Niech nam żyje sanitariuszka „Kuczarawa”! Urodzinowy wiwat dla kapitan Barbary Grocholskiej-Kurkowiak, bohaterki Powstania Warszawskiego!
Barbara Grocholska-Kurkowiak. Fot. BohaterON
Dziś 99 urodziny świętuje niezwykła osoba - Barbara Grocholska-Kurkowiak, niekwestionowana polska królowa tras alpejskich, która jako 17-letnia dziewczyna wzięła udział w Powstaniu Warszawskim. Sanitariuszka „Kuczarawa” z I Pułku Szwoleżerów nawet w najbardziej ekstremalnych warunkach powstańczej walki niosła pomoc rannym kolegom. Swoje 17 urodziny obchodziła na powstańczym Mokotowie – właśnie wówczas po raz pierwszy usłyszała jedną z ikonicznych pieśni, która miała się stać symbolem Powstania... Sanitariuszka „Kuczarawa” do dziś angażuje się zarówno w walkę o pamięć Powstania, jak i w promocję polskiego sportu. Jest także utalentowaną poetką. Prezentujemy fragment wywiadu, którego kpt Grocholska-Kurkowiak udzieliła dr Monice Makowskiej:
Pani Basiu, jak Pani zapamiętała ostatnie chwile przed Powstaniem i jego wybuch? W jaki sposób dotarła Pani na miejsce koncentracji 1. Pułku Szwoleżerów?
1 sierpnia rano przyjechała do Lasek na rowerze moja kuzynka Maryjka i powiedziała, że muszę natychmiast wracać do Warszawy, bo 1 sierpnia o 17.00 mamy stawić się w miejscu zbiórki – będzie Powstanie! Nie pamiętam już, w co się ubrałam i jak żegnałam się z mamą. Pojechałyśmy z Maryjką do Warszawy na jednym rowerze; ona prowadziła, ja siedziałam na ramie. Na miejsce zbiórki jechałyśmy 1 sierpnia rikszą; miałyśmy za zadanie przewieźć dość sporą paczkę. Nie wiem, co w niej było, prawdopodobnie broń. Maryjka, mój brat Mikołaj Tadeusz, moja ciocia, księżniczka Krystyna Światopełk-Czetwertyńska, i ja należeliśmy do 1. Pułku Szwoleżerów.
Dotarliśmy na ul. Przemysłową na Powiślu do fabryki Tłocznia na miejsce koncentracji. Był już nasz dowódca, por. Aleksander Leszek Tyszkiewicz, ps. „Góral”; 25-letni hrabia, ale już weteran września ‘39 i jeden z założycieli 1. Pułku Szwoleżerów w konspiracji. Bardzo go lubiliśmy, był niesłychanie odważny. Atmosfera wspaniała! Dostaliśmy biało-czerwone opaski, furażerki z orzełkami. Na ulicy też już było widać biało-czerwone flagi. Mieliśmy przygotowany w Tłoczni punkt sanitarny. Dokładnie o 17.00 por. „Góral” poprowadził pierwsze powstańcze natarcie na przedwojenne koszary szwoleżerów. Chłopcy, w tym mój brat, poszli do ataku przez stadion Legii. Niestety, natarcie załamało się pod niemieckim ogniem, bo w koszarach kwaterowała kawaleria SS; mieli ciężkie karabiny maszynowe. Dużo naszych zginęło, a ci, co ocaleli, musieli się wycofać. Pamiętam pierwszych rannych; zbiórka: „Sanitariuszki, baczność! Wyjście po rannych, na ochotnika, kto się zgłasza!”. Sekundę się zawahałam i wtedy jako pierwsze poszły moja kuzynka Maryjka i moja przyjaciółka Wanda Grzeszkowiak „Radziejowska”. Było mi okropnie głupio; zawsze się jednak człowiek przestraszy... Wniosły rannych. Było to niezapomniane wrażenie – przecież byli to koledzy, z którymi przed chwilą rozmawiałam, a teraz krwawią i potrzebują mojej pomocy! Pierwsze zetknięcie się z ranami, z krwią, tego nie da się zapomnieć, zwłaszcza że my, najmłodsze sanitariuszki, nie zdążyłyśmy już przejść praktyk w Szpitalu Maltańskim. Cięższymi przypadkami zajęli się nasz lekarz Janek Mizgier-Chojnacki i siostra Maryla Roszkowska, dyplomowana pielęgniarka. Nie mogę sobie przypomnieć, komu z kolegów udzielałam wtedy pomocy po raz pierwszy. Nocą przyszedł zmordowany po natarciu por. „Góral” i zarządził ewakuację; Niemcy napierali na nas, nie mogliśmy zostać w Tłoczni. Szłyśmy nocą, w potwornej ulewie, wśród grzmotów i piorunów oraz niemieckich kul. Tyłami ogródków Czerniakowskich przedarłyśmy się do Siekierek. Kiedy wystrzeliwały niemieckie rakiety, padał rozkaz „padnij!”. Padałyśmy prosto w błoto i tak całą noc, co najmniej kilkanaście razy. Dotarłyśmy do Siekierek. Jakaś kobieta przyniosła nam trochę wody, można było nieco zmyć to błoto. 2 sierpnia po południu rozkaz: „Wracamy do Warszawy!”. Miałyśmy przedzierać się na Mokotów po dwie; szłam nocą z Wandą Grzeszkowiak. Na Górny Mokotów dotarłyśmy chyba 3 sierpnia po południu. Tam też przedarła się część naszych szwoleżerów. Wtedy dowiedziałyśmy się, że nasza koleżanka Hania Ebrichówna, w której mieszkaniu odbywała się część zajęć z kursów sanitarnych, straciła narzeczonego. Poległ w natarciu na koszary.
Powstańczy los niejednej sanitariuszki. Jednak mimo tragedii osobistych nadal potrafiłyście nieść pomoc rannym, tym razem na powstańczym Mokotowie. Pełniłyście służbę w szpitalu sióstr elżbietanek?
Byłyśmy przydzielone do punktu opatrunkowego w piwnicach kamienicy przy ul. Malczewskiego, a do sióstr elżbietanek chodziłyśmy na dyżury. Naszą komendantką była Zofia Glińska; nazywałyśmy ją „Kukułką”, bo podrzucała nam rannych z innych oddziałów. Nasz punkt był prawie dokładnie na linii frontu – po jednej stronie ulicy Dworkowej byli Niemcy, a po drugiej nasi chłopcy. Przez jakieś trzy tygodnie pracowałyśmy przy rannych powstańcach. Przypadki były bardzo ciężkie, brakowało penicyliny. Często miałyśmy do czynienia z ofiarami zgorzeli gazowej – wtedy już nie było ratunku. Pomiędzy szpitalem sióstr elżbietanek a naszym punktem na Malczewskiego był na ul. Puławskiej wykopany rów łącznikowy. Pamiętam naloty sztukasów: „Alarm! Wszyscy do piwnicy!”. Potworny gwizd nurkującego samolotu. Jakaś cywilna kobieta leżała ranna na ulicy, powyżej rowu łącznikowego. Wanda podpełzła do niej i zrobiła jej na miejscu opatrunek, a nalot przecież trwał! Chyba to nawet ja nadałam wtedy Wandzie pseudonim „Pepanc”, czyli „przeciwpancerna”. I Wanda już na zawsze została „Pepancem”. Obie przeżyły ten nalot.
Niesamowite bohaterstwo!
Żadna z nas nie myślała wtedy o sobie jako o bohaterce; po prostu spełniałyśmy swoje obowiązki. Z bardziej radosnych powstańczych wspomnień pamiętam polową Mszę świętą 15 sierpnia, w święto Wojska Polskiego, którą odprawiał nasz kapelan. Poszliśmy na nią z fasonem w szyku paradnym i w umundurowaniu. Nasi szwoleżerowie z biało-czerwonymi opaskami na rękawach pełnili posługę przy ołtarzu. Wtedy jeszcze byliśmy przekonani, że zwyciężymy, dziękowaliśmy Bogu za to, że doczekaliśmy się walki z wrogiem z bronią w ręku. 24 sierpnia były moje 17. urodziny. Warszawa już wtedy płonęła, ale mój brat wykombinował jeszcze dla mnie bukiet białych i czerwonych róż. Dokładnie też wtedy usłyszałam po raz pierwszy słynny „Marsz Mokotowa”; ta pieśń towarzyszyła nam do końca Powstania. Pamiętam też, jak w nocy pod koniec sierpnia czekałam z kolegami na zrzut lotniczy w Parku Dreszera. Nie wiem już, w jaki sposób oznakowaliśmy miejsce do zrzutu ani co było w tych zasobnikach. Zrzutowa broń nieraz bardzo się przydawała, bo było już coraz trudniej (...)
O tym, w jakich okolicznościach „Kuczarawa” została ranna, jakie były jej losy po Powstaniu i jak się rozpoczęła jej niesamowita przygoda ze sportem, możecie Państwo przeczytać na łamach miesięcznika „Wpis” (nr 11-169, 28 listopada-17 grudnia 2024 r.).

