Nikt nie ma prawa handlować honorem i godnością Polski. Niezwykła historia życia generała Władysława Andersa
Gen. Władysław Anders na pobojowisku pod Monte Cassino. Fot. NAC 82 lata temu II Korpus Polski pod dowództwem gen. Władysława Andersa dokonał niemożliwego, zdobywając silnie obsadzone przez Niemców Monte Cassino z ruinami klasztoru, tym samym otwierając aliantom drogę do Rzymu. Przypomnijmy szlak bojowy – od Września ’39 aż po ziemię włoską – niezłomnego dowódcy II Korpusu, generała Andersa, który jak mało kto rozumiał prawdę, że „bez wygrania najpierw bitwy o serca żołnierskie żaden wódz nie wygrał jeszcze bitew na polu walki”...
Nikt nie ma prawa handlować honorem i godnością Polski. Niezwykła historia życia generała Władysława Andersa
Dr Monika Makowska
Po wrześniowej obronie, wsławionej niesłychanym bohaterstwem żołnierza polskiego, Rzeczpospolita padła, dostając się pod władzę zbrodniczych dyktatur III Rzeszy i Rosji Sowieckiej. Generał Władysław Anders, dowódca Nowogródzkiej Brygady Kawalerii, wchodzącej w skład Armii „Modlin”, przeszedł szlak bojowy od Lidzbarku aż po granicę rumuńską. Był kilkakrotnie ranny w licznych starciach z Wehrmachtem i z Armią Czerwoną. Kiedy stało się jasnym, że przebicie się z bronią w ręku przez zajęte przez Sowietów tereny jest niemożliwe, postanowił podzielić swoje oddziały na mniejsze grupy, aby umożliwić żołnierzom przedarcie się na Węgry. Ukrywając się przed patrolującymi przygraniczne lasy radzieckimi „bojcami”, coraz bardziej osłabiony odniesionymi ranami, wydał rozkaz swoim podwładnym, aby go zostawili i próbowali sforsować granicę. Niedługo później wraz z dwoma oficerami, którzy nie chcieli go porzucić, wpadł w ręce Sowietów. Przewieziony pod silną eskortą do Starego Sambora, później zaś do Lwowa, otrzymał od radzieckiego komendanta miasta gen. Iwanowa... propozycję wstąpienia do Armii Czerwonej w stopniu komandarma, bowiem jego talenty dowódcze były dobrze znane agresorom. Pozostał jednak nieugięty wobec sowieckich żądań. Uniknął wówczas osadzenia w obozie jenieckim jedynie dzięki... awarii samochodu, którym uzbrojeni enkawudziści już wywozili go ze Lwowa, co miało miejsce dokładnie 2 X, w święto Aniołów Stróżów... Po przejściowym pobycie we lwowskim szpitalu (oczywiście pod kontrolą władz radzieckich) generał trafił do owianego już wówczas grozą gmachu NKWD przy ul. Pełczyńskiej (dziś: Wytowśkoho). Dowiedział się tam, iż jest „aresztowany za najbardziej istotne i groźne przewinienia wobec Związku Sowieckiego i że może go uratować jedynie wstąpienie do Armii Czerwonej”. I tym razem odmówił, zatem umieszczono go we lwowskim więzieniu dla pospolitych przestępców, urządzonym w dawnym budynku klasztoru sióstr Brygidek. Dla niezłomnego obrońcy polskości rozpoczął się czas niewyobrażalnych cierpień…
Więziony, bity i poniżany przez Sowietów
