"Wierzyliśmy, że walka przyniesie nam upragnioną wolność". Dziś rocznica ostatniego dnia Powstania Warszawskiego

Nasi autorzy

"Wierzyliśmy, że walka przyniesie nam upragnioną wolność". Dziś rocznica ostatniego dnia Powstania Warszawskiego

Ppłk Zbigniew Ostoja-Rylski (102 lata), kawaler Krzyża Srebrnego Orderu Virtuti Militari, do dziś walczy o pamięć Powstania i batalionu „Parasol”. Uczestniczy w uroczystościach patriotycznych, powtarzając, że „Wojsko Polskie jest dla niego ukochane na świecie”. Fot. MM Ppłk Zbigniew Ostoja-Rylski (102 lata), kawaler Krzyża Srebrnego Orderu Virtuti Militari, do dziś walczy o pamięć Powstania i batalionu „Parasol”. Uczestniczy w uroczystościach patriotycznych, powtarzając, że „Wojsko Polskie jest dla niego ukochane na świecie”. Fot. MM Z ppłk. ZBIGNIEWEM OSTOJĄ-RYLSKIM „Brzozą”, żołnierzem batalionu „Parasol”
rozmawia dr Monika Makowska

(...) Jak Pan zapamiętał wybuch Powstania? Do „Parasola” przyszedł Pan z bronią, którą zdobył Pan na Niemcach.

Wiadomość o Godzinie „W” i o tym, że 1 sierpnia mamy stawić się w punktach koncentracji, powitaliśmy z wielkim entuzjazmem. Wierzyliśmy, że walka przyniesie nam upragnioną wolność. Powstańczy szlak bojowy rozpocząłem w grupie szturmowej jako żołnierz III Obwodu AK „Waligóra” (Wola). Dostaliśmy rozkaz, żeby zdobyć szpital na Czystem przy ul. Dworskiej zajęty przez Wehrmacht. Podeszliśmy pod budynki kompleksu szpitalnego, ale Niemcy rozproszyli nas niestety huraganowym ogniem z cekaemów. Wycofywałem się razem z moim przyjacielem, Tadeuszem Burkiewiczem „Szarym”, na Karolkową przez Dworską. Na Skierniewickiej wpadliśmy niemal na załadowany meblami wóz drabiniasty, na którym siedziały Niemki z dziećmi. Furę ciągnął byk, były też do niej uwiązane trzy krowy. Konwój ubezpieczało dwóch żołnierzy niemieckich uzbrojonych w przewieszone przez pierś peemy. Podeszliśmy do nich od tyłu i zawołaliśmy: „Hände hoch!”. Niemcy od razu oddali nam broń. I tak zdobyliśmy dwa pistolety maszynowe oraz sporą ilość amunicji. Zanim dotarliśmy na Karolkową, natknęliśmy się na Lesznie na żołnierzy 2. kompanii „Parasola” pod dowództwem Stanisława Jastrzębskiego „Kopcia”, który skierował nas do budowy barykady na rogu ul. Żytniej i Młynarskiej. Tam zostaliśmy wcieleni do II plutonu szturmowego 1. kompanii „Parasola” pod dowództwem sierż. pchor. Janusza Brochwicza-Lewińskiego „Gryfa”, później awansowanego do stopnia generała. Ze zdobycznymi peemami byliśmy cennymi żołnierzami dla „Parasola”, bo oddział nie miał wtedy dużo broni.

Jako bardzo wartościowego żołnierza „Gryf” wyznaczał Pana do szczególnie niebezpiecznych zadań, np. w walkach w rejonie słynnego Pałacyku Michla na Woli...

