439 lat temu rozpoczęła się elekcja Zygmunta III Wazy

Nasi autorzy

439 lat temu rozpoczęła się elekcja Zygmunta III Wazy

Portret Zygmunta III Wazy w szatach koronacyjnych, mal. Pieter Soutman (fragment). Fot. Wikimedia Commons Portret Zygmunta III Wazy w szatach koronacyjnych, mal. Pieter Soutman (fragment). Fot. Wikimedia Commons

30 czerwca 1587 r. rozpoczęła się na warszawskiej Woli wolna elekcja, która po śmierci króla Stefana Batorego wyniosła na tron Rzeczypospolitej szwedzkiego królewicza Zygmunta Wazę. O tym, jak burzliwy był to czas i z jakimi przeszkodami musiał się borykać przyszły Zygmunt III, zanim polska korona ostatecznie spoczęła na jego skroniach, pisze znakomity historyk prof. Andrzej Nowak w V tomie swojego monumentalnego dzieła „Dzieje Polski”:   

„Zygmunt, syn króla [szwedzkiego] Jana III, miał w chwili śmierci Stefana Batorego 20 lat. (…) Jan III pozwolił wychować syna w wierze katolickiej – jak sam powiedział: „w nadziei na oba królestwa”, to jest na połączenie dziedzicznej Szwecji z elekcyjnym tronem w Polsce. (…)

Zygmunt razem z siostrą poznawał pilnie tajniki języka polskiego. On jednak, obok wspólnych z Anną, bardzo dobrych zresztą, ewangelickich nauczycieli, miał jeszcze dodanych – z myślą o panowaniu w Rzeczypospolitej – katolickich księży, jezuitów przysłanych z Polski. Znalazł się w tym małym gronie m.in. Stanisław Warszewicki, współorganizator kolegium w Wilnie, znawca literatury greckiej i tłumacz ksiąg pobożnych na polski. Stopień opanowania naszego trudnego języka przez Zygmunta oceni jako doskonały inny jezuita, Piotr Skarga, kiedy tylko będzie już miał okazję usłyszeć w Krakowie mowę ‘Wazy’. A jak było z przyswojeniem innych przedmiotów? Królewicz uczył się historii, prawa, matematyki, a także kilku języków, z których poznał biegle (oprócz szwedzkiego i polskiego) łacinę, niemiecki i włoski. Do praktycznej nauki rządzenia ojciec nastolatka jednak nie dopuścił.

Kiedy tylko zmarł Stefan Batory, troskliwa ciotka królewicza, Anna Jagiellonka, wysłała do Sztokholmu kuriera, by przekonywać króla Jana III do zgody na kandydowanie Zygmunta do tronu polskiego. Jan się wahał. Bał się, że jego syn stracić może w ten sposób swoje dziedziczne królestwo. W tym momencie prestiż korony polskiej stał na pewno dużo wyżej od szwedzkich Trzech Koron, trzymanych przez dynastię bardzo świeżej daty, niezbyt poważaną jeszcze w Europie. Ale to były korony dziedziczne i bliższa była oczywiście ta koszula ‘wazowskiemu’ ciału niż blask potęgi Rzeczypospolitej, odnowiony niedawno przez triumf Batorego nad Moskwą. Jan III zareagował więc najpierw na poselstwo Anny Jagiellonki kategorycznym stwierdzeniem, że Zygmunt, nawet jeśli zostanie wybrany w Polsce, to będzie musiał pozostać w Szwecji. Dopiero kolejne poselstwo przekonało go do zmiany zdania za pomocą prostego i nader realnego szantażu: jeśli Jan III będzie się wahał i utrudniał wybór swojego syna na króla w Rzeczypospolitej, to Polacy – a już na pewno Litwini – wybiorą sobie za pana cara Fiodora. Wizja sił Rzeczypospolitej i Moskwy połączonych w potencjalnie antyszwedzkim związku podziałała i Jan zgodził się na kandydowanie Zygmunta.

