Leszek Sosnowski: Niemcy powinny być pod kontrolą, a nie kontrolować innych!
„Nowoczesna Europa i Wielkanoc 2025 w Krakowie”, rys. Ewa Barańska-Jamrozik Europa unijna rozkoszuje się neobolszewizmem. Najlepszym, ale i tragicznym tego dowodem jest rezolucja Parlamentu Europejskiego z 12 marca 2025 r., a więc sprzed kilkunastu dni. Żeby zrozumieć cele tej rezolucji, trzeba ją jednak nie tylko przeczytać, ale też zestawić ją z dwoma innymi dokumentami, które pojawiły się niemal równocześnie.
Rezolucja PE nie jest oczywiście jeszcze żadnym ostatecznym prawem, ale szybko chce się ją w takie zamienić. Najszybciej w Tuskowej Polsce; zaledwie 8 dni po głosowaniu w Strasburgu Sejm lewacką większością głosów poparł swoich pobratymców z Europarlamentu – a to ma już moc obowiązującego prawa. (…)
Naprawdę odnosi się wrażenie, że działania targowiczan, sprzedawczyków z końca XVIII w. stanowią swoistą instrukcję dla wielu dzisiejszych nie tylko polityków, ale sędziów, wydawców, przedsiębiorców, ludzi kultury, a nawet hierarchów. Ta historia się powtarza. To w programie targowicy była właśnie redukcja armii polskiej oraz przekazanie jej pod obce (rosyjskie) dowództwo. Trzeba podkreślić, że w tym morzu zdrady w Rzeczypospolitej wojskowi jednak nie utonęli, nie było hańby wojska. Zdradził jednak sam głównodowodzący – ustanowiony zresztą wolą Sejmu – król Stanisław Poniatowski. Tchórzliwy z natury ani razu nie pojawił się na polu walki, nawet na przegląd wojska nigdy się nie udał, ale jeden stanowczy rozkaz wydał armii: poddać się Rosjanom i kolaborować z zaborcą. Zarówno jego dzielny bratanek Józef Poniatowski, jak i pozostali dowódcy nie przystali na to i natychmiast złożyli dymisje, właśnie żeby nie okryć się hańbą. Ówczesny nasz król nie znał jednak słowa hańba. Kto zna je dzisiaj? A przecież dziś też mamy w Polsce króla, i to Europy...
Rezolucja Europarlamentu z 12 marca 2025 r., podobnie jak rezolucje zdrajców z XVIII w., zwalnia nas z obowiązku rozbudowywania własnej armii – to nie nasz problem, inni będą nas chronić. Już w 1717 r. słynny sejm niemy wprowadził po raz pierwszy, na rozkaz cara, ograniczenie liczby polskiej armii. Dziś zapowiada się o tyle gorzej, że wojsko ma być też nieliczne, ale płacić mamy jak za wielka armię. Nie naszą. Naszym bezpieczeństwem zajmie się jakaś enigmatyczna „Europa” kierowana, jak wiemy, ręką żelazną przez Niemkę z dziada pradziada, Ursulę von der Leyen. Ona dziś jawi się nam niczym nowa caryca Katarzyna II, która zresztą też byłą stuprocentową Niemką, asymilowaną na petersburskim tronie.
*
Dokument PE z 12 marca br. odsłania wojenne oblicze Ursuli von der Leyen i w ogóle berlińskich strategów. Jawi nam się wreszcie hegemon jak się patrzy, jak z czasów Bismarcka, gotowy na podój świata. Rezolucja Europarlamentu nie wzywa do pokoju, nie widzi już sensu sankcji, nie odwołuje się do wartości chrześcijańskich, do tradycji, nie szuka dróg porozumienia. Cały czas mowa jest o Ukrainie, jako przyczynie do wyścigu zbrojeń. Tyle, że już bez udziału Amerykanów, za to z wykorzystaniem europejskiego przemysłu zbrojeniowego. Czyli de facto z wykorzystaniem głównie przemysłu niemieckiego, trochę francuskiego, jeszcze mniej włoskiego.
Na wielu stronach rezolucji darmo by natomiast szukać słów o Polsce; ani razu nasz kraj nie jest choćby wzmiankowany. A kogo tam nie mamy! W rezolucji pojawia się troska nawet o kraje Sahelu. Jak ma się to zatem do tezy, że pomagając Ukrainie, pomagamy Polsce, poprawiamy nasze bezpieczeństwo? Tak to faktycznie wyglądało – do dziś. Dziś staje się to czystą retoryką i niczym więcej.
Od Ukraińców trzeba było od razu czegoś żądać w zamian za pomoc, a nie kontentować się górnolotnymi słowami. Zełenski kilka dni temu na łamach „Time” powiedział o swojej słynnej rozmowie z Trumpem: „W tamtym momencie pojawiło się u mnie poczucie, że nie jesteśmy sojusznikami”. No, proszę państwa, jeżeli on wprost wypiera się Ameryki, bo nie po jego myśli przebiegły wybory w USA, to po pierwsze – jest skończonym niewdzięcznikiem. A jeśli nim jest, to tym bardziej będzie nim w stosunku do nas. Po drugie, moim zdaniem, po kryjomu zaprzedał się Niemcom, a na pewno zachodnioeuropejskim lewakom i dlatego tak się rzuca na Trumpa. Po trzecie, on atakuje Stany, a więc naszego w tej chwili jedynego w miarę szczerego, no i potężnego, sojusznika. Czy jednak wrogowie naszych sojuszników mogą być naszymi przyjaciółmi? Czy my naprawdę znamy cenę naszej pomocy Ukrainie? Staje się jasne, że my wyportkowaliśmy się na Ukrainie, a plony zbierać będą „Europejczycy”, czyli gremialnie Niemcy i paru Francuzów oraz po jednym Włochu, Holendrze i może Duńczyku.