Enkawudziści „zachowywali się z całą brutalnością. (...) Byłem silnie potłuczony i poraniony. Cudem nie połamałem rąk i nóg. (...) Wepchnięto mnie do małego pokoiku z rozwalonym piecem, zakratowanym oknem bez szyb. Nie dano mi mojego ubrania. Miałem na sobie tylko cienki drelich. Zima tego roku [grudzień 1939-styczeń 1940] była wyjątkowo sroga. Mróz przekraczał 30ºC”, pisał generał, wspominając, iż nabawił się bolesnych odmrożeń, a niewyleczone rany z kampanii wrześniowej zaczęły ropieć, bowiem nie dopuszczono do niego lekarza. Był też regularnie bity i głodzony przez sowieckich oprawców. Z Brygidek przewieziono go 29 II 1940 r. stołypinką do Moskwy, gdzie został osadzony w słynnym więzieniu na Łubiance. Podczas przeprowadzanej z całą właściwą NKWD bezwzględnością rewizji osobistej doszło do wydarzenia, które generał zapamiętał do końca życia. Jeden z oprawców znalazł bowiem przy nim medalik z Matką Bożą Częstochowską, a Jej widok doprowadził enkawudzistów do wściekłości: „zbierają się w kilkunastu nad medalikiem – pisał generał, „śmiech grubiański i: – ‘No, zobaczymy, czy ci ta k... pomoże w sowieckim więzieniu’. Medalik rzucony na ziemię i zdeptany nogą. Do dziś dnia nie mogę się otrząsnąć z wrażenia. Później, w więzieniu często śnił mi się ten medalik. Często widziałem twarzyczkę Matki Częstochowskiej, najczęściej podobną do św. Teresy. Czułem Jej ciągłą opiekę nad sobą. Im więcej słyszałem koło siebie śmiechu bezbożników, tym głębiej utrwalała się wiara w Boga. Dodawała mi siły do zwalczania słabości ludzkich w tych ciężkich dla mnie chwilach”. Generał nie pamiętał dokładnej daty tego traumatycznego wydarzenia, niemniej jednak całkiem możliwe, iż miało ono miejsce ok. 5 marca 1940 r. Tego właśnie dnia Stalin wydał słynny rozkaz o rozstrzelaniu polskich oficerów przetrzymywanych w obozach w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie...
W więzieniu na moskiewskiej Łubiance warunki sanitarne i żywieniowe były znośniejsze niż we lwowskich Brygidkach, niemniej jednak przeciwko generałowi Andersowi nadal toczyło się śledztwo. Wiązało się to z wielogodzinnymi wyczerpującymi przesłuchaniami, podczas których uporczywie powtarzały się propozycje wstąpienia do Armii Czerwonej. Grożono też polskiemu bohaterowi wysłaniem do więzień, w których zeznania i decyzje wymuszano wyjątkowo sadystycznymi torturami, bowiem „NKWD nigdy się nie myli...”. Nic dziwnego; Stalin, obawiając się konfliktu zbrojnego z Niemcami, wszelkimi środkami starał się pozyskać utalentowanego dowódcę dla swoich celów. Generał i tym razem pozostał nieugięty. Co więcej, od jednego z polskich towarzyszy niedoli, przewiezionego na Łubiankę z obozu w Starobielsku, dowiedział się, iż od marca 1940 r. Sowieci partiami wywozili oficerów w nieznanym kierunku... Natomiast rosyjscy współwięźniowie, często komuniści, a nawet zdegradowani oficerowie NKWD (!) opowiedzieli mu o szokujących warunkach bytowania zesłańców w łagrach, zwłaszcza w okolicach owianej grozą Kołymy, „z której nikt nie wracał”. Katorżnicza praca „ku chwale Sowieckogo Sojuza” w połączeniu z zabójczym syberyjskim klimatem każdego dnia pochłaniała tysiące ofiar. „Modliłem się o wojnę pomiędzy Niemcami a Rosją; Nie wierzyłem w możliwość odbudowania Polski, jeśli przyjaźń szakala z tygrysem będzie trwała”, wspominał generał.