Królewicz sam bardzo chciał samodzielności, jaką miał nadzieję uzyskać na tronie jak najdalej położonym od ojcowskiej kontroli. Anna Jagiellonka nie tylko namawiała szwagra do wymarzonej idei odnowienia jagiellońskiego rodu (po kądzieli) na polskim tronie, ale także przekonywała szlacheckich wyborców do kandydatury siostrzeńca. Używała racjonalnego argumentu, że dodanie do lądowej potęgi Polski i Litwy morskiej sprawności i siły Szwedów dopiero pozwoli rozwinąć skrzydła Rzeczypospolitej, wykorzystać rzeczywiście dostęp do Bałtyku, podporządkować skutecznie Gdańsk i inflanckie porty: ‘Wiedzą Waszmościowie, jako wiele na tym zależy liberum dominium maris, bez którego słabe są największe Państwa, a najmniejsze Państwo morską wolnością i państwem portów ku górze się wynosi’. Warto te słowa Anny Jagiellonki zapamiętać. (…)

Na sejm elekcyjny pod Warszawę zjechało w końcu czerwca około 20 tysięcy obywateli-szlachty. Ale to nie wszystko. Liderzy skłóconych fakcji przyprowadzili ze sobą własne poczty zbrojne. (…) Według szacunku prymasa Karnkowskiego było na tej elekcji 40 tysięcy konnicy i 12 tysięcy piechoty. Prymas chciał tę straszną minę rozbroić. Próbował namówić elektorów do obradowania w jednym okopie, bez podziałów na fakcje. Sprzyjający kanclerzowi, a odpowiadający formalnie za porządek w czasie elekcji, marszałek wielki koronny Andrzej Opaliński wyznaczył jednak stanowisko dla armii Zamoyskiego blisko tegoż, szlacheckiego okopu, jakby oddając obradujących w zasięg artylerii hetmana. Sędziwój Czarnkowski rzucił w odpowiedzi na to jawne złamanie wolności elekcji hasło rokoszu. Podziału nie dało się uniknąć. Stronnicy Zborowskich zaczęli obradować w osobnym kole, a ‘kancelarianie’ w osobnym, nazywanym ‘czarnym’, od strojów wojska hetmana, przystrojonych żałobą po królu Stefanie. 27 lipca wydawało się, że zaczyna się już wielka bitwa. (…) Na szczęście do przelewu krwi nie doszło. Mediacja prymasa, wsparta przez przeważającą wciąż w szlacheckiej masie grupę ‘neutralistów’, doprowadziła do ustanowienia nowego, wspólnego okopu na miejsce wyborów, w równej odległości od wojskowego obozu hetmana i tego, który stworzyło stronnictwo Zborowskich i Górki.

Chwiejna zgoda trwała dwa dni, po czym obóz ‘czarnych’ odseparował się ponownie. ‘Zborowszczycy’ słabli, zrażając część szlachty nazbyt już hałaśliwą demagogią, a także samym swoim kandydatem – czyli Maksymilianem, który nie tylko był Habsburgiem, czyli ‘Niemcem’, ale również formalnie już ogłoszonym przyszłym wielkim mistrzem Zakonu Krzyżackiego, wciąż popieranego przez cesarstwo i wciąż bardzo źle kojarzonego wśród rycerskich obywateli Korony. Po pięciu tygodniach bezowocnych przepychanek spora grupa wyborców zaczęła odjeżdżać do swoich gospodarskich zajęć – na żniwa.

W konkurencyjnych kołach w końcu zaczęto jednak poważnie rozważać kandydatury. Litwini, siedzący w odrębnym obozie, na prawym brzegu Wisły, pod wsią Kamień, byli gotowi bronić wyboru Fiodora. Car przysłał swoje poselstwo na sejm, z kuzynem Borysa Godunowa Stiepanem oraz bojarem Fiodorem Trojekurowem na czele. Potwierdzili gotowość ich pana do uszanowania polskich wolności, dodając do tego obietnicę uznania praw Rzeczypospolitej do zdobytych przez Batorego Inflant i pomoc w walce ze Szwecją o sporną Estonię, a przede wszystkim projekt wspólnego zmiażdżenia Tatarów i odepchnięcia Turcji z południowych rubieży obu państw. Rzeczpospolita miała odnowić i utrwalić, przez tę wspólną z Moskwą rekonkwistę, swoją zwierzchność nad Mołdawią i Wołoszczyzną oraz kontrolę nad Siedmiogrodem.

