UE zgodziła się Niemcom na 2 mld euro dla Thyssenkruppa. Pomocy dla polskiego przemysłu brak

Nasi autorzy

UE zgodziła się Niemcom na 2 mld euro dla Thyssenkruppa. Pomocy dla polskiego przemysłu brak

Komisja Europejska zgodziła się, aby Niemcy przeznaczyły do 2 mld euro publicznych pieniędzy na Thyssenkrupp Steel Europe: 550 mln euro bezpośredniej dotacji na budowę instalacji do produkcji niskoemisyjnej stali oraz do 1,45 mld euro na pokrywanie przez pierwszych dziesięć lat części kosztów wykorzystania odnawialnego wodoru. Beneficjent miał przy tym zainwestować własne środki, a projekt w Duisburgu ma według Komisji pozwolić uniknąć ponad 58 mln ton emisji CO₂. Tego samego dnia Bruksela zatwierdziła 850 mln euro francuskiej pomocy dla ArcelorMittal na dekarbonizację huty w Dunkierce; wcześniej zaakceptowała również 460 mln euro dla zakładu ArcelorMittal w Hiszpanii i 280 mln euro w Belgii.

Innymi słowy: kiedy największe gospodarki Unii chcą ratować i modernizować własny ciężki przemysł, Bruksela potrafi zaakceptować miliardowe transfery do pojedynczych przedsiębiorstw.

Polska funkcjonuje w zupełnie innych realiach. W zatwierdzonym przez Komisję programie pomocy dla przedsiębiorstw energochłonnych dla pojedynczej firmy była ograniczona co do zasady do 4 mln euro, czyli ok. 17 mln zł. Tymczasem sam Thyssenkrupp może otrzymać równowartość około 8,5 MILIARDÓW zł. Jeszcze bardziej wymowny jest przykład polskiego górnictwa: unijne przepisy pozwalają finansować przede wszystkim wygaszanie kopalń, odprawy, zabezpieczanie szybów i rekultywację. Niemiecka stal może więc dostać miliardy na dalszą produkcję i modernizację, podczas gdy w Polsce ogromne środki publiczne są akceptowane przede wszystkim wtedy, gdy służą likwidacji tradycyjnego przemysłu.

Formalnie Komisja może powiedzieć, że reguły pomocy publicznej są takie same dla wszystkich. W praktyce system premiuje jednak najbogatszych. Niemcy mogą przedstawić w Brukseli program wart kilka miliardów euro, sfinansować go z własnego budżetu i po uzyskaniu zgody Komisji utrzymywać konkurencyjność swoich koncernów. Polska, dysponująca znacznie mniejszą przestrzenią fiskalną, nie jest w stanie odpowiadać podobną skalą subsydiów. Efekt widać w danych samej Komisji: w ramach kryzysowych mechanizmów pomocy publicznej Niemcy odpowiadały w pewnym momencie za ponad połowę zatwierdzonego wsparcia, a wraz z Francją za zdecydowaną większość. „Wspólny rynek” coraz bardziej przypomina więc wyścig na państwowe dotacje, w którym najsilniejsi mogą sobie kupić przewagę.

Dla Polski oznacza to bardzo konkretny problem gospodarczy. Polskie przedsiębiorstwa ponoszą koszty unijnej polityki klimatycznej, drogiej energii i systemu ETS, a równocześnie konkurują z niemieckimi czy francuskimi koncernami, którym ich rządy – za zgodą tej samej Komisji Europejskiej – mogą rekompensować część kosztów transformacji miliardami euro. Bruksela nie musi więc formalnie zakazywać Polsce wspierania własnego przemysłu, aby system działał na naszą niekorzyść. Wystarczy stworzyć model, w którym o przetrwaniu przemysłu coraz częściej decyduje zdolność narodowego budżetu do finansowania gigantycznych subsydiów. W takim układzie Niemcy mogą chronić Thyssenkruppa za 2 mld euro, a Polska ma konkurować z nim na „jednolitym” europejskim rynku.

Źródło: Tagesschau 

Tak nas zniewalają. Droga do państwa totalitarnego

Tak nas zniewalają. Droga do państwa totalitarnego

Dr Gudula Walterskirchen

Kto naprawdę kształtuje świat? Rządy, czy globalne sieci wpływu, jak np.

Komentarze (0)

  • Podpis:
    E-mail:
  • Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.