Otacza nas noc Kościoła. Mroczne słowa Leona XIV
Papież Leon XIV. Fot. Michała Klaga z książki "Leon XIV. Biografia ilustrowana"
Pielgrzymka Leona XIV do Hiszpanii już teraz okazuje się jednym z najważniejszych wydarzeń tego pontyfikatu. Jeszcze niedawno część mediów i komentatorów sugerowała, że w zsekularyzowanej Hiszpanii papież spotka się co najwyżej z obojętnością albo z garstką najwierniejszych katolików. Stało się dokładnie odwrotnie. Na spotkanie z papieżem przybyło w Madrycie 10 razy więcej osób niż na odbywający się równocześnie w stolicy Hiszpanii koncert Bad Bunny – wielu z nam ten artysta pewnie nic nie mówi, ale należy do top 3 słuchanych gwiazd światowej muzyki. Dla młodzieży hiszpańskiej to jednak papież był 10 razy ciekawszy. I właśnie na tym spotkaniu z młodzieżą, w radosnej atmosferze, papież nagle powiedział słowa, które zmroziły cały stadion: Otacza nas noc Kościoła i noc społeczeństwa, mówił Leon XIV. Dodał, że znajdujemy się w samym sercu tej nocy. Co miał na myśli? I jaką odnowę proponuje papież?
Dr Adam Sosnowski
W kolejnych hiszpańskich miastach wokół Ojca Świętego gromadzą się tłumy, a szczególnie mocno widoczna jest obecność ludzi młodych. Madryt, Barcelona i kolejne etapy podróży pokazują, że wiara w Hiszpanii nie zniknęła – przeciwnie, w wielu miejscach wybucha dziś z nową siłą.
Najbardziej symboliczny był wieczór na stadionie Santiago Bernabéu, w samym sercu Madrytu, na obiekcie Realu Madryt. To tam Leona XIV powitały dziesiątki tysięcy wiernych, wielominutowa owacja, śpiewy, okrzyki i atmosfera bardziej przypominająca wielkie święto młodego Kościoła niż oficjalną uroczystość religijną. Na trasie przejazdu z madryckiej katedry papieża pozdrawiały tysiące ludzi. Wśród nich znalazł się nawet Diego Simeone, legendarny trener Atlético Madryt, który czekał, by choć przez chwilę spotkać się z Ojcem Świętym i podać mu rękę. Nie miał żadnego dojścia VIP-owskiego. Stał razem z tłumem i czekał na Leona XIV.
Wizycie papieża towarzyszy także niezwykłe zainteresowanie świata kultury, sportu i mediów. W Madrycie Leon XIV spotkał się z przedstawicielami życia publicznego, kultury, biznesu i sportu, apelując o dialog, odpowiedzialność i służbę dobru wspólnemu. Przypomniał, że język może siać podziały, ale może też budzić nadzieję. W spotkaniu uczestniczył Antonio Banderas, którego wystąpienie o zadaniach sztuki błyskawicznie rozeszło się w internecie. Papież pojawia się więc nie na marginesie współczesnej kultury, ale w samym jej centrum – tam, gdzie zwykle królują gwiazdy muzyki, sportu i filmu. I mówiąc terminologią świecką – to papież jest wśród nich największą gwiazdą.
Od wczoraj papież jest w Barcelonie – i właśnie w tej radosnej, niemal triumfalnej atmosferze Leon XIV wypowiedział słowa, które nagle zmieniły ton całego spotkania. „Otacza nas noc Kościoła i noc społeczeństwa” – powiedział papież. Słowa padły na stadionie olimpijskim, który podobnie jak w Madrycie był wypełniony po brzegi. Blisko sto tysięcy osób milczało, gdy usłyszało te słowa papieża. Ale jak wiecie, nie podaję tu tylko krótkich, wyrwanych z kontekstu cytatów, bo w ten sposób można udowodnić każdą tezę. Pozwólcie, że przytoczę całą wypowiedź Ojca Świętego:
Także my – jak Nikodem – jesteśmy pielgrzymami pośród nocy. Ta ewangeliczna ikona niesie nam przesłanie przede wszystkim o drodze życia. Nasza wędrówka, nasze pragnienia i wszystko, co każdego dnia przyjmujemy i przeżywamy – w radościach i porażkach, w dążeniach i planach – jest wyrazem naszego nieustannego poszukiwania: jesteśmy żebrakami miłości, łakniemy i pragniemy prawdy, szukamy pełnego sensu, który nas podtrzyma, doda nam odwagi i pomoże nam zrozumieć tajemnicę naszego życia. Gdy posuwamy się naprzód powoli, małymi krokami, jesteśmy wezwani, by prowadzić dialog z półmrokiem naszej ludzkiej kondycji: brakuje nam pełnej prawdy, nie znamy dogłębnie tajemnicy nas samych ani prawdziwego oblicza innych; nie zawsze potrafimy zrozumieć ukrytą prawdę rzeczywistości, która nas otacza, jak i wydarzeń, które dokonują się na naszych oczach. Szukamy światła, które oświeci drogę.
