Niemieckie media jednym głosem: żadnych reparacji dla Polski, na szczęście rządzi Tusk!
Fot. Zrzut ekranu z Biały Kruk TV.
Żądanie prezydenta Karola Nawrockiego dotyczące zapłacenia reparacji bardzo Niemców zabolało. W niemieckich mediach od lewa do prawa widać i słychać dzisiaj reakcje, które podkreślają, że absolutnie nie wolno Polsce niczego wypłacić. Ale na tym nie koniec. Czołowe niemieckie media podają jednogłośnie, że na razie Niemcy nie muszą się martwić. Bo na szczęście rządzi Donald Tusk, przyjaciel Niemców, który nigdy o reparacje się nie upomni. Posłuchajcie.
Westerplatte. Święte miejsce polskiej pamięci. I właśnie stąd prezydent Karol Nawrocki mówi jasno: bez rozliczenia reparacji nie będzie normalnych, partnerskich relacji Polski z Niemcami. I co słyszymy w odpowiedzi? Chór – od lewa do prawa – w niemieckich mediach. Zobaczcie to tutaj na załączonym filmie:
„Berliner Zeitung” uspokaja swych czytelników: żąda, owszem, Prezydent RP, ale „na szczęście” Donald Tusk o reparacjach nie mówi, a Niemcy uważają sprawę za „prawnie zamkniętą”. „Süddeutsche Zeitung” – ten sam refren. „Deutsche Welle” – te same akcenty: współpraca, jedność, a kwestia reparacji? Według Berlina dawno „uregulowana”. „Die Zeit” powtarza to jak mantrę i przypomina, że PRL miała rzekomo zrzec się roszczeń w 1953 r. Zgadza się jedno: to jest przekaz skoordynowany. A jeśli niemiecka prasa od skrajnej lewicy po establishment mówi jednym głosem – to znaczy, że temat naprawdę ich boli. Boją się, że wróci do gry na serio. Boją się, że gdy PiS – być może w sojuszu z Konfederacją – znów obejmie ster, sprawa reparacji wejdzie na najwyższy bieg.
Krótkie przypomnienie. Oficjalny przekaz rządu RFN od lat jest niezmienny: „sprawa reparacji jest prawnie zakończona”, a Polska „zrzekła się” roszczeń w 1953 r.; do tego „Traktat 2+4” z 1990 r. miał rzekomo domknąć wszystkie „sprawy wynikające z wojny”. Tak brzmi stanowisko przedstawiane przez kolejne rządy w Berlinie i powtarzane w zachodnich redakcjach.
Tymczasem w 2022 r. oficjalny raport strony polskiej oszacował nasze straty wojenne na ponad 6 bilionów złotych – i nie były to liczby „z kapelusza”, lecz wieloletni bilans zniszczeń ludzkich i materialnych. Rachunek był ostrożny, bo prawdziwe liczby są jeszcze wyższe, a w wielu wymiarach krzywda jest po prostu niewymierzalna. A Berlin to wszystko odrzucił. Bez powodu. Z wrodzoną butą i arogancją.
Warto więc w tym miejscu Niemcom powiedzieć kilka faktów.
Po pierwsze: słynny „akt z 1953 r.”. Po prawie siedemdziesięciu latach wiemy o nim coś więcej niż tylko to, co głosi propagandowa legenda. Był to dokument stworzony w realiach państwa satelickiego ZSRR, przyjmowany pod naciskiem, nieprzeprowadzony w trybie konstytucyjnym, a do tego – co najważniejsze – dotyczył faktycznie roszczeń wobec NRD, nie zaś całości potencjalnych roszczeń Polski wobec państwa niemieckiego jako takiego. Prawnicy – również na Zachodzie – od lat wskazują, że ważność tego „zrzeczenia” jest zerowa z punktu widzenia prawa międzynarodowego z uwagi na presję mocarstwa okupacyjnego, brak należytej formy, brak ratyfikacji i brak realnej suwerenności podmiotu składającego oświadczenie.
Po drugie: „Traktat 2+4”. Ten dokument uchodzi za rzekome „ostateczne uregulowanie” w sprawach niemieckich między RFN, NRD i czterema mocarstwami okupacyjnymi, czyli USA, Wielką Brytanią, Francją i Związkiem Radzieckim czy Rosją. Chyba od razu widzimy, że brakuje tu kogoś bardzo istotnego. Oczywiście, że nas! Polska nie była stroną tego traktatu. Czy jeżeli ja z sąsiadem ustalę, że drugi sąsiad ma nam oddać swój dom, to ma to jakąkolwiek moc prawną? Ano właśnie. Co więcej – nawet ten wadliwy dokument nie zawiera wyraźnego, jednoznacznego rozstrzygnięcia kwestii polskich roszczeń reparacyjnych. Stąd stanowisko poważnej części doktryny prawa międzynarodowego: traktat 2+4 nie mógł „po cichu” zamknąć sporów finansowych państw trzecich, które nie były stronami porozumienia. Innymi słowy – nie można domknąć Twoich spraw bez Ciebie. Nic o nas bez nas. My tę zasadę znamy już od ponad 500 lat, Niemcy dopiero muszą się jej nauczyć.
Niemcy straszliwie boją się dziś precedensu i sprawiedliwego rachunku. Jeżeli Polska skutecznie podniesie roszczenia, trzeba będzie odpisać nie tylko ogromne kwoty, lecz także uznać moralną i prawną odpowiedzialność wprost wobec państwa, które w 1939 r. zamierzano z mapy Europy po prostu wymazać, a polski naród unicestwić. Berlin wie też, że politycznie sprawa jest „palna”: jeśli Polacy odzyskają sprawczość, jeżeli polski rząd – niezależny od niemieckiej „narracji” – postawi sprawę twardo w Brukseli, w ONZ, w sądach i trybunałach, temat wróci na salony i do sal sądowych. A narracja „temat zamknięty, proszę się rozejść” po prostu się posypie. Stąd – to widać – nerwowość i skoordynowane artykuły w prasie, które oczerniają polską prawicę, a wychwalają Tuska jako lojalnego wykonawcę niemieckiej woli.
Wygląda na to, że Polska w osobie Karola Nawrockiego wreszcie ma polityka wagi ciężkiej, który nie będzie się cackał z Niemcami w tańcu. Wielkie słowa uznania należą się także Arkadiuszowi Mularczykowi oraz profesorowi Konradowi Wnękowi, którzy opracowali raport o polskich stratach wojennych. Raport stanowi niepodważalny argument.
A Westerplatte wciąż uczy nas kluczowych rzeczy: że liczą się odwaga, upór i prawda. Polska nie prosi o łaskę. Polska domaga się sprawiedliwości. To nie jest antyniemieckość – to jest normalność między równymi partnerami. To jest również normalność w stosunkach międzynarodowych. Niemcy wywołali i przegrali wojnę i dlatego muszą w końcu za to zapłacić. I właśnie dlatego ten temat wraca i wracać będzie – aż zostanie uczciwie podjęty przy stole.
Adam Sosnowski
Zapraszamy do naszej Księgarni Internetowej po książki o tym, jak traktowali i traktują nas Niemcy:

Auschwitz - Rezydencja śmierci
Unikalny dokument przedstawiający największy niemiecki obóz koncentracyjny, ośrodek męczeństwa i masowej zagłady setek tysięcy więźniów 30 narodowości. Bogaty materiał fotograficzny: znakomite, słynne już artystyczne fotografie Adama Bujaka zatrzymujące w czasie echa koszmaru oraz zdjęcia archiwalne z lat funkcjonowania obozu przedstawiające dramatyczny los deportowanych.

Rok 1939. Od beztroski do tragedii
Dla Polski rok 1939 był rokiem przedziwnym; przede wszystkim tragicznym, gdyż agresja na nasz kraj Niemiec dokonana 1 września, a następnie Związku Sowieckiego – 17 września spowodowała śmierć milionów rodaków jak również zamordowała prężnie rozwijającą się II Rzeczpospolitą. Ten straszny rok kojarzy nam się zatem głównie z początkiem II wojny światowej.

Pamięć Warszawy
Warszawa – dumna stolica naszego narodu nie miała łatwej historii, zwłaszcza w XX w. Równocześnie jednak Warszawa stała się symbolem niezłomnej polskiej niepodległości. Tu w 1918 r. siedzibę znalazły najwyższe polskie władze. Stąd grzmiały w 1939 r. słowa, że polski honor jest bezcenny, a mieszkańcy naszej stolicy powstali w 1944 r. przeciw okupantom, nie mogąc dłużej znieść zniewolenia.

Stolica niezłomna. Warszawa historyczna, patriotyczna, nowoczesna
Piękno, tradycja, patriotyzm, historia, rozmach, wiara – tymi słowami można określić Warszawę, jaka wyłania się z albumu „Stolica niezłomna”. Tej niezłomnej Warszawy nie pokazują nam warszawiacy – to spojrzenie krakowiaków – fotografa Adama Bujaka oraz wydawcy i grafika Leszka Sosnowskiego. Może dlatego właśnie widzimy stolicę zupełnie inną. Są tu obiekty niespotykane w innych albumach, jak np.

Obrońcy stolicy. Energetycy w Powstaniu Warszawskim
Historia Powstania Warszawskiego to historia tysięcy różnych bohaterów. Bez wątpienia należą do nich także ci mężczyźni i kobiety, których Michał Tomasz Wójciuk przedstawia na kartach tej książki, czyli energetycy stołecznej Elektrowni. 1 sierpnia 1944 r. zorganizowali oni brawurowy szturm na zakłady, dzięki którym Warszawa czerpała prąd.






Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.