„Ziutek” w swojej najsłynniejszej „Parasolowej” piosence napisał: „Pałacyk Michla, Żytnia, Wola”, więc wszyscy myślą, że broniliśmy pałacyku, a tymczasem był on naszą bazą wypadową, z której wychodziliśmy do walki z Niemcami. Nie chodziło zatem o obronę tego pałacyku, a głównej arterii Woli, czyli ul. Wolskiej, przy której był on położony. To był bardzo ważny szlak w kierunku wschód-zachód. Nasz II pluton pod dowództwem „Gryfa” obsadził pałacyk 3 sierpnia, a naszym zadaniem było zablokowanie ul. Wolskiej, by nie dopuścić do wdarcia się Niemców w kierunku Młynarskiej, Leszna i Żytniej i nie pozwolić przejechać czołgom. Barykady na skrzyżowaniu Młynarskiej i Żytniej broniła 3. kompania „Parasola”. Po drugiej stronie ul. Wolskiej grupa „Kruka” (Janusz Ligęza) obsadzała dom nr 39 sąsiadujący z fabryką Franaszka.

Walki w rejonie ul. Wolskiej były szczególnie zacięte. Które ze tamtych starć z Niemcami w szczególny sposób Pan zapamiętał?

5 sierpnia toczyliśmy ciężkie walki na naszych pozycjach. Wraz z „Gryfem” i „Krzychem” (Krzysztof Palester) ogniem z peemów zlikwidowaliśmy gniazdo niemieckiego kaemu w bramie domu przy Wolskiej 39. Przy Pałacyku Michla była piękna, wykuta w żelazie brama, prowadząca na teren młynów. Była uchylona, ale tak, że czołg nie mógł się zmieścić. Gdyby chciał wjechać, musiałby ją rozbić. Niemcy jednak tego nie próbowali, obawiali się, że wciągniemy ich w jakąś pułapkę. Podjeżdżali tylko czołgiem bliżej i dosłownie walili w mur oraz w okna pałacyku, co ułatwiało natarcie niemieckiej piechocie. Wtedy „Gryf” wydał rozkaz: „Peemy wystąp! Jeden strzał-jeden Niemiec!”, a więc od każdego strzału musiał zginąć jakiś Niemiec. W peemie można przełączyć na obosieczny ogień, ale myśmy tego nie robili, bo musieliśmy oszczędzać amunicję. Nie mieliśmy jej na tyle, żeby „hulać”, jak to mówią lwowiacy. Z bramy pałacyku dwukrotnie wyszliśmy pod dowództwem „Gryfa”, żeby odeprzeć niemieckie ataki. Podczas pierwszego ich natarcia strzelaliśmy do żołnierzy piechoty próbującej wedrzeć się do pałacyku. Podczas drugiego „Jur” (Jerzy Hołownia) rzucił na ostrzeliwującą nas Pantherę (czołg) butelkę zapalającą. Z „Gryfem” i „Józkiem” otworzyliśmy z peemów skuteczny ogień i wykosiliśmy całą grupę SS-mannów. Tego dnia odparliśmy trzy niemieckie natarcia.

Niebywały wyczyn! Atakowała was przecież doborowa SS-mańska kompania...

Wiedzieliśmy, że mamy do czynienia z bezwzględnym, specjalnie szkolonym przeciwnikiem. Byli z brygady Dirlewangera, składającej się z kryminalistów i bandziorów. Ale my byliśmy bardzo skuteczni; wtedy pod Pałacykiem Michla zginęło czterdziestu paru Niemców i to tych najgorszych. Byliśmy bardzo usatysfakcjonowali naszym zwycięstwem, tym, że leżą oni pokotem na ul. Wolskiej. Zdobyliśmy na nich naprawdę dużo broni i amunicji, najcenniejsze były pistolety automatyczne. „Gryf”, zaledwie trzy lata starszy ode mnie, był świetnym, dojrzałym dowódcą. Miał spore doświadczenie z walk partyzanckich. (...)

Wracając do walk na Woli, czy mógłby Pan opowiedzieć o waszym brawurowym wypadzie na niemieckie czołgi na ul. Wolskiej?

