Anonimowy katolik

Anonimowy katolik - okładka
  • nowość

Niezwykłe świadectwo człowieka, które w porywającej powieści opowiada prawdziwą historię swojego powrotu do wiary. Od obojętności, przez zwątpienie do nawrócenia… Thierry Bizot, tytułowy „Anonimowy Katolik”, jest znanym producentem telewizyjnym we Francji, odnosi sukcesy, ludzie go lubią i cenią, jada w...

Autorzy: Thierry Bizot

liczba stron: 192
format: 168x238 mm
papier: offset 140g
oprawa: twarda
data wydania: 15.09.2017
ISBN: 978-83-7553-230-2
Zarejestruj się aby otrzymać rabat 25% na pierwsze zamówienie oraz 20% na kolejne zamówienia! Darmowa dostawa zamówień powyżej 120zł.
Dostępność: duża ilość

Niezwykłe świadectwo człowieka, które w porywającej powieści opowiada prawdziwą historię swojego powrotu do wiary. Od obojętności, przez zwątpienie do nawrócenia…

Thierry Bizot, tytułowy „Anonimowy Katolik”, jest znanym producentem telewizyjnym we Francji, odnosi sukcesy, ludzie go lubią i cenią, jada w dobrych restauracjach Paryża, ma żonę oraz dzieci i prowadzi życie w dużej mierze podporządkowane swojej pracy. Niczego mu nie brakuje, ale mimo tego nie czuje się pewnym i nęka go strach przed przyszłością. Nie czuje pełni szczęścia, którą przecież czuć powinien.

Pewnego dnia znajomy namawia go, aby przyjść na katechezę dla dorosłych. Żona śmiejąc się pół żartem, pół serio twierdzi, że to spotkanie sekty. I rzeczywiście, gdy katecheza się kończy, to on przyrzeka sobie, że jego stopa nigdy więcej w tej sali nie stanie. Jednak w dniu, w którym jego przyjaciel się rozwodzi, a jego kariera zawodowa grozi legnąć w gruzach, wraca do tego kościoła, aby znaleźć odpowiedzi na swoje pytania. I tam dochodzi do spotkania, które odmieni jego życie… 

Ta powieść, która w 2011 r. została zekranizowana, porywa swą szczerością i intymnością. W barwnym i często też zabawnym języku poznajemy historię człowieka nawróconego, człowieka, który odnalazł w sobie wiarę, siłę i nadzieję. Który odkrył, że Bóg go kocha, a co więcej, że on także potrafi kochać Boga.

 

Dzień, w którym wszystko się zaczęło     9

Dziwne zaproszenie       15

Obsesja               31

Sztuka zawierzenia          41

Wszyscy chcemy, by nas kochano            53

Bóg jest słaby    69

Mój pierwszy szok           83

Kim są moi idole?            95

Życie jest piękne, mimo wszystko            107

Dlaczego ja?       119

Co dalej?             141

Nowa miłość w moim życiu         151

Koniec despotów             161

Emocje się uwalniają      177

Powiedz tylko słowo, a będzie uzdrowiona dusza moja  185

O Autorze           191

 

Dzień, w którym wszystko się zaczęło

 

Mój syn skończył właśnie trzynaście lat i młodość pędzi,

śpieszna jak wiatr, niszcząc bezlitośnie wszystkie wdzięki, którymi

tak hojnie obdarowało go dzieciństwo. W mgnieniu oka

ten mały, ruchliwy człowieczek tryskający energią stał się długą

tyczką, przybierającą chyba centymetr dziennie. Jego naturalna

energia spadła z dwustu dwudziestu wolt do dziesięciu, a długie

ciało, zmęczone szybkim wzrastaniem, przybiera kształt mebli,

na których spoczywa, przypominając plastyczne zegary Salvadora

Dalego. Drażni matkę swoją inercją i irytuje swoje dwie siostry

sztubackimi żartami. Pucołowata twarzyczka mojego kochanego

chłopczyka o psotnym spojrzeniu przekształciła się w wydłużoną

głowę o szerokiej szczęce, pustych niekiedy oczach i wiecznie

tłustych włosach. Obserwuję te przemiany życzliwie i z czułością,

nie martwiąc się niepotrzebnie, aż do dnia, w którym otrzymujemy

niepokojące wiadomości ze szkoły: Ostrzeżenie o złym

zachowaniu i ostrzeżenie o złych wynikach w nauce. Zagrożone

przejście do drugiej klasy.

W tej sytuacji żona przypomina mi, że jestem w tym domu

mężczyzną, oficjalnym autorytetem, któremu przypada prawo,

przywilej i obowiązek umówienia się na spotkanie z wychowawcą

z gimnazjum. Po nieodzownej rozmowie z przedstawicielem edukacji

narodowej powinna tego samego wieczoru nastąpić „męska

rozmowa” jak się patrzy, twarzą w twarz z moim krnąbrnym synem,

w jego nieposprzątanym i nieprzewietrzonym pokoju. Zachęcany,

namawiany i popychany przez matkę moich dzieci, stękam

niczym zmęczony stary lew, a w końcu podporządkowuję się z uległością

i niezadowoleniem urzędnika, któremu przerwano sjestę.

Umówiłem się na spotkanie, które ma się odbyć tego

popołudnia.

Myślałem o nim przez cały dzień. Ten termin dręczy mnie jak

nieznajomy ból. Co mogę powiedzieć owemu nauczycielowi historii,

by bronić mojego syna? Czuję się bezsilny, a zarazem napawa

mnie dumą świadomość wypełniania rodzicielskich obowiązków.