Na dodatek wygląda na to, że wszystko, co kupiliśmy na potrzeby naszej armii, znajdzie się niebawem w jakichś enigmatycznych siłach europejskich dowodzonych – no, przez kogo? Łatwo zgadnąć.
Rezolucja PE posiada wymiar totalnie antyamerykański, co jest w zgodzie z poglądami każdej partii politycznej za naszą zachodnią granicą. Każdej. Niemcy antyamerykanizm mają we krwi od roku 1918, kiedy to uznali, że wojnę przegrali przez USA. Tak samo zresztą jak w roku 1945. Gdyby Stany Zjednoczone siedziały wówczas cicho, to Germanie już dawno panowaliby przynajmniej nad naszym kontynentem. Ich nienawiść do Ameryki jest silniejsza nawet od antypolonizmu. I leży absolutnie w poprzek naszych interesów. Tymczasem słyszymy, że obecny warszawski rząd ma zamiar – który zapewne spróbuje realizować, tak jak inne antypolskie przedsięwzięcia – wycofać się z kontraktów na dostawę broni z USA do Polski.
Tekst strasburskiej rezolucji zawiera wiele powtórzeń, co nie jest, moim zdaniem, efektem niechlujstwa, lecz świadomym zawoalowaniem sedna sprawy; na wypadek gdyby ktoś jednak zdecydował się przeczytać całość dokumentu. Sedno sprawy leży zaś głęboko ukryte pod koniec traktatu, w paragrafie nr 76. Stanowi on, że „[PE] z zadowoleniem przyjmuje pięciopunktowy plan ReArm Europe zaproponowany przez przewodniczącą Komisji 4 marca 2025 r.”. Dziwnie krótki ten punkt. Należy zatem zapytać, co to znaczy ów tajemniczy skrót „ReArm Europe”. Rezolucja tego nie wyjaśnia.
Otóż jest to plan unijny, zapisany w innym dokumencie, mający na celu zbieranie funduszy we wszystkich krajach członkowskich i wspieranie inwestycji zbrojeniowych także – uwaga – z pominięciem obowiązującego prawa i dotychczas stosowanych restrykcji wobec krajów obciążających ponad miarę swoje budżety. Poluzowane też zostaną warunki kredytowe dla firm zbrojeniowych, oczywiście tylko dla niektórych. To, co jeszcze do wczoraj było śmiertelnym grzechem, czyli nadmierne zadłużenie państw, ma teraz stać się ratunkiem gospodarki. Oczywiście niemieckiej, bo głównie tam zostaną przekierowane fundusze.
Jednakże najbardziej niepokojąca jest ostateczna konkluzja i zarazem stanowcze oświadczenie planu „ReArm Europe”. Brzmi wprost katastroficznie. Otóż zdaniem autorów tego dokumentu Unia Europejska do 2030 r. uzyska pełną gotowość bojową. Tak się to określa: gotowość bojowa. Wtedy może iść na wojnę. Od razu zatem nasuwa się pytanie, czy Rosja, a wraz z nią np. Iran, Korea Północna, może i Chiny, będą spokojnie czekać do roku 2030 na ową „pełną gotowość bojową” Niemiec i ich kumpli? Każdy logicznie myślący nie da twierdzącej odpowiedzi na to pytanie. Rosja ruszy na wojnę, póki przeciwnik jeszcze nie będzie zbyt silny. Zresztą wcale tego już nie ukrywa! (…)
Nie należy z tego wszystkiego wyciągać wniosków, że nie powinniśmy się zbroić. My tak, ale Niemcy – nigdy. To my i inne kraje powinniśmy stanowić dla nich gwarancję bezpieczeństwa, a nie odwrotnie. To oni powinni odpowiednio dokładać się finansowo do obronności, ale nie stawiać się na pozycji gwaranta czyjegokolwiek spokoju. Tak zresztą, jak przewidywały koncepcje i decyzje powojenne. Niemcy powinny być pod stałą kontrolą, a nie kontrolować innych. (…)
Straszą nas dookoła Putinem, także w omawianej tu rezolucji PE, ale to absolutnie nie powinno nam przysłaniać tego zagrożenia, które istniało dla nas od zarania: germańskiego.
*
Powyższy tekst jest fragmentem z wstępnego, ostrzegawczego artykułu Leszka Sosnowskiego z najnowszego numeru (173) „Wpisu”. W numerze także wiele innych świetnych tekstów, m.in. Rafała Ziemkiewicza i profesorów ks. Janusza Królikowskiego, Wojciecha Polaka, Wojciecha Roszkowskiego, ks. Roberta Skrzypczaka, Artura Śliwińskiego. Poruszający jest bardzo patriotyczny tekst Drogi Krzyżowej autorstwa ks. prof. ks. Tadeusza Guza. W sumie 116 stron wspaniale ilustrowanych, m.in. zdjęciami samego mistrza Adama Bujaka.
Zapraszamy do naszej Księgarni Internetowej po miesięcznik WPiS oraz po książki o polityce Niemiec wobec Polski:

