Trzy główne zadania dla prezydenta Karola Nawrockiego? Prof. Zdzisław Krasnodębski odpowiada
Wraz z wyborem Karola Nawrockiego na Prezydenta RP odżyła idea Trójmorza. Fot. 3s1o.org W polskim spojrzeniu na politykę europejską tkwi wiele złudzeń, które niestety są nieustannie wykorzystywane przez sporą część naszych polityków do manipulowania opinią publiczną. Bardzo wyraźnie widać to na przykładzie unijnego paktu klimatycznego, paktu migracyjnego czy wreszcie umowy z Mercosurem. Są tacy, którzy dziś obiecują, że „zablokują” tego rodzaju rozwiązania, ale w momencie, gdy już o nich zdecydowano i zostały de facto przyjęte oraz stały się częścią prawa unijnego, takie obiecanki to zwyczajne oszukiwanie społeczeństwa. Zbudowanie blokującej mniejszości jest prawie niemożliwe – o czym również nie mówi się Polakom.
Pakt migracyjny został przyjęty, stał się prawem i wejdzie w życie – nie ma co do tego wątpliwości. Podobnie jest z umową Mercosur: aby ją zatrzymać, potrzebna byłaby koalicja blokująca w Radzie. Tymczasem w obecnej sytuacji właściwie tylko jedno państwo – Francja – jest skłonne do blokady, i to pod presją własnych obywateli, nie z dobrej woli akurat rządzących. Ale zdaje się, że już się dogadała z Niemcami i Komisją Europejską. Podobne wątpliwości rodzi tzw. Zielony Ład.
Czy to oznacza, że nie da się zmienić obecnej sytuacji w Europie? Oczywiście, że można – w polityce wszystko można odwrócić, także odwołać Ursulę von der Leyen. Ale mechanizm takich działań jest trudny: potrzeba zdecydowanej większości, należy przeprowadzić całą skomplikowaną procedurę przewidzianą przepisami. Tak zwane „polskie weto” w poprzedniej kadencji Parlamentu Europejskiego nie było prawdziwym wetem, lecz jedynie zgłoszeniem zdania odrębnego. W istocie unijna praktyka polityczna polega na tym, że ostateczne decyzje w Radzie UE zapadają zazwyczaj większością kwalifikowaną, a zasada jednomyślności bywa obchodzona. Komisja Europejska potrafiła na przykład zakwalifikować sprawy podatkowe jako… klimatyczne, by tym sposobem ominąć wymóg jednomyślności.
Aby coś zablokować, trzeba zbudować kwalifikowaną większość – to w obecnych realiach, jak już wspomniałem, jest niezwykle trudne, praktycznie wręcz niemożliwe. Dlatego, gdy Donald Tusk obiecywał, że zablokuje niekorzystne dla Polski rozwiązania, świadomie wprowadzał opinię publiczną w błąd, bo przecież zdawał sobie sprawę z tego, że nie uzyska odpowiedniego poparcia innych państw. Była to manipulacja, skoro Tusk dobrze wiedział, jak to się skończy.
Wyraźnie widzimy geopolityczny kontrast. Polityka unijna zmierza ku podpisywaniu kolejnych umów handlowych w interesie takich państw jak Niemcy, których gospodarka opiera się na eksporcie i globalnej wymianie. Tymczasem polityka amerykańska, zwłaszcza za czasów Donalda Trumpa, idzie w przeciwnym kierunku – w stronę odwrotu od globalizacji.
Pamiętam sytuację, gdy zwróciłem się do jednego z unijnych komisarzy, podkreślając, że cenię jego postawę jako reprezentanta własnego kraju. Odpowiedział mi wówczas: „Nie, nie, ja nie jestem komisarzem tego kraju. Jestem komisarzem europejskim”. I rzeczywiście – w logice ideologii europejskiej to zdanie jest prawdziwe. Kraje nastawione na eksport, jak Niemcy, na takich „europejskich” umowach korzystają. Oczywiście i tam są grupy niezadowolone, ale nie mają one siły decyzyjnej. Gdyby Niemcy uznały, że umowa z Mercosurem jest dla nich szkodliwa, zapewne przyłączyłyby się do Francji i razem skutecznie blokowałyby jej ratyfikację. W praktyce jednak niemiecka elita polityczna i gospodarcza myśli w kategoriach całości europejskiej – bo uznała, że przynosi to korzyść ich krajowi. W ich przekonaniu przemysł niemiecki jest przemysłem europejskim, a sama Unia staje się quasi-państwem, dla niektórych wręcz już faktycznym państwem federalnym.
Oczywiście w takim układzie nie wszystkie grupy społeczne korzystają w równym stopniu. Również w Niemczech rolnicy są zaniepokojeni skutkami umów z Mercosurem, ale sektor rolny nie ma tam takiego znaczenia jak we Francji czy w Polsce. Podobny problem pojawia się także w innych dziedzinach, choćby w przypadku programów wspierania nauki i badań zaawansowanych technologii. Od lat wiadomo, że Polska jest płatnikiem netto w tym obszarze, czyli więcej wpłaca niż dostaje – podobnie jak cała trzynastka tzw. nowych członków Unii. Paradoks polega na tym, że my dokładamy do wspólnej puli, z jakiej później korzystają przede wszystkim najlepsi, czyli najbogatsi, którzy nie doznali zapaści gospodarczej związanej z funkcjonowaniem w bloku sowieckim. Przy takim systemie finansowania trudno oczekiwać, że dościgniemy na tym polu stare kraje unijne.