Nikodem mówi nam jednak także o drodze wiary. Nie jest ona ścieżką równoległą wobec naszego ludzkiego życia, lecz te dwie drogi są zawsze ze sobą splecione. Jak usłyszeliśmy w Ewangelii, Bóg tak bardzo umiłował świat, że dał nam swojego Jednorodzonego Syna, a w Nim zjednoczył się na zawsze z naszym ciałem. On jest zawsze przy Ojcu i przy nas. Dlatego za każdym razem, gdy tajemnica naszego życia odsłania się w świetle nowego dnia, we wszystkim, czym jesteśmy i co czynimy, trwamy w obecności Boga i jesteśmy strzeżeni przez Jego odwieczne objęcie: nasze życie „jest ukryte z Chrystusem w Bogu” (Kol 3, 3). A jednak czasem doświadczamy nocy wiary, trudu wierzenia, zmęczenia ducha, poczucia, że nie dorastamy do wezwania Ewangelii, dotyka nas gorycz naszych porażek i lęk, że nie podołamy.
Bracia i siostry, Nikodem uczy nas, że te noce – które towarzyszą naszemu życiu, drodze wiary i historii, w której żyjemy – są miejscem błogosławieństwa, przestrzenią odrodzenia, łonem, które zawsze wydaje na świat nowe życie. Te noce ogołacają nas i przywracają temu, co istotne. Zdejmują z nas ludzkie i religijne maski, które nosimy za dnia, aby nas nie rozpoznano albo aby ukazać obraz nas samych inny od tego, kim naprawdę jesteśmy. Odsłaniają nas – w naszych światłach i cieniach – przywracając nam pokorę spojrzenia na siebie w prawdzie, wyzwalając nas z zarozumiałego przekonania, że nasza droga jest już dopełniona i że możemy iść naprzód tak, jakbyśmy mieli jasne światło na wszystko, na wszystkich, a nawet na Boga.
Ta „pusta przestrzeń”, którą stwarza noc – nawet jeśli przybiera postać cierpienia czy niezaspokojenia, rozczarowania albo niewiary – może stać się okazją do przyjęcia nowego życia, do przemiany i odnowy, do „narodzenia się z wysoka”, jak mówi Jezus do Nikodema. Bóg bowiem nie przyszedł, aby sądzić świat pogrążony w grzechu i nocy niewierności, lecz posłał swojego Syna, aby zbawić świat i dać mu życie wieczne.
Dlatego także my jesteśmy wezwani, aby nie osądzać „nocy”: ani nocy naszego życia, ani nocy Kościoła, ani nocy społeczeństwa, które nas otacza. W nocy powinniśmy raczej wyruszyć w drogę, jak czyni to Nikodem, nadal zwracać się do Pana z naszymi pytaniami, otworzyć się na tchnienie Ducha i przyjąć noc już nie jako znak porażki, lecz jako początek nowego życia.
Myśląc o naszej osobistej drodze, ale także o nocach naszej drogi kościelnej i drogi Hiszpanii, o jej miastach, jej dawnych i nowych formach biedy, o jej społeczeństwie i kulturze, możemy zatem zapytać: jakie noce przechodzimy? Co one nam podpowiadają? Gdy w nie wchodzimy i z pokorą, bez uprzedzeń, patrzymy na prawdę o tym, kim jesteśmy, do jakiej przemiany jesteśmy wezwani? Gdzie powinniśmy się odnowić, w jakim kierunku chcemy iść, jakie społeczeństwo chcemy budować?
Nie przestawajmy szukać, zadawać pytań i prowadzić dialogu – z Bogiem i między sobą – także w samym sercu nocy. Podążajmy razem w wierze, która harmonizuje różnorodność naszych idei i wrażliwości, aby szukać prawdy prowadzącej nas ku dobru wspólnemu; aby ten kraj był przestrzenią gościnną dla wszystkich, gdzie każdy jest szanowany w swojej godności osoby i kochany takim, jaki jest.
Otwórzmy się na dar Ducha Świętego, szukając Pana jak Nikodem i przyjmując światło Jego Ewangelii, z pewnością, że doświadczymy w sobie nowego życia, obecności, która błogosławi, a także bezinteresownej miłości, która pomoże nam przejść z nocy do światła. Bóg bowiem chce, aby nic nie zginęło, i już teraz pragnie dać nam życie wieczne, aby doprowadzić nas do szczęścia, które nie ma końca.
Tyle słowa papieża. Leon XIV nie udaje, że wszystko jest w porządku. W tej homilii bardzo wyraźnie mówi, że istnieje noc Kościoła, noc społeczeństwa, noc wiary i noc człowieka. Nie próbuje przykrywać kryzysu łatwym optymizmem. Widzi zmęczenie, zagubienie, utratę sensu, duchową pustkę, a także to, że wiele dawnych form życia chrześcijańskiego na Zachodzie rzeczywiście się wyczerpało. Ale właśnie dlatego jego słowa są tak ważne: papież nie mówi o nocy jako o końcu, lecz jako o miejscu, w którym może rozpocząć się odrodzenie.
Być może jesteśmy już w chwili przesilenia. W wielu krajach Zachodu widać dziś zjawiska, których jeszcze niedawno prawie nikt się nie spodziewał: coraz liczniejsze chrzty dorosłych, zainteresowanie wiarą wśród młodych, pełne kościoły podczas wielkich spotkań, obecność młodzieży wokół papieża i wyraźne zmęczenie pustką świata bez Boga. To nie znaczy, że kryzys minął. Nie minął. Miejscami jest bardzo głęboki – a do Polski być może dopiero naciąga z ogromną siłą. Słusznie abp Marek Jędraszewski mówił wczoraj, że w Polsce codziennie piłowani są katolicy. Ale być może właśnie dlatego zacznie świtać. Chrześcijańska nadzieja nie polega na zaprzeczaniu ciemności, lecz na przekonaniu, że Bóg potrafi wyprowadzić z niej nowe życie.





Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.