Prof. A. Nowak: Niezgoda na zniewolenie. Odpowiedzią na poczucie beznadziejności, niemożności musi być najpierw odwaga
Fot. Pexels.com. Polska jest jak słońce: wschodzi i zachodzi, ale nie ginie. Takimi porównaniami pocieszali się Sarmaci w czasie smutnym, w epoce saskiej, kiedy poczucie własnych błędów i niemożności splatało się z więzami już narzuconymi przez potężnych sąsiadów oraz stworzoną przez nich siecią korupcji, która degenerowała kraj. To był czas zachodu Rzeczypospolitej. Na szczęście nie zabrakło wtedy ludzi, którzy nie chcieli pogodzić się z tym upadkiem i czekać biernie na opatrznościowy obrót sfer politycznych. Stanisław Konarski (1700–1773), skromny pijar, który pierwszy wzniósł w owym czasie hasło niepodległości i założył podwaliny pod edukację nowych, patriotycznych elit (Collegium Nobilium), w przejmujących do dziś słowach Mowy jak od wczesnej młodości wychowywać uczciwego człowieka i dobrego obywatela zawarł apel, by nie upadać na duchu i nie odstępować spraw publicznych. Zacytujmy to wezwanie, ubrane w formę napomnienia ojca do syna, bo i dziś ono jest bardzo aktualne: „Życie twoje będzie upływało albo wśród prywatnych spraw domowych, albo w kręgu spraw państwowych. Ja, który zestarzałem się wśród zajęć publicznych, jeśli będę żył, nie pozwolę ci siedzieć w domu; nie dla siebie bowiem chciałem dzieci, lecz dla ojczyzny. Ty zaś – pamiętam – powiedziałeś, że nie widzisz, co takiego dali Rzeczypospolitej w tych zepsutych i nieszczęśliwych czasach ci, którzy jak ja poświęcili cały swój wysiłek na to, aby ją wspomagać i wspierać. Wszystko stacza się w przepaść i zostawimy naszym potomkom Rzeczpospolitą w gorszym stanie, niż ją sami otrzymaliśmy. Stąd – zdaje się – twoja niechęć i odraza do spraw publicznych (…) Gdyby wszyscy dobrzy obywatele tak myśleli, tak mówili, tak czynili, wtedy nasza Rzeczpospolita wpadłaby niewątpliwie w ręce złych i przeniewiernych ludzi; ci zaś, zagarnąwszy władzę, jakież miejsce, ileż ziemi, jakąż przestrzeń zostawią w całym państwie dla dobrych? (…) Nigdy nie należy tracić nadziei, jeśli chodzi o Rzeczpospolitą”.
O tym właśnie jest ta książka: o nadziei, której nigdy nie należy tracić, gdy chodzi o naszą ojczyznę. Zbieram w niej teksty, które pod rozmaitymi kątami widzenia rozpatrują przede wszystkim czas kryzysu Rzeczypospolitej, utraty niepodległości, od połowy XVIII wieku poczynając, aż do okresu zniewolenia przez wspólne uderzenie dwóch totalitarnych agresorów w 1939 roku i długiego panowania nad Polską sowieckiego imperium. Nie skupiam jednak uwagi na samych zewnętrznych uwarunkowaniach niewoli, choć od nich zaczynam i zapominać o nich nie wolno. Przewodnim wątkiem tej opowieści jest historia nadziei w beznadziejności, czyli uporczywie ponawianych wysiłków, by wolność odzyskać, marazm przezwyciężyć, zdradę nazwać po imieniu i nie biadać nieustannie, ale walczyć o zwycięstwo.