WPIS 11/2024 (e-wydanie)
Ukazał się już najnowszy, listopadowy numer miesięcznika „Wpis”. Jak co miesiąc przygotowaliśmy dla Państwa wyselekcjonowaną kolekcję tekstów celnie, a nierzadko i dobitnie komentujących rzeczywistość polityczną i obyczajową oraz serię artykułów powiązanych z aktualnymi rocznicami. To jednak nie wszystko; tym razem mamy też dla Państwa większą niż zazwyczaj liczbę wywiadów z wybitnymi osobami sceny politycznej, artystycznej, a także – sportowej.

PAKIET Dzieje Polski tomy 1 - 7 w cenie 439 zł
Zobacz poszczególne tomy wchodzące w skład pakietu:
Dzieje Polski. Tom 1. Skąd nasz ród
Dzieje Polski. Tom 2. Od rozbicia do nowej Polski
Dzieje Polski. Tom 3. Królestwo zwycięskiego orła
Dzieje Polski. Tom 4. Trudny złoty wiek
Dzieje Polski. Tom 5. Imperium Rzeczypospolitej
Dzieje Polski. Tom 6. Potop i ogień
Dzieje Polski. Tom 7.

Dzieje Polski. Tom 1. Skąd nasz ród
Pierwszy tom pomnikowych "Dziejów Polski", napisanych przez wybitnego historyka z Uniwersytetu Jagiellońskiego i Polskiej Akademii Nauk prof. Andrzeja Nowaka, obejmuje okres od początków państwa polskiego do 1202 r. (śmierć Mieszka III Starego). Osoba autora gwarantuje publikację na najwyższym poziomie naukowym i literackim, napisaną właściwym dla prof. Nowaka pięknym, a jednocześnie przystępnym językiem.

Dzieje Polski. Tom 2. Od rozbicia do nowej Polski
Drugi tom bestsellerowych "Dziejów Polski" pióra znakomitego historyka prof. Andrzeja Nowaka. Kontynuacja opowieści o burzliwych losach naszego kraju w okresie rozbicia dzielnicowego. Tom obejmuje okres od śmierci księcia Mieszka Starego w 1202 r. i objęcia władzy w Krakowie przez Władysława Laskonogiego, aż do wkroczenia Kazimierza Wielkiego na Ruś w 1340 r. Autor w fascynujący sposób przybliża wysiłki zmierzające do odnowienia Królestwa Polskiego podjęte w XIII w.

Dzieje Polski. Tom 3. Królestwo zwycięskiego orła
Kolejny tom wspaniałej historii Polski opowiedzianej piórem profesora Andrzeja Nowaka liczy 464 strony, czyli o 80 więcej niż poprzednia część. Podobnie jak dwa poprzednie tomy charakteryzuje się wysokim poziomem edytorskim. Zdobią go liczne fotografie, rysunki, ryciny i mapy, które nie tylko dopełniają narrację autora, ale i poruszają wyobraźnię czytelnika.
Dzieło to owoc wspaniałego warsztatu badawczego, niesamowitego talentu pisarskiego i ogromnej wiedzy profesora Nowaka.

Dzieje Polski. Tom 4. Trudny złoty wiek.
Wreszcie jest z niecierpliwością oczekiwany przez tysiące Polaków kolejny tom wielkiego dzieła prof. Andrzeja Nowaka - czyli czwarty tom "Dziejów Polski"! W czwartym tomie "Dziejów Polski" prof. Andrzej Nowak opowiada o trudnym złotym wieku, czyli latach 1468 - 1572.
Prof. Andrzej Nowak wkracza w czwartym tomie epokowego dzieła „Dzieje Polski” w okres największej świetności Rzeczypospolitej.

Dzieje Polski. Tom 6. Potop i ogień
Oj, działo się, działo! Kolejny tom „Dziejów Polski” prof. Andrzeja Nowaka obejmuje krótszy okres czasu. Ale biorąc pod uwagę natłok ważnych dla narodu oraz państwa wydarzeń, niektórych brzemiennych w skutki na całe wieki, łatwo zrozumieć, dlaczego Autor poświęcił tym latom tak dużo miejsca. To nie Autor spowolnił pisanie, lecz w omawianym czasie historia bardzo przyspieszyła.

Dzieje Polski. Tom 7. Upadanie i powstawanie
Co za czasy w Rzeczypospolitej! Od sławionego w całej Europie zwycięstwa pod Wiedniem w 1683 r. po widmo upadku państwa – zaledwie pół wieku później… Siódmy tom „Dziejów Polski” prof. Andrzeja Nowaka czyta się nie jak jeden, ale jak kilkanaście scenariuszy hollywoodzkich superprodukcji historycznych. W tym okresie Rzeczpospolita niestety doznaje porażek jak nigdy dotąd.




Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.