I rzeczywiście, 22 VI 1941 r. Hitler dokonał inwazji na Związek Radziecki. W pierwszej fazie ofensywy na froncie wschodnim oddziały Wehrmachtu zadawały Armii Czerwonej druzgocące klęski, zajmując już w połowie lipca Smoleńsk i gwałtownie posuwając się ku Leningradowi. Fatalna sytuacja zmusiła Stalina do zawarcia sojuszu ze znienawidzoną Wielką Brytanią, a nawet do nawiązania rozmów z polskim rządem w Londynie, gdzie 30 VII doszło do podpisania układu politycznego pomiędzy Polską a ZSRR, znanego jako Układ Sikorski-Majski. Na jego mocy przywrócono zerwane w 1939 r. stosunki dyplomatyczne, unieważniono pakt Ribbentrop-Mołotow, zawarto sojusz przeciwko III Rzeszy, ogłoszono amnestię dla Polaków przebywających w więzieniach i łagrach, jak również po raz pierwszy zapowiedziano utworzenie armii polskiej na terenie ZSRR.
Będę walczył o Polskę
4 VIII generał Anders był wolny, o czym poinformowali go osobiście: szef NKWD Ławrientij Beria, główny wykonawca stalinowskich zbrodni, oraz jego zastępca Wsiewołod Mierkułow. Od nich także generał dowiedział się, iż na mocy układu Sikorski-Majski Rząd Polski w Londynie (za zgodą władz sowieckich) mianował go dowódcą mającej powstać armii polskiej. „Opuściłem więzienie bez skarpetek, w koszuli i w kalesonach z pieczęcią ‘Więzienie wewnętrzne NKWD’, ale za to wyjechałem limuzyną samego szefa NKWD. Wydostałem się z gmachu NKWD po 20-miesięcznym więzieniu (...). Cudem odzyskałem wolność. Jeszcze kilka godzin przedtem byłem zwykłym więźniem Łubianki. Obecnie nie tylko jestem wolny, ale będę dowódcą armii polskiej, którą mam tworzyć w ZSRR. Będę walczył o Polskę!”, wspominał generał. 14 VIII 1941 r. została zawarta polsko-sowiecka umowa wojskowa, według której „Armia polska [ma być] zorganizowana w najkrótszym czasie na terytorium ZSRR, przy czym będzie ona stanowiła część sił zbrojnych suwerennej Rzeczypospolitej Polskiej”. Tego samego dnia w bunkrze głodowym w Auschwitz poniósł męczeńską śmierć ojciec Maksymilian Kolbe, dobity przez niemieckiego oprawcę zastrzykiem kwasu karbolowego...
W Buzułuku, wyznaczonym na siedzibę sztabu powstającej armii, generał Anders po raz pierwszy od 1939 r. zobaczył polską flagę, powiewającą nad jego kwaterą; był to jedyny murowany budynek w okolicy... Początki były ekstremalnie trudne, bowiem władze sowieckie nie wywiązywały się z zobowiązań dotyczących zaopatrzenia. Niemożliwością było nawet zapewnienie napływającym z łagrów i więzień ochotnikom dachu nad głową, nie mówiąc już nic o głodowych racjach żywnościowych oraz o braku bielizny, mundurów i butów, które miała zapewnić dzięki staraniom generała Sikorskiego armia brytyjska... 14 IX 1941 r. w święto Podwyższenia Krzyża Świętego wódz po raz pierwszy spotkał się ze swoimi żołnierzami w bazie powstającej 6. dywizji piechoty II Korpusu. Razem uczestniczyli w pierwszej od wielu lat Mszy świętej... Nie dało się opisać wzruszenia generała i jego podwładnych, którzy przebyli tysiące kilometrów z rozmieszczonych po całej „nieludzkiej ziemi” łagrów, aby dotrzeć tam, gdzie miało powstać Wojsko Polskie. Głód, zimno i katorżnicza praca tragicznie odbiły się na ich zdrowiu. I właśnie wówczas dała o sobie znać nieprawdopodobna siła polskiego ducha, bowiem ci odziani w strzępy polskich mundurów wycieńczeni łagiernicy zorganizowali... paradę wojskową, wprowadzając w stan prawdziwego osłupienia towarzyszących generałowi sowieckich oficjeli. „Pierwszy i daj Boże ostatni raz w życiu przyjąłem defiladę żołnierzy bez butów” – pisał generał. „Uparli się, że chcą maszerować. Chcą pokazać bolszewikom, że bosymi, poranionymi nogami potrafią na piasku wybić takt wojskowy jako początek swego marszu do Polski”... O tym, jak wielką estymą cieszył się wódz wśród swoich żołnierzy, świadczą wspomnienia jednego z nich: „zbliża się On. Nasz dowódca, który ma nas poprowadzić do walki i do zwycięstw, do wolnej Polski. Jest z nas – też przeszedł katusze więzienia. Generał dywizji Władysław Anders idzie wolno opierając się na lasce (...) każdemu patrzy głęboko w oczy. Jakby chciał w nich wyczytać, czy może na nas liczyć, czy nie zawiedziemy jego zaufania, czy pójdziemy ochoczo na bój, który nas czeka”.
