Przed premierą VII tomu „Dziejów Polski”: Słabość Rzeczypospolitej zbiegła się z kryzysem wartości chrześcijańskich
Leszek Sosnowski: Pamiętasz, ile już lat pracujesz, a my jako wydawnictwo razem z Tobą, nad „Dziejami Polski”? Trochę czasu już minęło…
Prof. Andrzej Nowak: To prawda, trochę lat już minęło, dokładnie 13, odkąd piszę tę syntezę; sam pomysł pojawił się 14 lat temu. Wczoraj nawet policzyłem strony przygotowane do tych siedmiu tomów – według znormalizowanego maszynopisu, czyli 1800 znaków na stronę, wychodzi mi, że przez te 13 lat pisałem średnio dokładnie jedną stronę dziennie. Nie wiem, czy to powód do dumy, czy do wstydu, ale taka wyszła średnia.
Nie przesadzajmy, jakiego wstydu – to jest gigantyczna praca, zwłaszcza jeśli weźmie się pod uwagę, co zresztą często podkreślasz i co widać w Twoim dziele, ile wcześniej trzeba przeczytać, żeby móc te strony napisać.
Przede wszystkim mam satysfakcję z tego, że ta w sumie gigantyczna książka znajduje sporo odbiorców. Na pewno dzięki znakomitej formie edytorskiej dociera do nich szerzej. Mam też wrażenie, że – co najważniejsze i co chyba łączy wydawnictwo, autora i czytelników – również dzięki tej serii historia Polski w jakiś sposób „żyje”. Moje założenie – o którym rozmawialiśmy prawie 14 lat temu – było takie, by całą wcześniejszą historię pokazać w perspektywie najnowszych wydarzeń XX i XXI w.
Historia i teraźniejszość…
Tak, tylko przeniesiona na ponad tysiąc lat naszych dziejów. Wydaje mi się, że tylko w ten sposób można naprawdę zrozumieć i historię, i teraźniejszość. To perspektywa sięgająca daleko w głąb historii, inaczej niż w Waszym znakomitym podręczniku prof. Roszkowskiego „Historia i teraźniejszość”. Skądinąd ten podręcznik jest bezwzględnie potrzebny, bo w szkolnych programach najczęściej zapomina się właśnie o tym, co najnowsze – i to jest fatalne. By dobrze pojąć to, co najnowsze, trzeba koniecznie wiedzieć, co było wcześniej. Historia jest nauczycielką życia – tak po prostu jest, czy ktoś tego chce, czy nie.
A przynajmniej nauczycielką powinna być.
Powinna, bo kto tej nauczycielki nie słucha, nie korzysta z jej wiedzy, ten błądzi. Najczęściej błądzą ci, którzy sprawują władzę i powtarzają te same pomyłki. Oczywiście, pewnie każdy w jakimś zakresie to robi, ale właśnie historia pomaga w ograniczeniu błędów, w lepszym rozumieniu naszej rzeczywistości – jeśli się ją zna. Specjalnie wspominam tu o władzy, poświęcam jej dużo miejsca w moich książkach. Choć nie tylko jej, bo także obyczajom, zachowaniom ludzi, postawom moralnym i psychologicznym, sprawom gospodarczym, kulturalnym – ale władza rzeczywiście zajmuje wiele mojej uwagi. Wszak czy tego chcemy, czy nie, w różnym stopniu od niej zależymy.
Ta zależność nie narodziła się w XX czy XXI w., ona chyba istnieje od zawsze, rozważania na ten temat snuli już starożytni.