To było po tym, jak dotarła do nas broń z pierwszych zrzutów; na Woli zrzuty były na cmentarze, na ul. Okopowej i „Parasolarze” w Śródmieściu po wyjściu włazem kanałowym przy ul. Wareckiej. Od lewej: NN, Maria Stypułkowska „Kama” i ranny kpr. podchor. „Krzych” – Krzysztof Palester, towarzysz broni „Brzozy”. „Krzych” poległ 21 września na Przyczółku Czerniakowskim. Fot. Joachim Joachimczyk/Wikimedia „Parasolarze” w Śródmieściu po wyjściu włazem kanałowym przy ul. Wareckiej. Od lewej: NN, Maria Stypułkowska „Kama” i ranny kpr. podchor. „Krzych” – Krzysztof Palester, towarzysz broni „Brzozy”. „Krzych” poległ 21 września na Przyczółku Czerniakowskim. Fot. Joachim Joachimczyk/Wikimedia w jej okolicach. Z Pałacyku Michla cztery razy wychodziliśmy do walki przeciwko czołgom. Pamiętam wypad na teren zajęty przez Niemców. Poszliśmy we czterech. „Jaś” (Jan Żuchniewski-Nadolski) i „Krzych” ubezpieczało akcję, a zadaniem „Gryfa” i moim było unieszkodliwienie Panther, które próbowały przebić się ulicą Wolską. Poszliśmy ogrodami Wawelberga do ul. Górczewskiej, żeby przedostać się na skrzyżowanie Działdowskiej z Wolską. Mieliśmy granaty Millsa ze zrzutów i butelki z benzyną. Wdrapaliśmy się z „Gryfem” na trzecie piętro budynku Ubezpieczalni Społecznej i stamtąd zrzuciliśmy granaty na czołgi, a potem poleciały jeszcze butelki zapalające. Jedna z Panther stanęła w płomieniach, a druga, uszkodzona wycofała się. Niemcy natychmiast otworzyli ogień od strony ul. Skierniewickiej (...)

Wspomniał Pan o entuzjazmie wywołanym pierwszymi dniami wolności, chciałabym więc zapytać o „Ziutka”, najsłynniejszego poetę „Parasola”.

Poznaliśmy się właśnie w pierwszych dniach Powstania podczas wspólnego śpiewu w Pałacyku Michla. Był tam bardzo elegancki salon z fortepianem na podwyższeniu, pięknym żyrandolem, dywanami, wspaniałą biblioteką. Wieczorem, 5 sierpnia, po odparciu trzech niemieckich szturmów urządziliśmy sobie coś w rodzaju „ogniska” – wrzuciliśmy do miski kawałki patyków i podpaliliśmy je, a następnie usiedliśmy wokół i śpiewaliśmy. Byli z nami ppor. „Jeremi” (Jerzy Zborowski), zastępca dowódcy „Parasola” i ppor. „Mietek” (Antoni Sakowski), dowódca I plutonu z 1. kompanii, przyszły też łączniczki. „Ziutek” zaprezentował nam cztery pierwsze zwrotki „Pałacyku Michla”. Te dwie końcowe, od „Wiara się bije, wiara śpiewa”…, napisał już na Starówce, kiedy Niemcy używali już przeciwko nam „szaf”; po raz pierwszy uruchomili tę straszną broń 12 sierpnia na Starym Mieście. Ostatnie zwrotki „Pałacyku Michla” pisał „Ziutek” przy mnie, w naszej kwaterze na Starówce w Pałacu Krasińskich. Akurat była chwila spokoju. Nie na długo, bo zaraz przez okno wpadł niemiecki pocisk granatnika. Wszystko zaczęło się walić, ze ścian poleciały straszne ilości tynku i pyłu, a to działało jak gaz bojowy, dusiło. Ledwo uciekliśmy. Polubiłem „Ziutka”, był bardzo bezpośredni, pięknie opowiadał. Dziewczyny z „Parasola” kochały się w nim. Został ciężko ranny na Starym Mieście, leżał w szpitalu na Freta. Potem przenieśli go kanałami do Śródmieścia, umarł w szpitalu na Marszałkowskiej. W tym samym szpitalu leżał ranny „Gryf”, także ewakuowany kanałami ze Starego Miasta.

