„Pobrali się w zdobycznych panterkach, grałam im Marsza Mendelssohna. Nazajutrz oboje zginęli”. Wspomnienia Danuty Dworakowskiej „Leny”, uczestniczki Powstania Warszawskiego
Powstańcza barykada na ul. Grzybowskiej; „Lena” wielokrotnie biegała do kolegów na barykady, udzielając rannym pomocy medycznej i przynosząc kostki cukru. Koledzy nazywali ją „Słodką Leną”. Fot. Muzeum Wojska Polskiego/East News (…) Dr Monika Makowska: Codzienność w okupowanej Warszawie była wyjątkowo niebezpieczna... w każdej chwili można było zginąć...
Danuta Dworakowska „Lena”: Najgorsze były zupełnie nieprzewidywalne łapanki na ulicach. Podjeżdżała „buda” i Niemcy brali wszystkich jak leci, mężczyzn, kobiety, dzieci... To wszystko przy akompaniamencie potwornego wrzasku, wymachiwania kolbami... Język niemiecki ma w sobie jakąś agresję, ja jako muzyk to słyszę... A potem ślad po tych ludziach ginął, szli albo na Pawiak, albo do Oświęcimia, albo od razu pod ścianę. Kiedyś podczas jakiejś naszej lekcji na tajnych kompletach usłyszeliśmy serie z karabinów maszynowych od strony Nowego Światu; profesor przerwał lekcję i jak strzelanina ucichła to poszedł sprawdzić co się stało. Wrócił cały blady i powiedział: „kochani wracajcie, ale nie przez Nowy Świat, tylko dołem Tamką między domami, bo na Nowym Świecie Niemcy złapali kilkudziesięciu ludzi i ich rozstrzelali”.
Nic zatem dziwnego, że Powstanie po prostu musiało wybuchnąć... Jak Pani zapamiętała 1 sierpnia 1944 r.?
Tego dnia, jeszcze przed Godziną W, usłyszeliśmy strzelaninę; to akurat nie było nic nadzwyczajnego, do strzelanin byliśmy przyzwyczajeni. Jednak zaraz potem zobaczyłam maszerującego ulicą chłopaka z biało-czerwoną opaską na ramieniu i z karabinem, który mu tak nonszalancko skakał na plecach. Już wiedziałam, że Powstanie lada moment się zacznie, więc wybiegłam z domu i zapytałam tego chłopaka, gdzie można się zameldować. A on na to: „Co ty tu jeszcze robisz? Leć na Długą 7!” Potem przyszła Krysia i powiedziała, że coś się dzieje, bo na ulicach widać coraz więcej chłopaków z biało-czerwonymi opaskami i z bronią. „To co, idziemy?” „Oczywiście że idziemy!” Poszłam do mamy i mówię: „Mamo, idę do Powstania!” A mama jak stała, tak przysiadła. Dotąd byłam grzeczną dziewczynką, ćwiczyłam na fortepianie, uczyłam się francuskiego, matematyki, fizyki, a tu nagle coś takiego... To była moja pierwsza dorosła decyzja. Jak się ma 16 lat, to człowiek niczego się nie boi, Powstanie wydawało mi się wtedy jakąś romantyczną przygodą, że wreszcie wypędzimy Niemców i ta moja ukochana Warszawa będzie wolna... Poszłam na Długą 7, zameldowałam się i kapitan „Wrona” zapytał mnie co umiem; powiedziałam że potrafię zabandażować. Przydzielił mnie jako „dziewczynę do wszystkiego” do Batalionu im. Stefana Czarnieckiego („Gozdawa”) do 2 Kompanii Szturmowej. Miałam być sanitariuszką, a także biegać z meldunkami, roznosić listy, etc. Wybrałam sobie pseudonim „Lena”, dostałam legitymację AK, no i – pierwsze zadanie. Na rogu ulic Bielańskiej i Daniłowiczowskiej był bank, a w nim – nasza reduta „Bank Polski”. Bielańska była wtedy w rękach niemieckich, bo to wszystko przechodziło z rąk do rąk, a w samym rogu budynku tego banku na strychu jeden z chłopaków z „Gozdawy” miał punkt obserwacyjny; pilnował, żeby Niemcy nie podeszli za blisko do naszych pozycji. Właśnie tam posłał mnie kapitan „Wrona”, żeby w razie czego sanitariuszka była na miejscu. Chłopak miał na imię Zbyszek, miał 20 lat, studiował. Był bardzo wysoki i miał piękne jasne włosy. No i rozmawiamy sobie i nagle on mówi: „wiesz, jeśli coś się stanie, to tu jest moja torba, weź ją i pędź uprzedzić, że coś się dzieje”. A na to „a co by się mogło stać?” Jak się ma 16 lat to „Niemcy strzelają, ale nie do mnie”. I wtedy on nagle powiedział: „cicho bądź, bo tam od Bielańskiej zaczęli się ruszać Niemcy; zobaczę co się dzieje”. Wstał, podszedł do punktu obserwacyjnego i w ułamku sekundy upadł mi do nóg z przestrzelonym okiem. Przed chwilą z nim rozmawiałam, a tu gołębiarz go zauważył, i w pół słowa chłopak pada na ziemię i nie żyje... Kula weszła w mózg i już nie było dla niego ratunku... To było coś nieprawdopodobnego, pierwszy, bezpośredni kontakt ze śmiercią, ułamek sekundy i człowieka nie ma. Pamiętam, że złapałam tę torbę i od tej chwili miałam przerwę w życiorysie. Nie wiem jak zeszłam na dół i którędy dostałam się na Długą. Kapitan mną potrząsnął, nasza patrolowa „Sławka” dała mi walerianę. Potem kapitan powiedział, że jestem zuch.