Niestety, mimo ogłoszonej amnestii setki tysięcy zwolnionych z łagrów Polaków nie docierały do baz. Sowieci zawracali bowiem całe transporty pod pozorem braku miejsc, wielu też jeńców nadal pozostawało przetrzymywanych w obozach. Warunki bytowe żołnierzy były coraz trudniejsze; zmniejszono racje żywnościowe, nie została także dostarczona odpowiednia ilość broni. Stało się jasnym, iż ZSRR łamie postanowienia układu. 3 XII 1941 r. generał Anders wraz z przybyłym z Londynu generałem Sikorskim udał się do Moskwy, gdzie na Kremlu doszło do historycznego spotkania ze Stalinem. Naczelny Wódz Polskich Sił Zbrojnych, poinformowany przez generała Andersa o sprawie zaginionych polskich oficerów z obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie, upomniał się o nich przed zbrodniczym dyktatorem. Ten jednak skłamał, iż zbiegli oni do Mandżurii. Przerażająca prawda o wymordowaniu ich przez sowieckich zbirów miała ujrzeć światło dzienne dopiero 12 IV 1943 r. Tego dnia rozgłośnie niemieckie podały do wiadomości publicznej szokującą wiadomość o odkryciu masowych grobów polskich oficerów na terenach zajętych przez Wehrmacht. W odpowiedzi sowiecka propaganda przypisała tę zbrodnię „niemiecko-faszystowskim szubrawcom”. Tymczasem podczas pierwszego spotkania ze Stalinem na Kremlu generał Anders po raz pierwszy poruszył kwestię wyjścia swojej armii z ZSRR na południe do Iranu; żołnierzom miały także towarzyszyć ich rodziny, kobiety i dzieci, dla których było to jedynym ratunkiem. Stalin, licząc na wykorzystanie Armii Polskiej przeciwko Wehrmachtowi, początkowo nie chciał się zgodzić. Decyzję o pozbyciu się „niewygodnych sojuszników” ze swojego terytorium podjął dopiero na początku lipca 1942 r. po porozumieniu się z Winstonem Churchillem, dla którego Armia Polska stanowiła cenny potencjał dla ochrony pól naftowych na terenach kontrolowanych przez Wielką Brytanię. Niemały wpływ na decyzję Stalina miało też ustabilizowanie się frontu na zachodzie ZSRR i atak Japonii na Stany Zjednoczone. W nocy z 7 na 8 VII 1942 r. generał Anders otrzymał depeszę podpułkownika NKWD Tiszkowa z informacją o podjętych na Kremlu decyzjach. Dla tysięcy Polaków z armii niezłomnego generała rozpoczęła się upragniona ewakuacja z „nieludzkiej ziemi”.
„Opuszczam Rosję Sowiecką i zdaję sobie sprawę, że zaczyna się dla nas wszystkich nowy rozdział życia” – wspominał generał. „Dość popatrzeć na te 115 tys. ludzi wychodzących, starych, młodych, dzieci, zdrowych i chorych, częściowo umierających z wycieńczenia. Gdy ich zapytać, nie znajdzie się ani jednego, naprawdę ani jednego, który by nie odpowiedział: Bóg nas uratował z domu niewoli”. W maju 1942 r. armia dotarła na tereny Persji (Iran), gdzie Polacy doświadczyli wielkiej życzliwości szacha Mohammeda Rezy Pahlawiego i miejscowej ludności, otrzymali też nowe tropikalne mundury i broń od Brytyjczyków. W następnym etapie bazy przeniesiono do Iraku, bowiem Anglicy brali pod uwagę użycie armii polskiej w razie ewentualnej inwazji niemieckiej. Tam też do II Korpusu dołączyła wsławiona zdobyciem Tobruku Brygada Strzelców Karpackich. Wśród gorących piasków pustyni rozpoczęły się intensywne szkolenia polskich oddziałów. Niestety, także i tam pozostały polskie groby, bowiem tropikalna malaria zbierała śmiertelne żniwo wśród osłabionych ekstremalnymi doświadczeniami żołnierzy...Wszyscy jednak pragnęli jak najszybciej włączyć się do walki, wiedzieli bowiem że bez pokonania III Rzeszy nie będzie wolnej Polski.
25 IV 1943 r. ZSRR zerwał dyplomatyczne stosunki z Polską. Pretekstem było zwrócenie się przez rząd RP w Londynie do Międzynarodowego Czerwonego Krzyża w sprawie wyjaśnienia zbrodni katyńskiej, co wywołało niepohamowaną wściekłość Stalina. Sytuacja polityczna Polski uległa znacznemu pogorszeniu, jako że zarówno Wielka Brytania, jak i Stany Zjednoczone prowadziły coraz bardziej ugodową politykę wobec ZSRR. Zwycięstwo pod Stalingradem (luty 1943 r.) podniosło bowiem w oczach aliantów prestiż Stalina jako cennego sojusznika w walce z Niemcami, zatem prawda o Katyniu i o wielu innych jego zbrodniach była dla Brytyjczyków sprzeczna z ich interesami politycznymi. W maju 1943 r. Naczelny Wódz po raz ostatni spotkał się z generałem Andersem w Kairze, po czym odwiedził także żołnierzy II Korpusu w jednej z baz w Kirkuku. „Wyglądacie i maszerujecie jak gwardia, jestem przekonany, że tak samo będziecie się bić”, powiedział generał Sikorski po przyjęciu defilady 15. Pułku Ułanów. Podczas rozmowy z generałem Andersem Naczelny Wódz, przekonany już ostatecznie o śmiertelnym niebezpieczeństwie, jakim dla Polski byłaby zwycięska pozycja ZSRR, wyraził wolę wywarcia odpowiedniego nacisku na Churchilla w sprawie Polski, aby nie dopuścić do zrealizowania żądań Rosji sowieckiej. W drodze powrotnej do Londynu, 4 VII 1943 r. samolot z generałem Sikorskim na pokładzie tuż po starcie runął w wody Cieśniny Gibraltarskiej. „Zostaliśmy do głębi poruszeni wiadomością o tragedii w Gibraltarze. Całe wojsko było przygnębione. Osobiście odczułem śmierć Naczelnego Wodza niezmiernie silnie. Żaden z Polaków nie miał u sojuszników takiego autorytetu jak generał Sikorski. Przypuszczam, że gdyby nie katastrofa na Gibraltarze, sprawa polska w dalszym przebiegu wojny kształtowałaby się inaczej”, pisał generał Anders.
22 II 1944 r. Churchill na posiedzeniu Izby Gmin podał do wiadomości publicznej, iż podczas konferencji w Teheranie Wielka Brytania przystała na żądania Stalina w sprawie Polski: „nie gwarantowaliśmy żadnej określonej linii granicznej Polski. (…) Brytyjskie poglądy w r. 1919 znalazły wyraz w tzw. linii Curzona [która nigdy nie była linią graniczną – przyp. MM]. Oswobodzenie Polski może być obecnie osiągnięte przez armie rosyjskie. (…) Marszałek Stalin i ja osiągnęliśmy zgodę, by Polska uzyskała odszkodowanie kosztem Niemiec zarówno na północy, jak na zachodzie”… W czasie, kiedy premier Wielkiej Brytanii wygłaszał te słowa trwały już ciężkie starcia dywizji alianckich (amerykańskich, nowozelandzkich i hinduskich) z Niemcami w rejonie Monte Cassino… „Odczuwaliśmy głęboko krzywdę, która nas spotkała. Pierwszy raz zaufanie do Wielkiej Brytanii zostało poderwane i zachwiane. Jasne jednak było dla mnie, że musimy walczyć dalej, gdyż bez pobicia Niemców nie będzie Polski”, wspominał generał. Już niedługo wódz i jego armia mieli dokonać dzieła, które rozsławiło na całym świecie chwałę oręża polskiego, bowiem jeszcze w grudniu 1943 r. zapadła decyzja o przerzuceniu II Korpusu na front włoski.