To Pan uratował „Gryfa” podczas ostatnich walk na Woli na cmentarzach. Został też Pan wówczas ranny…

To było 8 sierpnia na cmentarzu ewangelickim; ostatnie nasze podrygi na Woli. Myśmy wtedy wszyscy z tymi zdobycznymi peemami całym szeregiem stali przy grobach. Niemcy wdzierali się na cmentarz przez otwory wybite w murze działami czołgowymi, my broniliśmy naszych pozycji przy grobach. Ostrzeliwali nas też z pociągu pancernego. Szedł huraganowy ogień, pociski uderzały w pomniki nagrobne, a te rozkruszały się i leciały w teren. Były śmiercionośne – leciały i zabijały naszych. Nawet pociski nie były takie groźne jak odłamki nagrobnych marmurów. To było straszne, jak one leciały… Dostałem wtedy jednym z nich w prawe przedramię. „Gryf” stał koło mnie, walczyliśmy ramię w ramię – i nagle go nie ma! Patrzę, a „Gryf” leży cały zakrwawiony, miał kompletnie roztrzaskany podbródek, twarz całą we krwi! Makabryczny widok! Zawołałem sanitariuszkę, podnieśliśmy „Gryfa”, zabraliśmy go na zdobyczną półciężarówkę i odwieźliśmy do Szpitala św. Jana Bożego. A tam, pokotem leżeli nasi ranni, przez cały czas było słychać ich jęki i wołania o pomoc. Sala pełna rannych, lekarzy dwóch, przy mnie zakrwawiony „Gryf”, a nikt nie udziela mu pomocy… Załamałem się. Zacząłem płakać jak dzieciak. I ja się tego nie wstydzę. Walka trwa, huraganowy ogień niemiecki leci na nas, mój ciężko ranny dowódca wykrwawia się, a ja nic nie mogę zrobić. Znaliśmy się ledwie tydzień, ale to był tydzień powstańczej walki. Miałem parabellum, więc wyjąłem tę broń i mówię do lekarza: „Panie doktorze, nie odpowiadam za pana. Jak pan nie zrobi opatrunku to… będzie z panem bardzo niedobrze”. No i lekarz zaraz zrobił opatrunek i w ten sposób go uratował, inaczej „Gryf” by się tam wykrwawił; takich jak on było bowiem bardzo dużo. Kiedy „Gryf” został opatrzony, zaraz pobiegłem na teren walki na cmentarz i dalej walczyliśmy. Do końca tego dnia. (...)

Jest to tylko fragment wywiadu, którego płk. Zbigniew Ostoja-Rylski – ostatni żyjący żołnierz legendarnego batalionu „Parasol” udzielił dr Monice Makowskiej. Powstańcze losy 102 –letniego dziś pułkownika to gotowy materiał na scenariusz filmowy; „Brzoza” przeszedł cały szlak bojowy „Parasola”, był ciężko ranny na Starym Mieście a mimo to powrócił na linię. O tym w jak uratował się przed Niemcami i w jak okrutny sposób był prześladowany po wojnie, a także o jego wcześniejszej jeszcze z września 1939 r. bohaterskiej działalności dowiecie się Państwo z miesięcznika „Wpis” nr 170. 

WPIS 12/2024 (e-wydanie)

WPIS 12/2024 (e-wydanie)

 

Przed Państwem wyjątkowe, świąteczne wydanie ekskluzywnego miesięcznika „Wpis”! Jak zawsze przygotowaliśmy dla naszych Czytelników wyselekcjonowany zbiór felietonów na aktualne tematy i całą serię artykułów powiązanych nie tylko z bieżącymi rocznicami historycznymi, ale i z niecierpliwie wyczekiwanymi świętami Bożego Narodzenia, ukochanymi nie tylko przez najmłodszych. I tak prof.

