Leszek Sosnowski: Morawiecki nie był i nie jest żadną prawicą
Mateusz Morawiecki w 2017 podczas exposé. Fot. Wiki Commons
„Cieszy się Donald Tusk” – tak donoszą wszystkie media, a prawicowe ubolewają w szczególności nad porzuceniem PiS-u przez Morawieckiego i gromadkę jego poddanych. Ale niechże się Tusk cieszy! Pamiętajmy jednak, że śmieje się i cieszy ten, kto śmieje się i cieszy ostatni. Tak pisze w najnowszy numerze (nr 189) wydawanego przez Białego Kruka miesięcznika Wpis najbardziej poczytny publicysta tego czasopisma, Leszek Sosnowski.
Gdyby Donald Tusk, ten unijno-berliński nadzorca naszego kraju, miał więcej rozumu, powinien płakać, tak samo jak jego szefowie z Brukseli i Berlina – pisze dalej Leszek Sosnowski. Nie stało się bowiem to, co im się teraz wydaje i co mass media usiłują wmówić całemu światu. Stało się coś innego, a co, to dopiero niebawem okaże się dla wszystkich jasne. Niebawem – to kwestia miesięcy, może nawet tygodni. Dochodzi mianowicie do oczyszczenia największej prawicowej partii w Polsce.
Niech mi ktoś powie, co Jarosław Kaczyński, albo w ogóle PiS, uczynił złego Morawieckiemu, że ten teraz tak się zachowuje? Tylko dzięki niezrozumiałej łaskawości Prezesa pozostawał on w prawicowej polityce tyle czasu i to na kluczowej pozycji. Jako Judasz. Przywiązanie i zaufanie Jarosława Kaczyńskiego do „Mateusza”, jak się w partii powszechnie mówiło o byłym premierze, wyglądało na początku tak, jakby go usynowił.
Gdyby założyć, iż to Morawiecki jest dziś w porządku, że to on ma rację, znaczyłoby to, że cały PiS, cała jego prawicowa działalność, tysiące ludzi związanych z nim od ćwierć wieku, a nie od sześciu lat, a szczególnie szef partii, ciągnęli kraj w złą stronę. Tak było?
Akcja obrony Morawieckiego przez niektórych ludzi prawicy podyktowana jest oczywiście dobrymi chęciami oraz niepokojem. Ale dobrymi chęciami to jest piekło wybrukowane. Nie da się całego życia spędzić sielankowo, a już na pewno nie w polityce. Niepokoje są immanentną częścią i naszego życia osobistego, i społecznego.
Akcja obrony Morawieckiego wpisuje się niestety w fatalną, trwającą od XVII w. tradycję tolerowania zdrady i beztroskiego wybaczania zdrajcom. Ba! przywracania ich do rządów. Tak było nawet po potopie! W ostateczności skończyło się to unicestwieniem państwa i długotrwałą tragedią narodu. W żadnym innym kraju nie ma takiej tolerancji dla zdrady, jak w Rzeczypospolitej.
Ale co najlepsze bronią też Morawieckiego niedawni jego przeciwnicy! Albo raczej niby-przeciwnicy. Bronia go jawni wrogowie prawicy, lżący konserwatystów, polskość, narodowe autorytety, Pana Boga – im też szkoda Morawieckiego. A zobaczcie, jak nagle szanują go niemieckie media, tak w Polsce, jak i w swoim Vaterlandzie. Choć pozostają zajadłymi wrogami naszego obozu patriotycznego, to Morawieckiego już nie.
Ale to tylko chwila, która niebawem minie, jeśli wyciągnie się właściwe wnioski z tej rebelii, a jej sprawców przegoni na cztery wiatry. Wtedy pozostaną plusy tego rozwodu, tylko z pozoru gwałtownego. Z pozoru, bo sprawa Morawieckiego nurtowała PiS od środka od paru lat, a on sam intensywnie pracował nad tym, żeby nie było spokoju na prawicy, aby zżerała się od środka.