Ostatnim etapem przed przetransportowaniem armii polskiej do Italii była Palestyna. Trwały tam nadal intensywne szkolenia, jednak wielu żołnierzom udało się odwiedzić miejsca związane z życiem i śmiercią Zbawiciela. Boże Narodzenie 1943 r. generał Anders spędził wraz ze swoimi żołnierzami w Betlejem, gdzie uczestniczył w pasterce… Dla wielu Polaków, którzy przeżyli piekło łagrów, pobyt w Ziemi Świętej był niezwykłą okazją do podziękowania Bogu za ocalenie. Pamiątką pobytu armii generała Andersa na ziemi uświęconej ziemską obecnością Syna Bożego jest odnowiona przez nich III Stacja Drogi Krzyżowej. W osobliwy sposób połączyło się cierpienie Zbawiciela z polską golgotą…
„I sztandar swój biało-czerwony zatknęli na gruzach wśród chmur”...
„Nadeszła chwila bitwy (…). Obok nas walczyć będą dywizje brytyjskie, amerykańskie, kanadyjskie, nowozelandzkie, walczyć będą Francuzi, Włosi oraz dywizje hinduskie. Zadanie, które nam przypadło, rozsławi na cały świat imię żołnierza polskiego. W chwilach tych będą z nami myśli i serca całego narodu… Z wiarą w sprawiedliwość Opatrzności Boskiej idziemy naprzód ze świętym hasłem w sercach naszych: Bóg, Honor i Ojczyzna” – brzmiał rozkaz generała Andersa wydany na dzień przed rozpoczęciem bitwy. To właśnie II Korpusowi Polskiemu w tej skoordynowanej operacji aliantów przypadło zadanie zdobycia obsadzonego silną załogą niemiecką Monte Cassino – wzgórza, na którym mieścił się prastary klasztor założony przez świętego Benedykta, obrócony obecnie w gruzy w wyniku amerykańskiego bombardowania… Z tych ruin Niemcy uczynili „twierdzę nie do zdobycia”, od miesięcy uniemożliwiającą aliantom marsz na Rzym. Istotnie, każda z towarzyszących Polakom w tej bitwie armii bezskutecznie próbowała zdobyć Monte Cassino, ponosząc znaczne straty. Polskie dywizje generała Andersa podjęły ekstremalnie trudne natarcie na znakomicie rozmieszczone niemieckie pozycie strzeleckie, atakując pod górę i ciągnąc za sobą broń pod huraganowym ostrzałem nieprzyjaciela. Poszły w ogień m.in. 3 bataliony strzelców karpackich, 2 wileńskie bataliony strzelców, 5. kresowa dywizja piechoty… Przez 7 dni II Korpus Polski dokonywał cudów waleczności, ponosząc ciężkie straty, aż w końcu ci, którzy przeszli piekło łagrów, „wdarli się na szczyt, z którego inni spadli”. 18 V 1944 r. o godz. 10.20. 12. Pułk Ułanów zatknął biało-czerwony sztandar na ruinach klasztoru, a plutonowy Emil Czech z 3. batalionu saperów 3. Dywizji Strzelców Karpackich odegrał na trąbce hejnał mariacki. „Bóg dał zwycięstwo” napisał generał Anders w depeszy do Naczelnego Wodza, generała Sosnkowskiego. Bitwa o Monte Cassino przeszła do legendy jako symbol bohaterstwa i poświęcenia żołnierza polskiego.