Co do tego zwycięstwa potrzeba? O tym przypomnieć nam może polska historia, nad której pogrzebaniem, zapomnieniem, zmanipulowaniem, redukcją do potwornej karykatury pracują wciąż, od wieków, wrogie Rzeczypospolitej władze. O czym więc ta historia przypomina? O tym, że odpowiedzią na poczucie beznadziejności, niemożności musi być najpierw odwaga: odwaga czynu, powstania, walki. Taka, na jaką zdobyli się na przykład konfederaci barscy i kolejni ich naśladowcy, powstańcy Kościuszki, podchorążowie listopada roku 1830, powstańcy stycznia roku 1863, aż do tych dzielnych ludzi, którzy rzucili wyzwanie sowieckiemu molochowi i z natchnieniem św. Jana Pawła II uruchomili solidarnościową lawinę, której nawet moskiewski pucybut (ten w czarnych okularach, w generalskim mundurze) nie zdołał ostatecznie zatrzymać. Imperium się załamało.
Sama odwaga czynu jednak, choć najważniejsza dla samej rebelii przeciw beznadziejności i znijaczeniu – to nie wszystko. Potrzebna jest również, razem z nią, odwaga myślenia. Zwięźle wyraziła tę potrzebę sentencja medalu, który Stanisław August Poniatowski wybić kazał dla uczczenia Stanisława Konarskiego: Sapere auso – „Temu, który odważył się być mądrym”. Mądrość, która buduje śmiałe plany, rachuje dla nich siły, szuka sojuszników i środków działania, ale nigdy nie rezygnuje z celu najwyższego: z niepodległości. O rozwoju takiej myśli polskiej w czasach trudnych, a nie o „mądrości” kapitulantów, jest ta książka. Konarski tworzył swoje dzieła i reformował instytucje edukacyjne, by przygotować nowe pokolenie Polaków do uporczywej pracy dla niepodległości. Inni szukali nowej koncepcji narodu jako środka podważenia stabilności zaborczych imperiów i w wielowiekowej tradycji polskiej wolności, Rzeczypospolitej, unii, od krewskiej przez horodelską do lubelskiej – znajdować zdolność mobilizacji nie polskich tylko sił, ale całego wielkiego regionu Europy Wschodniej i Środkowej do walki z zabójczym dla wolności imperialnym status quo. To ważny, jeden z centralnych, wątek tej opowieści: byśmy nie zapominali, że nie jesteśmy sami w tej historii. „Między Barem, Krymem, Kaukazem i kazachskim stepem” – tytuł tego rozdziału dobrze oddaje zasięg nie tylko carskiej strategii zniewalania, ale także możliwości współdziałania jej ofiar przeciw wspólnemu wrogowi. To była myśl księcia Adama Jerzego Czartoryskiego, Maurycego Mochnackiego, Józefa Piłsudskiego, myśl Posłania I Zjazdu Delegatów NSZZ „Solidarność” do ludzi pracy Europy Wschodniej.
Naprzeciw niej stają nie tylko otwarci zdrajcy, zaprzańcy, ale również ci, którzy jak Kajetan Koźmian w czasach Królestwa Kongresowego, jak Stanisław Stomma czy Aleksander Bocheński w czasach PRL chcieli kontentować się łaską zaborcy i wszelki odruch walki ze zniewoleniem wpisywali z miną mędrców do księgi Dziejów głupoty polskiej. To ci, którzy znużeni trudnym położeniem Polski uznawali je w końcu za beznadziejne i wzywali do tego, by się z tym werdyktem pogodzić. To nie są bohaterowie tej książki.
Trzeba jednak pamiętać o swoistej pokusie kapitulanctwa, które ogłasza się mądrością. By ją zilustrować, sięgnę tutaj tylko do przykładów z momentu po IV rozbiorze Polski (rok 1815, Kongres Wiedeński, który zwiększył udział cara w rozbiorach Rzeczypospolitej do 82 procent jej przedrozbiorowego obszaru). Czy wystarczy kadłubowa państwowość, okrojona do Kongresówki, a funkcjonująca pod panowaniem cara i jego prokonsulów tak długo tylko, jak długo będą łaskawi? Zwolennicy kapitulacji opiewali wtedy tę zgodę na status podległej prowincji słowami dziwnie dziś znajomymi: „Warunkiem bytu Polski jest roztropna uległość” (Kajetan Koźmian); „Róbmy to, co nam wolno robić” (minister Tadeusz Mostowski, od którego nazwiska pochodzić będzie nazwa pałacu – symbolu zniewolenia w PRL). Pogódźmy się z panowaniem mocniejszych od nas sąsiadów i róbmy tyle, ile jest dla nich wygodne. Co nadto, oznacza powrót do „polskości jako nienormalności”. Taka postawa towarzyszy nam do dziś, zdobywa z pomocą potężnego aparatu propagandowego wciąż nowych zwolenników.