W partii niewielu go lubiło, ale też nikt nie ośmielał się głośno tego powiedzieć, by nie spotkać się z natychmiastowym wykluczeniem – nie tylko z drogi najskromniejszego nawet awansu, ale w ogóle z jakiegokolwiek poparcia. Wpływ Morawieckiego na wewnętrzne decyzje w PiS-ie, w tym personalne, był ogromny. Gdy czasem krytykowali go niezależni, Zbigniew Ziobro czy Patryk Jaki i w ogóle Solidarna Polska, to ówczesny premier szkodził tej formacji i czyni to do dziś. A to właśnie w Solidarnej Polsce zebrała się grupa odważniejszych młodych polityków, lepiej rozumiejących degenerujące zjawiska współczesnego świata i gotowych tej degeneracji stawiać czoła. Odwrotnie niż Mateusz Morawiecki, który był cały czas gotowy z tą degeneracją współpracować – tak rozumie politykę. I swoją karierę. (…)
Na początku swego romansu z PiS-em Morawiecki starał się oczywiście pokazać jako gorący konserwatysta, ale potem coraz mocniej ciągnął partię na lewo, i to do tego stopnia, że obwiniał swoich kolegów posłów o to, że nie przegłosowali w sejmie prawa do zabijania dzieci w łonie matki, nazywanego eufemistycznie prawem do aborcji. Ba! uznał to nawet za przyczynę porażki wyborczej. A teraz bezczelnie lamentuje nad fatalną demografią… (…)
Niektórzy mówią: trzeba iść z duchem czasu. Otóż akceptacja – niestety bardzo powszechna – założenia, że „takie mamy czasy i walka z nimi to walka z wiatrakami, trzeba się do nich dostosować”, to de facto dostosowanie się do zespołu poglądów, które jednak nie pojawiają się znikąd. Które ktoś nam narzuca. Nie narzuca tego jakiś enigmatyczny świat, ale konkretni ludzie posługujący się konkretnymi narzędziami. Ludzie bardzo rzadko kierujący się mądrością i szlachetnością, a najczęściej żądzą władzy i majątku.
Poglądy „świata” nie spadają z obłoków, ale są rozprzestrzeniane od wieków przez konkretnych ludzi, zwłaszcza poprzez odpowiednio wyprofilowane szkoły. Od kilkudziesięciu zaś lat w głównej mierze przez media. To dzięki nim wyłaniają się przywódcy usiłujący ulepszać to, co jednak ulepszenia w ogóle nie wymaga. Albo ich propozycje naprawy są utopijne. Historia dowiodła zaś po wielokroć, że wcielanie utopii w życie oznacza tylko nieszczęścia i to dla całych narodów.
Jeśli o mnie chodzi, w ogóle nie jestem zasmucony tym, co wydarzyło się w PiS-ie 22 lipca 2026 r. i później. Czytelnicy moich artykułów wiedzą, że nie jestem PiS-owskim bałwochwalcą, jak niektórzy z tych publicystów, którzy dziś lamentują nad Morawieckim. Bywałem krytyczny wobec Jarosława Kaczyńskiego i całej Nowogrodzkiej nie raz i nie dwa. Głównie z powodu zbyt małego radykalizmu, który w obecnej sytuacji politycznej jest absolutnie niezbędny. Nie da się na brutalność i chamstwo, na wciskanie do szkół deprawacji, na likwidowanie polskości, czy na łamanie prawa i degradację moralności patrzeć łagodnie, z wyrozumiałością i pobłażaniem.
Decyzja o usunięciu z partii Mateusza Morawieckiego, człowieka sympatyzującego ideowo tak z lewactwem, jak i z wielkimi korporacjami, głównie bankowymi, była oczywiście radykalna, choć niewątpliwie spóźniona. Błędem było w ogóle przyjęcie go w szeregi prawicy, z którą nigdy wcześniej nie współpracował, i zaufanie mu. Ale cóż, co się stało, to się nie odstanie. Jednak marzenie o jego powrocie, prezentowane m.in. przez niektórych prawicowych (?) dziennikarzy, to marzenie chorej głowy. Chyba, że prawica w Polsce jednak nie powinna się umacniać i nie powinna ratować normalnego świata i normalnego człowieka przed ostateczną degeneracją, nazywaną dla zmyłki to lewicą, to centrum, to demokracją liberalną.
W Europie, ale również w USA, a więc w świecie jakoby demokratycznym, siły neomarksistowskie usiłują doprowadzić w polityce do takiej sytuacji, że kto chce mieć władzę, a nawet tylko jej część, ten musi odejść od prawicy. Reprezentując idee i tradycje konserwatywne nigdy się nie wygra – tak rozumuje Mateusz Morawiecki. Zresztą tak samo jak i wszyscy inni technokraci, akceptujący walkę o władzę dla niej samej. To rzecz jasna prosta droga do wygaszenia, a w konsekwencji do likwidacji prawicy.