Pięknie to wyglądało, ale władca połączonych państw miał jednak rezydować w Moskwie, co automatycznie spychało Rzeczpospolitą do roli drugorzędnego członu unii. Niepokoić też musiał tytuł Fiodora jako ‘cara wszystkiej Rusi’ – bo przecież przypominał on o tym, że władcy Kremla nie zrezygnowali nigdy z zamiaru ‘odzyskania’ wszystkich ziem, które tworzyły niegdyś Ruś Włodzimierza Wielkiego i Jarosława Mądrego, a więc zagarnięcia zdecydowanej większości ziem Wielkiego Księstwa Litewskiego i co najmniej połowy terytorium Korony, od Kijowa po Przemyśl. W pewnym sensie gotowi byli do tego nawiązać, na wypadek niepowodzenia moskiewskiej kandydatury na ogólnej elekcji, najzacieklejsi separatyści litewscy, jak biskup żmudzki Melchior Giedroyć. W rozmowach z carskimi delegatami rozważał on możliwość zerwania unii z Koroną i osobnego wyboru Fiodora na wielkiego księcia w Wilnie. Domagał się wtedy odebrania Koronie ‘Podlasia, Mazowsza z Kijowem [tak!] i Podola i Wołynia’. Jako część imperium cara Litwa mogłaby zapewne na to liczyć. Ale – nie wszystkim Litwinom się to podobało.

Polscy wyborcy widzieli korzyść ewentualnej unii z Moskwą dokładnie odwrotnie. Jasno wyraził to cytowany już tutaj ariański kronikarz tego czasu i uczestnik elekcji, Andrzej Lubieniecki: ‘A przysmak nasz naprzedniejszy był do niego [czyli do moskiewskiego kandydata] przyłączenie ziemi moskiewskiej do Królestwa’. Ten sam Lubieniecki dodaje od razu pozostałe powody upadku kandydatury Fiodora, tak jak widzieli je szlacheccy wyborcy: ‘rozumu był niecałego i przystojniej mu było być dzwonnikiem niż królem […] a k temu tyraństwu był przyzwyczajony i tak nam odległy, że chcąc nas i stolicę krakowską w tym razie ratować, wojskami swymi prędzej by nasze kraje spustoszył, niżby nas ratował’. Ku rozczarowaniu wpływowej grupy litewskich elit, zwłaszcza Krzysztofa Radziwiłła ‘Pioruna’, wiernego do końca idei wyboru Fiodora, elekcja ‘moskiewskiego’ okazała się nierealna. Zrozumieli to sami posłowie cara, którzy w tej sytuacji zaczęli – zgodnie z instrukcjami – popierać tradycyjnego sojusznika w osaczaniu Rzeczypospolitej, czyli Habsburga. Udało się Litwinom doprowadzić tylko do przedłużenia rozejmu z Moskwą na 15 lat.

Zamoyski kluczył i zwlekał. ‘Zborowszczycy’, okupujący zbrojnie właściwe, wyznaczone prawem pole elekcyjne, trzymali się kandydatury arcyksięcia Maksymiliana – na pohybel kanclerzowi. Impas raz jeszcze spróbował przełamać prymas. Karnkowski, w porozumieniu z królową Anną Jagiellonką, udał się do koła generalnego, zajmowanego przez stronnictwo Zborowskich, i oświadczył, że ‘Niemca’ nie będzie proponował na króla. Wskazał Zygmunta jako kandydata. Z tym oświadczeniem odjechał do koła „czarnego”, pociągając za sobą część panów i szlachty. Kandydat ze Szwecji, Jagiellon po kądzieli, miał już w tym momencie za sobą dużą grupę senatorów. Poparli go m.in. marszałek wielki koronny Opaliński i wciąż popularny wśród szlachty wojewoda sieradzki Olbracht Łaski (jak pamiętamy, wcześniej wierny agent sprawy Habsburgów).

