różnego rodzaju terapie. To czytelne zniechęcanie do poszukiwania własnych dróg i apologia bierności. Wystarczy przeglądnąć ogłoszenia, aby zrozumieć, że na wszystko jest już terapia. Wynotowałem tylko niektóre oferty: terapia małżeńska, rodzinna, terapia uzależnień (także pracoholizmu, seksoholizmu, hazardu, gier komputerowych, komputera, smartfona, masturbacji), bulimii, anoreksji, terapia depresji porozwodowej dla kobiet i mężczyzn, terapia syndromu „opuszczonego gniazda” 9, terapia dla ofiar gwałtu i molestowania, terapia dla osób, które opuściły sekty, terapia ponapadowa, terapia rozczarowań, terapia zdrad (zarówno dla zdradzających, jak i zdradzanych), etc. Wszystkie te oferty obiecują, że po przejściu cyklu terapeutycznego ich klienci wrócą do jakiegoś „normalnego” życia, którym będą mogli się nareszcie cieszyć.
Tego typu działania, a ściślej oferty, spotykają się z krytyką, jednak dość niemrawą, ze strony fachowców i nauki w ogóle. Niewykluczone, że dlatego, iż zaangażowani w nie bywają także profesjonalni psychologowie czy nawet lekarze. Dość nieczęste słowa krytyki bywają jednak wręcz miażdżące: „‘Sekret’ [R. Byrne, Warszawa 2010] to klasyczny przykład literatury, która z pozoru jest pisana ‘ku pokrzepieniu serc’. Literatury, która rzekomo ma dostarczać uniwersalnych recept na wszelkie trudy i bolączki trapiące współczesnych mieszkańców Zachodu, w rodzaju: ‘Jeśli cierpisz na jakąś chorobę i skupiasz się na tym, rozmawiasz o tym z ludźmi, to tym samym tworzysz więcej komórek chorobowych. Musisz widzieć siebie żyjącego w doskonale zdrowym ciele’. Recept stanowiących zazwyczaj mniej lub bardziej spłycone i wypaczone interpretacje rozmaitych wyjętych z kontekstu fragmentów nauczania rodem z religii wschodnich (‘Wszystko jest Umysłem’), zwulgaryzowanej psychoanalizy albo tradycji ezoterycznej (‘Wszystko jest energią, także myśli’). Literatury przekonującej, że ‘cały twój los jest wyłącznie w twoich rękach’ i że nie ma żadnej bariery, która zdołałaby zatrzymać twój triumfalny pochód przez życie” 10.
Coaching to kolejny gotowy produkt, którego istoty nie zgłębiamy, a jedynym warunkiem wykorzystania go jest zaufanie, posłuszeństwo i wykonywanie tak czy inaczej rozumianych poleceń, uznanie kogoś za przewodnika, za tego, który najlepiej wie, co jest dla nas dobre. Nade wszystko mamy być bierni, a jeśli aktywni, to w sposób z zewnątrz kontrolowany. Jakby hasłem było „nie myśl, bo my to zrobimy za ciebie”.

Opinie o produkcie (2)

Książka wspaniała i warta przemyślenia!!!

17 lipca 2020

Znakomite studium poświęcone sytuacji politycznej i społecznej w naszym kraju. Zachęcam do przeczytania https://ladymakbet33.blogspot.com/2020/07/rozgoryczenie-profesora-idealisty.html

3 sierpnia 2020
do góry

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl