Dr Justyna Chłap-Nowakowa: Synowskie nieposłuszeństwo, obozowe cierpienia i ciężka misja na Czarnym Lądzie. Obrazy z życia kard. Adama Kozłowieckiego SJ
Wyprawa misyjna ks. A. Kozłowieckiego SJ do wiosek afrykańskich (1948 r.). Fot. Biblioteka Naukowa Księży Jezuitów w Krakowie oraz Fundacja im. Księdza Kardynała Adama Kozłowieckiego „Serce bez granic” „Szaleńcy Boży” to tytuł jednej z najpiękniejszych książek o świętości. Jej autorka, Zofia Kossak-Szczucka, rysuje w niej sylwetki kilkunastu świętych z różnych epok i stron świata. Ukazuje ich w sposób niemonumentalny, jako borykających się nie tylko z wyzwaniami zewnętrznymi, ale także z własnymi słabościami i wadami, co sprawia, że stają się oni bliżsi, bardziej zrozumiali dla czytelników. Nie tylko w tej książce pisarka poszukiwała klucza do zrozumienia świętości (w tym w broszurze „Beatyfikacja Piotra Skargi”, 1937). Pisała m.in.: „Przywykliśmy uważać świętość za pewną anormalność, może nawet chorobliwą, za nieprawdopodobny skok. Jesteśmy tak konsekwentnie nastawieni na przeciętność, że o świętości prawie wstydzimy się mówić. A przecież choć tak wielka, sprowadza się ona do rzeczy prostej: Miłować Boga i ludzi tak mocno, by to uczucie odbijało swoje piętno na każdej myśli, słowie i czynie”.
„Szaleńcem Bożym” był też niewątpliwie kard. Adam Kozłowiecki, zwany misjonarzem Zambii, a niekiedy Apostołem Afryki. Jego życiorys był tak obfity, że można by nim obdzielić niejedno bardzo pracowite ludzkie życie. Mógłby też stać się gotowym scenariuszem na pasjonujący film fabularny.
W historii misji Kościoła katolickiego postać tego duchownego należy niewątpliwie do najbardziej zasłużonych – więzień obozów koncentracyjnych (Auschwitz i Dachau), gorliwy misjonarz i zwolennik wyzwolenia narodów afrykańskich, później hierarcha kościelny i uczestnik Soboru Watykańskiego II. Po rezygnacji z pełnienia funkcji arcybiskupa pozostał nadal w Zambii jako szeregowy misjonarz. Posługę swą pełnił na najtrudniejszych stacjach misyjnych, posługując przez kilkanaście lat wśród biednych ludzi, z dala od jakiejkolwiek cywilizacji. Ostatnie 13 lat życia pracował na misji w Mpunde jako wikariusz i sanitariusz – codziennie stawiał się w salce przy kościele, by opatrywać wrzody potrzebującym, których nie było stać na wizytę w szpitalu. Zmarł w opinii świętości. Spoczywa w Zambii, przy archikatedrze Dzieciątka Jezus w Lusace.
Jego sylwetkę i zasługi przypomniała wydana niedawno książka „Kardynał Adam Kozłowiecki SJ (1911–2007). Misjonarz Zambii”, autorstwa ks. Stanisława Cieślaka SJ, imponująca rzetelnością i rozmiarami. Cieszy się ona dużym zainteresowaniem w środowiskach zaangażowanych w upamiętnianie postaci Kardynała i wpisuje się w działania na rzecz rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego tego polskiego misjonarza.
Warto, by świadectwo niezwykłości, wręcz świętości jego życia dotarło także do szerszego kręgu osób. Pewne jest, że powinien poznać je każdy młody duchowny, zwłaszcza obierający drogę misjonarza. Tu przypominamy wybrane obrazy z kolejnych etapów jego życia.
Pomiędzy domem, Chyrowem i Poznaniem
Adam Kozłowiecki urodził się w roku 1911, w prima aprilis, co chętnie podkreślał, w Hucie Komorowskiej na Podkarpaciu (woj. tarnobrzeskie). Wywodził się z rodziny szlacheckiej: „Ojciec pochodził gdzieś ze Wschodu, jego rodzina miała jakieś posiadłości na Dzikich Polach. To taka szlachta, która doczekała się nobilitacji dzięki biciu Turków, wtedy nobilitowano całe wsie”. Naukę pobierał początkowo w gimnazjum klasycznym w Chyrowie – czyli Zakładzie Naukowo-Wychowawczym oo. Jezuitów w Bąkowicach pod Chyrowem. Była to w historii naszej ojczyzny może trzecia tak słynna szkoła, jak wcześniej Collegium Nobilium, potem Szkoła Rycerska. Jak pisze ks. Bronisław Bębenek, chrześcijański system i hierarchia wartości, nieokrojone czy niezabarwione ideologią lub modą społeczną, stanowiły duchowe oblicze konwiktu i szkoły, całej ich organizacji, programów, metod, regulaminów, działań wychowawczych i samowychowawczych. Hasło Zakładu brzmiało: „Deo, Patriae, Amicitiae” (Bogu, Ojczyźnie, Przyjaźni). Program ułożony był dla wychowanków w „Ustawy i przepisy”. Czytamy w nich, że: „Celem ich pobytu w zakładzie jest umysłowe wykształcenie się i wychowanie na pożytecznych i godnych członków rodzin, Ojczyzny i Kościoła, co wymaga od każdego z nich poważnego wysiłku umysłu, serca i woli”. A następnie, że: „Obowiązki względem Boga zajmują pierwsze miejsce, one powinny przenikać wszystkie inne swą treścią i motywami. W łączności z nimi pozostaje praca nad wyrobieniem charakteru panującego nad wadami, złymi skłonnościami, uszlachetnionego cnotami i zaletami społecznymi”. I w dalszej części tego dokumentu czytamy: „Po kształceniu religijno-moralnym pierwsze miejsce zajmuje nauka. Pilność w nauce jest obowiązkiem każdego. Lenistwo, marnowanie czasu winą wobec Boga. Szkodą osobistą własnych rodzin, Ojczyzny. Wymaga się nauki wytrwałej, systematycznej, z wizją przyszłości własnej osoby o solidnym, bogatym wykształceniu, społecznie użytecznej i twórczej, społecznie pożytecznej, twórczej”. Dziś takich szkół nie ma.
Chyrowiakami byli m.in. Eugeniusz Kwiatkowski ‒ reformator polskiej gospodarki, twórca COP i portu w Gdyni, pisarze Kazimierz Wierzyński, Ksawery Pruszyński i Józef Garliński, artyści Adam Styka i Antoni Wiwulski (twórca Pomnika Grunwaldzkiego w Krakowie), wojskowi ‒ jak gen. WP Roman Abraham, a także Bolesław Wieniawa-Długoszowski, który jednak Zakład szybko opuścił. „Chyrów – jak pisał po latach o. Adam Kozłowiecki ‒ to była po prostu świetna szkoła, uważana za najlepszą w II Rzeczypospolitej, więc kiedy miałem dziesięć lat, tam mnie posłano”. Po czterech latach wszakże, gdy ojciec wykrył, że syn „niebezpiecznie” interesuje się jezuitami i chce wstąpić do zakonu, zabrał go z tej szkoły i wysłał do Poznania, do cieszącego się także świetną opinią Gimnazjum Marii Magdaleny. Lata te nie zachwiały decyzją wyboru drogi zakonnej, choć na świadectwie maturalnym Adam miał z wychowania fizycznego stopień bardzo dobry, a z religii – dostateczny… Wahał się tylko co do decyzji pomiędzy franciszkanami, oratorianami, benedyktynami, paulinami i jezuitami, bo z tymi zakonami miał okazję się zetknąć. Ostatecznie wybór padł na jezuitów, dobrze poznanych przez cztery lata pobytu w Chyrowie.
(...)
Dr Justyna Chłap - Nowakowa
*
Jest to tylko fragment artykułu, który w całości dostępny jest w aktualnym numerze miesięcznika WPIS:

Prenumerata miesięcznika WPIS na rok 2026. Wydanie drukowane
Miesięcznik „Wpis” już od szesnastu lat pozostaje wierny swym założeniom i przedstawia Czytelnikom podstawowe wartości, a więc wiarę, patriotyzm i sztukę.
Publikują u nas tak znakomici autorzy, jak m.in.: Adam Bujak, ks. prof. Waldemar Chrostowski, Leszek Długosz , prof. Ryszard Kantor, dr Marek Klecel, ks. prof. Janusz Królikowski, prof. Grzegorz Kucharczyk, dr Monika Makowska, prof. Aleksander Nalaskowski, prof. Andrzej Nowak, prof.

Prenumerata elektroniczna WPiSu na cały 2026 rok (11 numerów, w tym jeden podwójny)
Miesięcznik „Wpis” już od szesnastu lat pozostaje wierny swym założeniom i przedstawia Czytelnikom podstawowe wartości, a więc wiarę, patriotyzm i sztukę.
Publikują u nas tak znakomici autorzy, jak m.in.: Adam Bujak, ks. prof. Waldemar Chrostowski, Leszek Długosz , prof. Ryszard Kantor, dr Marek Klecel, ks. prof. Janusz Królikowski, prof. Grzegorz Kucharczyk, dr Monika Makowska, prof. Aleksander Nalaskowski, prof. Andrzej Nowak, prof.





Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.