Staram się to podkreślać, zwłaszcza że w ostatnich co najmniej kilkudziesięciu latach nastąpił bunt przeciwko historii politycznej. Pierwszy raz zaczął się ten bunt chyba w epoce oświecenia. Dziś mówi się: nie zajmujmy się historią polityczną, zajmujmy się historią obyczajów, bo historia polityczna to tylko walki, spory, kłótnie, a czasem wojny, słowem nic przyjemnego. Zajmijmy się więc historią np. zupy, historią fryzury, historią – przepraszam – pierwszej miesiączki, bo też taka praca się ukazała. Tego typu tematy wracają i dominują w kolejnych falach zniechęcenia do historii politycznej, poczynając już od czasu Woltera. A w ostatnim okresie są najsilniejszym nurtem także w historii akademickiej; historia polityczna jest już passé, wszystko zostało napisane – to nieciekawe, nudne i bezsensowne. Otóż nie. Jeżeli piszemy historię Polski – a to jest mój cel – to rzecz jasna trzeba koniecznie nieustannie wspominać o tym, co stanowi wykwit naszej kultury, zaczynając od kultury wysokiej, od tego, co w niej najpiękniejsze, utrwalone przez największych autorów. Tyle że nie byłoby literatury, muzyki, malarstwa, a co więcej – nie byłoby wielu polskich zup, gdyby nie istniała państwowość polska. (Jako wielki admirator polskiej zupy stwierdzam, że pod względem jej różnorodności nie znam lepszej kuchni na świecie…) Nie sądzę, by to bogactwo mogło się utrwalić i rozwinąć, gdyby tej państwowości nie było.
Ona ulega jednak załamaniu…
Owszem, ona ulega w pewnym momencie załamaniu, i właśnie w ten okres wchodzę w siódmym tomie. Polska została, jak wiadomo, wymazana z mapy na 123 lata, ale mimo to spójnia polityczna zbudowana przez poprzednie wieki była już tak głęboka, że na jej bazie powstała spójnia kulturowa i narodowa, której przez te 123 lata nie dało się wyplenić. W XX w. Polska wraca na mapę i wszystko, co tworzy polską kulturę, tradycję i obyczaje, mogło od razu mieć swoją kontynuację w niepodległym państwie. Bo znów: gdyby nie było niepodległego państwa w 1918 r., to, po pierwsze, nie rozmawialibyśmy teraz tutaj ze sobą, a po drugie – ktoś inny, rozmawiający w tym miejscu, czyli w Krakowie w roku 2025, przy hipotetycznym założeniu, że Polska nie odzyskała niepodległości w 1918 r., nie mówiłby po polsku, tylko po niemiecku albo rosyjsku. Pewnie kultywowano by to, co mnie w Krakowie – z którym jestem związany od urodzenia i który kocham – strasznie irytuje: modę na Galicję.
O tak, to jest irytujące. Niestety, ta moda rozwinęła się pod Wawelem już kilkadziesiąt lat temu i nie przeminęła, a to przecież de facto kultywowanie podległości.
To moda na upodlenie, upokorzenie, podporządkowanie, na obcą władzę, dodajmy: skrajnie antypolską przez zdecydowaną większość czasu austriackiego zaboru. Owszem, wspominamy panowanie Franza Josefa jako „piękne, złote czasy”, ale pamiętajmy, że do roku 1866 to nie Rosja i nie Prusy, lecz Austria była najgorszym zaborcą Polski. Więc wracam do myśli, że bez polskiej państwowości po prostu zatriumfowałaby germanizacja lub rusyfikacja. Zniknęłoby doświadczenie polskie, które wyraża się m.in. w obyczaju, choćby w jadłospisie. I może przez jakiś czas trwałoby to jeszcze jako folklor – jak wspomnienie o narodzie Prusów czy Jaćwingów – gdzieś odzywałoby się echem, jakimś śladem. Ale olbrzymia większość tego dziedzictwa nigdy by nie powstała, gdyby wcześniej nie istniało państwo polskie, i by nie ocalała, gdyby to państwo nie odrodziło się w XX w. Dlatego uważam, że historia polityczna musi zachować priorytet. Dam przykład oczywisty dla każdego, kto zajmuje się początkami naszych dziejów: nie byłoby narodu polskiego, gdyby nie było wcześniej państwa piastowskiego. Przecież gdy pierwsi Piastowie budowali swoją władzę polityczną, narodu jeszcze nie było. To właśnie połączenie tej władzy z chrztem stworzyło wspólnotę – zakorzenioną w konkretnym miejscu i czasie, z określonym początkiem rozwoju; pierwsza była jednak władza polityczna. Może się nam to podobać lub nie, ale takie są fakty historyczne.