Wspiera ją stała lekcja wstydu i zakłamywania w tym duchu polskiej historii. Według owej lekcji walka o niepodległość – to szaleństwo i ksenofobia. To wieczne klęski, jakieś ułańskie szarże z lancami na czołgi, zniszczone miasta, zrujnowane życie pokoleń. Podległość jest lepsza. Niepodległość to głupota, anachronizm w najlepszym razie. Trzeba wybrać nowoczesność, czyli cywilizację – i „wyemancypować się” z obciążeń naszej polskiej, fatalnej historii… To cały program swoistej polityki antyhistorycznej, coraz bardziej łopatologicznie, bezczelnie wbijanej do głów w „tym kraju”.
„Smorgoński [czyli pochodzący z rejonu grodzieńskiego – przyp. red.] poeta”, jak pogardliwie nazywał Mickiewicza cytowany przed chwilą Kajetan Koźmian, opisał z profetycznym darem tę sytuację, z którą dziś mamy do czynienia: „Nieraz mówią Wam, iż jesteście wpośród narodów ucywilizowanych, i macie od nich uczyć się cywilizacji, ale wiedzcie, że ci którzy Wam mówią o cywilizacji, sami nie rozumieją co mówią. Wyraz cywilizacja znaczył obywatelstwo od słowa łacińskiego civis, obywatel. Obywatelem zaś nazywano człowieka, który poświęcał się za Ojczyznę swą, jako Scevola i Kurcjusz i Decjusz, a poświęcenie się takie nazywano Obywatelstwem. Była to cnota pogańska, mniéj doskonała niżeli cnota chrześcijańska, która każe poświęcać się nie tylko za Ojczyznę swą, ale za wszystkich ludzi; wszakże była cnotą. Ale potém w bałwochwalczém pomięszaniu języków nazwano cywilizacją modne i wykwintne ubiory, smaczną kuchnię, wygodne karczmy, piękne teatra i szerokie drogi. Toć nie tylko Chrześcijanin, ale poganin rzymski, gdyby powstał z grobu, i obaczył ludzi, których teraz nazywają cywilizowanymi; tedy obruszyłby się gniewem, i zapytałby, jakiém prawem nazywają siebie tytułem, który pochodzi od słowa civis, Obywatel. Nie dziwujcie się więc tak bardzo Narodom, które w dobrym bycie tyją, albo gospodarne i rządne są. Bo jeżeli Naród dobrze mający się i dobrze jedzący i pijący ma być najwięcej szanowany, tedy szanujcie między sobą ludzi, którzy są najtuczniejsi i najzdrowsi. Owoż i zwierzęta mają te przymioty; ale na człowieka to niedosyć. A jeśli Narody gospodarne mają być najdoskonalsze, tedy mrówki przewyższają wszystkich gospodarnością; ale na człowieka to niedosyć. A jeśli Narody rządne mają być doskonałe, tedy kto lepiéj rządzi się jak pszczoły; ale na człowieka to niedosyć. Albowiem cywilizacja prawdziwie godna człowieka, musi bydź chrześcijańska”.
Teraz już rozumiemy, dlaczego taką furię u dzisiejszych reedukatorów, u współczesnych nauczycieli „cywilizacji” budzą ci „Mickiewicze i Sienkiewicze”, dlaczego z taką zaciekłością wykreślają z listy lektur kolejne ich dzieła, fundamentalne dla polskiej i europejskiej tożsamości.