(…)
A jak wyglądało życie religijne na powstańczej Starówce?
Był ksiądz kapelan batalionu „Gozdawa”. Poprosił mnie któregoś dnia o zagranie do Mszy św. w podziemiach szpitala na Długiej; tam był fortepian i to bardzo cenny. Nigdy wcześniej nie grałam do Mszy, ale ostatnie dwa lata przed Powstaniem śpiewałam w chórze podczas nabożeństw. No więc grałam do tej Mszy, a zamknięta klapa fortepianu służyła za ołtarz; to było bardzo poruszające. Po nabożeństwie do kapelana podeszła para narzeczonych; bardzo prosili, żeby od razu dać im ślub, bo następnego dnia szli walczyć na posterunku w Pasażu Simonsa. I wieczorem odbył się ten ślub; oni byli tacy młodzi, śliczni, pobrali się w zdobycznych panterkach... grałam im Marsza Mendelssohna. Nazajutrz oboje zginęli w Pasażu Simonsa, razem z naszą patrolową „Sławką”. Dużo naszych tam zginęło...
Poruszająca historia...
Wtedy już wiedzieliśmy, że Stare Miasto ginie. 16 sierpnia po raz ostatni widziałam mój dom na Hipotecznej 2; tego dnia spadła na niego bomba i rozbiła nasze mieszkanie, ale zatrzymała się w podłodze; podmuch wyrzucił moje pianino na podwórko; klawiatura była widoczna, wyglądało to tak, jakby instrument szczerzył do mnie zęby z bólu, a moje łóżko wisiało nad tą wyrwą i wydawało niesamowity, z niczym nieporównywalny pisk; wisiało tam jeszcze w 1955 r., kiedy tam poszłam po Konkursie Chopinowskim... Do tej pory nie wiem, co to była za bomba, bo lotnicza powinna była polecieć na sam dół i tam wybuchnąć, a pocisk z działa z Dworca Gdańskiego przeleciałby przez całą długość domu i utkwiłby w Daniłowiczówce. Mama i siostry przeżyły, ale do końca Powstania nie miałam z nimi kontaktu. Ojciec był wtedy poza Warszawą.
I w końcu nadszedł upadek Starówki i makabryczny marsz kanałami do Śródmieścia...
Zeszłam do kanału z rannym kolegą z „Gozdawy”, Tadziem „Czarnym”, miałam go przeprowadzić do Śródmieścia. On miał przestrzelone uda, ale mógł jakoś wlec nogi; opiekowałam się nim w tym szpitalu na Długiej; 1 sierpnia żona urodziła mu syna, on jeszcze tego maleństwa nie widział i powiedział, że tego Niemcom nie daruje. Już samo zejście do tych kanałów było straszne, bo tam potwornie cuchnie, od samego uderzenia tego odoru można było zemdleć. Dopiero po jakimś czasie się tego nie czuło. Część naszych z „Gozdawy” już zeszła, potem nadeszła moja kolej – zeszłam po tych klamrach, a za mną spuścili na pasach Tadzia. Stanął w tym kanale, złapał mnie za pasek, oparł się na moich plecach, ja złapałam za pasek chłopaka idącego przede mną i ruszyliśmy; Tadzio bez mała leżał mi na plecach, starał się poruszać nogami, ale był prawie bezwładny; potem dali mu jakąś kulę, było trochę lżej i tak szliśmy. Najgorsze były ciemności, bo jak człowiek nie ma żadnego punktu odniesienia to traci orientację – myśli że idzie w prawo, a idzie prosto. Dlatego co jakiś czas stali przewodnicy „kanałowi” z latarkami i wskazywali drogę. (…)
Mama i siostry „Leny” przeżyły Powstanie; doszło do poruszającego spotkania rodziny w okolicach Gidel; „Lena” uważa, że zawdzięcza to wstawiennictwu św. Antoniego i Matki Bożej Gidelskiej. Po zdaniu matury „Lena” podjęła studia pianistyczne w Łodzi pod kierunkiem prof. Marii Wiłkomirskiej. Przeszła potrójną selekcję, która wyłoniła polską ekipę do V Konkursu Chopinowskiego, w którym z sukcesem wzięła udział dochodząc do półfinału. Doszło wówczas do wzruszającego spotkania z ocalonym kolegą Tadziem „Czarnym” i jego rodziną; każde z jego dzieci wręczyło pianistce kwiat. „Lena” zapisała się w historii polskiej pianistyki jako jedna z wybitniejszych artystek ówczesnej generacji z powodzeniem koncertując na estradach całego świata, a także jako wieloletni wykładowca w katedrze fortepianu na Akademii Muzycznej im. Fryderyka Chopina w Warszawie (dziś: Uniwersytet Muzyczny).
*
Z Danutą Dworakowską „Leną” sanitariuszką 2 kompanii szturmowej batalionu „Gozdawa” rozmawiała dr Monika Makowska; cały wywiad dostępny jest w aktualnym numerze miesięcznika WPIS:

WPIS 07-08/2025 (e-wydanie)
Nowy, podwójny, wakacyjny numer Waszego ulubionego miesięcznika już w sprzedaży! Jak każdego miesiąca prezentujemy dla Was na łamach „Wpisu” całą serię felietonów na aktualne tematy, rozmowy z wybitnymi specjalistami z rozmaitych dziedzin, a także artykuły powiązane z aktualnymi rocznicami historycznymi i frapujące reportaże. Znany z ciętego pióra i ostrych sądów Leszek Sosnowski i tym razem nie pozostawia złudzeń co do trudnych spraw polskiej polityki.
Zapraszamy do naszej Księgarni Internetowej po miesięcznik WPIS - egzemplarze pojedyncze lub prenumerata - tradycyjnie albo elektronicznie:

Prenumerata elektroniczna WPiSu na drugie półrocze 2025 roku (5 numerów, w tym jeden podwójny)
Miesięcznik „Wpis” już od piętnastu lat pozostaje wierny swym założeniom i przedstawia Czytelnikom podstawowe wartości, a więc wiarę, patriotyzm i sztukę.
Publikują u nas tak znakomici autorzy, jak m.in.: Adam Bujak, ks. prof. Waldemar Chrostowski, Leszek Długosz, prof. Ryszard Kantor, dr Marek Klecel, ks. prof. Janusz Królikowski, prof. Grzegorz Kucharczyk, dr Monika Makowska, prof. Aleksander Nalaskowski, prof.

Prenumerata miesięcznika WPIS na rok 2025. Wydanie drukowane
Miesięcznik „Wpis” już od piętnastu lat pozostaje wierny swym założeniom i przedstawia Czytelnikom podstawowe wartości, a więc wiarę, patriotyzm i sztukę.
Publikują u nas tak znakomici autorzy, jak m.in.: Adam Bujak, ks. prof. Waldemar Chrostowski, Leszek Długosz, prof. Ryszard Kantor, dr Marek Klecel, ks. prof. Janusz Królikowski, prof. Grzegorz Kucharczyk, dr Monika Makowska, prof. Aleksander Nalaskowski, prof.

Prenumerata miesięcznika WPiS na cały 2025 rok - wydanie drukowane + wydanie elektroniczne
Miesięcznik „Wpis” już od piętnastu lat pozostaje wierny swym założeniom i przedstawia Czytelnikom podstawowe wartości, a więc wiarę, patriotyzm i sztukę.
Publikują u nas tak znakomici autorzy, jak m.in.: Adam Bujak, ks. prof. Waldemar Chrostowski, Leszek Długosz, prof. Ryszard Kantor, dr Marek Klecel, ks. prof. Janusz Królikowski, prof. Grzegorz Kucharczyk, dr Monika Makowska, prof. Aleksander Nalaskowski, prof.

WPIS 07-08/2025
Nowy, podwójny, wakacyjny numer Waszego ulubionego miesięcznika już w sprzedaży! Jak każdego miesiąca prezentujemy dla Was na łamach „Wpisu” całą serię felietonów na aktualne tematy, rozmowy z wybitnymi specjalistami z rozmaitych dziedzin, a także artykuły powiązane z aktualnymi rocznicami historycznymi i frapujące reportaże. Znany z ciętego pióra i ostrych sądów Leszek Sosnowski i tym razem nie pozostawia złudzeń co do trudnych spraw polskiej polityki.




Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.