     

Wiadomości o premierach nowych książek Białego Kruka i spotkaniach autorskich prosto na Twoją skrzynkę mailową, a do tego jeszcze prezent - bon 50 zł na zakupy w naszej księgarni internetowej! Dołącz już dziś do grona Czytelników Biuletynu Białego Kruka! Aby to zrobić, kliknij TUTAJ.

Zapraszamy do naszej Księgarni Internetowej po książki o tragedii II wojny światowej:

Zbrodnia i grabież. Jak Niemcy tuszują prawdę o sobie.

Zbrodnia i grabież. Jak Niemcy tuszują prawdę o sobie.

Wojciech Polak, Sylwia Galij-Skarbińska

Książka Wojciecha Polaka i Sylwii Galij-Skarbińskiej „Zbrodnia i grabież. Jak Niemcy tuszują prawdę o sobie” jest dramatyczną panoramą trudnych relacji polsko-niemieckich po 1939 r.

Rok 1939. Od beztroski do tragedii

Rok 1939. Od beztroski do tragedii

Jan Żaryn, Małgorzata Żaryn

Dla Polski rok 1939 był rokiem przedziwnym; przede wszystkim tragicznym, gdyż agresja na nasz kraj Niemiec dokonana 1 września, a następnie Związku Sowieckiego – 17 września spowodowała śmierć milionów rodaków jak również zamordowała prężnie rozwijającą się II Rzeczpospolitą. Ten straszny rok kojarzy nam się zatem głównie z początkiem II wojny światowej.

III Rzesza Niemiecka. Nowoczesność i nienawiść

III Rzesza Niemiecka. Nowoczesność i nienawiść

Grzegorz Kucharczyk

Rzesza Niemiecka istniała tylko w okresie 1933–1945, ale bardzo mocno zapisała się w historii. Mocno i wyjątkowo niechlubnie. Gdy się ją wspomina, przychodzą na myśl druty kolczaste, niemieckie obozy zagłady, wojenna pożoga, grabież, ruiny. Do tego dochodzi pogarda dla tych, których zbrodnicza ideologia nazistowska określała jako „podludzi” i których należało likwidować w imię czystości rasy.

Obrońcy stolicy. Energetycy w Powstaniu Warszawskim

Obrońcy stolicy. Energetycy w Powstaniu Warszawskim

Michał Tomasz Wójciuk

Historia Powstania Warszawskiego to historia tysięcy różnych bohaterów. Bez wątpienia należą do nich także ci mężczyźni i kobiety, których Michał Tomasz Wójciuk przedstawia na kartach tej książki, czyli energetycy stołecznej Elektrowni. 1 sierpnia 1944 r. zorganizowali oni brawurowy szturm na zakłady, dzięki którym Warszawa czerpała prąd.

Stolica niezłomna. Warszawa historyczna, patriotyczna, nowoczesna

Stolica niezłomna. Warszawa historyczna, patriotyczna, nowoczesna

Adam Bujak, Władysław Bartoszewski

Piękno, tradycja, patriotyzm, historia, rozmach, wiara – tymi słowami można określić Warszawę, jaka wyłania się z albumu „Stolica niezłomna”. Tej niezłomnej Warszawy nie pokazują nam warszawiacy – to spojrzenie krakowiaków – fotografa Adama Bujaka oraz wydawcy i grafika Leszka Sosnowskiego. Może dlatego właśnie widzimy stolicę zupełnie inną. Są tu obiekty niespotykane w innych albumach, jak np.

Opuszczeni bohaterowie Powstania Warszawskiego

Opuszczeni bohaterowie Powstania Warszawskiego

Adam Bujak, Władysław Bartoszewski

Żywa lekcja historii i patriotyzmu! Frapujący tekst prof. Władysława Bartoszewskiego przybliżający i analizujący Powstanie Warszawskie. Ponad 100 emocjonujących fotografii: Adama Bujaka oraz powstańczego fotoreportera Eugeniusza Lokajskiego "Broka". Na zdjęciach m.in.

 

Komentarze (0)

  • Podpis:
    E-mail:
  • Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.