Wielu politykom bardzo jednak odpowiada koncepcja, by ludzie „nie mieszali się do polityki”. Po co mają się mieszać – skoro są od tego „znawcy”. Jakimi zaś znawcami są ci, którzy dziś decydują o naszym państwie, lepiej w tej rozmowie pominąć... Niestety hasła „nie mieszać się do polityki” przeniknęły do różnych środowisk, również do Kościoła. A co to w praktyce znaczy? Ano pozwolić niewielkiej grupie ludzi robić z całym narodem i społeczeństwem, co im się żywnie podoba.
Myślę, że tu trzeba rozróżnić dwa porządki. Pierwszy to porządek polityki, ten sam, o którym mówiłem, wspominając pierwszych Piastów i państwo piastowskie. Można go opisać metaforą domu. Jest dom – budujemy go, bronimy, staramy się go wyposażyć najlepiej jak potrafimy, by było w nim wygodnie, pięknie i zasobnie dla następnych. I to jest właśnie obowiązek władzy politycznej: dbać o dom i go bronić. Jeśli przyjdzie ktoś z zewnątrz – napadnie albo spróbuje wtargnąć nieproszony – od tego jest władza, by ten dom obronić. Jeśli natomiast w klasie politycznej nie ma poczucia, że to nasz dom, że to nasze wspólne gospodarstwo, za które odpowiadamy, jeśli zamiast tego panuje myślenie, że „to moje”, czyli pierwszego sekretarza, premiera czy ministra, że to mój prywatny folwark – to znaczy, że zatraciliśmy sens polityki. Polityka bowiem to służba w domu wspólnym, w którym gospodarz jest sługą wszystkich jego mieszkańców. To niezwykle trudne, ale dawniej było oczywiste – nawet dla królów – że władza oznacza służbę. Królowie przysięgali, że będą służyć dobru Rzeczypospolitej, dobru Królestwa. I właśnie to jest prawidłowe rozumienie polityki.
Tak pojmowali to już starożytni myśliciele; dla nich państwo było stanem naturalnym, bez którego człowiek jako istota społeczna nie może funkcjonować.
Oczywiście, ale to jest właśnie ta wiedza, o której zbyt często zapominają politycy, nie tylko dzisiejsi: odpowiedzialność za dom, za wspólny dom. A przecież ich odpowiedzialność jest największa.
Mówiłeś o drugim porządku, o Kościele.
Kościół ma oczywiście inny układ odniesienia – uniwersalny. Nie może dać się zamknąć w jednym domu, w jednym narodzie. Słowo katolicki oznacza przecież z greckiego „powszechny”. A jednak w historii ma też wymiar partykularny, w tym w historii Polski. Bóg wszedł w dzieje w konkretnym miejscu i czasie, a chrześcijaństwo rozwija się zawsze w określonych warunkach historycznych i kulturowych. W tym sensie, kiedy przychodzi do Polski – do państwa piastowskiego w X w. – pojawia się także w konkretnym położeniu, które nazwałbym „geoduchowym”. To niezgrabne określenie, wiem, może wymyślę lepsze, ale chodzi mi o to, że ścierają się tu różne wizje człowieka, nawet takie, w których próbuje się dziś poddać człowieka władzy szatańskiej pod hasłem „emancypacji” – wyzwolenia od Boga.
(...)
Prof. Andrzej Nowak, Leszek Sosnowski
*
Powyższa rozmowa w całości ukazała się w aktualnym numerze miesięcznika WPIS.
Zapraszamy do naszej Księgarni Internetowej po książki prof. Andrzeja Nowaka oraz miesięcznik WPIS:

Dzieje Polski. Tom 7. Upadanie i powstawanie
Co za czasy w Rzeczypospolitej! Od sławionego w całej Europie zwycięstwa pod Wiedniem w 1683 r. po widmo upadku państwa – zaledwie pół wieku później… Siódmy tom „Dziejów Polski” prof. Andrzeja Nowaka czyta się nie jak jeden, ale jak kilkanaście scenariuszy hollywoodzkich superprodukcji historycznych. W tym okresie Rzeczpospolita niestety doznaje porażek jak nigdy dotąd.

PAKIET Dzieje Polski tomy 1 - 6 w cenie 399 zł
Zobacz poszczególne tomy wchodzące w skład pakietu:
Dzieje Polski. Tom 1. Skąd nasz ród
Dzieje Polski. Tom 2. Od rozbicia do nowej Polski
Dzieje Polski. Tom 3. Królestwo zwycięskiego orła
Dzieje Polski. Tom 4. Trudny złoty wiek
Dzieje Polski. Tom 5. Imperium Rzeczypospolitej
Dzieje Polski. Tom 6.

Naród niepokonany. Przełomowe momenty polskiej historii
Sarmaci w trudnych okresach Rzeczypospolitej powiadali, że jest ona niczym słońce, choć bowiem zachodzi i popada w mrok, to niebawem wschodzi i znów świeci pełnym blaskiem. Na zawsze nie gaśnie nigdy. O takich wschodach i zachodach naszego kraju i narodu pisze w tej książce wybitny historyk i pisarz, prof. Andrzej Nowak.

Polska i Rosja. Sąsiedztwo wolności i despotyzmu X-XXI w.
Dlaczego? – ciśnie się na usta za każdym razem, kiedy zastanawiamy się nad historią Rosji oraz relacji polsko-rosyjskich. Dlaczego Rosja boi się Polski? Dlaczego państwa zachodnie od stuleci naiwnie wierzą w dobre intencje Moskwy? Dlaczego w dziejach Rosji jest aż do dziś tyle brutalności, przemocy i zacofania? Dlaczego krwiożerczo napadała na kraje, które uważała za słabsze; na przykład na Polskę w 1920 czy 1939 r., na Gruzję w 2008 r. albo na Ukrainę w 2022 r.

Klęska imperium zła. Rok 1920
Tytuł książki mówi o klęsce „imperium zła”, nawiązując oczywiście do Związku Sowieckiego, który w roku 1919 wyruszył, aby unicestwić dopiero co odrodzoną Polskę, i na szczęście w roku 1920 poległ. Kulisy tej walki, nie tylko militarnej, ale także politycznej i społecznej, w sposób niezwykle wciągający odsłania prof.

WPIS 10/2025 (e-wydanie)
Październikowy numer Waszego ulubionego miesięcznika już w sprzedaży! Jak zawsze autorzy i zespół „Wpisu” przygotowali dla Was całą serię felietonów na aktualne tematy polityczne i obyczajowe, a także artykuły powiązane z bieżącymi rocznicami historycznymi. Ponadto w najnowszym numerze królują wywiady; przygotowaliśmy aż trzy rozmowy z niezwykłymi osobami! Wybitny historyk prof.

Prenumerata miesięcznika WPiS na cały 2026 rok - wydanie drukowane + wydanie elektroniczne
Miesięcznik „Wpis” już od szesnastu lat pozostaje wierny swym założeniom i przedstawia Czytelnikom podstawowe wartości, a więc wiarę, patriotyzm i sztukę.
Publikują u nas tak znakomici autorzy, jak m.in.: Adam Bujak, ks. prof. Waldemar Chrostowski, Leszek Długosz , prof. Ryszard Kantor, dr Marek Klecel, ks. prof. Janusz Królikowski, prof. Grzegorz Kucharczyk, dr Monika Makowska, prof. Aleksander Nalaskowski, prof. Andrzej Nowak, prof.




Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.