Poruszająca uroczystość wręczenia najwyższych odznaczeń państwowych przez Prezydenta RP. Wśród odznaczonych – płk Jakub Nowakowski „Tomek” bohater Powstania Warszawskiego!

Nasi autorzy

Poruszająca uroczystość wręczenia najwyższych odznaczeń państwowych przez Prezydenta RP. Wśród odznaczonych – płk Jakub Nowakowski „Tomek” bohater Powstania Warszawskiego!

Uroczystość wręczenia najwyższych odznaczeń państwowych z okazji Święta Narodowego 3 Maja 2026 r. Od lewej: Helena Pyz, płk Jakub Nowakowski Uroczystość wręczenia najwyższych odznaczeń państwowych z okazji Święta Narodowego 3 Maja 2026 r. Od lewej: Helena Pyz, płk Jakub Nowakowski "Tomek", Andrzej Poczobut, Prezydent RP Karol Nawrocki, Pierwsza Dama Marta Nawrocka, Lech Majewski, Hanna Łukowska-Karniej i Agnieszka Duczmal-Jaroszewska. Fot. Przemysław Keler/KPRP „Dzisiaj na Zamku Królewskim w Warszawie spotkali się ludzie wyjątkowi, którym Rzeczpospolita Polska chce podziękować za ich wspaniałą, długą, wypełnioną służbą Polsce drogę, powiedział Prezydent RP Karol Nawrocki podczas uroczystości nadania najwyższych odznaczeń państwowych osobom zasłużonym w służbie państwu i społeczeństwu, która odbyła się na Zamku Królewskim w Warszawie z okazji Święta Narodowego 3 Maja. Orderem Orła Białego został odznaczony Andrzej Poczobut „w uznaniu znamienitych zasług w działalności na rzecz Polaków na Białorusi, w szczególności za walkę o prawa człowieka i niezłomną postawę w konfrontacji z przejawami odradzających się reżimów totalitarnych”. Niezłomny dziennikarz i działacz mniejszości polskiej na Białorusi, więzień polityczny reżimu Łukaszenki zwolniony z białoruskiego więzienia mógł dziś odebrać osobiście zasłużone odznaczenie przyznane mu 11 listopada 2025 r. z okazji Narodowego Święta Niepodległości. Poruszającym momentem uroczystości był ten, w którym ocalony z białoruskiego więzienia Andrzej Poczobut wziął pod rękę 101-letniego Bohatera Powstania Warszawskiego – Pułkownika Jakuba Nowakowskiego „Tomka” z batalionu „Zośka”. Order Orła Białego otrzymały także dwie wspaniałe damy - Agnieszka Duczmal–Jaroszewska „w uznaniu znamienitych osiągnięć w twórczości filmowej i działalności artystycznej, za wkład w rozwój polskiej kultury i sztuki oraz rozsławianie imienia Polski w świecie” oraz Hanna Łukowska–Karniej w uznaniu znamienitych zasług dla Rzeczypospolitej Polskiej, w szczególności dla przemian demokratycznych i wolnej Polski, za osiągnięcia w działalności społecznej i charytatywnej na rzecz osób potrzebujących pomocy i wsparcia”. Kawalerem Orderu Orła Białego został dziś także Lech Majewski „za wybitne zasługi w obronie suwerenności i niepodległości Państwa Polskiego, za działalność na rzecz środowisk kombatanckich, za zasługi w pielęgnowaniu pamięci o najnowszej historii Polski”. Natomiast Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski została dziś także odznaczona Helena Pyz, lekarka i misjonarka świecka, członek Instytutu Prymasa Wyszyńskiego.

 

Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski został dziś odznaczony pułkownik Jakub Nowakowski „Tomek” powstaniec warszawski z legendarnego batalionu „Zośka” – „za wybitne zasługi w działalności misyjnej i charytatywnej, w szczególności za wieloletnią pomoc humanitarną na rzecz osób chorych i potrzebujących pomocy w Indiach, za upowszechnianie pamięci o kardynale Stefanie Wyszyńskim”. Jak widać walka o Polskę dla czcigodnego Bohatera Powstania Warszawskiego nie zakończyła się wraz z Powstaniem, a w swojej działalności pamiętał on zawsze o najsłabszych i potrzebujących pomocy. Pułkownik „Tomek” udzielił niedawno poruszającego wywiadu zamieszczonego na łamach naszego miesięcznika „Wpis”. W dniu Narodowego Święta 3 Maja przypomnijmy zatem powstańczy szlak bojowy Kawalera Krzyża Wielkiego Odrodzenia Polski

Dr Monika Makowska: Panie Pułkowniku, jak Pan zapamiętał ostatnie dni przed Powstaniem?

Płk Jakub Nowakowski „Tomek”: Jak wiadomo, w lipcu 1944 r. front (sowiecki) przesuwał się ciągle na zachód. Sowieci przekroczyli najpierw naszą przedwojenną granicę, potem tę, już przez nich uważaną za granicę Polski, czyli linię Curzona na Bugu. Zbliżali się do Warszawy. Oczekiwaliśmy zatem wybuchu Powstania, byliśmy już gotowi na tę końcową walkę o wolną Warszawę. Mniej więcej na tydzień przed wybuchem Powstania zostało ogłoszone pogotowie bojowe [21 lipca 1944 r. na spotkaniu generałów Tadeusza Komorowskiego „Bora”, Leopolda Okulickiego „Niedźwiadka” i Tadeusza Pełczyńskiego „Grzegorza” zapadła decyzja o podjęciu walki w stolicy; początek stanu czujności do Powstania zgodnie z rozkazem gen. „Bora” rozpoczynał się 25 lipca 1944 r.]. Na rozpoczęcie Powstania oczekiwaliśmy u mnie w mieszkaniu, czyli tam, gdzie odbywały się zebrania sekcji. Niedługo później dowiedzieliśmy się że Niemcy kontratakują na wschód od Warszawy, czyli że Rosjanie dotarli w te okolice. Powstanie miało wybuchnąć, kiedy Armia Czerwona zacznie wkraczać na Pragę. Kiedy wybuch Powstania odwlókł się w czasie, bo Niemcy zaatakowali na wschód od Warszawy odwołano alarm, co moim zdaniem było błędem. 31 lipca pułkownik „Monter” przekazał generałowi „Borowi” wiadomość, jakoby niektóre czołgi radzieckie wjeżdżały na Pragę, co było nieprawdą. One tylko przedostały się do podwarszawskich miejscowości na wschód od Pragi. Ostrzeliwały co prawda pozycje niemieckie sięgające dalej na zachód, ale wiadomość o wkroczeniu do stolicy była przedwczesna. W każdym razie generał „Bór” zadecydował o rozpoczęciu Powstania, nie bez wpływu generała Okulickiego („Kobra”, „Niedźwiadek”), który domagał się, aby jak najszybciej rozpocząć walkę, że nie ma co jej odwlekać, bo jeszcze Sowieci nas ubiegną, albo PPR rozpocznie przed nami jakąś akcję… 

I jeśli nie rozpoczniemy Powstania, to wyjdzie na to, że zgadzamy się na „wyzwolenie” i na warunki narzucone nam przez Sowietów, a to oznaczałoby zgodę na utratę niepodległości…

Tak i właśnie dlatego generał Okulicki domagał się wybuchu Powstania, choć w sztabie generała „Bora” niektórzy byli temu przeciwni. Jednak generał „Bór” w końcu nie wytrzymał [też uważał, że bierna postawa to zgoda na warunki Sowietów] i wydał rozkaz do Powstania już od 1 sierpnia o godz. 17.00, znanej jako Godzina W. Pozostała tylko doba czasu na przeniesienie rozkazu i na mobilizację, bo generał wydał ten rozkaz w godzinach wieczornych 31 lipca. Łączniczki miały bardzo mało czasu żeby dostarczyć ten rozkaz do wszystkich powstańczych miejsc zbiórki. W większości przypadków dziewczyny rozpoczęły przenoszenie tego rozkazu dopiero 1 sierpnia rano, bo od 20.00 obowiązywała godzina policyjna. W związku z tym łączniczki nie zastały wielu dowódców, a oni musieli przecież przede wszystkim zaopatrzyć swoje oddziały w broń, która znajdowała się w różnych skrytkach, często daleko do miejsca zbiórki. Np. magazyn naszego plutonu znajdował się na Bielanach, a zbiórki odbywały się na Żoliborzu u mnie w mieszkaniu. Rankiem 1 sierpnia w ogóle nie spodziewałem się wybuchu Powstania, przecież alarm był odwołany, przyszła wiadomość o kontrofensywie niemieckiej. Natomiast do mnie 31 lipca dotarło polecenie, że mam przez dwie doby pełnić dyżur na działce na Żoliborzu i tam też nocować. Udałem się na działkę, spędziłem na niej noc z 31 lipca na 1 sierpnia i tego dnia usłyszałem strzelaninę na Żoliborzu – u nas Powstanie zaczęło się ok. 14.00…

Bo chłopcy od porucznika „Szajera” (Bohdan Kunert) ze zgrupowania „Żniwiarz” podczas transportu broni wpadli na patrol niemieckich lotników i doszło do wymiany ognia...

Tak więc pierwsza powstańcza walka na Żoliborzu rozpoczęła się o 14.00. Wtedy słyszałem wzmagającą strzelaninę i pomyślałem, że coś się dzieje, ale jeszcze wtedy nie uwierzyłem że to już wybuchło Powstanie. Sytuacja w Warszawie była już wtedy bardzo gorąca, nieraz dochodziło do miejscowych starć z Niemcami. Przypuszczałem, że na Żoliborzu doszło po prostu do jakiejś większej potyczki, że może to jakaś prowokacja ze strony Armii Ludowej, albo PPR-u… Kiedy zdecydowałem się zejść z działki na Marymont (wyjście było w tę stronę), od razu trafiłem na patrol niemiecki, który mnie zatrzymał. Przez całą okupację nigdy nie wpadłem w łapy Niemców, a tu sam początek Powstania i taki pech! Niemcy zaprowadzili mnie do swojej placówki na Marymoncie, a tam - pełno zatrzymanych młodych ludzi. Niemcy oglądali ich plecaki ustawione na stole. Sytuacja była groźna, bo w nich było wszystko co było potrzebne do „wyprawy w pole”. Od razu było widać że to powstańcy, choć rozbrojeni. Sam byłem w nieco lepszej sytuacji, bo miałem opaskę dyżurnego na działce, tak więc ją pokazałem i przez tłumacza powiedziałem że „pełniłem dyżur na działce, usłyszałem strzelaninę, zszedłem ze stanowiska, trafiłem na wasz patrol i zatrzymaliście mnie”. Zatrzymani powstańcy mieli gorzej, bo zawartość ich plecaków nie pozostawiała żadnej wątpliwości co do tego kim są. Potem dowiedziałem się że to byli żołnierze „Żaglowca”, którzy brali udział w natarciu na niemieckie stanowiska artylerii przeciwlotniczej w Parku Traugutta, ale ich natarcie zostało odparte, a Niemcy ich wyłapali. Tak więc sytuacja przedstawiała się bardzo groźnie, ale wśród tych powstańców trafił się pewien młodzieniec, który doskonale mówił po niemiecku. I on „zbajerował” Niemców, ciągle im powtarzając: „wir sind ruhige Polens, keine Banditen”. Przykro było tego słuchać, nawet wtedy czułem się oburzony, ale dzięki niemu ocaleliśmy. Niemcy przez całą noc przetrzymali nas w jakiejś szopie i następnego dnia rano wypuścili. Mieliśmy sporo szczęścia, bo  groziło nam rozstrzelanie, a w najlepszym razie Niemcy zatrzymaliby nas jako niewolników od czarnej roboty. Mogliśmy też skończyć jako żywe tarcze przed czołgami. Kiedy tylko wydostałem się z łap niemieckich, to pobiegłem do domu; wiedziałem już że Powstanie wybuchło, ale Żoliborz był dziwnie pusty, nie widziałem powstańców… Tak więc dotarłem do domu. Rodzice oznajmili mi, że wczoraj przyszedł do mnie dowódca kompanii „Zośki” „Andrzej Blondyn” (por. Andrzej Łukoski) z rozkazem żebym stawił się na Woli w miejscu zbiórki batalionu „Zośka”.

W fabryce Telefunkena przy ul. Mireckiego róg Karolkowej?

Tak, tam była kwatera „Zośki”. Tak więc „Andrzej Blondyn”, dowódca kompanii przyniósł rozkaz, że mam się tam stawić, ale zaraz potem przyszedł dowódca plutonu, Tadzio Huskowski „Tadeusz” i powiedział, że idzie opróżnić nasz magazyn broni na Bielanach i że ja mam do niego dołączyć. Tak więc otrzymałem dwa sprzeczne i spóźnione rozkazy. Później jeszcze się dowiedziałem że załoga z Żoliborza wyszła do Puszczy Kampinoskiej.

Ppłk. „Żywiciel” rzeczywiście w pewnym momencie wyszedł z żoliborskimi oddziałami do Puszczy Kampinoskiej; żołnierze zgrupowania „Żniwiarz” szli w ariergardzie…

Wszystkie oddziały żoliborskie zdążyły już stoczyć wyjątkowo krwawe bitwy z Niemcami; niektóre z nich nawet jeszcze przed Godziną W. Ci ze „Żniwiarza” mieli zaatakować baterie dział przeciwlotniczych na Burakowie. Niemcy sprowadzili nawet czołgi i wozy pancerne, ostrzelali naszych z czołgów, a ponadto zasypali ich pociskami z ckm-ów. Nasi, widząc że się z powstańczym uzbrojeniem się nie przebiją wycofali się na VIII kolonię WSM. Nie mieliśmy wtedy prawie wcale uzbrojenia. Nie dość że Warszawa była źle uzbrojona, to jeszcze dużą część swojej broni przekazała Wołyńskiej Dywizji AK, która poszła walczyć na Wołyń. To moim zdaniem nie było zbyt mądre – AK poszła od tyłu Niemców atakować, a armia czerwona ich za to potem rozbrajała, albo nawet rozstrzeliwała... Tak wyglądała ta słynna akcja „Burza”, której częścią miało być Powstanie Warszawskie. Tak więc ppłk „Żywiciel” [Mieczysław Niedzielski] widząc że powstańcze oddziały z takim uzbrojeniem nie poradzą sobie na Żoliborzu wydał rozkaz wyjścia do Puszczy Kampinoskiej. Tymczasem chwilowo zgłosiłem do zgrupowania tego kolegi, który nas ocalił, czyli do „Żaglowca”. Powstańcy z „Żaglowca” którzy nie wyszli z ppłk. Żywicielem do Puszczy Kampinoskiej skupili się wokół ppor. „Topora” (Władysław Jasiński). Wtedy moim zadaniem u nich było przenoszenie rannych. Jeśli chodzi o walki z Niemcami w tym momencie, to były starcia z patrolami i z pojedynczymi czołgami, bo pamiętam że ciągle było słychać meldunki „czołg idzie!”. Początkowo czołgi przejeżdżały ul. Słowackiego na Plac Wilsona i potem Krasińskiego do Cytadeli.

Cytadela była mocno obsadzona przez Niemców… 1 sierpnia powstańcom ze Zgrupowania „Żaglowiec” nie udało jej się zdobyć…

Wspomnianą trasą przebijały się niemieckie czołgi, atakowały nas nieprzyjacielskie patrole, trafiały się też strzelaniny, ale nie było większego ataku ze strony Niemców, którzy prowadzili tylko ogień nękający, to znaczy przez cały czas kierowali na nas ostrzał artylerii, to tu, to tam padały pociski, niekiedy pojawiały się samoloty, zrzucały bomby i odlatywały. Pamiętam jak przenosiłem jakiegoś rannego, no i wreszcie trzeciego dnia powstania wieczorem dowiedziałem się że nasi wrócili z Kampinosu, że drużyna Tadzia Huskowskiego „Tadeusza” dołączyła do „Żniwiarza” i przebywa w kolonii WSM-u przy ulicy Suzina.  Rano 4 sierpnia się zgłosiłem do Tadzia. On zdążył opróżnić nasz magazyn na Bielanach z broni, ale kiedy wrócił na Żoliborz, był on już odcięty od Warszawy, więc podobnie jak ja, nie miał możliwości dotarcia na Wolę. Skrzyknął więc „Zośkowców” mieszkających na Żoliborzu i Bielanach, utworzył z nich drużynę uzbrojoną w broń z naszej skrytki i dołączył do zgrupowania „Żniwiarz”, które było jednym z oddziałów dywersyjnych Kedywu AK. Zostaliśmy włączeni do plutonu 226 „Żniwiarza” walczyliśmy w jego składzie aż do końca Powstania. Kiedy więc tego czwartego dnia walki, zameldowałem się Tadziowi i opowiedziałem mu swoją historię, on na to odpowiedział: „bardzo się cieszę że jesteś, ale niestety nie mam dla Ciebie broni, bo już ją rozdałem”. To był dla mnie straszny cios – zostaję bez broni! Żołnierz bez broni w czasie Powstania się nie liczył. Jednak szybko tę broń dostałem, choć niestety na skutek nieszczęścia. Nasza żoliborska, Zośkowa drużyna kwaterowała wówczas w pewnym pomieszczeniu przy fabryce Opla na terenie obecnych Sadów Żoliborskich. Koledzy pokazali się w oknie, ustawiając się do ostrzeliwania Niemców, oni to zauważyli ze swoich stanowisk i strzelili prosto w ich stanowisko. Do pokoju wpadł pocisk z działa przeciwlotniczego, wybuchł w środku i spowodował masakrę. Akurat wtedy wyszedłem z tego pokoju, miałem szczęście, bo zaraz potem wpadł ten pocisk i poharatał kolegów. Jeden był śmiertelnie ranny, drugiemu urwało rękę, trzeciemu poważnie poraniło dłoń… Trzech Zośkowców Niemcy wyeliminowali z walki… I ja dostałem wtedy broń – błyskawicę.

Tę słynną błyskawicę, produkowaną w konspiracyjnych rusznikarniach...

Tak, z błyskawicy można było strzelać seriami, ale niestety często się zacinała. Znałem tego chłopaka, który był ranny w dłoń nazywał się Stanisław Czarnecki był dowódcą sekcji bielańskiej. Zabrano go do szpitala, bo z rozharataną prawą dłonią nie mógł walczyć. Natomiast ten który zginął i ten który utracił całą rękę dołączyli do naszego oddziału już w trakcie Powstania, tak więc ich nie znałem.  W tak tragicznych okolicznościach zostałem uzbrojony. Tymczasem na miejsce zakwaterowania wyznaczono nam siedzibę Wyższej Szkoły Pożarniczej.

To było niedaleko fabryki Opla?

Dokładnie u wylotu ul. Słowackiego; był taki placyk, na który z Bielan dochodziła ulica Marymoncka a z Marymontu – Potocka. Z drugiej strony stała Hala Targowa, taki budynek podobny do pudełka z aspiryną. Odkąd dostaliśmy zakwaterowanie w Wyższej Szkole Pożarniczej wychodziliśmy z niej na patrole. Patrolowaliśmy głównie na wylot ul. Słowackiego i teren fabryki Opla, bo tam kręciły się patrole niemieckie. Nic dziwnego – w tej fabryce był ich magazyn z uzbrojeniem. Staczaliśmy z nimi walki, zdobywaliśmy na nich broń i znakomicie się w ten sposób dozbroiliśmy. Sława naszej „Zośkowej” drużyny rosła, bardzo ją poważał dowódca plutonu porucznik Bohdan Kunert „Szajer”. W dowód uznania wyznaczył Tadzia Huskowskiego na swojego zastępcę, a my uzbroiliśmy cały pluton, bo oni jak do tej pory nie mieli prawie żadnej broni – szkoda gadać! Na samym początku Powstania „Żniwiarz” był wyposażony głównie w granaty ręczne; mało kto miał stena czy błyskawicę. I z takim uzbrojeniem otrzymali rozkaz zaatakowania stanowisk niemieckich – tak zresztą było w całej Warszawie. Kiedy Armia Krajowa dostała rozkaz atakowania pozycji nieprzyjaciela Niemcy niestety byli już przygotowani na nasz atak. Mieli swój wywiad, który im doniósł o terminie wybuchu Powstania, tak więc przygotowali całe gniazda karabinów maszynowych, a po naszej stronie stanęli chłopcy z krótkimi pistoletami, granatami, z pojedynczymi stenami i błyskawicami, kilkoma karabinami ręcznymi i chyba tylko z jednym maszynowym… „Żniwiarz” zgodnie z rozkazem podjął walkę i poniósł duże straty. Jak już wspominałem, żoliborscy powstańcy wycofali się wówczas do Kampinosu, ale otrzymawszy rozkaz powrotu, wrócili. Po drodze jeszcze stoczyli bitwę na Zdobyczy Robotniczej; Niemcy próbowali ich tam otoczyć, ale to im się nie udało, więc nasi ich odparli i przedostali się z powrotem na Żoliborz. Wtedy do nich dołączyłem, a po otrzymaniu broni już zupełnie inaczej się czułem bo braliśmy udział w potyczkach, w których dawaliśmy radę Niemcom. Oni np. zrobili raz wypad na ulicę Słowackiego. W poprzek tej ulicy była ustawiona nasza barykada, więc oni ją przeszli, weszli w Słowackiego i tyralierą posuwali się do przodu między nasze stanowiska – ostrzelaliśmy ich wówczas z dwóch stron. Co to był za widok! Podbiegamy, a tam leży Niemiec z rozszarpaną klatką piersiową – prawie że serce było widoczne i taaki potok krwi leciał. Zabraliśmy jego broń i wycofaliśmy się. Podobnych akcji było wówczas więcej i w taki sposób uzbroiliśmy pluton 226 w z zdobyczną broń, a potem jeszcze Niemcy sami nas dozbroili w granaty. Po prostu pod nasze pozycje przy Wyższej Szkole Pożarniczej podjechała niemiecka ciężarówka i jak my otworzyliśmy na nią ogień to Niemcy z niej wyskoczyli i w  popłochu uciekli.

A w tej ciężarówce było pełno granatów?

Początkowo o tym nie wiedzieliśmy. Sprowadziliśmy ją na nasz teren, zajrzeliśmy do środka, a tam stoją skrzynie z granatami. W taki sposób Niemcy podarowali nam 4 tysiące granatów, przez co Żoliborz był silnie uzbrojony w tę broń. Na pamiątkę tego wydarzenia na budynku istniejącej do dziś Szkoły Głównej Służby Pożarniczej wisi tablica – od strony ulicy Potockiej. Ciągle uskutecznialiśmy podobne wypady na Niemców. To był, można tak powiedzieć, romantyczny okres Powstania, bo nie było jakichś masowych ataków niemieckich, był tylko ten ostrzał nękający. Oczywiście on też był niebezpieczny, ciągle było się narażonym na śmierć od jakiegoś przypadkowego pocisku. Nadto wstrzeliwali się w nasz teren niemieccy strzelcy wyborowi (tzw. gołębiarze), obsadzający wysokie stanowiska na Marymoncie. W połowie sierpnia wycofali nas z tej Wyższej Szkoły Pożarniczej i przenieśli nasze kwatery do ZUS-u przy ul. Mickiewicza, skąd przeszliśmy do domków przy ulicy generała Zajączka, gdyż nadszedł rozkaz, że mamy atakować Dworzec Gdański.

Mieliście zdobyć Dworzec Gdański w celu połączenia się z powstańcami walczącymi na Starówce?

Tak, m.in. w celu połączenia się z „Zośką” walczącą na Starym Mieście w składzie Zgrupowania „Radosław”. Tak więc „Zośka” i „Czata 49” miały prowadzić ten atak na Dworzec Gdański od strony Starego Miasta, a my – od Żoliborza. To było jednak od początku szaleńcze przedsięwzięcie, gdyż Niemcy obsadzili Dworzec Gdański silną, świetnie uzbrojoną załogą, przede wszystkim gniazdami karabinów maszynowych, a nam brakowało broni ciężkiej.  