Oto cały paradoks ojcostwa: człowiek czuje się zarazem bezbronny

i pełen niezwyciężonej siły.

Tak naprawdę całą moją uwagę pochłania praca realizatora i producenta

telewizyjnego, a słabe wyniki syna wydają mi się mniej

ważne niż najbliższe zebranie u nadawcy. Sprzedaż nowego programu

zawsze mnie ekscytuje, natomiast stawienie się przed obliczem

przedstawiciela oświatowej hierarchii w sytuacji, w której nie mogę

mu przeciwstawić nic poza dobrą wolą, onieśmiela mnie i zniechęca.

Przybywam do szkoły pół godziny przed czasem, tak bardzo

obawiam się, że mógłbym zrobić złe wrażenie. Podczas gdy

przechadzam się po podwórku, czekając na swoją kolej, wracają

wspomnienia z czasów, gdy sam chodziłem do szkoły - i wywołują

niesmak. Sam byłem pilnym, sumiennym uczniem, a także

grzecznym i posłusznym synem. Cieszę się, że skończyłem

studia, znalazłem ciekawe prace i coś osiągnąłem zawodowo…

Jednak zdarzało mi się też żałować, że byłem tak układny, tak

grzeczny, a bez wątpienia również tchórzliwy. Często mam wrażenie,

że jestem stary od urodzenia.

W ciemnym podwórku usłanym szeleszczącymi liśćmi platanów

grzebię w pamięci, szukając jakiejś chropowatości, która mogłaby

świadczyć o moim dziecięcym buncie. Nagle uderza mnie

dziwna zbieżność: w drugim trymestrze pierwszej klasy podobnie

jak mój syn przeżyłem niespokojny okres, jedyny w poza tym

nienagannej szkolnej karierze. Podczas tych kilku tygodni, kiedy

sobie odpuściłem, świetnie bawiłem się z kolegami. Też zresztą

otrzymałem ostrzeżenie i słabe świadectwo. Po tym krótkim okresie

wzięła się za mnie matka. Czasy były niespokojne: w obliczu

dwóch kryzysów naftowych1, szalejącej inflacji i rodzącego się

 

bezrobocia, matka potrafiła z przerażającą precyzją ukazać mi

całą niepewność i grozę życia. Skończyło się to dla mnie małą depresją,

co dzisiaj wydaje mi się w pełni zrozumiałe; w końcu dzieciństwo

skończyło się dla mnie nagle, nie zdążyłem tego nawet zauważyć.

Słodki blask beztroski był mi już odtąd na zawsze obcy.

Jakaś kobieta odchodzi w noc. Teraz moja kolej. Wychowawca mojego

syna jest uprzejmym człowiekiem o siwych włosach i łagodnym

głosie. Moje dzieci twierdzą, że ma w szkole świetną opinię. Wszyscy

go lubią. Siadam naprzeciwko niego w nagłym onieśmieleniu.

Kiedy tylko się przedstawiłem i zacząłem mówić o moich niepokojach,

przerwał mi:

– Proszę pana, wolę panu powiedzieć od razu: pański syn nie ma

żadnego większego problemu, ma nawet talent do nauki. Zresztą bez

trudu przejdzie do następnej klasy. Dostał od nas dwa ostrzeżenia,

bo chcieliśmy go przestraszyć, ma tendencję do pobłażania sobie.

Przez chwilę na mnie patrzył, po czym dodał:

– Powinno to pana uspokoić.

Spotkanie się skończyło. Trwało dwie minuty z zegarkiem

w ręku. Miałem już wstawać i wracać do swojego życia, ale poczułem

chęć porozmawiania z tym człowiekiem. Uśmiechnąłem się niepewnie,

po czym zacząłem opowiadać mu o trudnościach, jakie napotykam

wychowując swoje dzieci. Bez wahania otworzyłem przed

nim serce. Opowiedziałem mu o przytłaczającej obecności mojego

ojca i o tym, jak czasami gasił we mnie resztki pewności siebie. Nawet

dzisiaj muszę zdobywać się na ogromną odwagę, żeby wypełnić

obowiązki, które dla mężczyzny są czymś normalnym… Nie chcę

zatem traktować mojego syna w sposób, który na mnie samym zostawił

poważne blizny. Z drugiej strony nie chcę również okazać się

pobłażliwy. Mam świadomość tego, że destrukcyjny autorytet, z jakim

się zetknąłem, paradoksalnie pomógł mi się ukształtować.

Nauczyciel słuchał mnie z enigmatycznym uśmiechem na ustach,

kiwając niekiedy głową. Jego jasnoniebieskie oczy były pokrzepiające.

Nagle podniósł palec.

Opinie o produkcie (6)

Imię i nazwisko:

Chetnie poczytam ....

24 września 2017

Na pewno kupię tę książkę.. a nawet kilka,i wyślę moim zaprzyjaźnionym , wyemancypowanym lewakom.Czy coś zrozumieją? To już ich spawanie.

26 września 2017

Naprawdę warto zaryzykować i stać blisko Jezusa: zaryzykować śmieszność? Autor pokazał, że warto!

26 września 2017

Lektura tej książki dodała mi siły, dziękuję autorowi za odwagę!

28 września 2017

Książka godna polecenia nie mogłem się oderwać. Wzruszające zwroty akcji. Fajny feeling strzelania. Polecam IGN 10/10 .

2 października 2017

zchęcia przeczytam

20 października 2017
do góry

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.

Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy Shoper.pl