Głęboka krzywda
Jako pierwszy wyraził uznanie dla polskiej waleczności dowodzący całością alianckiej operacji militarnej generał Leese, który oświadczył korespondentom zagranicznym, iż zdobycie Monte Cassino jest wyłącznym dziełem Polaków. Niedługo później generał Alexander przekazał generałowi Andersowi gratulacje od króla Jerzego VI i dokonał w imieniu monarchy dekoracji polskiego dowódcy Orderem Łaźni. W czerwcu papież Pius XII przyjął zwycięzcę spod Monte Cassino na prywatnej audiencji, udzielając mu błogosławieństwa. Generał Anders wręczył wówczas Namiestnikowi Chrystusa laskę opata klasztoru odnalezioną przez polskich żołnierzy w ruinach. „Ojciec Święty mówił z najgorętszym uczuciem o narodzie polskim, a jednocześnie nie ukrywał wielkiego niepokoju o jego przyszłość”, pisał generał. Rzecz jasna, szlak bojowy jego armii nie był zakończony: żołnierze II Korpusu wzięli jeszcze bowiem udział w walkach o Anconę i Loreto. W tym ostatnim mieście ocalili Bazylikę z Domkiem Najświętszej Marii Panny od pożaru.
Włoska kampania armii generała Andersa i Powstanie Warszawskie zapisały chlubne karty polskiego bohaterstwa z czasów II Wojny Światowej, jednak niestety nie uratowały Polski przed tragicznym losem przypieczętowanym na konferencjach w Jałcie i w Poczdamie. Do rangi symbolu cynizmu politycznego brytyjskiego „sojusznika” przeszły słowa Churchilla skierowane do generała Andersa 21 II 1945 r., niedługo przed objęciem przez niego funkcji Naczelnego Wodza: „Mamy dzisiaj dosyć wojska i waszej pomocy nie potrzebujemy. Może Pan swoje oddziały zabrać. Obejdziemy się bez nich”. Niezłomnemu generałowi nie dane było już nigdy więcej zobaczyć Ojczyzny, o którą walczył, bowiem 26 września 1946 r. narzucone przez Moskwę władze Polski odebrały mu stopień generała i polskie obywatelstwo, uważając go za „sztandarową postać wrogiej emigracji”. Dla polskich patriotów pozostał na zawsze symbolem chwały i tragicznego losu żołnierza polskiego walczącego o wolność i suwerenność ojczyzny. Generał Władysław Anders odszedł na wieczną wartę do Pana w Londynie 12 V 1970 r. Zgodnie z ostatnią wolą został pochowany na cmentarzu polskim pod Monte Cassino wśród swoich żołnierzy.
Jest to jedynie fragment artykułu dr Moniki Makowskiej opublikowanego w miesięczniku „Wpis” nr 5 (115) z 2020 r. Zapraszamy do zapoznania się z całością na łamach „Wpisu”

WPIS 05/2020 (e-wydanie)
Ukazał się już najnowszy, majowy numer „Wpisu”. Jak każdego miesiąca przygotowaliśmy dla Państwa serię znakomitych reportaży na bieżące tematy, jak również wyselekcjonowany zbiór artykułów historycznych powiązanych z aktualnymi rocznicami. W związku ze 100-leciem urodzin Jana Pawła II nie mogło zabraknąć tekstów poświęconych jednemu z najbardziej rozpoznawalnych na świecie polskich świętych.

Prenumerata miesięcznika WPiS na cały 2024 rok - wydanie drukowane + wydanie elektroniczne
Roczna prenumerata papierowej i elektronicznej wersji miesięcznika WPIS - najciekawszy i najbogatszy miesięcznik na rynku co miesiąc w Twojej skrzynce pocztowej i jednocześnie na Twojej skrzynce mailowej!
Najbogatszy – z uwagi na bogactwo treści i tematów, wspaniałą fotografię i grafikę, wyjątkowe edytorstwo. „Wpis” czytają i rekomendują największe autorytety w naszym kraju! Do grona naszych autorów należą m.in. Adam Bujak, ks.




Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.