Totalne wygaszenie konserwatystów nie jest wbrew pozorom trudne do zrealizowania dopóty, dopóki świat mediów pozostaje w rękach lewactwa. I podkreślę kolejny raz, że Mateusz Morawiecki nie zrobił praktycznie nic, mając taką władzę i tak olbrzymie środki finansowe, by przemeblować polski rynek mediowo-reklamowy, który jest nie tylko lewacki, ale na dodatek w 90 procentach cudzoziemski. To jego największy grzech. (…)
W gruncie rzeczy wytworzyła się fantastyczna sytuacja: wreszcie zwolniło się miejsce dla zupełnie nowych ludzi, nieskażonych grami partyjnymi, kunktatorstwem, ani bylejakością. Do tej pory bardzo ciężko było w tzw. drużynie PiS-u wymienić jakiegokolwiek zawodnika. A zmiany konieczne były na wielu pozycjach, z dwóch zasadniczych powodów: przejścia w wiek oldboya oraz kompletnej nieudolności. Jeden nowy człowiek w czołówce partii to już było wydarzenie. A przecież bez poważnego przemeblowania składu nie było i nie ma szans nie tylko na ekstraklasę, ale nawet na drugą ligę.
Oczywiście, rodzi się od razu pytanie kluczowe: jak znaleźć ludzi naprawdę oddanych wartościom prawicowym, szczerych konserwatystów i do tego koniecznie kreatywnych? Moim zdaniem, nie wolno ich szukać tak, jak do tej pory, czyli poprzez układy i układziki różnych bonzów partyjnych, także lokalnych. To wprowadziło do partii mnóstwo ludzi bezideowych i na dodatek bez jakichkolwiek talentów, a nawet zwykłych obiboków. Trzeba więc szukać w innych środowiskach, poza PiS-owskich; katolickich, narodowych – i tam proponować funkcjonowanie w polityce. Może niektórzy się zgodzą... Po drugie, proponować trzeba to tylko osobom, które mogą się wykazać jakimś prawdziwym dorobkiem, jakimiś sukcesami zawodowymi, a po prostu nie figurowaniem w różnych „ważnych” gremiach.
Tak samo kryterium wieku jest bez sensu. Ideowość, kreatywność i doświadczenie zawodowe – te trzy elementy razem powinny rozstrzygać. Nie rozumiem, dlaczego młody, bez doświadczenia, ma być lepszy od starszego, doświadczonego człowieka? To też jest lewacka koncepcja wykorzystująca łatwość przekonania do fałszywych idei ludzi młodych.
10 606 877 ludzi, którzy opowiedzieli się za dr. Karolem Nawrockim jako prezydentem kraju to nie żadni kunktatorzy, to nie jakieś bliżej nieokreślone centrum, które w tych wyborach – jak i w wielu innych – w ogóle nie zaistniało. To wszystko normalni Polacy, katolicy, ludzie przeważnie w ogóle niezwiązani z polityką. Ale z Panem Bogiem – zawsze.
Gdyby Nawrocki w kampanii wyborczej dryfował w kierunku jakiegoś centrum, na pewno by nie wygrał. Właśnie o te 10 606 877 dorosłych Polaków musi walczyć polska prawica zgrupowana w kilku partiach politycznych. I o dalsze, kolejne miliony obywateli. Walczyć bez umizgów w stronę zupełnie nam wrogich światopoglądowo ugrupowań ideowo-politycznych. Bo pamiętajmy: nie Tusk jako taki jest naszym prawdziwym wrogiem. On jest tylko narzędziem światowej zmowy lewackiej – to z nią, z tą zmową czeka nas dramatyczna walka. A jest i będzie to walka w pierwszym rzędzie światopoglądowa; reszta jest tylko pochodną koncepcji bolszewizowania świata. Jeśli nie pokona się tej formacji w całości, przyjdą jeszcze gorsi, sprytniejsi i bardziej brutalni niż Tusk. Jak po Bodnarze przyszedł Żurek.
Leszek Sosnowski





Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.