Prenumerata miesięcznika WPIS na rok 2025. Wydanie drukowane
Miesięcznik „Wpis” już od piętnastu lat pozostaje wierny swym założeniom i przedstawia Czytelnikom podstawowe wartości, a więc wiarę, patriotyzm i sztukę.
Publikują u nas tak znakomici autorzy, jak m.in.: Adam Bujak, ks. prof. Waldemar Chrostowski, Leszek Długosz, prof. Ryszard Kantor, dr Marek Klecel, ks. prof. Janusz Królikowski, prof. Grzegorz Kucharczyk, dr Monika Makowska, prof. Aleksander Nalaskowski, prof.

Pamięć Warszawy
Warszawa – dumna stolica naszego narodu nie miała łatwej historii, zwłaszcza w XX w. Równocześnie jednak Warszawa stała się symbolem niezłomnej polskiej niepodległości. Tu w 1918 r. siedzibę znalazły najwyższe polskie władze. Stąd grzmiały w 1939 r. słowa, że polski honor jest bezcenny, a mieszkańcy naszej stolicy powstali w 1944 r. przeciw okupantom, nie mogąc dłużej znieść zniewolenia.

Rok 1939. Od beztroski do tragedii
Dla Polski rok 1939 był rokiem przedziwnym; przede wszystkim tragicznym, gdyż agresja na nasz kraj Niemiec dokonana 1 września, a następnie Związku Sowieckiego – 17 września spowodowała śmierć milionów rodaków jak również zamordowała prężnie rozwijającą się II Rzeczpospolitą. Ten straszny rok kojarzy nam się zatem głównie z początkiem II wojny światowej.

Auschwitz - Rezydencja śmierci
Unikalny dokument przedstawiający największy niemiecki obóz koncentracyjny, ośrodek męczeństwa i masowej zagłady setek tysięcy więźniów 30 narodowości. Bogaty materiał fotograficzny: znakomite, słynne już artystyczne fotografie Adama Bujaka zatrzymujące w czasie echa koszmaru oraz zdjęcia archiwalne z lat funkcjonowania obozu przedstawiające dramatyczny los deportowanych.

Utopia europejska. Kryzys integracji i polska inicjatywa naprawy
Wychodząc z pierwotnych koncepcji wspólnoty europejskiej, nawiązując do myśli tzw. Ojców Założycieli, autor Krzysztof Szczerski, politolog i polityk, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego przestrzega - zgodnie z tym, co mówił w polskim Sejmie św. Jan Paweł II - przed redukowaniem wizji zjednoczonej Europy wyłącznie do jej aspektów ekonomicznych, politycznych oraz przed bezkrytycznym stosunkiem do konsumpcyjnego modelu życia.
AD






Komentarze (0)
Publikowane komentarze są prywatnymi opiniami użytkowników serwisu. Redakcja nie ponosi odpowiedzialności za ich treść. Wpisy są moderowane przed dodaniem.