Zamoyski nadal próbował zwlekać, a stronnictwo Zborowskich znowu szykowało się do bitwy. Prymas zagroził wtedy, że odjedzie, jeśli zamiast wyboru króla dokona się rzeź na elekcyjnym polu. Zamoyski niechętnie ustąpił. 19 sierpnia 1587 roku prymas nominował w ‘czarnym’ kole króla-elekta: Zygmunta. Większość senatorów – katolików, prawosławnych i protestantów – poparła wybór, podobnie jak większość szlachty w ‘czarnym’ kole. Można było odśpiewać w warszawskiej kolegiacie św. Jana uroczyste Te Deum. I doprecyzować ze szwedzkimi posłami, podkanclerzym Erykiem Sparre oraz senatorem Erykiem Brahe, warunki pactów conventów.

Sam kanclerz Zamoyski jednak ani aktu elekcji, ani odezwy wzywającej szlachtę do uznania Zygmunta nie podpisał. Zachował sobie możliwość dalszej gry, być może nie bez nadziei na to, że nadejdzie jeszcze czas jego własnej kandydatury. Do pactów conventów jak najbardziej świadomie wprowadził minę, która miała wysadzić prędzej czy później (kanclerz miał nadzieję, że jak najprędzej) szwedzkiego królewicza z polskiego tronu, a może nawet przegrodzić jego drogę na Wawel. Już na samym początku paktów wprowadzony został zapis o zwrocie Polsce i Litwie ‘tej części Inflant, którą Najjaśniejszy Król Szwecji teraz posiada’ – czyli Estonii. Wiadomo było, że król Jan III na takie ustępstwo, kosztem swoich zdobyczy, nie pozwoli, podobnie jak nie pozwolą na to stany szwedzkie. Tym bardziej, że mała Estonia była strategicznie ważną pozycją dla osłony Finlandii przed ewentualną agresją Moskwy, a także spichlerzem zbożowym dla niezbyt żyznej Szwecji.

Dla Rzeczypospolitej znaczenie tego terenu było bez porównania mniejsze. Jeśli chciało się rzeczywiście stabilnego sojuszu ze Szwecją – przeciw Moskwie – trzeba było z tego żądania zrezygnować. Jeśli natomiast, grając na patriotycznej nucie, chciało się osiągnąć co innego, czyli podważenie pozycji młodego elekta i przygotowanie gruntu pod nowe wybory, to wymóg przekazania Estonii Rzeczypospolitej był znakomitym pomysłem. Posłowie szwedzcy wili się w tej sprawie, by wyboru Zygmunta nie zaprzepaścić, a zarazem nie narazić się swojemu królowi. Ostatecznie punkt o zwrocie Estonii został włączony do paktów z zastrzeżeniem, że poręczy ten zwrot swoim majątkiem królowa Anna Jagiellonka. Inne ważne punkty nie budziły większych sporów. Nowy król miał utrzymać polsko-szwedzki sojusz, wybudować flotę dla Rzeczypospolitej i pięć twierdz na granicach, zrezygnować w imieniu Szwecji ze zwrotu pożyczki zaciągniętej przez Zygmunta Augusta i z niewypłaconego wiana swej matki, Katarzyny Jagiellonki. Miał także potwierdzić konfederację warszawską, to jest pełne prawa różnowierców w Rzeczypospolitej, oraz zobowiązać się do niewyjeżdżania do Szwecji bez zgody stanów polsko-litewskiego państwa i do nieutrzymywania cudzoziemskiego dworu w Polsce.

Zanim pakta zostały uzgodnione, konkurencyjne koło generalne, zebrane na Woli, ogłosiło swojego króla. Przełamując opór niechętnej ‘Niemcowi’ szlachty, Andrzej Zborowski, przy poparciu wojewody Górki i innych wrogów kanclerza Zamoyskiego, ogłosił 22 sierpnia wybór arcyksięcia Maksymiliana. ‘Neutraliści’ opuścili już wcześniej koło Zborowskich. Senatorów było już w nim niewielu, a i szlachty wyraźna mniejszość w stosunku do ogółu uczestników elekcji. Aktu nominacji Maksymiliana dokonał kijowski biskup-nominat, ksiądz Jakub Woroniecki. Litwini nie uznali żadnego z dokonanych wyborów (poza kardynałem Jerzym Radziwiłłem i Mikołajem ‘Sierotką’, którzy ostatecznie poparli Maksymiliana), zachowując jeszcze nadzieje na ocalenie kandydatury Fiodora. Nowej elekcji domagali się razem z Litwinami ‘neutraliści’ z województw ruskich.

