Najpierw lęk, potem posłuszeństwo. „Tak nas zniewalają” – dr Gudula Walterskirchen o polityce strachu
Manifestacja nazistowska w Wiedniu, 1938 r. Dominują hasła antykościelne, m.in. „Śmierć kapłanom” lub „Klechy na szubienicę” (str. 41 „Tak nas zniewalają. Droga do państwa totalitarnego”, dr Gudula Walterskirchen, wyd. Biały Kruk). Strach, zwłaszcza ten podsycany i powielany w przestrzeni publicznej, może stać się jednym z najskuteczniejszych narzędzi zniewalania społeczeństw. W historii wielokrotnie prowadził on do sytuacji, w których wolność jednostki ustępowała miejsca zbiorowej emocji i potrzebie bezpieczeństwa za wszelką cenę. Na szczęście, dziś coraz więcej ludzi dostrzega, że mechanizmy te nie należą wyłącznie do przeszłości, lecz powracają w nowych, bardziej subtelnych formach – poprzez media, instytucje, system edukacji oraz ograniczanie debaty publicznej, wpływając na sposób postrzegania rzeczywistości i osłabiając krytyczne myślenie.
Wszystkie te zjawiska analizuje znana na arenie międzynarodowej z odważnych analiz procesów politycznych i społecznych austriacka konserwatywna pisarka, dr Gudula Walterskirchen, w książce „Tak nas zniewalają. Droga do państwa totalitarnego” (wyd. Biały Kruk). Autorka pokazuje, że droga do systemów totalitarnych nie zaczyna się od przemocy, lecz od podatności społecznej na lęk i podporządkowanie:
„Aby możliwe było ustanowienie społeczeństwa totalitarnego czy państwa totalnego, potrzebne są dwie rzeczy: przywództwo dążące do takiej formy rządów oraz masa ludzi gotowych podporządkować się bez sprzeciwu. Jak jednak doprowadzić do tego, by jednostki przekształciły się w masę i by podporządkowały się kierunkowi narzuconemu z góry?
W krótkiej perspektywie sprzyja temu wydarzenie nadzwyczajne, w dłuższej – ukierunkowanie zbiorowości na wspólny cel lub ideę. Ale co sprawia, że ludzie koncentrują się na osiągnięciu jakiegoś celu? W przypadku jednostki może to być motywacja lub przekonanie. Masa jednak nie kieruje się logicznym ani racjonalnym myśleniem – jej nie da się przekonać argumentami.
Można ją natomiast popchnąć do działania poprzez silne emocje, zwłaszcza lęk. Strach może mieć uzasadnione, realne podstawy – jak w sytuacji zatonięcia Titanica czy podczas alarmu pożarowego. W takich chwilach szybko dochodzi do masowej paniki, w której człowiek zostaje zredukowany do najniższego poziomu egzystencji – walki o przetrwanie. Lęk może jednak również mieć charakter irracjonalny lub być celowo wywoływany przez władzę – a mimo to działa równie skutecznie.
Sterowanie masą za pomocą wywoływania u niej strachu jest najłatwiejsze wtedy, gdy pojawia się realna obawa, której ludzie i tak doświadczają: utrata pracy, statusu, bezpieczeństwa, lęk przed obcymi, przed katastrofą ekologiczną, wojną czy chorobą. Lista jest długa. Następnie tę początkowo uzasadnioną troskę trzeba maksymalnie wyolbrzymić i nieustannie przypominać o grożących niebezpieczeństwach. W ten sposób rodzi się lęk – a nawet panika. Człowiek musi zostać zepchnięty do stanu samotnego przerażenia, poczucia opuszczenia i tęsknoty za wybawieniem.
Wówczas pojawia się przywódca, który proponuje przerażonej masie ideę mającą przynieść ocalenie. Idea ta może być całkowicie irracjonalna i nie mieć żadnego związku z faktycznym zagrożeniem – ważne jest tylko, by przekazywano ją w sugestywnych obrazach i nieustannie powtarzano.
Klasycznym przykładem takiego mechanizmu była obawa ludzi w okresie międzywojennym, zwłaszcza w niemieckojęzycznym kręgu kulturowym, przed nędzą, upadkiem, utratą pracy, inflacją i głodem. Polityk demokratyczny w takiej sytuacji przygotowałby program gospodarczy, zaangażował różne instytucje i krok po kroku podjął działania, by poprawić warunki życia obywateli. Totalitarny przywódca deklaruje, że chce tego samego – lecz jego celem jest zupełnie coś innego: ustanowienie pełnej władzy. A do tego musi przekształcić społeczeństwo jednostek w jednorodną masę i dalej ją formować. Środkami tej formacji stają się strach i tworzenie wrogich obrazów. W narodowym socjalizmie takim konstruktem był Żyd, a źródłem lęku – rzekoma groźba zagłady niemieckiej rasy panów. Niemcy, upokorzeni po I wojnie światowej, łaknęli odwetu i odzyskania wielkości – a przywódca tylko wzmocnił i przekształcił ten przejaw tęsknoty w nową, niszczącą ideę”.
Fragment książki „Tak nas zniewalają. Droga do państwa totalitarnego”, autorstwa dr Guduli Walterskirchen, wyd. Biały Kruk.
BM

