„Wesołej padliny!” Ohydne bluźnierstwo niemieckiej telewizji publicznej.

Nasi autorzy

„Wesołej padliny!” Ohydne bluźnierstwo niemieckiej telewizji publicznej.

Szyderstwo niemieckiej telewizji publicznej z Bożego Ciała. Źródło: ZDF Szyderstwo niemieckiej telewizji publicznej z Bożego Ciała. Źródło: ZDF

Happy Kadaver, co w tłumaczeniu na polski oznacza „Wesołej padliny” (albo i gorzej…) – tymi słowami niemiecka telewizja publiczna w jednym z najbardziej oglądanych programów zwróciła się do katolików w dzień Bożego Ciała… To nie jest ponury żart, ani teoria spiskowa – widzicie to na własne oczy na załączonym do artykułu zdjęciu. Wyszydzono centralny dogmat wiary katolickiej, naszą największą świętość zrównano z padliną – a potem było jeszcze gorzej, zaś największy szok wywołała reakcja niemieckiego Kościoła.

Niemiecka telewizja publiczna ZDF zafundowała katolikom kolejny pokaz tego, jak wygląda w praktyce „neutralność” publicznych mediów, gdy przychodzi mówić o wierze katolickiej. W materiale rzekomo wyjaśniającym znaczenie Bożego Ciała redakcja ZDF użyła wobec tej uroczystości określenia „Happy Kadaver”. Dopiero po fali krytyki tytuł zmieniono, a redakcja tłumaczyła, że „nie chciała ranić uczuć religijnych”. Problem w tym, że takie tłumaczenie jest mało przekonujące, bo chodzi przecież o uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa – publiczne wyznanie wiary w realną obecność Chrystusa w Eucharystii. Dlatego sprowadzenie jej do żartu o padlinie – a tak naprawdę to ścierwie – nie jest niewinną grą słów, lecz uderzeniem w sam środek katolickiej wiary.

Co więcej, w niemieckim kontekście ten „żart” ma także posmak starego, protestancko-antykatolickiego szyderstwa. Boże Ciało od wieków było jednym z tych świąt, które najbardziej odróżniały katolików od protestantów. Katolicka procesja z Najświętszym Sakramentem była publicznym wyznaniem wiary, a zarazem znakiem katolickiej obecności w przestrzeni publicznej. Kiedy dziś publiczny nadawca w Niemczech sięga po „Happy Kadaver”, to nie jest tylko żart lewicowo-liberalnej redakcji z religii. To także odgrzanie dawnego wyznaniowego resentymentu: protestanckiego spojrzenia z góry na katolicką pobożność.

Warto sobie też zadać podstawowe pytanie: a co, gdyby to chodziło o islam? Najlepiej pokazuje to reakcja komentatorów. Ulf Poschardt, były redaktor naczelny grupy „Welt”, skomentował sprawę na X w sposób brutalnie prosty: skoro ZDF pozwala sobie na taki żart z Bożego Ciała, to może teraz redakcja spróbuje podobnego dowcipu z muzułmańskiego święta. Jego wpis miał bardzo ogromny zasięg, co pokazuje, że wśród obywateli niemieckich oburzenie jest obecne, a telewizja publiczna prowokowała świadomie. To było trafienie w sedno podwójnych standardów.

Podobnie ostro zareagował Hubert Aiwanger, bawarski minister gospodarki, i zwrócił uwagę, że w przypadku innych grup społecznych czy religijnych podobna kpina wywołałaby natychmiastowy skandal. Wobec katolicyzmu publiczne media pozwalają sobie jednak na znacznie więcej.

Na tym polega sedno sprawy. ZDF nie działa w próżni. Jest częścią wielkiego niemieckiego systemu öffentlich-rechtlicher Rundfunk – publicznego radia i telewizji, które mają formalnie służyć wszystkim obywatelom, zachowywać standard obiektywizmu, bezstronności i pluralizmu. A jednak w sprawach katolickich nie dostajemy spokojnej, rzetelnej informacji, tylko zestaw przewidywalnych klisz: Kościół jako system władzy, katolicka moralność jako opresja, księża jako podejrzane środowisko, wierzący konserwatyści jako polityczne ryzyko, a katolicka pobożność jako dziwactwo, z którego można sobie dworować.

Kiedy publiczny nadawca opisuje islam, judaizm albo mniejszości seksualne, natychmiast uruchamia słownik wrażliwości, szacunku i ostrożności. Gdy opisuje katolików, przechodzi w tryb ataku, bluźnierstwa albo szyderstwa. Tak też w niemieckich mediach publicznych Kościół katolicki pojawia się jedynie w kilku dyżurnych kontekstach: nadużycia seksualne, finanse, spadek liczby wiernych, rola kobiet, celibat, seksualność, rzekoma bliskość konserwatywnych chrześcijan z Trumpem.

W ujęciu mediów publicznych katolik nie jest normalnym obywatelem, lecz kimś do podejrzliwego opisu. Jeśli broni życia nienarodzonych – staje się „przeciwnikiem aborcji”, czyli człowiekiem definiowanym przez sprzeciw, nie przez troskę o dziecko i matkę i rodzinę. Jeśli mówi o małżeństwie jako związku kobiety i mężczyzny – zostaje przedstawiony jako zagrożenie dla „różnorodności”. Jeśli publicznie wyznaje wiarę – jest traktowany jako przedstawiciel „fundamentalizmu”.