Bez wojny domowej już się obejść nie mogło. Ta właśnie sytuacja wymogła na hetmanie-kanclerzu Zamoyskim energiczne działanie. Mógł podkładać bomby z opóźnionym zapłonem pod Zygmunta III, ale musiał natychmiast stanąć do walki przeciw Maksymilianowi. Gdyby wygrał kandydat Zborowskich, kanclerz zakończyłby swoją karierę, może nawet tragicznie. Zgodnie z decyzją sejmu elekcyjnego obradującego w ‘czarnym’ kole, hetman Zamoyski miał bronić granic Rzeczypospolitej. Trzeba było pomyśleć w pierwszym rzędzie o zabezpieczeniu stołecznego Krakowa, gdzie została na 18 października wyznaczona koronacja, a do granicy z imperium Habsburgów było mniej niż dzień konnej jazdy.

(…) Habsburg nie zwlekał. Już 27 września zaprzysiągł w nieodległym od granicy Małopolski Ołomuńcu pacta conventa. Ich sednem była obietnica sojuszu z cesarstwem i wspólnej wojny przeciw imperium osmańskiemu. Moskwa miała być trzecią stroną tego antytureckiego sojuszu. Podwójny wybór króla oznaczał zatem geopolityczną alternatywę: albo ze Szwedem na Moskwę, albo z Habsburgami na Turka (ta druga opcja blisko była temu, co strategicznie oferowała także kandydatura Fiodora). Czy Turcja była groźniejszym rywalem Rzeczypospolitej? Czy Moskwa? Zostawmy to pytanie na razie na boku, bo na jego rozważanie jesienią 1587 roku nie było czasu.

Już 8 września dotarło do Szwecji, do najbliższego portu – Kalmaru, poselstwo wyborców Zygmunta, na czele z kasztelanem podlaskim Marcinem Leśniowolskim (doświadczonym już w posłowaniu do elekta – Henryka Walezego). Tam zaczęły się negocjacje z królem Janem III w sprawie zatwierdzenia pactów conventów i uzgodnienia odpowiadającego im układu z królestwem Trzech Koron. Rozmowy nie były łatwe – przez spór o Estonię. Król Szwecji nie mógł zaakceptować uszczuplenia swego państwa. Zgadzał się na inne ustępstwa, dotyczące rezygnacji z egzekwowania pożyczek i spadków, które Korona była winna Szwecji. Co najważniejsze, uznawał faktyczne pierwszeństwo Rzeczypospolitej w przyszłym dynastycznym związku ze Szwecją. Nawet bowiem po śmierci Jana, kiedy to Zygmunt miał odziedziczyć koronę szwedzką, podwójny król miał rezydować w Rzeczypospolitej, zobowiązując się tylko odwiedzać swą północną ojczyznę nie rzadziej niż raz na trzy lata. Pod jego nieobecność w Szwecji miała zarządzać sprawami państwowymi siedmioosobowa rada, której sześciu członków miał nominować Zygmunt, a jednego jego stryj – książę Karol Sudermański. Ten ostatni zobowiązywał się, nieszczerze, jak zobaczymy, że nie podważy praw bratanka do panowania w Szwecji. Zygmunt mógł jako katolik zasiąść na tronie szwedzkim, ale zarazem musiał zatwierdzić uprzywilejowaną pozycję luteranizmu w swoim dziedzicznym królestwie. Sojusz polsko-szwedzki przeciw Moskwie został oczywiście potwierdzony. Tak stanowił układ kalmarski, zawarty formalnie 15 września między królem Szwecji Janem III a jego synem i następcą, Zygmuntem – wybranym na króla Polski. Zygmunt mógł wsiąść na statek i ruszyć w drogę do Rzeczypospolitej. Zrobił to dokładnie w momencie, kiedy jego rywal, Maksymilian, zaprzysiągł swoje pacta conventa.

