Pisarz Tolkien – pomocnik w akcie Stworzenia
J.R.R. Tolkien. Fot. Wikimedia Wybitny angielski pisarz John Ronald Reuel Tolkien (1892-1973), prekursor literatury fantasy, a przy tym gorliwy katolik, przez niektórych nawet wskazywany jako kandydat na ołtarze, intryguje wielu po dziś dzień. Niniejszy artykuł nie będzie miał na celu przybliżenia jego najważniejszych dzieł – „Hobbita”, „Władcy Pierścieni” czy „Silmarillionu”, bo te wydawane były, także w Polsce, w ogromnych nakładach, a z literatury przedmiotu dałoby się uzbierać niemałą bibliotekę. Chciałbym skupić się na kilku cechach jego pisarstwa.
Daleką drogę przeszła myśl Tolkiena do momentu, kiedy osiągnęła dojrzałą wersję. Nie powiem: ostateczną, gdyż dzieła fundujące świat Śródziemia, takie jak słynny „Silmarillion”, zostały przygotowane do wydania dopiero po śmierci pisarza przez jego syna, Christophera Tolkiena. Na początku był język, co nie jest zdumiewające – zwłaszcza w przypadku filologa. Tolkien, aby jak najdokładniej i w sposób całościowy wykreować świat mający pozory wiarygodności, najpierw prowadził eksperymenty z różnymi językami. Na ich podstawie stworzył m.in. języki elfów – quenya i sindarin. Dopiero najstarsze warstwy morfologiczne i znaczeniowe obecne w rdzeniach językowych stworzyły wrażenie głębi świata, do którego teraz można było dopasować mitologię i historię. Zostało to zradykalizowane w twierdzeniu samego Tolkiena, który w listach podkreślał, że jego opowieści są tak naprawdę dodatkiem do tego, co najważniejsze: „Podstawą jest wymyślenie języków (…) To ‘opowieści’ powstały, by stworzyć świat dla tych języków, a nie odwrotnie”.
Został więc tym samym stworzony świat, który wedle teorii estetycznej Tolkiena, zaczerpniętej od angielskiego poety Samuela Taylora Coleridge’a, wręcz skłaniał do „zawieszenia niewiary”. Stwarzał też pozory istnienia wykreowanego uniwersum, rządzącego się spójnymi prawami i mającego własną głębię. Z wyjątkiem „Hobbita”, który w zamyśle był książką dla dzieci, czytający ma wrażenie, że to nie akcja utworu jest najważniejsza, bo ona jest zaledwie pretekstem do ukazania dziejów przedstawionego świata. To dlatego tak dokładnie opisane są zadziwiające miejsca i osoby, przywoływane są pieśni śpiewane przed latami, barwnie przedstawione są zwyczaje i mentalność zamieszkujących Śródziemie ludów i ras. To dlatego wreszcie sporządzone zostały bogate dodatki do książki w postaci tablic chronologicznych, map i innych informacji niezbędnych dla wyjaśnienia fabuły. Świat przedstawiony miał żyć własnym życiem, a nie być tylko pustym zestawem dydaktycznych rekwizytów.
Każdy, kto choć trochę zna twórczość wybitnego Anglika, przywoła w tym momencie wyrażoną przez niego w przedmowie do „Władcy Pierścieni” niechęć do alegorii: „Wolę historię, prawdziwą lub fikcyjną, dającą czytelnikowi możliwość różnych skojarzeń na miarę jego umysłowości i doświadczeń. Zachowuje on w takim przypadku pełną swobodę wyboru, podczas gdy w alegorii autor świadomie narzuca swoją koncepcję”. Słowa te brzmią niczym element programu literackiego. Tolkien nie był na szczęście w tym względzie sztywnym dogmatykiem, a przede wszystkim, oczywiście, nie negował znaczenia alegorii jako powszechnie używanego klucza interpretacyjnego. W jednym z listów pisał: „Każda próba wyjaśnienia sensu mitu czy baśni musi posługiwać się językiem alegorycznym (i, oczywiście, im więcej opowieść ma ‘życia’, tym bardziej będzie podatna na alegoryczne interpretacje; podczas gdy im lepiej będzie zrobiona zamierzona alegoria, tym bardziej będzie do przyjęcia jako zwykła opowieść)”.
Tak czy inaczej, J.R.R. Tolkien nie był zwolennikiem tego zabiegu stylistycznego w swoich dziełach oraz nie tolerował go zbytnio także u swoich kolegów po piórze. To dlatego skrytykowany został przez niego m.in. Clive Staples Lewis, który miał na pewno mniej subtelne podejście do tworzenia fabuły oraz kreślenia cech swoich bohaterów. Jednak również i ten autor żywił na niwie teoretycznej przekonanie o niepełnowartościowym statusie alegorii. W swojej pracy pt. „Alegoria miłości”, poświęconej średniowiecznej poezji miłosnej, ciekawie zaprezentował różnicę pomiędzy alegorią a symbolem: „Twórca alegorii porzuca to, co dane – swoje uczucia – by mówić o czymś, co uznaje za mniej rzeczywiste, czyli o pewnej fikcji. Symbolista porzuca to, co dane, by odkryć to, co bardziej rzeczywiste. By przedstawić tę różnicę jeszcze inaczej, można powiedzieć, że dla symbolisty to my jesteśmy alegorią”. (...)
Jest to tylko fragment artykułu Jacka Ożoga poświęcony wybitnemu angielskiemu pisarzowi. Do zapoznania się z całością zapraszamy na łamach miesięcznika „Wpis” nr 135 ze stycznia 2022 r.

Świat Apostołów
Po trylogii „Świat Chrystusa” doczekaliśmy się dopełnienia serii poprzez opowieść o działalności pierwszych siewców naszej wiary – Apostołów.
Zgodnie z poleceniem Zbawiciela rozeszli się oni po Jego śmierci po krańce Ziemi. Tak też prowadzi nas Autor; od dalekich Chin po Galię i Irlandię, koncentrując się rzecz jasna na starożytnym Rzymie.

Świętości, upadki i nawrócenia. Historia chrześcijaństwa. Tom 1 Od narodzin Jezusa do upadku Konstantynopola wyd. 2022
Żeby mieć argumenty, trzeba posiąść wiedzę. Żeby skutecznie bronić Kościół, trzeba poznać jego historię. Najlepiej taką, która wyszła spod pióra wybitnego pisarza i przekonanego wyznawcy, a nie zdeklarowanego lub zamaskowanego wroga. Ten ostatni bowiem zawsze będzie posługiwał się manipulacją, udając „obiektywnego” badacza w celu siania wątpliwości.

Świętości, upadki i nawrócenia. Historia chrześcijaństwa. Tom 2 Od XVI do XXI wieku wyd. 2022
Drugi, ostatni tom bestsellerowej serii „Historia chrześcijaństwa. Świętości, upadki i nawrócenia”. Książka rzetelna, napisana ze znawstwem przez wybitnego historyka prof. Wojciecha Roszkowskiego. Świetnie się czyta, niemal jak opowieść o niezwykłych przygodach.

Wspaniałość chrześcijaństwa
Jak żyć bez wiary w Boga? Niektórzy próbują, ale zwłaszcza w naszych czasach niespotykanego zamętu pojęć oznacza to tylko pogłębienie wewnętrznego chaosu człowieka. Autor pisze wprost: „żyjemy w cywilizacji skupionych na sobie konsumentów, którzy za pomocą zgiełku i rozrywki usiłują zagłuszyć w sobie dojmujący brak sensu życia”. Ks. prof.




Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.