Niemcy mieli też do dyspozycji pociąg pancerny…

Tak, pociąg pancerny też tam był i moździerze. Nasz pluton próbował jeszcze na długo przed tym atakiem wysadzić tory, żeby unieszkodliwić tę pancerkę. Niestety – bezskutecznie. Nocą z 21 na 22 sierpnia rozpoczął się nasz atak – to było dokładnie o wpół do trzeciej. Ruszyliśmy z tych domków przy ul. Gen. Zajączka. Niemcy co pewien czas oświetlali swoje przedpole za pomocą wystrzeliwanych rakiet gdyż bardzo się bali naszego natarcia. Kiedy oświetlali przedpole to myśmy padali, a jak rakiety gasły to żeśmy się zrywali i biegli do przodu. Jak już podbiegliśmy dość blisko do ich stanowisk rozpętało się piekło – Niemcy rozpoczęli ostrzał, ale taki na całego. Do tej pory oddawali pojedyncze strzały, gdzieś tam gwizdnęło koło uszu, ale jak zaczęli pełny, intensywny i gęsty ostrzał, to szkoda gadać. Odezwały się całe gniazda karabinów maszynowych, strzelcy z pojedynczymi karabinami, granatniki, moździerze i pociąg pancerny też jeszcze dodatkowo uzbrojony w karabiny maszynowe oprócz dział. Jak Niemcy rozpoczęli kanonadę z tych wszystkich rodzajów broni, to od razu nad ziemią powstał taki widoczny niski pułap ognia, bo oni strzelali pociskami świetlnymi, ekrazytowymi. Nie sposób było biec do natarcia, trzeba było przywrzeć do ziemi i ten piekielny ostrzał przeczekać. Padając, od razu dostałem postrzał; gdy padłem na brzuch, pocisk poszedł wzdłuż ramienia i wyrwał mi w nim bruzdę. A ja oprócz karabinka, bo zamienili mi tę błyskawicę na karabinek Mausera miałem jeszcze torbę z butelkami z benzyną, którymi miałem podpalić baraki przy Dworcu Gdańskim. Gdyby Niemcy trafili w te butelki, to bym momentalnie spłonął… Tak więc leżałem ranny i zagarniałem pod siebie tę torbę z butelkami żeby w nią nie trafiło i w tym momencie zginął kolega, który przed chwilą biegł koło mnie. To był Andrzej Dażwański „Jędrek” – poległ na miejscu, widziałem jak pada i krew mu cieknie z głowy… On miał ze sobą lekki karabin maszynowy i cały był obwieszony taśmami z amunicją. Prawdopodobnie próbował zająć stanowisko do tego rkm-u i dostał w głowę. To było straszne – zginął mój dobry kolega, nade mną ten potworny sufit ogniowy zupełnie nie do przekroczenia, nawet nie było jak przeczołgać się do torów, a tymczasem krew z rany wycieka… Wreszcie zaczęło świtać, ogień zelżał i wtedy doczołgał się do mnie Tadzio Huskowski oznajmiając, że niestety Niemcy odparli nasze natarcie i musimy się wycofać. A ja na to że jeszcze mam tę torbę z butelkami zapalającymi, na co on – „rzuć w cholerę tę torbę!”. Więc tylko z karabinkiem poderwałem się i pobiegłem w stronę domków przy ul. Gen. Zajączka z których wyszliśmy do natarcia. Trochę kule gwizdały koło uszu, na szczęście żadna nas nie trafiła, dotarłem do bazy i od razu trafiłem na stół operacyjny. Lekarze zabezpieczyli mi tę ranę, ona była wypalona ekrazytowym pociskiem, oczyścili ją opatrzyli jakąś maścią, nałożyli opatrunek, a Tadzio powiedział że daje mi dwa tygodnie urlopu, i że mam iść do domu, wykurować się, a potem wracać do jednostki.      

Dał pan radę wycofać się o własnych siłach spod Dworca Gdańskiego? Był Pan przecież poważnie ranny...

Po prostu tak było trzeba i po tym opatrunku jakoś sam dotarłem do swojego mieszkania, choć z Zajączka na Mickiewicza to kawał drogi i w dodatku ledwie świtało. Chodziłem na opatrunki do powstańczego szpitala przy ul. Czarnieckiego, przebywając potem w mieszkaniu u rodziców. Dowiedziałem się, że atak oddziałów „Radosława” na Dworzec Gdański od strony Starego Miasta też został odparty, gdyż z powodu braku synchronizacji nastąpił za późno, dopiero kiedy się rozwidniło. Tym natarciem dowodził szef sztabu zgrupowania „Radosław” ppłk. Wacław Janaszek „Bolek”. Oddziały „Zośki” i „Czaty” przebiegły przez boisko „Polonii”, dotarły do muru i pod nim dostały się pod niemiecki ostrzał z granatników ponosząc ogromne straty. Wielu poległo, a potem jeszcze Niemcy rozjeżdżali czołgami ciężko rannych. Tak więc główne siły „Zośki” poniosły bardzo dotkliwe straty pod Dworcem Gdańskim. Z naszej żoliborskiej strony, ranny był też dowódca plutonu 226, por. „Szajer” i jeszcze Zygmunt Warszawski „Zygmunt”, którego syn teraz pracuje w Muzeum Powstania Warszawskiego. Po tym krwawym odparciu naszych szturmów na Dworzec Gdański nadzieja na połączenie się ze Starówką upadła, a ona już nie miała siły dłużej się bronić. Była straszliwie atakowana, ostrzeliwana z lądu i z powietrza. Z Żoliborza przedstawiał się potworny widok na płonącą Starówkę; to była kupa dymiących gruzów, nad którymi jeszcze krążyły bombowce (…)