Z Kalmaru oczywiście droga dłuższa do Krakowa niż z Ołomuńca. Do Gdańska okręty z Zygmuntem i jego małym dworem dotarły po dwóch dniach żeglugi, 29 września. Zgodnie z umową z Kalmaru, królewicz nie zszedł na ląd, dopóki witający go senatorowie, występujący jako komisarze Rzeczypospolitej, nie zgodzili się na pominięcie sprawy inkorporacji Estonii, przynajmniej do czasu objęcia przez Zygmunta dziedzicznego tronu w Szwecji. To było uczciwe rozwiązanie, bo dopiero wtedy przecież Zygmunt – już jako król szwedzki – mógł zyskać prawo zmiany warunków, które zostały ustalone w Kalmarze.

Osiem dni kołysał się Zygmunt na sztormowych falach pod Gdańskiem, ale w końcu przekonał polskich komisarzy. Wtedy dopiero, to jest 7 października, udał się do opactwa w Oliwie, gdzie w odbudowanym po niedawnym luterańskim pogromie kościele klasztornym zaprzysiągł pacta conventa oraz artykuły henrykowskie. Razem z nimi zaprzysiągł także konfederację warszawską, czyli wolność wyznania dla różnowierców – i to pomimo protestu zgłoszonego przez jednego z komisarzy, biskupa kujawskiego Hieronima Rozrażewskiego. Cztery dni później otrzymał w kościele dominikańskim w Gdańsku akt elekcji. Trzeba było teraz zdążyć do Krakowa na koronację. Ustalona wcześniej data, 18 października, była nierealna, przełożono ją więc na prośbę elekta na 15 listopada.

Dużo jednak do tego czasu się musiało wydarzyć, żeby do tej koronacji doszło. Sama nowina o przypłynięciu Zygmunta do Gdańska działała już na jego korzyść. Ogłosił ją w Krakowie już 5 października ksiądz Piotr Skarga z ambony. Dotarła także do uczestników zjazdu szlacheckiego, jaki został jeszcze przez sejm elekcyjny zwołany na ten dzień właśnie do Wiślicy, gdzie zgromadzeni mieli zdecydować o zatwierdzeniu wyboru. Choć samą Wiślicę zajął zbrojnie Krzysztof Zborowski, to hetman Zamoyski, już poinformowany o przybyciu elekta ze Szwecji, przybył na zjazd w towarzystwie wojska i przyczynił się do jednoznacznego werdyktu zgromadzonych pod wiślickim grodem: ‘neutraliści’ zrezygnowali z pomysłu nowej elekcji, zdecydowana większość poparła Zygmunta i postanowiła bronić pospolitym ruszeniem jego wyboru.

Maksymilian przekroczył już wtedy, to jest 5 października, granice Polski. Prowadził ze Śląska 6 tysięcy zbrojnych: 4 tysiące piechoty (głównie najemników niemieckich) i 2 tysiące jazdy. Połączył się z oddziałami swoich polskich zwolenników, liczącymi łącznie 1800 żołnierzy. Po zajęciu Będzina i Olkusza zmierzał na czele swej armii na Kraków. 15 października podszedł do graniczących z miastem Rakowic i Prądnika. Stare mury Krakowa nie były przeszkodą nie do sforsowania. Zamoyski zadbał jednak o przygotowanie miasta do obrony i dobre zaopatrzenie na wypadek oblężenia. Kraków miał 150 dział, nie licząc artylerii zamkowej na Wawelu i armat przyprowadzonych przez Zamoyskiego. Z pomocą wojewody Andrzeja Tęczyńskiego, starosty Mikołaja Zebrzydowskiego i sprawdzonego w kampaniach Batorego zawodowca, Jerzego Farensbacha, całością obrony dowodził hetman.