Szczególnie widoczne jest to w młodzieżowej ofercie publicznego systemu, czyli w sieci FUNK, wspólnym projekcie ARD i ZDF. To właśnie tam najostrzej widać, w jaki sposób młodemu odbiorcy opowiada się o chrześcijaństwie: jako o przestrzeni ryzyka, opresji, przemocy symbolicznej, patriarchatu i podejrzanych powiązań politycznych. Szybka kwerenda pokazuje, jakie słowa-klucze fukncjonują w tei sieci wokół katolicyzmu. Są nimi: władza, kontrola, presja, prawica, fundamentalizm, seksualność, kobiety i queer. Tylko i wyłącznie w perspektywie tych pojęć jest pokazywany katolicyzm. W takim obrazie nie ma miejsca na normalnego katolika: człowieka, który wierzy, modli się, chodzi do kościoła, zakłada rodzinę, wychowuje dzieci, pomaga innym, działa społecznie, a w sprawach moralnych po prostu traktuje poważnie nauczanie własnego Kościoła.

Ktoś powie: przesada, to tylko media, nikt nie ogląda telewizji publicznej. Jest to jednak skrzywiona przez polską rzeczywistość perspektywa. Owszem, u nas telewizja publiczna w likwidacji powszechnie jest uznawana za przybudówkę reżimu – ale mimo tego wciąż ma niemały wpływ. Tymczasem w Niemczech media publiczne cieszą się znacznie większym szacunkiem. Jeżeli więc przez lata przedstawia się tam Kościół jako system nadużyć, hipokryzji, opresji i zagrożenia, to nie pozostaje to bez wpływu na społeczną atmosferę. Szczególnie w kraju, który coraz szybciej się sekularyzuje i w którym dla wielu ludzi katolicka wiara staje się już czymś obcym.

Niemieckie organizacje monitorujące akty wrogości wobec chrześcijan wskazywały na bardzo dużą skalę uszkodzeń kościołów i obiektów sakralnych. W 2023 roku w Niemczech odnotowywano ponad dwa tysiące przypadków uszkodzeń w kościołach albo przy kościołach. Publiczne media nie odpowiadają za każdy akt wandalizmu. Odpowiadają jednak za coś innego: za budowanie obrazu świata. Jeżeli ten obraz mówi młodemu człowiekowi, że katolicyzm jest przede wszystkim opresyjny, konserwatywny, patriarchalny, podejrzany i śmieszny, to nie wolno potem udawać zdziwienia, że katolickie symbole przestają być traktowane z szacunkiem.

„Happy Kadaver” nie jest więc tylko jedną głupią wpadką. Jest objawem głębszej choroby. A najbardziej bolesne jest to, że niemieccy katolicy sami muszą ten system finansować. Niemiecki abonament mediów publicznych wynosi obecnie 80 zł miesięcznie od mieszkania – to więcej niż konto Netflixa czy Disneya. I nie jest to dobrowolna subskrypcja, którą można wypowiedzieć, jeśli nadawca obraża twoją wiarę. To obowiązkowa opłata publiczna, pobierana niezależnie od tego, czy ktoś ogląda ZDF, ARD, FUNK albo jakikolwiek inny kanał publicznego systemu. W praktyce oznacza to, że katolik w Niemczech musi płacić za media, które szydzą z jednego z najważniejszych świąt jego Kościoła.

No i wreszcie należy się przyjrzeć reakcji niemieckiego Kościoła. Z pewnością biskupi niemieccy – tak chętni do wypowiedzi w sprawach tęczowych – od razu zabrali głos i wytoczyli głośny protest. Prawda? Ano – nieprawda. Żaden biskup się nie odezwał. Ani jeden. Nikt. Cisza. Totalne milczenie. Zareagowali niemieccy świeccy – ale oficjalny Kościół milczał. I według mnie to milczenie jest jeszcze gorsze niż bluźnierstwo ZDF. Ja się niczego dobrego po niemieckiej telewizji nie spodziewam, ale że żaden niemiecki biskup się nie odezwał? To nawet nie jest skandal, to jest zgorszenie. To jest kapitulacja i tchórzostwo. To jest wygoda tęczowych pasibrzuchów, którzy myślą tylko o sprawach od pasa w dół. Jest to jeszcze bardziej obrzydliwe niż bluźnierstwo niemieckiej telewizji. To jest Kościół instytucjonalny, który tak bardzo przyzwyczaił się do upokorzeń, że nie umie już nawet zaprotestować, gdy drwi się z Eucharystii. Niemieccy wierni mają pełne prawo pytać: gdzie są nasi biskupi wtedy, gdy trzeba bronić Chrystusa, świętości liturgii i godności katolików? Problemem jest już nie tylko agresja świata wobec Kościoła, ale także bezwład i obojętność ludzi Kościoła wobec tych ataków. A to jest znacznie groźniejsze.

Dr Adam Sosnowski

Tak nas zniewalają. Droga do państwa totalitarnego

Tak nas zniewalają. Droga do państwa totalitarnego

Dr Gudula Walterskirchen

Kto naprawdę kształtuje świat? Rządy, czy globalne sieci wpływu, jak np.


Komentarze (0)

  • Podpis:
    E-mail:
  • Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.