Jest to tylko fragment wywiadu z płk Jakubem Nowakowskim „Tomkiem”. Całość można przeczytać na łamach miesięcznika „Wpis” ze stycznia 2025 r.

 

Jest to tylko fragment wywiadu z płk Jakubem Nowakowskim „Tomkiem”. Całość można przeczytać na łamach miesięcznika „Wpis” ze stycznia 2025 r.

Wywiady z Powstańcami Warszawskimi ukazują się regularnie na łamach miesięcznika "Wpis"

Roczna prenumerata miesięcznika WPIS. Wydanie papierowe + wydanie elektroniczne

Roczna prenumerata miesięcznika WPIS. Wydanie papierowe + wydanie elektroniczne

 

"WPIS" to najciekawszy i najbogatszy miesięcznik na rynku. 
Najbogatszy – z uwagi na bogactwo treści i tematów, wspaniałą fotografię i grafikę, wyjątkowe edytorstwo. „Wpis” czytają i rekomendują największe autorytety w naszym kraju! Do grona naszych autorów należą m.in. Adam Bujak, ks. Waldemar Chrostowski, Marek Deszczyński, Marek Klecel, Antoni Macierewicz, Krzysztof Masłoń, Andrzej Nowak, ks.

 

WPIS 01/2025 (e-wydanie)

WPIS 01/2025 (e-wydanie)

 

Pierwszy w 2025 r. numer miesięcznika „Wpis” już się ukazał! Podobnie jak każdego miesiąca, przygotowaliśmy dla Państwa wyselekcjonowany zbiór felietonów na aktualne tematy, jak również serię artykułów powiązaną z nadchodzącymi rocznicami historycznymi. Znany z ciętego pióra Leszek Sosnowski i tym razem się nie patyczkuje, nazywając poczynania koalicji 13 grudnia inwazją bolszewizmu – czyli po imieniu, ostro i adekwatnie do stanu faktycznego.

 

Pamięć Warszawy

Pamięć Warszawy

Adam Bujak, Wiktor Cygan, Witold Rawski

Warszawa – dumna stolica naszego narodu nie miała łatwej historii, zwłaszcza w XX w. Równocześnie jednak Warszawa stała się symbolem niezłomnej polskiej niepodległości. Tu w 1918 r. siedzibę znalazły najwyższe polskie władze. Stąd grzmiały w 1939 r. słowa, że polski honor jest bezcenny, a mieszkańcy naszej stolicy powstali w 1944 r. przeciw okupantom, nie mogąc dłużej znieść zniewolenia.

 

PAKIET Dzieje Polski tomy 1 - 7 w cenie 439 zł

PAKIET Dzieje Polski tomy 1 - 7 w cenie 439 zł

 

Zobacz poszczególne tomy wchodzące w skład pakietu: 
Dzieje Polski. Tom 1. Skąd nasz ród
Dzieje Polski. Tom 2. Od rozbicia do nowej Polski
Dzieje Polski. Tom 3. Królestwo zwycięskiego orła
Dzieje Polski. Tom 4. Trudny złoty wiek
Dzieje Polski. Tom 5. Imperium Rzeczypospolitej
Dzieje Polski. Tom 6. Potop i ogień
Dzieje Polski. Tom 7.

 

Komentarze (0)

  • Podpis:
    E-mail:
  • Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.

Zamknij X W ramach naszego serwisu stosujemy pliki cookies. Korzystanie ze strony bez zmiany ustawień dotyczących cookies oznacza, że będą one zamieszczane w Państwa urządzeniu końcowym.