Arcyksiążę nie zdecydował się na szturm. Próbował blokady miasta. Nękany podjazdami polskiej jazdy i deszczową pogodą, którą trudniej było znosić w spalonych wsiach pod miastem niż w oblężonym Krakowie, Maksymilian słał listy do swoich zwolenników o pomoc. Doczekał się w połowie listopada na wzmocnienie oddziałem wojewody poznańskiego Górki. Oblegający polską stolicę mieli wtedy do dyspozycji 8500 żołnierzy, obrońcy – połowę tej liczby. W nocy z 23 na 24 listopada Maksymilian przypuścił szturm. Bezpośrednio przed atakiem żołnierze arcyksięcia znaleźli kryjówkę w domach niemieckich mieszkańców Garbar, tuż przy murach obronnych. Mimo zaskoczenia obrońców tą zdradą, Zamoyski opanował sytuację, rzucając do walki husarię pod wodzą Marka Sobieskiego i Jana Myszkowskiego. Chłopska piechota wybraniecka zdobyła stanowisko armat przywiezionych Maksymilianowi przez Stanisława Górkę. Arcyksiążę wycofał się po nieudanym szturmie najpierw do Zielonek, a potem dalej na zachód, ku Śląskowi. Zostawił na placu boju ponad 1500 zabitych. Rozjuszeni walką żołnierze Zamoyskiego i wspierający ich mieszczanie krakowscy wzięli odwet na niemieckich mieszkańcach przedmieścia Garbary i wycięli ich w pień.

Stolica została za taką cenę uwolniona od oblężenia. Maksymilian zastanawiał się, czy nie próbować ruszyć w tej sytuacji do Wielkopolski i koronować się w Gnieźnie. Jego siły były jednak zbyt szczupłe i topniały zamiast rosnąć. Opuścili go zaciężni Morawianie i Czesi, Krzysztof i Jan Zborowscy także odeszli, powołując się na potrzebę werbowania nowych oddziałów, a faktycznie dlatego, że nie mieli już pieniędzy na opłacenie swoich żołnierzy. Habsburg zawrócił więc na południe. Bez skutku szturmował zamek Olsztyn, bohatersko broniony przez załogę. Kiedy żołnierze arcyksięcia już rezygnowali ze zdobycia zamku po kilku nieudanych atakach, towarzyszący im ‘Diabeł’ Stadnicki użył najgorszego podstępu. Napadł na pobliski dwór dowódcy obrony Olsztyna, Kaspra Karlińskiego, i uprowadził jego sześcioletniego synka, by użyć go jako żywej tarczy w jeszcze jednej próbie szturmu. Knechci poprowadzili przed sobą pod mury piastunkę trzymającą za rękę chłopca. Karliński przyłożył jednak zapalony lont do wycelowanej w atakujących armaty. Wypowiedział przy tym (jak podaje Henryk Kotarski, autor jego biogramu w Polskim Słowniku Biograficznym) słowa: ‘Pierwej synem Ojczyzny niźli ojcem byłem’. Dziecko zginęło na miejscu, szturm został odparty. Karliński nagrody, jaką potem chciał mu przyznać Zamoyski, nie odebrał. Szukał ukojenia w modlitwie na Jasnej Górze.

Zygmunt III był już wtedy w Krakowie, po długiej drodze, prowadzącej z Gdańska przez Malbork, Grudziądz, Toruń, Łęczycę (gdzie dołączył do elekta prymas Stanisław Karnkowski), Piotrków i Nowy Korczyn. 9 grudnia u wrót stolicy witali króla biskup Wawrzyniec Goślicki i Zamoyski. (…)

Zaraz po przyjeździe elekta zaczął się sejm koronacyjny w Krakowie. Kanclerz postawił na nim sprawę inkorporacji Estonii na ostrzu noża, wiedząc dobrze, że Zygmunt nie może przyłączyć tej ziemi inaczej niż za cenę wyrzeczenia się tronu dziedzicznego w Szwecji, a Rzeczpospolitą kosztowałoby to nie tylko zerwanie sojuszu ze Sztokholmem przeciw Moskwie, ale wręcz zaproszenie Szwedów do uderzenia na Inflanty. 21 grudnia Zamoyski powiedział wprost, że Zygmunt może zrezygnować z polskiej korony. Henryk Walezy już to kiedyś uczynił – i Rzeczpospolita potrafiła wybrać nowego, lepszego króla. Odpowiedział Zamoyskiemu jego dotychczasowy sojusznik, marszałek wielki koronny Andrzej Opaliński. Teraz zarzucił publicznie kanclerzowi, że ten chce wywołać nowy wielki kryzys. Porzucenia korony polskiej przez Zygmunta obawiała się większość zgromadzonych na sejmie, bo to przecież na pewno nie przyniosłoby chluby Rzeczypospolitej – drugi taki wypadek w ciągu trzech elekcji, a też realne wciąż było, że w konsekwencji tron zajmie najpewniej Maksymilian. Zamoyski musiał się wycofać, choć już zachwiał trochę pozycją nowego króla. Przyjęto formułę Marcina Leśniowolskiego, że do sprawy Estonii będzie można wrócić, kiedy Zygmunt obejmie już władzę nad Szwecją.