Czy skreślą w końcu te słowa nadziei, które wpisane zostały w lipcu roku 1797 do pieśni, dziś jeszcze śpiewanej jako nasz hymn państwowy: słowa nadziei w beznadziejności, słowa polskiego veto, rzuconego przemocy zaborczych imperiów tuż po tym, jak w styczniu tego roku w Petersburgu ich reprezentanci podpisali wyrok zniszczenia Polski na wieki? To słowa, które rozbrzmiały po raz pierwszy w dalekim Reggio nell’Emilia i poprowadziły formujące się tam, we Włoszech, legiony Dąbrowskiego do walki, do niepodległości, do ojczyzny.
„Jak zwyciężać mamy” – o tym miała ta pieśń przypomnieć Polakom. Przykładu, najświeższego, miał dostarczyć Napoleon Bonaparte, który właśnie wtedy, w roku 1796–1797, gromił armie jednego z zaborców – austriackiego cesarza. Lepszych może, a na pewno głębiej sięgających przykładów dostarczyć nam może jednak polska historia – ta, do której wracamy w kolejnych rozdziałach tej książki. Może warto przypomnieć zwrotkę pieśni Wybickiego, którą – by nie razić sąsiadów – pomija się przy oficjalnych jej wykonaniach, choć była oryginalnie wpisana przez autora (przed tą, nieco niezrozumiałą dzisiaj, zwrotką o ojcu, co to „do swej Basi mówi zapłakany…”):
Niemiec, Moskal nie osiędzie,
gdy jąwszy pałasza,
hasłem wszystkich zgoda będzie
i ojczyzna nasza.
Nie o pałasz dziś chodzi, choć broń do obrony – jak sama nazwa wskazuje – jest konieczna. Chodzi o nadzieję, że poddawać się nie wolno, że walczyć warto i trzeba: dla ojczyzny naszej. To jest nić przewodnia opisywanych tutaj spraw. Nić, którą chciałbym zaczepić w wyobraźni i emocjach Czytelników.
Prof. Andrzej Nowak
Kraków, 7 października 2024 r
*
Powyższy fragment pochodzi z książki "Naród niepokonany", wyd. Biały Kruk.
Zapraszamy do naszej Księgarni Internetowej po książki prof. Andrzeja Nowaka:

Naród niepokonany. Przełomowe momenty polskiej historii
Sarmaci w trudnych okresach Rzeczypospolitej powiadali, że jest ona niczym słońce, choć bowiem zachodzi i popada w mrok, to niebawem wschodzi i znów świeci pełnym blaskiem. Na zawsze nie gaśnie nigdy. O takich wschodach i zachodach naszego kraju i narodu pisze w tej książce wybitny historyk i pisarz, prof. Andrzej Nowak.

Dzieje Polski. Tom 7. Upadanie i powstawanie
Co za czasy w Rzeczypospolitej! Od sławionego w całej Europie zwycięstwa pod Wiedniem w 1683 r. po widmo upadku państwa – zaledwie pół wieku później… Siódmy tom „Dziejów Polski” prof. Andrzeja Nowaka czyta się nie jak jeden, ale jak kilkanaście scenariuszy hollywoodzkich superprodukcji historycznych. W tym okresie Rzeczpospolita niestety doznaje porażek jak nigdy dotąd.

PAKIET Dzieje Polski tomy 1 - 6 w cenie 399 zł
Zobacz poszczególne tomy wchodzące w skład pakietu:
Dzieje Polski. Tom 1. Skąd nasz ród
Dzieje Polski. Tom 2. Od rozbicia do nowej Polski
Dzieje Polski. Tom 3. Królestwo zwycięskiego orła
Dzieje Polski. Tom 4. Trudny złoty wiek
Dzieje Polski. Tom 5. Imperium Rzeczypospolitej
Dzieje Polski. Tom 6.

Wojna i dziedzictwo. Historia najnowsza
Ostatnie lata naszej historii najnowszej toczyły się w cieniu wojny – najpierw tej być może najbardziej bolesnej, choć nie dosłownej, czyli wewnętrznej, w naszym własnym domu. Jej pierwszą ofiarą stała się prawda, ale przecież w jej wyniku doszło także do ofiar śmiertelnych. Potem zaczęła się wojna kulturowa, której front coraz brutalniej naciera na Polskę. W jej wyniku umierają przede wszystkim ludzkie sumienia.




Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.