Złoty cielec i fałszywi prorocy. Państwo jako narzędzie walki z Bogiem
Doświadczamy obecnie prawdziwej inwazji państwa na nasze umysły, szczególnie na naszą wiarę. Takie działania znamy z historii, najnowszej i tej dawniejszej. Okres bolszewicki w Polsce (PRL), niemiecka okupacja, czas zaborów i konfederacji targowickiej – wszystko to wiązało się z pozbawieniem kraju niepodległości, narodu – wolności, a poszczególnego obywatela – swobodnego dostępu do oświaty i dóbr narodowej kultury.

Jeszcze nic straconego
Książka utrzymana jest w konwencji ciekawej rozmowy, ma charakter wspomnieniowy. To subtelny obraz jakże interesującej sylwetki prof. Wojciecha Roszkowskiego. Poznajemy jego imponującą naukowo-pisarską karierę i nader ciekawe koleje życia. Autor do celebrytów nie należy, obca jest mu autoreklama, toteż próżno by szukać o nim plotkarskich ciekawostek w mediach. Tu też nie skupia się na błahostkach.

III Rzesza Niemiecka. Nowoczesność i nienawiść
Rzesza Niemiecka istniała tylko w okresie 1933–1945, ale bardzo mocno zapisała się w historii. Mocno i wyjątkowo niechlubnie. Gdy się ją wspomina, przychodzą na myśl druty kolczaste, niemieckie obozy zagłady, wojenna pożoga, grabież, ruiny. Do tego dochodzi pogarda dla tych, których zbrodnicza ideologia nazistowska określała jako „podludzi” i których należało likwidować w imię czystości rasy.

Roztrzaskane lustro. Upadek cywilizacji zachodniej
Czy to już koniec naszej cywilizacji?
Trzymamy w ręku książkę, która jest jednym z najważniejszych dzieł współczesnej humanistyki, nie tylko polskiej. Wybitny uczony i pisarz, wielki erudyta, prof. Wojciech Roszkowski, dokonuje w niej bilansu naszej cywilizacji. Bilans to dramatyczny.

Historia cenzury. Od starożytności do XXI wieku
Polacy w ciągu minionych dwóch stuleci zmagali się z bezwzględnie egzekwowaną antynarodową, ale też antyreligijną cenzurą stosowaną wobec nas przez obcych (zaborców, komunistów). Niewiele jednak powstało na ten temat książek, a to jest pierwsze całościowe opracowanie. Czyżby sam temat cenzury był zawsze niewygodny i cenzurowany? – pyta autor niniejszej książki, Jakub Maciejewski.

Dokąd zmierzamy? Wiara, edukacja, tradycja
Niniejsza antologia publicystyki patriotycznej próbuje dać odpowiedź na postawione w tytule pytanie: Dokąd zmierzamy, my jako Polacy? A co za tym idzie – kto nam wyznacza, lub usiłuje wyznaczać, drogę? Jakże często czujemy się zagubieni, zdezorientowani, manipulowani.
Szukamy stałych punktów odniesienia, niezmiennych wartości, na których można by się oprzeć bez obawy, że pobłądzimy.







Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.