W niedzielę 27 grudnia siostrzeniec Zygmunta II Augusta został przez prymasa Karnkowskiego uroczyście koronowany. Nie obyło się w katedrze wawelskiej bez jeszcze jednej manifestacji, tym razem zorganizowanej przez różnowierców, którzy głośno zaczęli domagać się, by Zygmunt zaprzysiągł już nie tylko konfederację warszawską (bo to zrobił, jak wiemy, wcześniej), ale opracowane przez nich przepisy wykonawcze do niej. Na to prymas odpowiedział, że jeśli Zygmunt to uczyni, to on go nie ukoronuje. Awanturę uspokoił sam nominat swoim stoickim spokojem. Senatorowie uzgodnili, że akty wykonawcze pokoju wyznaniowego uchwali sejm”.

Fragmenty książki prof. A. Nowaka „Dzieje Polski”, tom V „Imperium Rzeczypospolitej”, wyd. Biały Kruk.

Dzieje Polski. Tom 5. Imperium Rzeczypospolitej

Dzieje Polski. Tom 5. Imperium Rzeczypospolitej

Andrzej Nowak

Ten tom „Dziejów Polski” prof. Andrzeja Nowaka wprowadza nas w czasy, które w rodzimej historiografii zwykło się nazywać epoką królów elekcyjnych. W opisywanym okresie – od 1572 do 1632 r. – Rzeczpospolita trzykrotnie zmierzyła się z bezkrólewiem.


Skąd się wziął Karol Nawrocki? Andrzej Nowak rozmawia z prezydentem RP

Skąd się wziął Karol Nawrocki? Andrzej Nowak rozmawia z prezydentem RP

Andrzej Nowak, Karol Nawrocki

Kim naprawdę jest człowiek, który w 2025 roku został prezydentem Rzeczypospolitej? W tej książce poznajemy najważniejsze etapy jego życia – od dzieciństwa i młodości w Gdańsku, przez pracę w Grand Hotelu, sport, studia, historię, IPN i Muzeum II Wojny Światowej, aż po najbrutalniejszą kampanię wyborczą III RP i początek prezydentury.
Dr Karol Nawrocki zgodził się porozmawiać o sobie z człowiekiem, do którego ma pełne zaufanie – prof. Andrzejem Nowakiem.


Między nieładem a niewolą. Krótka historia myśli politycznej

Między nieładem a niewolą. Krótka historia myśli politycznej

Andrzej Nowak

Napisana barwnym, literackim językiem, świetnie ilustrowana książka jednego z najwybitniejszych intelektualistów europejskich. Pełna refleksji nad współczesnością historia od starożytnych myślicieli chińskich i filozofów greckich, przez świętych Augustyna i Tomasza, renesansowych humanistów, zachodnich filozofów baroku i oświecenia, po myślicieli polskich (np. Mistrz Wincenty, Paweł Włodkowic, Józef Piłsudski).


Wojna i dziedzictwo. Historia najnowsza

Wojna i dziedzictwo. Historia najnowsza

Andrzej Nowak

Ostatnie lata naszej historii najnowszej toczyły się w cieniu wojny – najpierw tej być może najbardziej bolesnej, choć nie dosłownej, czyli wewnętrznej, w naszym własnym domu. Jej pierwszą ofiarą stała się prawda, ale przecież w jej wyniku doszło także do ofiar śmiertelnych. Potem zaczęła się wojna kulturowa, której front coraz brutalniej naciera na Polskę. W jej wyniku umierają przede wszystkim ludzkie sumienia.


Komentarze (0)

  • Podpis:
    E-mail:
  • Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.