Ten sam mechanizm może pojawić się w programach związanych z przemysłem obronnym. Uczestniczyłem w kilku pilotażowych projektach i widziałem, że ostatecznie do Polski trafiały bardzo skromne środki. Odpowiedź urzędnika Komisji Europejskiej bywa wówczas prosta: nie podjęliście wysiłku, by konkurować w przemyśle obronnym na równi z innymi. I tu tkwi sedno problemu.
Rozwiązanie może iść w dwóch kierunkach. Albo odchodzimy od wizji Europy jako jednolitej całości i powracamy do koncepcji organizacji międzynarodowej, w której państwa szukają kompromisu, a te mniej zainteresowane nie muszą uczestniczyć we wszystkich programach. Albo godzimy się na drugi wariant, w którym zasadnicze decyzje zapadają w Brukseli, Paryżu i Berlinie, a nasz głos staje się jedynie głosem dodatkowym, z którym nikt nie musi się liczyć (sytuacja dzisiejsza). Jedyna szansa na realne wzmocnienie naszej pozycji to przejęcie większej części władzy w Unii – a to jest możliwe wyłącznie poprzez budowę trwałych sojuszy. Zadanie bardzo trudne, choć oczywiście nie niemożliwe.
Przykładem są Włochy, w których swego czasu pokładaliśmy duże nadzieje. Dziś jednak widać, że premier Giorgia Meloni jest przede wszystkim pragmatyczna, a jej kraj nie jest w stanie skutecznie przeciwstawiać się wszystkim decyzjom centralnych instytucji unijnych. Dlatego prawdziwą zmianę mogą przynieść dopiero przesilenia polityczne w kluczowych państwach, takich jak Francja czy właśnie Polska.
Kierunek kursu polityki europejskiej został delikatnie skorygowany, można mówić o pewnym złagodzeniu tonu, lecz nic zasadniczego nie zostało odwołane przez Ursulę von der Leyen. Sam fakt, że wybrano ją na drugą kadencję, jest wielce wymowny. Cały jej dotychczasowy program i poprzednia kadencja to w istocie jedna wielka pomyłka, a jednak układ sił politycznych w Unii Europejskiej sprawił, że znów uzyskała ona poparcie. I właśnie z tego układu sił muszą zdawać sobie sprawę tak politycy, jak i zwykli obywatele.
W przypadku Polski szczególnie waż- nym czynnikiem pozostaje sojusz ze Stanami Zjednoczonymi – a więc partnerem spoza Europy. To sytuacja, o której stosunkowo mało mówi się w kontekście polityki europejskiej. Wojna za naszą wschodnią granicą i towarzyszące jej negocjacje pokojowe paradoksalnie wzmocniły rolę państw narodowych. Cechą Unii jest bowiem to, że jej siła ogranicza się w zasadzie do sfery gospodarczej i organizacyjnej, podczas gdy bezpieczeństwo i obrona nadal pozostają domeną państw narodowych.
Obserwujemy więc sprzeczne tendencje. Z jednej strony mamy coraz większe podporządkowanie i włączanie poszczególnych krajów do unijnego organizmu kosztem ich suwerenności. Z drugiej – sytuacja militarnego zagrożenia otwiera możliwość zwiększenia roli państw narodowych, przy kluczowym udziale Stanów Zjednoczonych w zapewnieniu bezpieczeństwa Europy.
Polska mogłaby stać się tutaj istotnym graczem, nowym ośrodkiem europejskiej władzy – co zauważają nawet niemieckie media. Widać, że obecny prezydent działa energicznie i ma szansę być politykiem z prawdziwego zdarzenia, a nie jedynie głową państwa ograniczoną do funkcji reprezentacyjnych.
Przed Polską stoją tylko dwie realne drogi. Pierwsza polega na tym, że w sprawach, w których Unia próbuje zawłaszczyć kolejne kompetencje – także militarne – Polska może odmówić stosowania się do unijnych przepisów. To oczywiście oznaczałoby złamanie prawa europejskiego i konieczność liczenia się z sankcjami. Trzeba byłoby wytrzymać tę presję zarówno politycznie, jak i społecznie. To byłaby polityka konfrontacji, coś na kształt „pustego krzesła”, które stosował niegdyś Charles de Gaulle (odmawiał on w latach 1965–1966 zajęcia swego miejsca w Brukseli, blokując w ten sposób wniosek Wielkiej Brytanii o przyjęcie do Wspólnoty Europejskiej – przyp. red.). Tego rodzaju kursu rząd Prawa i Sprawiedliwości nigdy nie zdecydował się podjąć, również ze względu na nastroje społeczne w Polsce, które dziś jednak zaczynają się zmieniać. Być może prezydent mógłby uczynić z takiej strategii polską politykę narodową i konsekwentnie ją realizować – choć trudno przewidzieć rezultat.
(...)
Prof. Zdzisław Krasnodębski
*
Powyższy fragment pochodzi z artykułu, który w całości przeczytać można w aktualnym, wrześniowym numerze miesięcznika WPIS:

WPIS 09/2025 (e-wydanie)
Wrześniowy numer Waszego ulubionego miesięcznika „Wiara Patriotyzm i Sztuka” lepiej znanego pod skróconą nazwą „Wpis” już w sprzedaży! Jak każdego miesiąca przygotowaliśmy dla Was wyselekcjonowany zbiór felietonów na aktualne tematy, podobnie jak całą serię artykułów powiązaną z rocznicami historycznymi.
Zapraszamy do naszej Księgarni Internetowej po miesięcznik WPIS - egzemplarze pojedyncze lub w prenumeracie - tradycyjnie albo elektronicznie:

Prenumerata elektroniczna WPiSu na drugie półrocze 2025 roku (5 numerów, w tym jeden podwójny)
Miesięcznik „Wpis” już od piętnastu lat pozostaje wierny swym założeniom i przedstawia Czytelnikom podstawowe wartości, a więc wiarę, patriotyzm i sztukę.
Publikują u nas tak znakomici autorzy, jak m.in.: Adam Bujak, ks. prof. Waldemar Chrostowski, Leszek Długosz, prof. Ryszard Kantor, dr Marek Klecel, ks. prof. Janusz Królikowski, prof. Grzegorz Kucharczyk, dr Monika Makowska, prof. Aleksander Nalaskowski, prof.

Prenumerata miesięcznika WPIS na rok 2025. Wydanie drukowane
Miesięcznik „Wpis” już od piętnastu lat pozostaje wierny swym założeniom i przedstawia Czytelnikom podstawowe wartości, a więc wiarę, patriotyzm i sztukę.
Publikują u nas tak znakomici autorzy, jak m.in.: Adam Bujak, ks. prof. Waldemar Chrostowski, Leszek Długosz, prof. Ryszard Kantor, dr Marek Klecel, ks. prof. Janusz Królikowski, prof. Grzegorz Kucharczyk, dr Monika Makowska, prof. Aleksander Nalaskowski, prof.

Prenumerata miesięcznika WPiS na cały 2025 rok - wydanie drukowane + wydanie elektroniczne
Miesięcznik „Wpis” już od piętnastu lat pozostaje wierny swym założeniom i przedstawia Czytelnikom podstawowe wartości, a więc wiarę, patriotyzm i sztukę.
Publikują u nas tak znakomici autorzy, jak m.in.: Adam Bujak, ks. prof. Waldemar Chrostowski, Leszek Długosz, prof. Ryszard Kantor, dr Marek Klecel, ks. prof. Janusz Królikowski, prof. Grzegorz Kucharczyk, dr Monika Makowska, prof. Aleksander Nalaskowski, prof.




Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.